Posted by : Otai środa, 12 lipca 2017

 Jakiś czas temu recenzowałam 1 tom light novel "Log Horizon". Wydanie miało swoje wady i zalety, ale w końcu stało się tak, że Studio JG za głosem fanów poprawiło kilka rzeczy i poczułam się w obowiązku napisać kilka słów o tomie drugim. Przy pierwszym tomiku opisałam już mniej więcej autorów, jakość wydania, projekt, więc w tym przypadku recenzja będzie trochę krótsza. Nadal bardzo podoba mi się projekt stron pod względem numeracji i uważam, że projekt całości jest naprawdę przemyślany i staranny. Dla mnie to raj dla oczu widzieć tak dopracowane graficznie drobne elementy. Kolor okładki ze skrzydełkami 2 tomu wpada w odcienie miętowe (nie wiem czy zauważyliście np. po layoucie mojego bloga, że lubię takie odcienie). Postacie narysowane są w odcieniach szarości - tym razem główną rolę na okładce grają bliźniaki - początkujący gracze, których historia sprawi, że Shiroe podejmie wiele poważnych decyzji i będzie je uskuteczniał przez cały tomik. Podtytuł tomiku to "Rycerze Kamelotu".


Jak można zauważyć na tym zdjęciu recenzje sponsoruje moja firanka rzucająca cień na zdjęcia, oraz łapa kota, która uskuteczniała swoje "Jak śmiesz robić fotki?!". Na zdjęciu widzimy też kolorowe rozkładówki, których w pierwszym tomie nie było. Drugi tom nadrabia umieszczając w tomiku rozkładówkę z tomu pierwszego, na której znajdują się sceneria Akiby oraz kluczowa scena zachodu słońca, o której wadze wspominałam przy recenzji tomu pierwszego.Rozkładówka tomu 2 przedstawia nam mapę Akiby z pozaznaczanymi i opisanymi najważniejszymi miejscami oraz naprawdę niesamowita i szczegółowa (tyle jedzenia!) scenę uczty. Rozkładówki są drukowane w kolorze na błyszczącym papierze kredowym, a potem składane na 3 części. Znajdują się samym początku tomiku.


Po spisie treści dostajemy mały słowniczek przybliżający nam najważniejsze zagadnienia z tomu 1, streszczenie wydarzeń oraz opis trójki bohaterów, których rola była najważniejsza w tomie pierwszym. Skoro już przy opisach jesteśmy - niektóre z nich powtarzają się w ciągu drugiego tomiku, dzięki czemu widzimy, że nieszczęsny "czołg" został zamieniony na "tankera" i fani mmorpgów mogą w tej kwestii odetchnąć z ulgą. Ogólnie opisy i wyjaśnienia wydają mi się w tym tomie nieco jaśniejsze niż w poprzednich (ciężko określić czy to kwestia tłumaczenia czy samego autora, który wraca do wyjaśnień niektórych terminów czy wydarzeń).


Drugi tomik "Log Horizon" sprawił, że w już zupełnie wpadłam w serię. Po pierwsze - zupełnie nie czuję, żebym czytała light novelkę, język bardziej kojarzy mi się ze zwykłymi powieściami, przy czym sama lektura jest rzeczywiście może ciut lżejsza. Myślę, że mocna stroną "Log Horizona" jest wiek postaci grających w grę - jest zróżnicowany, ale na przedzie mamy młodych dorosłych, którzy dopiero zaczęli pracować albo są studentami i w wirtualnym świecie mogą wprowadzać nabytą dotąd wiedzę w praktyce. Nie bierze się ona znikąd, widać, że jej podłoże znajduje się również w życiu poza grą. 


Początek tomu jest jakby przerwą od wątku głównego. Bohaterowie wracają z misji, autor pozwala sobie na sugestię najróżniejszych pairingów, ktoś nawet zakochuje się w Nyancie, no, ale aż dziw, ze nie wszyscy. Ta postać najbardziej mi do tej pory przypadła do gustu, na tyle, ze przy moich notatkach do recenzji napisałam sobie "Wincej Nyanty!".Pojawiają się okładkowe postacie bliźniaków, które według fandomu są nieco irytujące. Nie wiem jak to będzie w dalszych tomach, ale tu kwestia jest tego, że są to gracze młodzi, niedoświadczeni, którzy pakują się w kłopoty, ale ich duma nie pozwala na prośbę o pomoc. Taka tendencja zachowania "Ja sama!" czasem się przydaje bohaterom, ale jeśli jednak jest jakaś realna szansa na ratunek to warto byłoby z niej skorzystać wcześniej niż pod koniec tomiku. W pierwszej części tomiku mamy również scenę stworzenia tytułowej gildii Log Horizon - jest ona podniosła, ale czytając ją nie potrafiłam się w nią wczuć. Za to malownicza scena z Sojiro w drugiej części tomu mnie powaliła uczuciami! Jednak autor ma talent do wprowadzania klimatu poprzez opis krajobrazu, a to niezwykły dar. 


Bałam się, że w tomiku będzie trochą za dużo polityki, bo w końcu jego druga połowa polega na - jak sugeruje sam podtytuł- rady dwunastu wokół okrągłego stołu. Na szczęście dobrze  się to czytało, a negocjacje były zrozumiałe. Dodatkowo na końcu tomu mamy zestawienie portretów poszczególnych przywódców - zawsze, kiedy pojawiał się ktoś nowy, albo ledwo mi znane imię to wchodziłam na te stronę i poznawałam po twarzach "A! To ten! To już wiem!". Nie ma to jak być nauczycielem, a nie mieć pamięci do imion, brawo Otaju. Dobrze, że chociaż do twarzy mam pamięć. Czasem opis nie do końca mi pasował do postaci - autor opisywał czyjąś twarz jako młoda, a tu na rysunku jakiś zmęczony człowiek z podkrążonymi oczami. Oprócz portretów mamy na kolejnych stronach opisy Guild Masterów - najważniejsze informacje, projekty, a dodatkowo nawet zaznaczone miejsce, które zajmują przy okrągłym stole. Projekty graficzne świetnie tu uzupełniają treść.


Pewnie zdążyliście zauważyć, że nowych postaci pojawia się mnóstwo i jest w czym wybierać pod względem nowych ulubieńców. Nie tylko opisy na końcu tomiku i te między rozdziałami nam w tym pomagają. Jedna z wielu postaci, którym mogliśmy się przyjrzeć była Henrietta, "księgowa" z Gildii Crescent Moon. Jej oczami oglądaliśmy całkiem spora część tomiku i wiele się o niej dowiedzieliśmy. Jakiś czas temu miałam okazje grać w mmorpga i powiem wam, że Crescent Moon Alliance jest taką sympatyczną, teoretycznie nieszkodliwą, ale wpływową gildią, że przypomina mi moją i nie sposób mi ich nie lubić. 

Sam tomik ma bardzo optymistyczne rozwiązanie i ogólny wydźwięk, a wiecie co się dzieje jak jest zbyt fajnie - aż się boje sięgać po kolejne tomiki, bo nie ma opcji, że nie zdarzy się coś, co zepsuje całą tę pozytywna atmosferę. Tomik kupił mnie tez tym, że właściwie w całości poświęcony był jedzeniu i o tym jak przyjemność wypływająca z jedzenia wpływa na jakość życia. Nic, tylko kiwać głową przez całą lekturę i cieszyć się z bohaterami, że odzyskanie smaku potraw tak bardzo potrafi zmienić świat. 

Kolejnego tomu prawdopodobnie nie zrecenzuje, niemniej jednak na pewno dalej będę inwestować w tę light novelkę, bo naprawdę mi siadła i odczarowała mniej przyjemne wrażenia związane z tym gatunkiem powieści. 

{ 8 komentarze... read them below or Comment }

  1. Kurczę, tym powieściowym językiem to mnie zachęciłaś, bo głównie infantylny styl mnie odrzuca od light novelek. No cóż, ale na chwilę obecną i tak nie mam kasy. XD
    Cieszę się, że wracasz do pisania recenzji!

    OdpowiedzUsuń
  2. A słyszałam, że styl autora się poprawia z tomu na tomik :). A następne do przeczytania i zrecenzowania mam "Manhole" i "Reset" i tak zastanawiam się czy nie zrecenzować ich w jednej notce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jakoś w dalszym ciągu nie mogę się przekonać do LN. Kolega mi non stop o jakichś opowiada, podrzuca tomiki, a to tak tylko u mnie leży i wciąż nie mogę ich otworzyć :P. Prędzej mu oddam jak przeczytam, haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już jakąś otworzysz to polecam właśnie Loga, albo Na skraju jutra - a przynajmniej z tych, które czytam. Robią zdecydowanie lepsze wrażenie :)

      Usuń
  4. Fajnie wyglądają te rysunki w odcieniach szarości:)Ogólnie sporo dodatków jest w tej książce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W light novelkach zazwyczaj jest trochę ilustracji, pogadanek odautorskich i kolorowych stron, ale w tej jest naprawdę sporo takich smaczków i to naprawdę fajnie graficznie opracowanych.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -