Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai środa, 2 sierpnia 2017

Jeśli myślicie, że kończą mi się mangi do recenzji to chyba... jesteście na tym blogu pierwszy raz. Chciałam wymyślić jakiś fajny wstęp, ale nie wyszło. "ERASED", "Kuro", "Ja, Sakamoto", "Kolor", "Dar Trzech Króli" i "Księga Vanitasa" patrzą na mnie z wyrzutem "Czytaj nas szybko, do końca urlopu został ci niecały miesiąc". Tymczasem ja wybieram do recenzji coś, co działa obrazem nawet w większej mierze niż słowem, przyjemną, ale mroczną lekturę mangi wydanej w tym roku na rynku polskim...


Manga "Totsukuni no Shoujo", wydana w Polsce pod tytułem "Dziewczynka w Krainie Przeklętych: Siúil, a Rún" to historia wydawana w Japonii od roku 2015 przez wydawnictwo Mag Garden. Manga obecnie posiada 3 tomy i nadal jest kontynuowana. Autor mangi, Nagabe, urodził się w roku 1993 (co trochę mnie podłamało, bo jestem 6 lat starsza ;))  i jeszcze będę się zachwycać jego dojrzałością kreski, ale na początku wspomnę o tym, że jego pozostałe mangi również obracają się wokół motywów ludzko-zwierzęcych. Autor skacze miedzy gatunkami i demografią - shojo, shounen, seinen, josei, shonen aie - nic nie uchroni się przed antropomorfizacją. Autor posiada też konto na pixiv i można obejrzeć jego prace tutaj. Sama "Dziewczynka..." jest to fantastyka osadzona w dawnych czasach, pełna tajemnicy i dramatu.


Za polskie wydanie odpowiada wydawnictwo Studio JG, które pierwszy tom mangi wypuściło na tegoroczny Pyrkon. Polskie wydanie jest wydaniem exclusive - co oznacza wyższy poziom wydania, ale także i wyższą cenę. W tym przypadku jednak warto zapłacić, bo i wydanie i sam tytuł są tego warte i uważam, że wydawnictwo podjęło dobrą decyzję wybierając taką, a nie zwykłą formę wydania, bo do tego tytułu ekskluzywność pasuje. Manga została wydana w formacie A5 z twardą okładką i matową obwolutą z laminowanymi złotymi  elementami. I obwoluta, i prosta okładka, którą pod nią znajdziemy, robi naprawdę świetne i klimatyczne wrażenie. Dodatkowo tomik nie jest klejony, a zszywany. W środku znajdziemy 2 kartki wydrukowane na błyszczącym papierze kredowym (z czego 1 strona jest kolorową ilustracją). Pozostałe strony wydrukowane są na białym papierze offsetowym. Tomik posiada około 180 stron. 


Wewnętrzna strona okładki zaopatrzona jest częścią ilustracji rozkładówkowej. To wszystko przywodzi nam na myśl bardziej wydanie książki niż mangi i dodaje uroku całości.


W świecie podzielonym przez okrutną klątwę mała dziewczynka imieniem Siva została porzucona w lesie zamieszkałym przez przeklęte istoty. Przed niechybną śmiercią ratuje ją tajemniczy rogaty mistrz, który bierze dziecko w opiekę. Czy jednak długo będzie mógł chronić Sivę, jeśli nawet jego dotyk może zarazić dziewczynkę złym czarem? - Studio JG
Dostajemy w ręce historię o dwójce bohaterów żyjących w zamkniętym środowisku, jakim jest ich dom i opuszczone miejsca w pobliżu. Historię o zagubionym dziecku, której obecnym opiekunem jest tajemniczy osobnik objęty klątwą. Klątwa działa jak zaraza- bezpośredni kontakt z zarażonym poprzez dotyk sprawia, ze człowiek sam zamienia się w potwora. Osoby objęte klątwą lub z podejrzeniem objęcia klątwą są zabijane i wywożone do lasu - nie można pozwolić, żeby zaraza się rozprzestrzeniała. Geneza klątwy przedstawiona jest dobrze, za pomocą obrazu, przypowieści, klimatu. Bez skomplikowanych wyjaśnień budowany jest czytelny świat, niepozbawiony jednak pytań i tajemnic. Kim jest Opiekun? Dlaczego zachował swoje człowieczeństwo mimo jego utraty? Czy legenda powstania klątwy jest prawdziwa? Czy da się ją jakoś powstrzymać? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa bohaterka? To wszystko doprawione zostaje nutą nostalgii i tęsknoty, sprawiając, że dostajemy melancholijną opowieść pełną magii.


Dziewczynka i jej demoniczny opiekun to nie jest jakiś nowy oryginalny pomysł, ale można go przedstawić na tak różne sposoby, że głupio mi porównywać "Dziewczynkę..." do bardziej przerysowanej i pogodniejszej "Kuro" czy bardziej skupionej na temacie świata przedstawionego "Oblubienicy Czarnoksiężnika". Wspomnę tylko, że jeśli lubicie tego typu tytułu to powinniście polubić "Dziewczynkę...", ale jeśli za nimi nie przepadacie to i tak "Dziewczynka..." powinna wam się spodobać. Specyficzny klimat poparty specyficzną kreską odróżnia ten komiks od tych, które są polecane jako podobne. Gdybym miała bazować np. na tym, że jest to podobne do "Oblubienicy..." w jakiś sposób, a nie na własnej intuicji, to pewnie nie zdecydowałabym się na zakup tej mangi.


Teraz pozwolę sobie na trochę prywatnych odczuć na temat opiekuna Sivy. Postać ta wprowadziła mnie w bardzo nostalgiczny nastrój, bo przypomina mi mojego zmarłego dziadka i moje dzieciństwo. Przeklęty ma posturę, wzrok, a nawet styl ubierania się mojego dziadka. Jako opiekun również zachowuje się bardzo podobnie do niego - jest zdystansowany, zamknięty w sobie, nosi we wnętrzu ukryte demony, ale pod maską chowa się wspaniały i wrażliwy opiekun, który chce dla swojego podopiecznego jak najlepiej. Widząc gabinet opiekuna prawie czuję ten zapach miodu w piwnicy dziadka i przypominam sobie czasy, kiedy budował, zbijał i skręcał różnego rodzaju cuda z moim młodszym bratem. Nie jest łatwo obudzić we mnie takie odległe wspomnienia, więc manga ma dodatkowego plusa.


Tym razem na temat kreski mam do powiedzenia całkiem sporo, chociaż myślę, że zdjęcia bronią się same. W tomiku przeważają piony i poziomy w kompozycji, nawet w scenach dynamicznych. Taki zabieg wprowadza pewien umiar i powagę, sprawia, że z mangi wręcz bije harmonia - mimo mocnej kreski  i chaotycznych linii autora. Kadry są duże i przejrzyste. Autor działa głównie czernią i bielą, nie boi się podejmować decyzji o pozostawieniu tła pustego lub zaczernionego, jeśli uzna, że jest to odpowiedni zabieg dla danej sceny. W moich notatkach nazwałam to zgrabnie "energią ciszy". 


Kreska pod względem projektu postaci jest uproszczona, ale dzięki temu ma się wrażenie, że komiks nie został stworzony jedynie dla fanów mangi i może oczarować również innych fanów komiksów. Dbałość o drobne detale i dokładność dopełniają te proste w gruncie rzeczy projekty. Pociągnięcia tuszem są bardzo ekspresyjne, świetnie oddają różne faktury. Rastry pojawiają się tu nie w formie ozdobników, ale po to, by oznaczyć odcienie szarości. Komiks  jest też rajem dla oczu, jeśli ktoś lubi oglądać czarno-białe rysunki natury, krajobrazów, lasu. Autor stosuje najczęściej perspektywę z jednym punktem zbiegu i perspektywę kulisową.


Tłumaczenie czyta się przyjemnie, jest jasne i pasuje do sytuacji - w tej kwestii nie ma się co martwić. Nic nie jest przycięte, typesetting również jest czytelny. Onomatopeje nie są typowo mangowe - autor umieszcza je w dymkach dialogowych. W polskim wydaniu zaznaczane są one inną czcionką niż dialogi. Troszkę na początku przestraszyłam się szycia, ale tomik wygląda na trwały. Każda strona tomiku jest ponumerowana.

Komu poleciłabym tę mangę? Wszystkim. Jest to niezwykły i nietypowy tytuł, który jest ślicznie wydany, ma klimat, interesującą kreskę i pełno tajemnic. młody autor wykazuje się niezwykłą dojrzałością przedstawiając nam swoją historię w niesamowity sposób. Aż szkoda byłoby przejść obok takiego tytułu obojętnie!

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Powoli się na tę mangę czaję, a z każdą przeczytaną recenzją jestem jej coraz bardziej ciekawa. Postaram się ją kupić przy następnej okazji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się na nią zaczaić, naprawdę!

      Usuń
  2. Tomik naprawdę wygląda przepięknie i chociaż nie planowałam kupować, to z każdą kolejną pozytywną recenzją chęć posiadania go w kolekcji wzrasta. I za każdym razem fascynują mnie te równe, prostokątne kadry, zupełnie jak nie manga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jak nie manga, ale jednak nadal jest czuć, że to japoński twór :)

      Usuń
  3. :OOOOO ja tego potrzebuję!!!
    Już nawet nie chodzi mi fabularnie..., ale co to za kreska?! Obłędna...

    A miałam niczego nie kupować...

    OdpowiedzUsuń
  4. Manga jest świetna. Niestety tego samego nie można powiedzieć o moim egzemplarzu od Studia JG :/. Tomik rozleciał mi się w rękach. Rozkleił i pękł. Na mejla nie odpisali mi od miesięcy. Telefonu też nikt tam u nich nie odbiera.

    Dobrze, że już mam dwa tomy po angielsku i w takiej formie będę kontynuować zbieranie :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie minutę temu przeczytałam podobny komentarz pod zapowiedziami Studia, więc chyba już wiem jak wyglądasz ;).

      Ja na początku przestraszyłam się tego szycia, ale w gruncie rzeczy mojemu egzemplarzowi nic się nie stało (z tym, że ja mogłam sobie wybrać mój tomik na konwencie).

      Wydanie po angielsku podobne?

      Usuń
    2. Tak tak, to właśnie ja :).

      Co do wydania angielskiego to zajrzyj na forum Waneko. Zamieściłam tam porównanie obu wydań ze zdjęciami. Ogólnie amerykańskie dużo biedniejsze ale nie jakieś koszmarne, samo w sobie jest ok. Co do tłumaczenia to w Polsce mamy Mistrza, w USA Nauczyciela (Teacher), ciocię (USA) zastąpiono w Polsce babcią, a Shivę przechrzczono na Sivę.

      Usuń
    3. Dawno nie wchodziłam na forum Waneko, bo jak tylko próbowałam, to nie chodziło, ale zajrzę! Dzięki!

      Usuń
  5. Też właśnie teraz piszę recenzję Dziewczynki XD Ty chwalisz wydanie, a ja niestety nie jestem z niego do końca zadowolona. Albo dostałam jakiś wybrakowany egzemplarz, albo to "exclusive" nie jest takim luksusem jak Blame! czy wcześniej wydana Panna Młoda. Ale poza tym mamy podobne odczucia. Klimat i atmosfera tej mangi powala. Bałam się, że szata graficzna wszystko przykryje. Ciesze się, że jednak przebija się przez to wszystko jakaś historia. :D

    PS. Przy opisie opiekuna, raz nazwałaś go Sivą. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie podmsiadam niestety Blame, żeby to ocenić, ale mój tomik ma podobny poziom do Panny Młodej poza klejeniem, bo tutaj mamy szycie.

      Kurcze, pasuje m to imię do niego xD

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -