Posted by : Otai piątek, 4 sierpnia 2017

Kiedyś przeczytałam gdzieś, że Dango nie daje recenzentom dodatków, które dostają prenumeratorzy. Nie jest to jedyne wydawnictwo, które tak robi, ale... Może to przewrotne, bo w  końcu sama recenzuje mangi, ale moja sympatia do Dango wtedy wzrosła. Zrozumiałam, że prenumeratorzy są dla Dango wyjątkową grupą i wydawnictwo daje im to odczuć. Takie wielkie "Dziękujemy, że wspierasz naszą działalność zanim coś wydamy, zamówienie przedpłaty pozwala nam się rozwijać!" przekazane poprzez masę dodatków. Dango to dopiero rozwijające się wydawnictwo, nie może sobie pozwolić na szaleństwo, dlatego uważam, że tworzenie więzi z prenumeratorami i pozwolenie im na poczucie się prawdziwymi wspólnikami w wydaniu poprzez ilość dodatków jest wspaniała. Biorąc pod uwagę, że facebook wyświetla mi co chwilę jakieś kody na 15% zniżki do sklepu Dango to mam zamówione u nich wszystkie obecnie możliwe przedpłaty na ten i przyszły rok... Na mnie ich system działa wyjątkowo skutecznie. 


Ostatnio przyszła do mnie jedna z prenumerat, a ponieważ jest to tytuł mniej znany, o którym w internecie nie krąży za wiele informacji, uznałam, że warto wam zwrócić na niego uwagę. Manga autorstwa Mity Ori "Bokura no Shokutaku" była rysowana od 2016, a jej wersja tomikowa pojawiła się w roku 2017 wydana przez wydawnictwo Gentosha. W Polsce wydawnictwo Dango bardzo szybko podjęło się polskiego wydania komiksu, który światło dzienne ujrzał na naszym rynku w lipcu 2017 pod tytułem "Przy wspólnym stole". Tak szybka decyzja może wypływać z faktu, że Dango wydało już inną całkiem przyjemną jednotomówkę autorki - "Yamada i Chłopak". Oprócz tych dwóch mang autorka narysowała 2 inne historie - "Hoppe no Himawari" oraz "Shiro to Koro". "Przy wspólnym stole" to chyba jej najlżejszy tomik pod względem tematyki BL, a biorąc pod uwagę, że autorka nie zaszalała też w swoich innych dziełach to nawet uczuleni na gatunek nie powinni się czuć zniechęceni do zapoznania się z tą historią.


Polskie wydanie ma format standardowy, jest wydrukowane na papierze offsetowym poza jedną błyszczącą kredową kartką, na której znajduje się strona z kolorową ilustracją. Klejenie tomiku jest mocne, co przy mangach 200+ stron jest bardzo ważne, bo strony trzeba wtedy otwierać szeroko. Najbardziej lubię wydania mang, z których przed czytaniem mogę ściągnąć obwolutę, ale powoli przyzwyczajam się na modę na okładkę ze skrzydełkami bez obwoluty do tego stopnia, że nie narzekam. Okładka tomiku jest matowa, na skrzydełkach znajdują się ilustracje związane z jedzeniem. Projekt okładki jest skromny, ale bardzo przyjemny i sympatyczny. Oprócz informacji na temat mangi na okładce znajdziemy 3 wariacje loga Dango - jedno zwykłe, drugie odznaczające kolekcje Kushi Dango (oznaczające kolekcję BL jeśli się nie mylę) oraz kluskę trzymającą oznaczenie ♂.


Yutaka nie przepada za spożywaniem posiłków w towarzystwie. Pewnego dnia podczas lunchu w parku, spotyka sympatyczne rodzeństwo, Minoru i Tane. Ich znajomość rozpoczyna się od lekcji klejenia ryżowych kulek i wkrótce zaczynają jadać w trójkę przy wspólnym stole.  Z czasem Yutaka przyzwyczaja się do uroczych braci do tego stopnia, że zaczyna mu brakować ich obecności... - Wydawnictwo Dango


O ilości boys love w boys love wypowiada się sama autorka w posłowiu martwiąc się wolno postępująca akcją, małą ilością wątku miłosnego i tego, że nie zdecydowała jakie role w związku będą pełnić chłopcy. "Powinni teraz porozmawiać i bliżej się poznać". Łatwo się więc domyślić, że cała manga doprowadza do momentu zakochania się z wzajemnością. Czy to źle? Coś za coś - fanki mocniejszych wrażeń może i będą nieusatysfakcjonowane, ale dzięki odsunięciu wątku miłosnego na dalszy plan autorce udało się stworzyć niesamowitą opowieść o relacjach rodzinnych i o tym jak ważną rolę w życiu człowieka potrafi odegrać wspólny posiłek czy wspólne gotowanie. Jest to też historia o tym w jaki sposób zaakceptować utratę kogoś ważnego. Poznajemy historię adoptowanego głównego bohatera, historię rodzeństwa, uczucia ich ojca do swojej zmarłej żony. Gdyby nie to, że to BL musiałabym się większą część tomu tylko domyślać dzięki drobnym aluzjom i odkryć prawdę dopiero w końcowej części.




Do głównego bohatera szybko się przywiązałam, właściwie od razu, kiedy okazało się, ze jest człowiekiem, który nie chodzi na imprezy firmowe, ale czuje się nieprzyjemnie, kiedy jest izolowany z tego powodu i nikt go nigdzie nie zaprasza. A potem poszło już z górki, bo... Uwielbiam tematykę jedzenia. UWIELBIAM. Jak mamy połączenie okruchów życia z historią o jedzeniu to już w ogóle jestem kupiona. Jedyne notatki, jakie mam na temat mangi są o jedzeniu. O tym, że nie rozumiem jak można kupować gotowe frytki, skoro smaży się je bardzo szybko, ale wspominam o tym, że u mnie w domu też się tak robi. Zauważam, że tarako* zostało przetłumaczone jako "pasta z ikry", ale biorąc pod uwagę, że tarako może służyć jako sos do spaghetti, więc w sumie jest to pasta na paście, to mamy tu pastocepcję. Zapisałam sobie, że chcąc-nie chcąc rozmowy o jedzeniu zawsze będą dwuznaczne, zwłaszcza gdy bohater nieświadomie mówi "Moje ciało pozna w końcu nowe smaki". A nie, zanotowałam sobie tez jedną rzecz nie związaną z jedzeniem - nie rozumiem ludzi, którzy jak jest zimno noszą czapkę, ale nie wciągają jej na uszy.


Uwielbiam kreskę Mity Ori, jest taka lekko szkicowa, co dodaje jej lekkości, ekspresji i wyrazu. Nie potrafię oprzeć się głównemu bohaterowi, kiedy się uśmiecha (takie szczęśliwe z niego wtedy słoneczko!). Ta kreska jest tak poczciwa i sympatyczna - idealnie pasuje do całej historii. Tła są skomplikowane, elementy otoczenia dopracowane - zwłaszcza różnorakie potrawy. Autorka używa różnorodnych rastrów. Postacie mają przyjemne dla oka proporcje, ubierają się różnorodnie, we własnym stylu, odpowiednio do pory roku. Kolorowe ilustracje utrzymane są w pastelowych odcieniach, bardzo przyjemnie się na nie patrzy. Już dla samej kreski kupowałabym mangi tej autorki w przyszłości, ale fabuła też się broni, więc jeśli autorka coś jeszcze narysuje, a Dango to wyda to kupię w ciemno. :)


Typesetting jest przyjemny, charakterystyczny dla wydań Dango ze względu na to, że lubią szaleć w ilości czcionek. Dla mnie umiar jest tutaj utrzymany, bo wszystko zależy od rodzaju wypowiedzi, ale spotkałam się już z rożnymi opiniami na ten temat. Wszystkie onomatopeje są wyczyszczone i zastąpione polskimi odpowiednikami. W moim egzemplarzu nie ma żadnych przyciętych dialogów. Pod koniec tomiku mam kilka ciemniej wydrukowanych stron, prze co tusz przebija czasem na drugą stronę. Tłumaczenie jest lekkie, przyjemne i w sumie jedyna uwaga jest taka, że kiedy bohater trzymał drugiego za rękę ich dłonie nie były splecione ;).


Tak jak wspominałam Dango dba o swoich prenumeratorów. Tym razem dodatkami do tomiku są duża okrągła naklejka z Tane urządzającym posiłek z darów jesieni swoim zabawkom (ilustracja znajduje się docelowo na skrzydełku okładki), kolorowa pocztówka z ilustracją, która w tomiku jest czarno-biała, oraz szeroka zakładka z wymienionym wcześniej Tane z jednej strony, a z drugiej z kolorową ilustracją z tomiku. Do tego wszystkiego mamy klasyczne dla Dango podziękowanie za zakup tomiku w formie wizytówki - z jednej strony jest kolorowa ilustracja tomiku. a z drugiej tekst od Dango. Nie spodziewałam się, patrząc na inne mniejsze wydawnictwa, ich los czy podejście do klienta, że trafi nam się takie Dango, niesamowicie urocze ze swoim nieco idealistycznym podejściem do czytelnika. Biorąc pod uwagę, że po "Monster Petite Panic" nie byłam do nich pozytywnie nastawiona  to nie spodziewałam się tego tym bardziej. Mam nadzieję, że w jakiś sposób ich wkład w wydawnictwo będzie do nich wracał i pozostaną takim sympatycznym kluskiem na zawsze. I że nadal będą wybierać wartościowe tytuły nie  kierując się zasadą popularne = dobre.


Tomik polecam wszystkim, którzy lubią lekkie i ciepłe historie z notką smutku wplecioną gdzieś pomiędzy fabułę. Niezależnie od tego czy jesteście fanami BL, czy nie - tutaj bardziej skłoniłabym się w stronę fanów okruchów życia.


* tarakooo tarakoooooooo  ta-puri tarakooo


{ 18 komentarze... read them below or Comment }

  1. Niedawno tez mi przyszedł tomik i już nie mogę się doczekać czytania. Poprzednia Mita Ori mi się spodobała, więc mniej więcej wiem czego mogę się spodziewać.
    W akapicie gdzie wspominasz o notatkach z jedzenia to... muszę przyznać, że rzeczywiście czuć, że ciebie to kręci XD Mimo wszystko ja pewnie nie zwróciłabym na to uwagi. Choćby ze względu takiego, że się zbytnio nie znam na nazewnictwie etc. ;)
    Na pewno czym prędzej zabiorę się za czytanie i też mam zamiar dwa słowa o tym napisać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się w sumie ten tomik bardziej podobał od "Yamady", tak, że nic tylko polecać.

      Kręci mnie kręci, jakbym miała pieniądze to już dawno zwiedziłabym świat żeby zjeść wszystkie pyszne rzeczy. Na razie jednak ograniczam się do 4h podróży. Ostatnio w Krakowie niedaleko dworca otworzył się K Udon - jak będziesz mieć kiedyś czas i pieniądz do pójdź (polecam zwłaszcza ten na zimno z limonką, ale kitsune udon też był pycha).

      Usuń
    2. No to jak tylko ogarnę sie trochę z pisaniną to sobie hycnę na chwilkę do tego mango :3

      Dziękować. Na pewno się kiedyś wybiorę :D

      Usuń
  2. Manga bardzo przyjemna. Lepsza od "Yamady i Chłopaka", które - choć sympatyczne - średnio mi podeszło.

    Ja po lekturze nabrałam ochoty by spróbować ryżu z jajkiem :P. Nigdy nie słyszałam o takim połączeniu. Makaron z jajkiem lubię więc z ryżem też powinno być dobre :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam chyba jedzą danie, która nazywa się oyakodon... w sumie jeszcze nie próbowałam. Ale za to ryż z kurczakiem w omlecie (omurice) robiłam sobie nie raz i zawsze był pycha :D!

      Usuń
  3. Zdecydowanie takie wyjście z sytuacji jest OK. Osoba zamawiająca prenumeratę to klient, który powinien czuć się najlepiej ze wszystkich. Oczywiście, ładne paczki PR-owe, które potem trafiają na instagram też pomagają rozwijać markę, ale w końcu one mają przede wszystkim ładnie wyglądać, a nie zawierać jakieś cuda na kiju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem widziałam narzekania, ze "ja nie dostałem, ale w Empiku już jest", no, ale to przecież wina poczty.... Z resztą dla takich przyjemnych dodatków można poczekać dzień czy dwa dłużej. Do "Caste Heaven" dodają na przykład karty z talii, jest tylko 4 królów i 4 asy - kto je dostanie przypadkowo w paczce dostaje kolejne tomiki za darmo. Bardzo kreatywni są z tymi dodatkami.

      Usuń
  4. Wygląda to bardzo ładnie i kreska i wydanie i dodatki od wydawnictwa i drobne szczegóły takie jak wariacje z logo. Szkoda tylko, że gatunek raczej przeze mnie unikany. Dlatego czekam na szojkę od nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam - tutaj nie powinno przeszkadzać, że gatunek jest taki, a nie inny, bo to tylko jeden z wielu wątków gdzieś tam przemykający po cichu :) Można uznać to za typowe okruchy życia po prostu. Shoujo też mam zamówione :D!

      Usuń
  5. Ile tu notek się namnożyło ostatnio, olaboga! :D
    (Czytam wszystko, ale nie bardzo lubię pisać na telefonie, dlatego siedzę cicho. Ale jestem tu!)
    Samej mangi nie mam raczej w planach, ostatnio robię się coraz bardziej wymagająca i chcę ograniczyć kupowane przeze mnie tytuły do tych tego wartych. Jak to wyjdzie - zobaczymy. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A będą ich miliony! Ale tak serio, do końca sierpnia chciałabym opublikować jeszcze minimum 5 recenzji plus mam już zaplanowaną jedną notkę z cyklu Dram, które warto obejrzeć. Tak, że sierpień będzie szalony. we wrześniu za to wracam do pracy i już tak fajnie nie będzie...

      Usuń
  6. Mnie za bardzo tematyka jedzenia nie ciągnie, więc na razie sobie mangę daruję. Ale może kiedyś, zwłaszcza, że kreska przyjemna i lubię wspierać Kluski ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo dobra manga do wspierania Klusków, polecam.

      Usuń
  7. Jakoś nieszczególnie zwracam uwagę na przedpłaty, dodatki do nich fajne i kuszą, ale potem odzywa się mój wewnętrzny racjonalista: przypinek nie nosisz, plakatów nie masz gdzie powiesić, notesów nie używasz, zakładek masz multum. I tak to się kończy :P
    Dango samo w sobie to perełka :) Pierwszy ich tytuł też mnie nie zachęcił, ale kolejnie już jak najbardziej. Do tego mają świetny kontakt z klientami i świetnie budowaną markę. Graficznie wszędzie pojawiają się piękne, słodkie kluski, zarówno w logo, jak i w komunikatach np. na fb (tu piję też do logo Ringo Ame, które było dość... chałupnicze), a to współgra z firmową narracją: jest ona konsekwentnie utrzymywana w luźnym, bezpośrednim stylu i skupiona wokół postaci Kluska. Ale, jeśli mnie pamięć nie myli, było tak już w czasach, gdy Dango było tylko sklepem, a nie wydawnictwem.
    Ogólnie Kluski są cudne i warto ich wspierać. A tytuły wydają takie, że można to robić z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to wychodzę z założenia "wolę mieć niż nie mieć" i odzywa się mój wewnętrzny zbieracz-kolekcjoner ;)

      To pierwsze logo Ringo Ame żywcem ściągnięte z gugli i tak było straszniejsze niż oficjalne ;)

      Usuń
    2. Pierwsze to było takie prostokątne z napisem obok jabłka? Bo już nie pamiętam, a nic innego google nie podpowiada.

      Usuń
  8. kurde, tomik już dawno do mnie przyszedł a ja nie moge go przeczytać bo jestem na wakacjach, przez te wszystkie pochlebne recenzje nie moge sie doczekać aby zabrac go w swoje łapki ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś za coś, mam nadzieję, że wakacje udane :D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -