Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai sobota, 18 marca 2017

5 marca zaczął lecieć drugi miesiąc bez żadnej notki. Nawet nie zorientowałam się, że  minęło tyle czasu. Przez ten czas nie tylko zapuściłam się w pisaniu bloga, ale również w oglądaniu anime i dram, a nawet czytaniu i kupowaniu mang. Pomyślcie sobie, że na Gildii uzbierało mi się do kupienia produktów na szalone pieniądze, a dodatkowo przy jednej mandze skończyła się przecena. Nadszedł dla mnie prostu taki czas, gdzie najważniejsze sprawy załatwiałam przez komórkę i starałam się nie odpalać komputera. Głupio mi teraz do was wracać jak ten Otaj marnotrawny, ale naprawdę potrzebowałam tej przerwy. Będę potrzebowała jeszcze trochę czasu, żeby sobie kilka rzeczy na spokojnie poukładać, a przede wszystkim zrozumieć. Postaram się dziś nadrobić jak najwięcej nieprzeczytanych notek i odpowiedzieć na jak najwięcej komentarzy. A potem miejmy nadzieję blog już ruszy z kopyta, mam 3 recenzje zaległe i gdzieś tam czuję oddech wydawców na swoim karku. 

Jeśli chodzi o sprawy fandomowe to... Miesiąc temu zainstalowałam Netflixa, bo wiecie, mimo wszystko chciałam coś sobie obejrzeć i w ten sposób wpadłam w trans oglądania. Próbuję obejrzeć większość japońskich produkcji live action, żeby zrobić potem notkę o tym, co polecam na Netflixie. Obejrzałam też "Serię Niefortunnych Zdarzeń" i 4 sezony "Orange is the New Black". Totalnie wpadłam w programy edukacyjne o artystach i kosmosie. Nadrobiłam znane filmy w stylu "Wielki Gatsby" czy "Strażnicy Marzeń". Czasem trzeba odpocząć od mango i animo najwidoczniej i dla mnie nadszedł czas, żeby od nich na chwilę odskoczyć.

Chociaż marzec u mnie skupiał się na pracy, pracy, chorowaniu i pracy i nie zauważyłam jak minął, to w lutym intensywnie starałam się poprawić swój nastrój różnymi wypadami, to tu, to tam. I może na tym się skupię w tej notce.


Przez przypadek poszukując ramenu w Krakowie trafiłyśmy ze znajomymi do lokalu wegetariańskiego i wegańskiego "Pod Norenami", gdzie w menu mięso dawane jest w cudzysłowie (w stylu: ramen z "wołowiną") ponieważ tak naprawdę mięsem nie jest, a jedynie jest tak stylizowane. W ten sposób jadłam wołowinę, która była grzybami, składniki były pyszne, bardzo świeże, delikatne, a porcja dla mnie na tamtą chwilę za duża (teraz bym już pewnie zjadła całość :)). Lokal bardzo elegancki, przyjemny i muszę tam jeszcze wrócić! Nie ma to jak przypadkowe odkrycie.


W Urara Sushi i Shabu Shabu w Krakowie pojawiłam się 2 razy. Pierwszy raz dzień przed wyjazdem do Krakowa znalazłam informację o przecenie -50% na składniki shabu shabu dnia następnego i tam się wybraliśmy z Akym, z którym nie widziałam się milion lat. Shabu shabu to taki hot pot, czyli garnek z wywarem (podzielony na 2 części - ostry i łagodny bulion), który dzięki ustawieniu na kuchence elektrycznej wmontowanej w stół może być cały czas podgrzewany i wrzuca się do niego poszczególne składniki do gotowania, a potem wyławia. Tutaj można zobaczyć jakie dodatki oferują. Zakochałam się w tym daniu "na żywo", a nie tylko w serialach, bo to jedna z takich potraw, które mogę jeść bez obawy o mój żołądek.


Kolejnym miejscem było odwiedzenie "Okiem i brzuchem" w Katowicach, gdzie zamówiłam coś, co nazywało się "okoramen". Nie wiem, czy było to ramenem, ale udon w tej zupie o smaku curry był naprawdę dobry. Nie była to może taka miłość jak do tego ramenu "Pod Norenami", ale i cena była o połowę niższa.




A tutaj tylko dowód na to, że nie jadam samych azjatyckich i pseudo-azjatyckich potraw, ale czasem zdarzy mi się zjeść coś innego.


Udało mi się spełnić też 1 z malutkich marzeń, poszłam na koncert Lindsey Stirling w Krakowie i jestem oczarowana jej występami na żywo. Jeśli kiedyś jeszcze raz się tu pojawi to zamierzam wrócić.

Wiem, że ta notka to więcej zdjęć niż gadania, ale od czegoś trzeba zacząć powrót. Do zobaczenia!

{ 32 komentarze... read them below or Comment }

  1. O, byłaś w Katowicach! Podobało się? :D
    Byłaś może w Komiksiarni? ^^
    Też ostatnio bloga zaniedbuję, chociaż chciałabym pisać recenzje, to nie mam czego, bo ostatnimi czasy w ogóle nie kupuję nowszych tytułów. X"D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Katowicach kiedyś bywałam częściej, teraz już tylko, kiedy uda się zorganizować jakieś spotkanie.
      Ja dzisiaj nadrobiłam kupowanie, ale zabolało mnie to w portfel, już nie mówiąc o braku miejsc na szafkach...

      Usuń
  2. Taka przerwa czasem dobrze robi. Jedni ptorzebują więcej czasu, drudzy mniej, ale jak powiadam, nic na siłę. Są takie chwile w życiu, kiedy trzeba odpuścić i dać na wstrzymanie, pozwalając sobie przy okazji na więcej luzu. Takie jest życie, to nieuniknione, inaczej wszyscy byśmy już dawno zwariowali.

    Dużo tytułów azjatyckich można znaleźć na Netflixie? Jestem ciekawa, czy Polska baza ma również wiele do zaoferowania, czy na razie stawia na amerykańskie produkcje.

    Dobrze, że mi przypomniałaś o tych lokalach w Krakowie, bo zupełnie o nich zapomniałam. Może udałoby mi się jutro wyrwać gdzieś z moim lubym, w końcu ileż można być zamkniętym w czterech ścianach.

    A tak w ogóle to przez ten cały pornfood strasznie zgłodniałam. Nie wybaczę Ci tego, tym bardziej, że nie mam nic ciekawego w lodówce XD" :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ^teraz to iks de, ale tak naprawdę to smuteczek, że nie mam takich smaczniusich papusiów! ;______;

      Usuń
    2. Koreańskich seriali jest nawet nawet, chińskie jakieś się znajdą, a z japońskich to głównie te, które tworzył Netflix i to w małych ilościach. Ale kilka rzeczy do polecenia gdzieś tam kiedyś opiszę.

      Wybierz się wybierz, bo do obydwóch warto :D!

      Usuń
    3. Opisz, opisz, bo jestem ciekawa :)

      Kochana, jak tylko się udam to od razu Cię powiadomię i powiem, czy faktycznie było tak smaczne jak pisałaś!

      Usuń
    4. Btw. miło Cię znowu widzieć <3333 Już się zmartwiłam, że coś się stało poważnego, skoro tak długo się nie pojawiasz, aż tu nagle patrzę i widzę nowy post. Ogromnie mnie to ucieszyło. Mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie unormuje *hugsalot*

      Usuń
    5. Wiesz co, dzieje się dużo, raz dobrego, raz złego, ale wychodzi neutralnie. Ale ciężko ogarniać bloga, kiedy RL wzywa ;)

      Usuń
  3. Kraków dobre miasto :) Niby ten smog, ale klimat ma, że szkoda z niego rezygnować. Sama właśnie wróciłam z małej rundki po knajpkach i pizzeri, ale o ramen jeszcze nie udało mi się zahaczyć. Nazwę zapisuję i postaram się wyciągnąć kogoś znajomego następnym razem, skoro polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio coraz bardziej przekonuję się do Krakowa. Jak znasz jakąś dobrą pizzerię to poleć :D!

      Usuń
    2. Może mało oryginalnie, ale polecam Fabrykę Pizzy na Sławkowskiej, ostatnio byłam w Pizzeri Cyklop na Mikołajskiej i też było spoko :) Poza tym polecam też Chaczapuri na Siennej i "chińczyka" Marco Polo na Czarnowiejskiej :) To takie moje stałe miejsca.

      Usuń
  4. Jak dobrze, że mam pod ręką chociaż takie bylejakie ciasto, bo inaczej po tych zdjęciach bym zaśliniła cały pokój :'D Jeszcze nigdy nie jadłam ramenu, chyba powinnam to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, ja naprawdę przepadam za azjatyckimi wynalazkami kulinarnymi.

      Usuń
  5. Zapomniałaś zaznaczyć, żeby nie czytać notki przed jedzeniem :P Fajne miejsca, jak będę się wybierać w dół Polski to będę wiedziała gdzie się stołować. Z netflixowych rzeczy polecam House of Cards i Stranger Things jeśli jeszcze nie widziałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Teraz napisać mogę tylko jedno: głodna jestem :/ Tęsknię za Krakowem, a do maja jeszcze tyle czasu...

      Usuń
    2. Dzięki za polecenie, pewnie ogarnę Stranger Things, a i o House of Cards kiedyś zahaczę. Teraz wkręciłam się w Riverdale.

      Przepraszam was obie, następnym razem będę ostrzegać ;)

      Usuń
  6. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeść! Same pyszności... Ból tyłka, że aż w Krakowie...
    Netflix to całkiem fajna sprawa,zwłaszcza jak się kupuje abonament ze znajomymi. Wolę to niż dowolną kablówkę;)
    Ja mam obejrzanego count Olafa (Rice Pilafa), Stranger Things, Hannibala, The Beginning of Life (serial dokumentalny dla zadzieciowanych albo planujących dzieci)i pare filmów. W trakcie W garniturach. Może kiedyś skończę brakujące mi do szczęścia 3 sezony Dextera (szczęście w otoczce sarkazmu;)).
    Najważniejsze, że wróciłaś i masz się dobrze;) I wrzuciłaś piękne foty;)
    Jak dla mnie, możesz prowadzić przewodnik gastronomiczny. Mój żołądek jest kiepskiego stanu (a teraz to już w ogóle...), muszę bardzo uważać co jem i gdzie jem. Przypuszczam więc, że byłabym Twoimi radami zachwycona;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo, gratuluuuuuuję <33333333333!!! Chciałam coś więcej napisać, ale jak do mnie dotarła treść tego posta to tylko tyle mogę napisać :D

      Usuń
  7. Weggie najlepsze >D ale ale, musisz mnie tam zabrać w takim razie >D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bliżej lato, coraz bliżej lato

      Usuń
  8. Szefowa wie że "otaj marnotrawny" to pozytywna opowieść Burżuazyjna o tym jak córka wydała kase na "głupoty z chin" zostawiła to a potem wrociła i powiedziała "Tato sorry za moja głupote, moge nocować w domu? A i sypnij 200zł bo jest przecena figurki".
    Bardzo pozytywna i realistyczna opowieść


    Ciesze się że wróciłaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to piękna opowieść!

      Usuń
  9. Szkoda, że w moich okolicach nie ma tak ciekawych restauracji ;_;
    Lubię Lindsey Stirling. Babka ma w sobie moc :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym Krakowa nie nazwała moimi okolicami, ale miastem z dobrym dojazdem ;)

      Usuń
  10. Dzięki za te knajpki! Kiedyś trzeba będzie zebrać znajomych i po prostu gdzieś pójść XD
    Całkowicie Cie rozumiem z tą przerwą i powrotem. Staram się jakoś reanimować, ale wychodzi jak zwykle, bo nagle po prostu praca mnoży się jak króliki.
    Daj znać jak będziesz w Krakowie to może jakoś kiedyś się spotkamy by powiedzieć sobie "Cześć" XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i jeszcze Lindsey - moja koleżanka była i mówiła, że było zarąbiście. Tak bardzo się tym jarała, że sama nabrałam ochoty by na kolejny raz się wybrać XD

      Usuń
    2. Kiedyś dam znać! Ostatnio w Krakowie jestem bardzo często, ale akurat mam wtedy czas tylko dla 1-2 osób ;)

      Usuń
  11. O! Miałam zajrzeć do "Pod Norenami", ale ostatecznie na ramen trafiłam do "Dwóch Smaków" i był naprawdę pyszny, więc polecam. ^^ Ahhh, te słodkości wyglądają naprawdę zachęcająco. *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś trafiłam do "Dwóch Smaków", ale nie porwał mnie ich ramen... ale inne rzeczy mieli dobre *w*

      Usuń
  12. Ja również w ostatnim czasie przez natłok obowiązków zapuściłam się z troszkę z prowadzeniem bloga i odpisywaniem na komentarze. Uważam, że czasem mała przerwa by zebrać siły nie jest zła. Ja zawsze chętnie wpadnę poczytać notki na Twojego bloga nie zależnie od tego ile musiałam bym na nie czekać. ;) Gratuluję spełnienia Twojego marzenia, muszę powiedzieć Ci, że ja również spełniłam swoje marzenie i byłam nie dawno pierwszy raz na koncercie Lindsey. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *piąteczka pod wieloma względami*

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -