Japonia - dzień 1

Powróciłam z Japonii, ale jakoś nie mogę wrócić do blogowania. Ogólnie wolałabym jeszcze trochę poudawać z w internecie, że nie istnieję, ale jak tylko weszłam do swojego pokoju patrzyły na mnie z wyrzutem mang do recenzji. Żeby przerwać to milczenie postanowiłam napisać jakąś niezobowiązującą notkę. I chociaż o Japonii mam już w głowie milion przydatnych notek (fakty i mity, przydatne apki, planowanie itp.) to jednak jeśli ma być to luźna notka postanowiłam opisać swój 1 dzień w Japonii. Oznacza to, że będzie 11 notek, bo spędziłam tam 11 dni :). Nie będzie to nic przydatnego pod względem merytorycznym, ale przynajmniej uda mi się przełamać milczenie. Zaczynamy!

Sklep z rowerami wie jaką serią się promować :)
Z domu musiałam wyruszyć 2 dni wcześniej, poza tym miałam straszny strach przed odprawą, overbookingiem mojego lotu (na pokład w końcu weszły tylko te osoby, które miały dodatkowo wykupione numery miejsc, ci, którzy liczyli na wybór przy odprawie, nawet tej online, mogli być zaskoczeni), ponadawałam wszystkie bagaże, postresowałam się trochę i wyruszyłam w 10-godzinną podróż liniami lotniczymi LOT - nigdy nie leciałam samolotem, więc zależało mi na tym, żeby dodatkowo nie stresować się żadnymi przesiadkami. Nie było tak źle jak myślałam, poza tym, że strasznie łzawiły mi oczy przy zmianie ciśnienia :). LOT ma do zaoferowania na pokładzie całkiem niezłą liczbę filmów i seriali, które można obejrzeć na ekranach zamontowanych przy siedzeniach, więc nadrobiłam hit jakim jest "The Greatest Showman", zaczęłam też japoński film o Kamakurze (był jednak zbyt abstrakcyjny, żeby go skończyć), zaczęłam też "Kształt wody", ale okazał się być filmem, który jest ciężki do oglądania w samolocie (ogólnie ten fragment, który udało mi się obejrzeć nie przypadł mi do gustu). Jedzenie w samolocie było takie, że wszystkie przekąski i dodatki były całkiem fajne, a dania główne nieco hardkorowe - jeśli mam być szczera nigdy nie wybierajcie dania ze słowem "kurczak". 


W końcu jednak dotarłam na miejsce, całkiem sprawnie poszło zbieranie się z lotniska, odbieranie bagaży. Zaskoczyło mnie, że jest bardzo gorąco i wilgotno, ale nie aż tak, jak sobie wyobrażałam - upały w Polsce nie raz bardziej mnie przerastały. Pan biorąc mój paszport zastanawiał się czy "POL" to skrót od "Police" i czy istnieje państwo policyjne, ale kolega go nauczył, że to skrót od "Porando". Bardzo krótka kolejka do wymiany JR Passa mnie zaskoczyła, udało się też zarezerwować Nartia Express i od razu cieszyć się japońską jakością pociągów. Po 1,5h jazdy dotarłam do Ikebukuro, gdzie byłam już umówiona z koleżankami z twittera na obiad. Miałam wykupioną przez stronę Ecbo Cloak przechowalnia bagażu (jechanie na mieszkanie i wracanie do Ikebukuro zajęłoby za dużo czasu) i aby odnaleźć restaurację, w której miejsce zarezerwowałam musiałam kołować po okolicy ponad godzinę. Mapy google i Ikebukuro się nie kochają (to samo mogę powiedzieć o Dotonbori), a restauracja była tylko 5 minut od dworca. W końcu jednak udało się zrzucić bagaż (polecam tę stronę, nie trzeba się martwić np. o to, że wszystkie większe coin lockery będą zajęte) i odnaleźć znajome. Moją przygodę z jedzeniem w Japonii zaczęłam od sieciówki Johnnatan's, gdzie w sumie moja grupa była jedyną nieprzebraną w cosplay. Ikebukuro + niedziela = event cosplayowy i wysyp poprzebieranych osób na metr kwadratowy był podobny jak na polskich konwentach ;). Od razu poczułam się jakoś swojsko.





Na pierwszy rzut poszło oczywiście menu "all you can drink", żeby uzupełnić płyny, z dań wybrałam japońską wariację na temat hamburgera, o której dużo dobrego słyszałam i zawsze mnie interesowało czym on się tak naprawdę różni od naszego mielonego. Rzeczywiście takie miękkie, soczyste mięso rozpływające się w ustach dosyć się wyróżnia, więc jestem zadowolona z wyboru. Po jedzeniu było jeszcze czasu do najważniejszej atrakcji dnia, więc znajome oprowadziły mnie po najbliższych sklapach od razu doprowadzając do półek z gadżetami z "Yowamushi Pedal". Nie powiem, żebym pierwszego dnia kupiła dużo, ale przynajmniej miałam podgląd na ilość goodsów i ich ceny.  Więcej kupiłam w secondhandzie z photobookami aktorów, nawet nie tyle, że brałam moich ulubieńców, bardziej nastawiłam się na kombo ładne zdjęcia x cena, i tak w moje ręce trafiły photobook Kuroby Mario (m.in. Kise w stageplayu "Kuroko no Basket" i Hirokiego Ino (m.in. Suga w stageplayu "Haikyuu!"). Na jedną rzecz się nacięłam, bo wyglądała dobrze na zewnątrz, a po odfoliowaniu jednak miała trochę braków, ale uznajmy to za błąd początkującego zakupowicza w Japonii :).

Pomyślałby ktoś, że po nieprzespanej dobie człowiek byłby zmęczony, ale moja ekscytacja była dosyć spora i adrenalinka mnie trzymała, poza tym na ten dzień miałam zaplanowaną tak naprawdę jedną rzecz, która była najważniejszym punktem programu czyli "Yowamushi Pedal Animate Cafe" - stworzoną w jednym z pomieszczeń Animate w Ikebukuro kawiarni z mojej ulubionej serii. Wystrój jakoś nie zrobił na mnie az tak dużego wrażenie, po prostu wallscrolle, goodsy, telewizory z openingami i ściana z gadżetami, które można było kupić tylko z okazji tej tymczasowej kawiarni - tematycznie wziązane z piekarnią Tadokoro. Rezerwacje były obowiązkowe, znajome zrobiły je wcześniej, cała sala była pełna japońskich fanek. Jedna dziewczyna przyszła w ręczniku z Tadokoro na plecach, co było megasłodkie, bo ta postać potrzebuje miłości :D. Wiekszość wyciągnęła swoje gadżety, pluszaki z serii i robiła im zdjęcia przy stołach. Menu było raczej niewielkie, ale nawiązujące do serii - drinki bezalkoholowe oczywiście (chociaż w Kamen Rider Diner były alko ;))  związane z postaciami, 2 desery, 1 sałatka i omuraisu.





Do każdego napoju i dania dodawane były coastery z losowymi postaciami - kiedy poszłam oglądać wystawkę z goodsami wszystkie nasze dania już przyszły i nawet zostały mi przydzielone 3 coastery (w restauacji wcześniej rozmawiałyśmy o ulubionych postaciach i tak się wydarzyło, że na 3 moje typy były tam 2, a dodatkowo postać, której projekt najbardziej mi się podobał :)). Jedzenie i drinki nie wyróżniały się niczym specjalnym, no ale raczej nie po to przyszłam tu po obiedzie, żeby oczekiwać niewiadomo czego. Do kupienia oprócz zwykłych gadżetów, które człowiek mógł sobie wybrac były też blind boxy z przywieszkami akrylowymi - przypadała konkretna ilość na osobę, którą można było kupić. Znajome kupiły trochę i wtedy zobaczyłam czym naprawdę jest taka kawiarnia i skąd się bierze jej klimat. Wkrótce na wszystkich stołach fani zaczęli wystawiać powtórki, postacie, za które chętnie się wymienią na swoich ulubieńców. Zaczęły się wędrówki od stołu do stołu, fani zaczęli ze sobą rozmawiać, plus ta radość, kiedy ktoś miał coś na zamianę, dwie osoby znalazły swoich ulubieńców i mogły sobie pomóc. Zadziała się magia. W końcu sama się złamałam i poszłam kupić tego jednego blind boxa za 600 jenów, a miałam nie wydawać pieniędzy pierwszego dnia. Jak tylko otworzyłam swojego blind boxa okazało się,że jest to ten projekt, który mnie najbardziej rozłożył na łopatki po ich ogłoszeniu w internecie i najbardziej go chciałam - Kaburagi z Oranginą :D. Z jednej strony nie miałam się z kim wymieniać, a z drugiej dostałam co chciałam od razu, więc też się ucieszyłam. Podeszła do nas fanka Tadokoro z tym ręczniczkiem na plecach i zapytała znajomych czy  lubią Shinkaia.... Znajome przyznały, że nie jakoś bardzo, ale pocieszyłam dziewczynę, że ja lubię. Okazało się, że pytała, bo chciała nam dać wachlarzyk z Shinkaiem (i Izumidą) z Cup Noodles i tak skończyłam z dodatkowym prezentem :D. Magia.


W końcu zrobiła się 19, słońce było i nagle ktoś go zgasił, zrobiła się noc. Tak mogę opisać każdy zachód słońca, którego doświadczyłam w Japo. Mocne słońce, bardzo jasno, aż tu nagle ciemność. Wystarczyło wejść na dworzec i z niego wyjechać pociągiem i już zmiana pory dnia. Mój pierwszy nocleg miałam zarezerwowany u japońskiej rodziny mówiącej po angielsku, dodatkowo właścicielka była cosplayerką (nie chcę dawać publicznie zdjęcia, ale jedna część mieszkania to były walające się materiały, dodatki itp. :D)), fanką starszych tytułów. Trzeba było jednak dojechać najpierw do Setagayi (a dokładniej do stacji Soshigaya Okura) i mieszkanie znaleźć. Setagaya to takie miasto w Tokio, dosyć spore, w którym wszyscy mają obsesję Ultramana, bo to właśnie tam odbywa się akcja w różnych sezonach tego serialu tokusatsu. I tak wchodząc na stacje widzimy mnóstwo plakatów w Ultramanem, fototapety, przy każdej mapce jest Ultraman, na witrynach sklepowych jest Ultraman, słupy nawiązują kształtem do designu Ultramana, w słupach jest szkło, przez które można oglądać screeny ze starych odcinków Ultramana, w pewnym momencie patrzysz w górę, a tam Ultraman...  Naprawdę :D. Super klimat miejsca, sama wycieczka do mieszkania była niezłą atrakcją.





W moim pokoju były 2 łóżka, korytarzyk i miejsce na jeszcze jeden futon w razie czego, byliśmy z moim bratem zadowoleni z jego wielkości. Dostaliśmy ręczniki, łazienkę dzieliśmy z naszą właścicielką (walały się tam kosmetyki z Sailor Moon) - prysznic, wanna, toaletka, pralka, szampony, odżywki, mydło. Kuchnia i jadalnia była w tym samym pomieszczeniu, co cosplayownia, w części kuchenno-jadalniowej było czysto, w części cosplayowej panował taki uroczy domowy chaos - człowiek czuł się bardzo komfortowo, ale jeśli ktoś jest maniakiem czystości to lepiej byłoby mu w hotelu. Dla mnie to był klimat. W pokoju, w którym spałam było całkiem sporo mang do czytania - między innymi "Emma" czy "Locke Superczłowiek". Rozmawiałam potem jeszcze z właścicielką na temat mang wydanych w Polsce, pokazała mi nowe wydanie "Sailor Moon" i ogólnie uważam, że nie mogłam wybrać lepiej na pierwsze lokum. Ale byłam już wymęczona i poszłam spać, bo byłam już bardzo przemęczona, a następnego dnia czekała mnie pierwsza poważniejsza wycieczka :D. 


W ten sposób przeżyłam swój pierwszy dzień w Japonii - bardzo łatwo się tam zaklimatyzowałam, zaskakująco bezproblemowo pomijając drobne przejścia z mapami google. Wiem, że pewnie taka prosta notka nie nadaje się w żaden sposób na wskazówkę, ale mam nadzieję, że taka dforma zdawania relacji również się komuś spodoba :)

Gdzie planuję pojechać na mojej wycieczce do Japonii? - lato 2018

Mój wyjazd do Japonii zbliża się wielkimi krokami. A wraz z nim cykl notek o mojej podróży. Bardzo dużo mam już przygotowane, ale jeszcze wiele przygotowań przede mną. Coraz bardziej się stresuję, ale na niektóre rzeczy nie jestem w stanie poradzić. Wątki przedwyjazdowe podzielę na 2 notki - jedna to porównanie obecnych planów do pierwotnych planów, druga będzie o tym, co należy przygotować przed wyjazdem (lub w jego trakcie) i gdzie można z tego skorzystać. 

Wspomnę tylko o kilku rzeczach:
1. Wybieram się z bratem, ale on jet na tyle niezainteresowany ogarnianiem, że wszystkim póki co zajmuje się sama. Część z tej notki pochodzi z ostatnich 6 stron w Wordzie, które dla niego napisałam, żeby wiedział co robimy.
2. Jadę do Japonii w lecie, bo w mojej pracy urlop mamy odgórnie narzucony na lipiec i pierwszą połowę sierpnia. Nie mam wyboru innego terminu i wiem, że lata w Japonii są upalne, wilgotne i cały czas pada. Mam tylko wybór na zasadzie jechać lub w ogóle nie jechać, dlatego za każdym razem, kiedy muszę się tłumaczyć, dlaczego jadę akurat teraz już mi ręce opadają.

3. Dużo osób pyta mnie: dlaczego nocleg mam w Osace, a nie Kioto/cośtam/gdzieśtam. Ottóż, gdyż, ponieważ: każdy ma jakiegoś bzika, ja od jakiegoś czasu mam dziką fazę na to miasto. Jeden z moich ulubionych japońskich zespołów, Kanjani8, śpiewa piosenki o Osace, albo miejscach, które znajdują się w tym mieście. Mam takoyaki w swoim serduchu i nie ważne, że są lepsze/fajniejsze miasta w Japonii, to jest właśnie to moje.

4. Mój plan zakłada wiele luzu, w razie gdybym była zbyt zmęczona, nie chciała się spieszyć itp. Dlatego wspominam o głównych celach podróży, mam oczywiście tez pomysły zapasowe na ewentualną zmianę planów i inne takie. 



I tak oto w lipcu tego roku spędzę 2 dni w samolocie i 10 dni w Kraju Kwitnącej Wiśni. Na razie wydaje mi się to zupełnie nierealne, ale bilety lotnicze są już kupione, a noclegi opłacone, więc chyba nie ma już odwrotu? Zaplanowałam 1 dzień na obrzeżach Tokio (Shinjuku/Setagaya), 1 dzień w Hakone, 6 dni bazą wypadową będzie Osaka - tam spędzę Tanabatę i zwiedzę Kaiyukan i wybiorę się na Hiroshimę, Miyajimę, do Nary, Kyoto i jeśli starczy mi sił to do Kobe. 2 ostatnie dni zamierzam spędzić w Tokio, gdzie moim najkonkretniejszym planem jest pójście do Kamen Rider Cafe. Jeszcze trochę czasu przede mną, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu.  - Otai, Gekiuma Henshin, luty 2018

Co od tego czasu się zmieniło w kwestiach technicznych:

- Japonia wprowadziła nowe prawo zmuszające ludzi do oficjalnego rejestrowania działalności gospodarczej na AirBnB i zmuszono serwis do usunięcia wszystkich ofert, które nie spełnią tego warunku. A żeby spełnić ten warunek trzeba mieć zgodę od samorządu regionalnego, dozorcy, sąsiadów i najlepiej jeszcze bezdomnych kotów mieszkających w okolicy, zwłaszcza, jeśli dana osoba wynajmuje dom cudzoziemcom, a jeśli tak robi to może maksymalnie opuszczać dom na 2h dziennie. Bo cudzoziemcy kradną w sklepach (dowiedziałam się, że to jeden z najpopularniejszych stereotypów na nasz temat), a poza tym gorszą dzieci idące do szkoły, bo wyglądają inaczej. Świetnie się Japończycy wypowiadają, świetnie.

- AirBnB wyszło na ratunek porzuconym turystom i za anulowanie noclegów (u mnie były to 2 na 3 noclegi, które miałam zamówione) dostaliśmy wysokie kupony na kolejne rezerwacje, dzięki czemu mogłam sobie pozwolić na trochę droższy hostel, bardziej w centrum miasta i schludniejszy. Do tego dostaliśmy kupony na darmową atrakcję na AirBnB i zarezerwowałam dwie (jedną opłaciłam, ale była tania). Koniec końców zmieściłam się w takiej samej sumie, ale nieco zmodyfikowałam plany.

- 2 dni temu mocno zatrzęsło w Osace. W skali 7-stopniowej było to niższe 6, a jak pokazują poprzednie doświadczenia po 2-3 dniach przychodzą nawet silniejsze wstrząsy wtórne i zbierają większe żniwa. Teraz jest już niewesoło, trzeba się podnosić ze szkód, które trzęsienie wyrządziło, ale co jeśli to jeszcze nie koniec? W Osace spędzam tydzień, tak, że nie jest to dla mnie najoptymistyczniejsza wiadomość, mogę tylko liczyć, że do mojego przylotu wszystko się uspokoi.

- zdecydowałam się na 14dniowy JR Pass zamiast 7-dniowego, co zaowocowało zmianą wycieczki do Hakone na wycieczkę do Kamakury, bo jest dojazd na pociągach JR.

Jaki jest obecny plan:

1 LIPCA
Mam nadzieję, że nie będzie overbookingu, a jeśli będzie to wezmą pod uwagę, że bilety zamawiałam bardzo wcześnie, nigdy nie latałam samolotem, a ze stresu, na który mnie narażą mogę mieć kłopoty zdrowotne. Generalnie po prostu nie wyobrażam sobie, że nie przylecę tym lotem,. który wybrałam, bo mnie na myśl o takich praktykach linii lotniczych krew zalewa. Wyobraźmy sobie więc, że wszystko się udało, rano wylądowałam na Naricie, załatwiłam wszystkie potrzebne formalności i właśnie jadę Narita Expressem do Ikebukuro, gdzie za pomocą aplikacji ecbo cloak zarezerwowałam sobie przechowalnie bagażu. Może i jestem półżywa, ale tego dnia spotykam się ze znajomą z twittera, Kran, która tego dnia ma wolne od pracy i razem idziemy do zarezerwowanej na godzinę 16:30 czasowej kawiarni Animate, która tematycznie związana jest z jedną z moich ulubionych serii, czyli...



Piękne, otakusiowe rozpoczęcie podróży. Następnie około godziny zajmuje mi dotarcie do mojego domu, w Setagaya-ku, gdzie mam razem z bratem wynajęty pokój u japońskiej rodziny mówiącej po angielsku. Jeśli będę miała trochę siły to pochodzę po okolicy, jeśli nie to ogarnę się i pójdę spać.

W międzyczasie nie wolno mi zapomnieć o rezerwacjach na Shinkanseny i N'EXa na drogę powrotną - im szybciej, tym większa szansa, że będą dostępne jeszcze miejsca! Niestety na lotnisku podobno nie da się tego zrobić, więc będę musiała się tym zająć na innej stacji.

2 LIPCA
W wiadomości do brata napisałam tak:
Miało być co innego, ale jako, że mamy JR Passa proponowałabym Kamakurę – jak wstaniemy to 30 minut do Shinjuku i 45 minut z Shinjuku do Kamakury na JR Passie. Co tam można robić:
- w lipcu kwitną tam hortensje, to tak zamiast kwitnących wiśni
Źródło: Hydrangea Temple Gardens in Kamakura

- podobno około 17-18 wszystko jest zamykane, więc warto jechać rano
- świątynia Meigetsuin 10 minut od stacji Kita-Kamakura, od 9 rano, do 500 jenów wejście, potem trzeba dojechać z Kita-Kamakury do Kamakury i tam około pół godziny drogi na nogach mamy albo:
 następną fajną świątynie HasederaWielki Budda, można też dojść do świątyni z myciem pieniędzy, 1 km od buddy. A jak będzie ładna pogoda to pochillować na plaży, bo to miejscowość nad morzem
Gdyby nam się udało sensownie zakończyć wizytę w Kamakurze wcześniej to można jeszcze pozwiedzać Shinjuku.

3 LIPCA

Pierwsza najważniejsza rzecz to dojechać do Osaki. Tam na dworcu kupić Kaiyukan Pass, który po uruchomieniu daje nam darmowe metro do końca dnia (mamy wykupiony JR Pass, więc moglibyśmy się obejść bez metra, ale metrem jest po prostu dużo szybciej w pewnych momentach (jakieś 30-40 minut szybciej z tego co patrzyłam), więc skoro dają w pakiecie to bardzo chętnie. Zostawiamy bagaże w hostelu, który znajduje się w Dotonbori - jednej z najbardziej głośnych dzielnic Osaki, największej atrakcji turystycznej, stolicy jedzenia, rozrywki, pełnej krzykliwych neonów - tyle wygrać, że dzięki zmianom AirBnB mamy taką atrakcję na wyciągnięcie ręki i nie musimy jej specjalnie wplatać w nasz plan wycieczki. Czy będzie głośno w nocy i się nie wyśpimy? Tego nie wiem, i tak mam zamiar spać w słuchawkach na uszach, bo mój brat czasem za głośno zachrapie. ;) Po zostawieniu bagażu jedziemy do Kaiyukanu, czyli dużego oceanarium, które niejednego z moich znajomych oczarowało.Planuję spędzić tam około 3-4 godzin, bo podobno to atrakcja na pół dnia. Jeśli zostanie mi siły i czasu mam zamiar skorzystać jeszcze z jakichś zniżek, które daje Kaiyukan Pass, w końcu jednak wrócimy na mieszkanie i położymy się spac, bo kolejnego dnia czeka nas pobudka o 5 rano...

4 LIPCA
To dzień naszej hardkorowej pobudki. O 5:25 musimy być gotowi do wyjścia. Pytasz co my tak rano wstajemy? Miejmy nadzieję, że poprzedniego dnia wróciliśmy z Kaiyukanu o 21 najpóźniej, i poszliśmy spać od razu. Czeka nas atrakcja AirBnB - medytacja z byłym mnichem, który był na tyle miły, że już dał nam swoje hasło do darmowego wifi na całą Japonię ;). W każdym razie o 6 rano podprowadzi nas pod zamek w Osace, gdzie RADIO TAISO prowadzi poranne ćwiczenia - tam z nimi się rozciągniemy, a potem nasz pan przewodnik nauczy nas sztuki medytacji w 40 minut. Jeśli będziemy chcieli wskaże nam też restaurację z tradycyjnym japońskim śniadaniem i spędzimy z nim też pierwszy posiłek dnia.

źródło: japan-times.com, Fushimi Inari

Na ten dzień zaplanowałam nam jedynie wycieczkę do Fushimi Inari w Kioto - już od 10 rano jest tam podobno bardzo tłoczno, więc nie zamierzam planować nam nic więcej i stresować się tym, że się nie wyrobimy. Jeśli uda się wpleść w plany cokolwiek innego w Kioto - super. Jeśli nie, to i tak uda nam się zrealizować plan.

5 LIPCA
Wyjazd do Hiroshimy i Miyajimy, chcemy zarezerwować Shinkansen na 6:50, 7:05 lub 7:35 (, żeby być na głównej stacji Hiroshimy na 9. Znów musimy dojechać na stację Shin-Osaka. Najlepszą opcją byłoby zarezerwowanie Shinkansenu na 20:52, albo na 21:19.
Miejsca do odwiedzenia w Hiroshimie to:  
Miyajima – jeśli będzie pogoda to tu po południu, jeśli nie, to rano
Źródło: thetruejapan.com

- jedzeniowo Okonomimura to mus
Opcjonalnie też:
-Ogrody Shukkeiden, 10 minut na nogach od stacji 

6 LIPCA
Do godziny 11 odpoczywamy w Osace. O 11 jesteśmy umówieni niedaleko naszego hostelu na darmową atrakcję AirBnB - trzygodzinny anime/game tour. Nasz nowy kolega płynnia mówiący po angielsku będzie nam tłumaczył gry w arkadach (dla mojego brata to ważne), pokaże nam miejsca związane z anime (zwłaszcza starszymi), a także sklepy, w których można się obkupić.
Kończymy o 14 i proponowałabym od razu poruszać się w stronę Katano, taka mieścina na poboczach Osaki. Obchodzą tam Tanabatę przez 2 dni, między innymi dlatego, że maskotką ich miejscowości jest Orihime związana z Tanabatą. Znalazłam to miejsce przez tę stronę I love Katano. Człowiek prowadzący fanpage tej strony szybko odpowiedział mi, jak i gdzie świętuje się tam 6 lipca (pewnie lepszy byłby 7, ale tu mamy inną Tanabatę w planach). Nie jest to chyba jakieś miejsce oblegane turystycznie, ale wygląda na tyle przyjaźnie, że chętnie o jedno mniej znane miejsce zahaczę, może poczuję się jak w domu ;).

7 LIPCA
Bardzo mi zależy na jednym miejscu w Kioto - Eigamura. Jest to muzeum filmowe i akurat oprócz Godzilli, przebierańców, starych budynków itp.. na 3 piętrze jest wystawa Kamen Riderowa/Super Sentaiowa. ) 11:00 i 13:00 na 15 minut pojawiają się tam osoby przebrane za Kamen Rider Build i Kamen Ridera W (wyjątkowo 7go właśnie on się pojawi) i można sobie z nimi zrobić zdjęcie, tylko nie wolno go publikować w internecie. TEGO POTRZEBUJĘ W MOIM ŻYCIU! Z resztą myślę, że takie muzeum idealnie nakarmi mojego wewnętrznego j-dramowo-filmowego fana. Po zwiedzeniu muzeum albo będziemy mięli jeszcze czas na Kioto, albo trzeba będzie już wracać do Osaki.

Są dwie opcje na Tanabatę:
Albo idziemy do świątyni Shi-Tennoji i tam świętujemy tanabatę, argument za jest taki, że mamy tam bezpośredni pociąg jadący 6 minut.
Od 18 do 21, więc pewnie też da się jakoś dotrzeć do mieszkania, to nie za późna godzina, na razie znalazłam tylko, że metrem się jedzie 30 minut tam, ale chyba jeszcze jestem za mało ogarnięta w tym wszystkim. Może spytamy w jakimś biurze informacji turystycznej.

8 LIPCA
To będzie niedziela i będą tłumy, ale mimo to jestem za tym, żeby przeznaczyć ją sobie na Kioto – tylko że od samego rana. Musimy dotrzeć do przystanku Arashiyama i tam zaczyna się nasza wycieczka. Tutaj bym ruszyła bardzo wcześnie rano (tak np. najpóźniej 5:50 wychodzimy i jedziemy metrem na stację Umeda, a potem już JR Passy). Wycieczka na pół dnia jest rozpisana tutaj. I tego się trzymajmy, bo niby są plany na cały dzień, ale nie zamierzam nas przemęczać. Fajnie byłoby pojechać też do Nary w któryś dzień co prawda, ale pocieszam się tym, że w Miyajimie też są jelonki...

9 LIPCA
Rano wracamy do naszego mieszkania w Setagayi - pewnie ze 3,5h nam to zajmie, jeśli nie odrobinę dłużej. Znajome, które przyjeżdżają wtedy z Polski do Japonii mają w planach Shibuyę i Harajuku  - być może uda nam się dołączyć. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego nieco luźniejszy dzień.

10 LIPCA
This photo of Kamen Rider the Diner is courtesy of TripAdvisor

Na 11:30 zarezerwowałam Kamen Rider Diner – muzeum rzeczy z Kamen Riderów połączone z restauracją, przerost ceny nad ilością jedzenia, ale płacisz w tym za to, że jesteś w takim, a nie innym miejscu. Spędza się tam podobno bite 90 minut i nie ma szans wyjść wcześniej, tyle jest do oglądania, obfocenia, zjedzenia itp. Mam zamiar jarać się tam wszystkim, zwłaszcza jak będę mogła sobie zrobić zdjęcie na tronie Shockera to padnę, to taki święty gral mojej wizyty w Tokio w ogóle, usiąść na tym tronie. O godzinie 13 porzucam na chwilę brata, spotykam się ze znajomymi i idziemy na Otome Road - taka ulica w Ikebukuro dla dziewczyn, pełna biszów, goodsów... żegnajcie pieniążki ogólnie rzecz biorąc. Myślę, że dalsze plany wyjdą już przy spotkaniu ze znajomymi.

11 LIPCA
Zarezerwowałam ecbo cloak na nasze walizki na głównej stacji Tokio. Tam mam zamiar zrobić sobie bazę wypadową na ostatni dzień i zwiedzić Akihabarę i może okolice głównej stacji. Marzyła mi się też Odaiba, w tym JOYpolis, tak, żeby brat miał jeszcze jakąś atrakcję związaną z elektroniką/grami, ale w końcu zrezygnowałam z tego planu. Nie zamierzam się stresować czasem, zwłaszcza, że wieczorem muszę być już w Naricie w hotelu, gdzie prześpię się do rana i będę musiała wracać.

Ta notka nie jest jakąś profesjonalną notka mającą doradzić innym gdzie jechać, nie pytam też o rady - plan wypracowywałam sobie 5 miesięcy właśnie różnych rad słuchając i szukając informacji w internecie. Chciałam tylko napisać taki wstępny plan, żeby móc go sobie potem porównać z tym, co realnie udało się zrealizować.

[recenzja] Nieznajomy na plaży" + "Nieznajomy pośród wiatru" tom 1

Dzisiaj będzie o tytule, który wprawił mnie w niezwykłą radość pojawiając się na polskim rynku. Jest to seria, która jest dla mnie przykładem  nietypowego podejścia do prostej w gruncie rzeczy fabuły z gatunku boys love, poruszająca problemy akceptacji i rodziny, a zaczynająca się od niepozornej jednotomówki.


"Umibe no Étranger" to jednotomówka z 2013 roku, a "Harukaze no Étranger" to jego kontynuacja z 2014 roku trwająca aż do dziś i licząca sobie obecnie 4 tomy. Za wydanie japońskie odpowiada wydawnictwo Shodensha. Autorką serii jest pochodząca z Hokkaido Kii Kana, która pierwszy raz wydała pod tym imieniem i nazwiskiem właśnie "Umibe...", 4 lata wcześniej jednak Baka-Updates wymienia stworzenie doujinshi z "Soul Eatera" pod pseudonimem Niwatori. Autorka na swoim koncie ma całkiem przyzwoitą liczbę tytułów, najwięcej wśród nich (5) jest tagowanych jako josei i myślę, że w BLach autorki przebijają się też elementy dla tej grupy docelowej (postaci kobiece, historie rodzinne, problemy życia codziennego dorosłych).


W Polsce za wydanie odpowiada wydawnictwo Studio JG, z czego bardzo się ucieszyłam, bo jednak cenię sobie obwoluty, a tylko 2/4 wydawnictw wydaje BLe z obwolutami ;). Wydania dwóch tomów są podobne - matowa obwoluta ze skrzydełkami, format standardowy, wszystkie strony wydrukowane są w czerni i bieli na papierze offsetowym. Do polskiego wydania w ramach dodatków  do prenumeraty została dodana pocztówka (jednotomówka) oraz karta z chibikami i autografem od autorki narysowane specjalnie do polskiego wydania (1 tom serii). Naprawdę super sprawa. Wiem, że dodatki można było jeszcze dostać w klepach Yatta zaraz po wydaniu, ale ja od razu jak usłyszałam o wydaniu serii w Polsce zamówiłam prenumeratę. W polskiej wersji jednotomówka nosi tytuł "Nieznajomy na plaży", a seria "Nieznajomy pośród wiatru". W tym wypadku postanowiłam ominąć dodatkową część o tłumaczeniu i edycji - wszystkie onomatopeje są wyczyszczone, a w edycji i tłumaczeniu nie rzuciły mi się żadne większe błędy w oczy - czytało mi się płynnie, ale nie wiem, czy przy tak lubianej przeze mnie serii nie straciłam gdzieś zdrowego rozsądku i za bardzo cieszyłam się z wydania, żeby wyłapać coś konkretniejszego.


Shun o mały włos zawarłby związek małżeński. Do ceremonii jednak nie doszło, ponieważ chłopak przyznał się, że jest gejem i nie może poślubić wybranej dla niego dziewczyny. Niestety, jego rodzice nie byli w stanie tego zaakceptować, więc ostatecznie Shun zamieszkał z ciotką w małej, nadmorskiej miejscowości, próbując stawiać swoje pierwsze kroki jako debiutujący pisarz. Pewnego dnia zwraca on uwagę na młodego chłopaka, który codziennie przychodzi nad morze i godzinami wpatruje się w horyzont. To Mio - nieśmiały licealista, który stracił rodziców. Na pięknej wyspie, dwoje zagubionych ludzi połączy wkrótce niezwykła znajomość. - Nieznajomy na plaży, Studio JG


Mio, młody chłopak, który został osierocony jako nastolatek, w końcu może rozpocząć niezależne życie u boku Shuna - pisarza, którego poznał i pokochał przed laty. Wspólne mieszkanie w małej, nadmorskiej miejscowości wydaje się sielankowe, dopóki nie przychodzi wiadomość o chorobie ojca Shuna. Mio deklaruje się towarzyszyć partnerowi w podróży powrotnej do jego rodzinnego domu. Niestety sprawa nie jest prosta, ponieważ młody pisarz wiele lat wcześniej pokłócił się z rodzicami, którzy nie byli w stanie zaakceptować, że ich syn jest gejem. Czy czas cokolwiek zmienił? - Nieznajomy wśród wiatru, Studio JG


Nie chcę opisywać jednotomówki i serii osobno, bo uważam, że tworzą one integralną całość, a im dalej, tym jest coraz ciekawiej i coraz więcej wątków zostaje poruszanych, następuje więcej konfrontacji z problemami, przed którymi uciekali bohaterowie i widać jak dorastają. Niemniej jednak "Nieznajomy na plaży" i "Nieznajomy pośród wiatru" mają zupełnie inny klimat. "Nieznajomy na plaży" ma klimat lata, porzucenia dawnych problemów, nagłego uczucia, które potem rozwinęło się na odległość. "Nieznajomy wśród wiatru" natomiast to historia o zderzeniu się z problemami, od których się uciekało, to historia o życiu rodziny, o akceptacji, problemach codziennego życia homoseksualistów, nawet takich, o których rzadko się mówi w innych mangach, a przynajmniej nie w tak dojrzały sposób. Ot chociażby już pod koniec wietrznego tomu zderzamy się z problemem "Mój młodszy brat widział jak uprawiamy seks, co powinniśmy teraz zrobić?". Właśnie - raz na jakiś czas zdarzy się scena seksu, który dla bohaterów nie jest też najłatwiejszą na świecie sprawą i autorka podchodzi do tematu racjonalnie. Nie jest to jednak jakiś wątek przewodni serii.


Jednotomówka dzieje się na Okinawie, ciepło, żart tropików i te sprawy. W pierwszym tomie serii  natomiast mamy głównie temat drogi, którą bohaterowie przebywają na kompletnie inną część Japonii - dużo chłodniejsze Hokkaido, gdzie wychowała się autorka. Wydaje się więc, że świetnie wykorzystała swoje doświadczenia z różnych podróży, aby w końcu wrócić do znanych jej miejsc. W 1 tomie serii widzimy głównie drogę - samoloty, dworce, promy, wizyta w Tokio, wspomnienia... Powoli zaczynamy poznawać naszych bohaterów, krok po kroku przestają być dla czytelnika nieznajomymi, ale uważam, że to nadal za mało, żeby ich dobrze poznać. Warto czytać serię dalej, zwłaszcza że droga na Hokkaido kończy się dopiero w drugiej części pierwszego tomu. Shun spotyka się z rodziną, od której się oddalił, kiedy właściwie uciekł sprzed ołtarza. Zbiegiem okoliczności poznają oni również Mio i dwaj bohaterowie kończą... mieszkając z rodziną, której wcześniej ciężko było zaakceptować orientację seksualną syna i zdawała się być rozczarowana. Dodatkowo okazuje się, że Shun dorobił się młodszego brata! Niecodzienna sytuacja, próby zrozumienia, dogadania się, nietolerancji, akceptacji, codzienne problemy rodzinne, z którymi każdemu z nas może przyjść się zmierzyć... to wszystko dopiero przed nami w kolejnych tomach, dlatego seria rośnie w moich oczach z czasem.


Kreska jest dla mnie niesamowita, jedyna w swoim rodzaju, świetnie pasująca do całej historii, do jej klimatu. Gdzieś przeczytałam, że bohaterowie wyglądają jak dzieci, ale według mnie bardzo daleko temu tytułowi do nawet skojarzeń z shotaconem, łatwo rozróżnić ich proces "starzenia się"; dzieci, młodzież, dorośli wyglądają zupełnie inaczej od siebie. Gdybym miała to porównać do jakiegoś stylu to powiedziałabym, że okazywaniem dorosłości i dziecinności najbardziej zbliża się to do stylu Studia Ghibli. Między bohaterami jest różnica wieku, która choć na początku niewidoczna to w późniejszych tomach będzie delikatnie zaznaczana. Kocham klimat, który kreska nadaje historii ogólnie, przypomina mi wiele pełnometrażowych filmów anime pod względem stylu rysowania postaci. Taki styl sprawia, że przyjmujemy tytuł w zupełnie inny sposób, niż gdyby miał to być klasyczny BL. To ona między innymi sprawiła, że zatrzymałam się na serii dłużej, kontynuowałam jej czytanie, chociaż bardzo długo postacie wydawały mi się nieznajome (słowo klucz ;)) i nieco odległe, aż dotarłam do momentu, w którym i fabuła odgrywająca się w domu rodzinnym Shuna chwyciła mnie za serducho.


A teraz trochę konkretniej o kresce - już same okładki prezentują niesamowity poziom kolorowych ilustracji, mocne, ale delikatne kolory tworzą niesamowity klimat, zawierają wiele szczegółów, zabawy z perspektywą, a ich kompozycja jest w punkt. O twarzach już pisałam, że kojarzą mi się z takimi klasycznymi filmami anime, o rozróżnieniu postaci wiekiem napisałam to samo, jeśli chodzi o anatomię to jest ona wypracowana. W środku rysunki są bardzo szczegółowe - bohaterowie, ubrania, zwierzęta, tła - tu zarówno te we wnętrzach domu, jak i krajobrazy są niezwykle dopracowane właściwie na każdej stronie. I to nie tylko kreską, która odgrywa tu ważną rolę, ale również cieniowanie rastrami stoi tu na naprawdę wysokim poziomie na każdym kadrze.


Jeśli szukacie historii o nagłej miłości przepełnionej letnim klimatem polecam jednotomówkę. Jeśli wolicie trochę chłodniejsze Hokkaido i konfrontacje z problemami, które mogą spotkać każdego czy też dojrzewanie związku, to polecam kontynuowanie czytania serii. Jest to jeden z tych tytułów, które będę polecać rękami, nogami, głową i jak się komuś nie spodoba to owinę się kocykiem i będę smutać w kocyku, że ten tytuł nie został doceniony. Nie jest to typowy BL, więc wszystko się może zdarzyć. ;)

[recenzja] Secret XXX (+18)

Ostatnio wypadłam z rytmu pisania recenzji i trochę ciężko mi do tego wrócić, ale mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się to nadrobić. Poza pracą całe dnie zajmuje mi dopinaniem wyjazdu, rozpisywaniem planu itp. Tymczasem w dzisiejszej notce postanowiłam o bardzo przyjemnej, sympatycznej, a jednocześnie przepełnionej erotyką jednotomówce z gatunku boys love.


Na jednotomówkę "Secret XXX" składa się jednorozdziałowa historia "XXX Allergy" oraz kolejne rozdziały tej historii "Secret XXX" oraz "Relation XXX", które autorka stworzyła w związku z popularnością jednorozdziałowej historii. Istnieje również trwająca seria dotycząca braci głównych bohaterów - "Therapy Game", która mam nadzieję wyjdzie kiedyś w Polsce. Manga została wydana w 2016 roku przez wydawnictwo Shishonkan (magazyn "Dear+"). Tomik to debiut Meguru Hinohary, która oprócz wymienionych mang rysuje jeszcze mangę "Kamisama no Uroko".

Za polskie wydanie odpowiada wydawnictwo Waneko, które wypuściło tomik w cyklu wydawniczym "Jednotomówki Waneko". Powiększony format, błyszcząca obwoluta ze skrzydełkami, jedna kolorowa strona w środku na błyszczącym papierze kredowym, kolejne w czerni i bieli na papierze offsetowym - bardzo dobry druk, w moim egzemplarzu nie było żadnych ćwiczeń.


Pokochałem chłopaka, który jest równie słodki…i napalony jak królik?! Shouhei pracuje w sklepie zoologicznym i darzy nieodwzajemnionym uczuciem Mito, swojego szefa. Chciałby tulić łagodnego i miłego chłopaka niczym króliczka, ale… czyżby nasz bohater z jakiegoś powodu nie mógł dotykać swoich ulubionych zwierzątek? Ociekający erotyzmem i przyprawiający o szybsze bicie serca debiut Meguru Hinohary! - wydawnictwo Waneko

Kiedyś czytałam ten komiks po angielsku i czytając opis od wydawnictwa zastanawiałam się czy tam naprawdę było tyle erotyki, żeby o tym wspominać? Po przeczytaniu tomiku muszę powiedzieć, że tak, było.. Sceny seksu są bardzo graficzne, bezpośrednie, dosyć intensywne, z minimalną cenzurą, dlatego nie będzie to komiks dla każdego. Z drugiej strony rzadko kiedy tak intensywne sceny zupełnie nie przeszkadzają mi w czytaniu całej historii - opowiedziana jest ona tak lekko, przyjemnie, płynnie i zabawnie, że te sceny seksu nie wybijają mnie z czytania, ale gdybym miała czytać je osobno bez całej reszty komiksu to zdecydowanie powiedziałabym, że są dla mnie zbyt intensywne, tak, że w tej kwestii duże ostrzeżenie. 


Skupiając się jednak na fabule - pierwszy rozdział ma dosyć szybkie tempo - bohater uwielbia króliki, ale jest na nie uczulony, zatrudnia się dorywczo w sklepie z królikami i ukrywa swoje uczulenie przed pracownikami, w pewnym momencie wszystko się wydaje, ale okazuje się, że obiektowi westchnień to nie przeszkadza i żyją długo i szczęśliwie. A przynajmniej tak byłoby, gdyby autorka - tak jak planowała na początku - skończyła historię na jednym rozdziale. Na szczęście nie zrobiła tego i po bardzo przyspieszonej fabule 1 rozdziału dostajemy kontynuacje idącą w trochę wolniejszym tempie - bohaterowie lepiej się poznają, do całej fabuły dochodzą inne postaci związane z bohaterami - rodzina i przyjaciele, którzy powoli dowiadują się o związku naszych postaci itp. Wszystkie te elementy zgrywają się w całkiem przyjemną, zamknięta opowieść pełną mniej i bardziej drobnych problemów i dużej dawki humoru. Mnie najbardziej urzekło spotkanie  Mito i matki Shouheia.


Jeśli chodzi o tłumaczenie nie mam większych uwag, jeśli coś wydawało mi się specyficzne, to i tak miałam wrażenie, że dany bohater mógłby w ten sposób sformułować swoje myśli. Edycja natomiast jest różna - czcionki dobrane są świetnie, onomatopeje japońskie zostały zastąpione polskimi, sporo dialogów jest bardzo ładnie ułożone w dymkach, ale też rzuciło mi się kilkanaście razy w oczy przesuwanie tekstu za bardzo w dół/w bok dymka i nie mogę o tym nie wspomnieć, bo przekartkowując tomik to od razu widać.


Kreska jest naprawdę mocną stroną komiksu i ciężko uwierzyć, że to debiut autorki. Postacie są proporcjonalne, mają ładne ciała, autorka nie boi się rysowania ich w ruchu, widać dbałość o detale. Bardzo podoba mi się rysowanie zarówno twarzy, fryzur jak i ubioru - ogólnie postaci są zróżnicowane pod każdym z tych 3 względów i to kolejny plus. Tła nie są jakieś skomplikowane, ale zawsze wiadomo gdzie dzieje się fabuła, z perspektywą też nie ma problemów. Kreska jest zróżnicowana pod względem grubości co dodatkowo dodaje ekspresji. Rastry są używane i jako wzory, i jako odcienie, i jako cieniowanie -  ten ostatni zabieg zdecydowanie nadają emocji pewnym scenom. Kardy są świetnie skomponowane, mają dużo wyrazu. Ogólnie większość scen jest przepełniona emocjami dzięki wszystkim wymienionym wyżej aspektom kreski - na pewno będę bacznie obserwować kolejne poczynania autorki.


Czy warto zainteresować się tą jednotomówką? Myślę że tak - ma świetną kreskę i dobry "flow". Czy warto ją kupić? Tu przede wszystkim pytanie muszą sobie zadać osoby, które nie lubią zbyt dużej ilości scen erotycznych. Ja nie lubię i o ile podczas czytania mi to nie przeszkadzało zupełnie, tak już przeglądając strony bez czytania myślałam "Naprawdę właśnie czytałam coś tak intensywnego jeśli chodzi o sceny łóżkowe?". Ja sequel kupię, jeśli (kiedy ;)) wyjdzie na polskim rynku w każdym razie!

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -