Ta strona korzysta z ciasteczek, jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai niedziela, 5 lutego 2017

Hej ho! Dzisiaj napiszę wam krótką recenzję light novel przeczytanej przeze mnie w listopadzie, którą miałam zrecenzować w listopadzie. Taaak. No, ale jednak jak nie wisi nad tobą egzemplarz recenzencki to po przeczytaniu odkładasz książkę na półkę i... nic się nie dzieje. Dzisiaj jednak zebrałam się w sobie i może uda mi się napisać cokolwiek! 

O "Toradorze" słyszałam nie raz i nie dwa, ale nigdy mnie do niej specjalnie nie ciągnęło. Pewnego pięknego dnia weszłam na twittera, gdzie znajoma fanka shojo wspomniała, że właśnie obejrzała anime i zaskakująco się jej podobało chociaż nie był to romans shojo. Wtedy jakoś zapaliła mi się w głowie lampka "O! Trzeba zapamiętać, że to jednak tytuł do sprawdzenia". Niedługo później Studio JG zapowiedziało wydanie light novel z serii, a przecież zawsze najlepiej zacząć od pierwowzoru. Na początku nad tytułem wisiało jakieś fatum - najpierw jedna tłumaczka zrezygnowała w trakcie z powodów osobistych i książka trafiła w ręce innej tłumaczki, która i tak już miała pełne ręce roboty. Zdążyłam o tytule zupełnie zapomnieć do momentu, w którym trafiłam na konferencje tłumaczy na Magnificon EXPO. Na tej konferencji tłumaczka opowiadała o swoich wątpliwościach jak np. przetłumaczyć japońskie przepisy, skoro ma być coś dla biedaka, a w Polsce takie składniki kosztowałyby miliony. Dobrze się tego słuchało, a przy okazji przypomniałam sobie o istnieniu tego tytułu. Po powrocie do domu użyłam punktów lojalnościowych na Yatta i zamówiłam... całą serię, bo w ten sposób opłacało się najbardziej.


Wersja książkowa "Toradory" posiada 10 tomów (62 rozdziały). Oryginalnie publikowana od 2006 do 2009 roku historia doczekała się wersji mangowej i animowanej oraz nowelkowego spin-offa pod tytułem "Toradora! Spin-off". W 2007 roku zdobyła nagrodę najlepszej light novel w kategorii komedia romantyczna. Autorem książki jest Yuyuko Takemiya. Poza "Toradorą!" polski czytelnik może kojarzyć ją z mangi "Golden Time", która to powstała na podstawie innej  książki autorki. Autorem ilustracji jest Yasu, o którego projektach można poczytać chociażby na MALu. Gatunkowo mamy tu do czynienia z szkolną komedią romantyczną. Demograficznie podaje się, że jest to tytuł skierowany do męskiej części publiczności.


1 tom light novel "TORADORA!" wydania Studia JG ujrzał światło dzienne w sierpniu 2016 roku i składają się na niego 2 tomy wersji japońskiej. Okładkowa cena tej cegły to 39,99. Posłowie kończy się na 393 stronie. Tomik oprawiony jest w matową okładkę z błyszczącym lakierem wybranym na  ilustracjach. wydanie posiada skrzydełka. Na okładce znajdują się ilustracje z pierwszego tomiku. Przednia część okładki tomiku drugiego pojawia się jako kolorowa strona dzieląca tomik na 2 części. W sumie wewnątrz tomiku znajduje się 16 stron kolorowych na kredowym papierze błyszczącym. Pozostała część tomiku została wydrukowana na papierze ekologicznym. Klejenie tomiku jest bardzo dobre, widać je jedynie przy ostatniej stronie ze stopką redakcyjną. Wielkość tomiku przypomina typową mangę, grubość nie przeszkadzała mi w czytaniu. Troszkę wygięłam tylko tylna część okładki, ale nie jestem w stanie określić czy to kwestia grubości czy moich umiejętności czytania. 
Kwiecień. Płatki wiśni tańczą na wietrze. Nowa klasa. Ryuuji Takasu, zwykły chłopak pokarany przez los wzrokiem mordercy spotyka niziutką, niepozorną Taigę Aisakę, która okazuje się postrachem całej szkoły, krwiożerczym Tycim Tygrysem. Życie Ryuujiego zmienia się raz na zawsze, gdy przez przypadek poznaje sekret dziewczyny. Tak rozpoczyna się ich wspólna walka o zdobycie serc swoich ukochanych. Problem w tym, że zawsze pogodna, lecz trochę dziwna Minori Kushieda i wzorowy uczeń Yuusaku Kitamura nie stanowią najłatwiejszych celów w tej miłosnej kampanii! - Studio JG

Jeśli mam być szczera to jeśli cokolwiek powinno powstrzymać was przed kupnem "Toradory!", to nie cena, wydanie, tłumaczenie, a właśnie tematyka. Nie każdy lubi szkolne komedie romantyczne. Według mnie dodatkowo my Polacy po prostu nie przywykliśmy do wynaturzonych sytuacji rodem z mangi/anime opisanych na kartkach książki. Zanim jednak powiecie "O nie, już wiem, że to nie dla mnie!" powiem tylko, że mnie osobiście podczas czytania w ogóle to nie przeszkadzało.Szkolna komedia romantyczna szkolnej komedii eimantycznej nierówna. Fabularnie może nie jest to zabierająca dech w piersiach i nieprzewidywalna historia - a wręcz przeciwnie, ale jest na tyle przyjemnie napisana, że wolę ją od wielu innych light novel, które trzymałam w rękach.


Myślę, że tym, co sprawia, że "Toradorę!!" czyta się dobrze jest kreacja głównego bohatera. Unikany przez większość osób ze swojego otoczenia ze względu na swój wygląd, lecz wplątany we wszystkie główne wydarzenia w serii. Sam nie do końca wierzy w te wszystkie przerysowane sytuacje, które się wokół niego dzieją, ale podejmuje próbę ich ogarnięcia mimo bycia zwykłym chłopakiem o nie do końca zwykłym wyglądzie. Jeśli chodzi o pozostałe postacie to w ciągu tych 2w1 tomów oprócz Takasu żadna nie była w stanie mnie do siebie przekonać. Większość z nich ma barwne charaktery, ale poznajemy je stopniowo wraz z głównym bohaterem. Owszem, podoba mi się, że poznajemy historię z perspektywy jednego bohatera (czasem nie będzie to Takasu), bo w ten sposób pojawia się w tej historii jakaś nutka tajemnicy - nie wiedząc, co dana postać naprawdę myśli nie będziemy do końca wiedzieli co stanie się później. Możemy zgadywać tylko na podstawie znajomości mangi/anime lub postawić na typowy schemat zachowania bohaterów w tego typu historiach. Fakt, że z tego powodu nie jestem w stanie do końca zrozumieć czy polubić kolejnych postaci, ale i tak podoba mi się to z perspektywy czytelnika.


Zanim zaczęły pojawiać się u nas na rynku oficjalne wydania light novel miałam okazję rzucić okiem na 3 (o tematyce BL) w których ilustracje były naprawdę bardzo dokładne. Niesłusznie wyrobiłam sobie wtedy zdanie, że ilustracje książkowe są dokładniejsze niż w mangach, bo jest ich niewiele i musi być efekt wow. Im więcej trafia w moje ręce wydanych na naszym rodzimym rynku tytułów, tym bardziej się przekonuje, że nie ma jednej reguły. Ilustracje w "Toradorze!" to kolejne zaskoczenie z serii ilustracji prostych, niedbałych i szkicowych, Nie jestem ich fanką, a jedyną postacią, która podoba mi się z samej twarzy jest główny bohater. Może dlatego też sięgam po wersję tekstową "Toradory!", a nie rysunkową. Czy wam podobają się te ilustracje musicie ocenić sami.

Jeśli chodzi o tłumaczenie tomiku to naprawdę mi się ono podobało pod względem płynności czytania. Wydawało mi się ono przyjemne, naturalne, a sama książka napisana nie najgorzej - taka lekka literaturka. Nie byłabym sobą, gdybym przed tą częścią nie zrobiła w internecie researchu na temat tłumaczenia, by móc jakieś argumenty obalić lub potwierdzić, bo tak mi po prostu łatwiej. Po pierwsze naturalność języka, którym mówią bohaterzy. Chyba już kiedyś wspominałam to przy okazji tej samej tłumaczki, ale do mnie jej teksty trafiają. Ja wiem, że kiedy nagle między całkiem normalnymi zdaniami nagle wyskakuje hasło "I po ptokach!" niektórzy mogą zejść na zawał, ja tymczasem przytulam tomik do bezcyca, bo zaczynam czuć się swojsko. Ktoś inny zarzucił językowi młodzieżowemu brzmienie sztucznie jakby był z "Trudnych spraw" lub serialu "Szkoła". Pracuję z młodzieżą 5 dni w tygodniu. W ciągu tych 5 dni przewija mi się przed oczami około 400 dzieciaków. I rzeczywiście są grupy, które nie mówią w ten sposób, ale znaczna część przenosi na swój język to, co zasłyszą w telewizji lub internecie. Dlatego słuchając tego co mówią i porównując to do bohaterów "Toradory!" nie mogę nie powiedzieć "Tak właśnie jest!". Do czego dążę? A do tego, że uważam tłumaczenie tomiku za profesjonalne, luźne na tyle, na ile może być, a przede wszystkim dobrze mi się je czytało. A co do sposobu przetłumaczenia przepisu - w końcu nie obyło się bez przypisów - został nam prawdziwy przepis plus informacja, że nie jest to za droga potrawa na japońskie realia.

Tutaj zazwyczaj pojawia się podsumowanie czy według mnie warto kupić tomik i dla kogo jest książka. Na pewno "Log Horizona" z zaszczytnego pierwszego miejsca ten tytuł nie strącił, ale mogłabym pomyśleć nad uplasowaniem "Toradory!" na drugim. I tak zainwestowałam w całą serię, więc nie ma sensu też sobie gdybać na temat tego, czy będę kupować dalej. Dla kogo? Dla osób, które znają i akceptują tematykę serii, bo o jakość wydania według mnie nie ma się co bać.

P.S. Wiem, że miały być 2 recenzje w tym tygodniu, ale wypadły mi sprawy zdrowotne. ;). Przypominam też o fanpejdżu bloga, na którym daje znać, że żyję. 

{ 20 komentarze... read them below or Comment }

  1. Jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby kupić LN Toradory, chociaż anime uważam za jedną z najlepszych obejrzanych przeze mnie szkolnych komedii romantycznych (hehe, na końcu to się nawet poryczałam, ale mi to się zdarza, że wzruszy mnie byle głupota). Na zdjęciach stosików na pewno wyróżnia się objętościowo :)
    Wezmę ją pod uwagę, gdy będę szukała lekkiego czytadła :)
    A ta wzmianka o listopadzie przypomniała mi, że też mam novelkę przeczytaną w listopadzie, którą maiłam zrecenzować już zaraz po przeczytaniu, a nadal czeka :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sprawdzić, czy pod moją nieobecność zrecenzowałaś już tę nowelkę którą zrecenzować miałaś.
      Mnie jakoś do anime ani mangi nie ciągnie, skoncentruję się na tej pisanej wersji ;)

      Usuń
    2. Z poślizgiem, bo z poślizgiem, ale wywiązałam się :D

      Usuń
  2. Kurczę, czytałabym to, ale nie aż tak, żeby kupować - bo faktycznie komedie romantyczne to nie moja bajka. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdzieś się pojawi okazja, żeby przeczytać :). Ja niedługo zacznę 2 tom, ciekawa jestem jak mi pójdzie dalsza lektura.

      Usuń
  3. X lat temu, chyba jeszcze w podstawówce albo w pierwszej gimnazjum, obejrzałam sobie animowaną wersję serii i naprawdę dobrze ją wspominam. Kiedyś chciałam sobie przeczytać i light novelkę, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze. :p

    OdpowiedzUsuń
  4. JASNY GWENT, dziesięć tomów szarpania się z romansowanie gdy sam tytuł spoiluje która z dziewczyn zostanie obdarzona ciepłem benisa xD
    Ale kolega z pracy lubił bajkę (nie, że jakiś otaku przegraniec nerd, żonaty i ogarnięty kolo), więc muszę sprawdzić czy jeszcze nie kupił i jeśli nie to mu sprezentować, a i sama mogę obczaić. Tym bardziej po Twoich pochwałach, w sumie Tobie ufam bardziej niż jemu!
    Obrazki mi się nie podobają, z serii o agresywnych, płaskich tsundere bijących przeciętnego kolesia wolałam Shanę, bo wolę styl Noizi Ito, ilustratora. Ale Toradora wydaje mi się mniej odpychająca treściowo, jakoś jakby wyciągnięcie magii i supernaturali pomogło samej formule romansu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę LN-kę na półce, nawet zaczęłam czytać. Zła niby nie jest, główny bohater faktycznie bardzo fajny, czyta się całkiem nieźle, ale jakoś zupełnie nie mam ochoty kontynuować. Widać szkolne komedie romantycznie to naprawdę nie moja bajka ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat mam już 2 tom, więc jestem na czytanie dalej skazana. :DJ Ja powinnam mieć dość szkolnych historii, bo codziennie szkołę muszę oglądać, ale jak mi się nie nudzą mimo upływu lat.

      Usuń
  6. Hej Otai! Z tej strony v-chanek z deviantarta (o ile mnie jeszcze cokolwiek kojarzysz:D).
    Po pierwsze, korzystając z okazji, że w końcu siadłam do kompa na troszkę dłużej i w końcu coś u Ciebie komentuję, chciałam Ci powiedzieć, że bardzo się cieszę, ze prowadzisz bloga. Fajnie się go czyta, zaglądam codziennie:)
    Co do recenzji, to jest jedną z najlepszych jakie napisałaś, wciąż jednak najbardziej wyczekuję tych artbookowych:D
    LNki mnie nie kręcą, jestem chyba w mniejszości co woli mangę Toradory od pierwowzoru książkowego.I tu dodam, że anime do tej pory nie widziałam;P Czasami mnie kusi, żeby jakąś LNke przeczytać, ale kasy na to nie mam a i pożyczyć od kogo (nie są popularne wśród moich znajomych, cóż zrobić...).
    Pozdrawiam Cie cieplutko i oby do następnego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (też wolę mangę, bo ma śliczną kreskę, piona!)

      Usuń
    2. Ta jesss:D Kreska oko cieszy;) Piona!
      A swoją drogą, to wiesz może, jak bardzo fabułą różni się od LNki?

      Usuń
    3. AAAAAAAAAAAAAAAAA, pewnie, że kojarzę. Przepraszam za późną reakcję, ale przez ostatni miesiąc dużo się działo i odcięłam się na chwilę od bloga. Strasznie się cieszę, że się odzywasz i naprawdę mi miło, że odwiedzasz mojego bloga :D. Zapraszam ponownie, skoro już raz dałaś tu znak życia, to może jest jeszcze szansa, że odezwiesz się znowu, mimo, że ja z takim obsuwem reaguje...

      Usuń
  7. Ja to chyba bym się nie zdecydowała na LN Toradory, bo za bardzo lubiłam anime, a że to było jakiś czas temu jak oglądałam, to teraz, nie daj, mogłoby mi się odspodobać :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to dzięki LN może będę miała szansę się dowiedzieć co tobie si podobało :D

      Usuń
  8. Anime swego czasu bardzo mi się podobało, ale kiedyś sięgając po skany mangi bardzo się zraziłam i z automatu skreśliłam też nowelkę. I te brzydkie ilustracje. Raczej z nowelkami dam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja póki co polecam jeszcze "Log Horizon" - jest inny niż reszta nowelek, które czytałam, może akurat to ci się spodoba :)

      Usuń
  9. Nie lubię "Toradory". Próbowałam się zabrać za anime chyba z 3 razy i zawsze odpadałam po 5 odcinkach XD Także ta light novel niestety niezbyt mnie kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od wersji pisanej, więc na niczym nie zdążyłam odpaść.

      Usuń
  10. Obejrzałam anime, ale nie wspominam miło. Humor totalnie do mnie nie przemawiał, męczyły mnie odcinki niestety, aczkolwiek przebrnęłam, więc jednak coś mnie w niej zaciekawiło...tylko nie pamiętam co:P

    OdpowiedzUsuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -