Posted by : Otai poniedziałek, 5 września 2016

Dzisiaj będę recenzować kolejną light novelkę. Tomik 1 kupiłam od razu jak wyszedł, bo wtedy w sumie tytuł był bardzo chwalony w internecie. Na okładkach i ilustracjach widniały całkiem normalnie wyglądające postaci, a jeśli coś wygląda jakby dało się zekranizować w formie dramy to pojawia się w kręgu moich zainteresowań. Robiąc szybki research dlaczego "HakoMari" czyli "Zerowa Maria i Puste Pudełko" jest tak popularne w Polsce (i na świecie) okazało się, że po prostu ta light novel ma świetnie rozbudowane tłumaczenia fanowskie. Dzięki temu nie mając ani ekranizacji anime, ani adaptacji mangowej i tak było o "Marii" głośno. Po wielkim hype i pozytywnych opiniach zaczęłam spotykać się z recenzjami, które pozytywnego wydźwięku raczej już nie miały, ludzie czuli się wręcz uprzedzeni do czytania light novel. I znowu moja chęć do zapoznania się z 1 tomem spadła. Ostatnio jednak dzięki wydawnictwu Waneko wpadł mi w ręce tomik 2, więc miałam już większą motywację, żeby przeczytać oba tomiki. I chyba dobrze, że przeczytałam 2 tomy na raz, bo chociaż 2 tom jest uznawany za podobno najgorszy/najnudniejszy to czytało mi się go dużo lepiej i dużo szybciej niż tomik 1. Po 2 tomiku zaczęło mi się wydawać, że zaczyna być już trochę konkretniej. Ale o tym za chwilę, zacznijmy sobie od kilku podstawowych danych :). 


"Utsuro no Hako to Zero no Maria" (w skrócie "HakoMari") czyli w wersji polskiej "Zerowa Maria i Puste Pudełko" to 4 wydawany tytuł autora, pierwszy z ilustracjami. Pierwsza część zaczęła powstawać w 2009 roku, po 7 tomach historia została zakończona w 2015 roku. Eiji Mikage, autor książki, miał 25/26 lat, kiedy zaczynał pisać. Oprócz pisania (dla którego autor rzucił uniwersytet) pracuje też dorywczo, żeby powiązać koniec z końcem. W Polsce za wydanie odpowiedzialne jest wydawnictwo Waneko. Pierwszy tom został wydany w lutym 2016 roku, na dzień dzisiejszy wydanych jest 4 z 7 tomów.



Powieść wydana jest w formacie nazywanym przez Waneko "powiększonym" - coś w stylu ich jednotomówek. Wbrew temu co jest napisane na ich stronie internetowej, wydanie posiada błyszczącą obwolutę, a pod spodem okładkę z jasnofioletowymi elementami projektu. Tu napisałam dlaczego cieszą mnie obwoluty i lubię jak mogę element ozdobny ściągnąć do czytania i się o niego nie martwić, ale myślę, że to kwestia na inną notkę, tak samo jak ewentualne komentarze o tym czy ktoś woli obwoluty/bez obwolut powinny pojawić się pod ewentualną przyszłą notką, a nie tu. W środku tomiku najpierw znajdujemy 8 kolorowych stron na kredowym błyszczącym papierze, wszystkie pozostałe strony z tekstem i rysunkami są wydrukowane na typowym dla książkach papierze ekologicznym (lekko kremowym).

Tom 1
Tom 2
To już któraś z kolei light novel, gdzie mam wrażenie, że Japończycy w light novelkach szaleją z ilością tekstu i braku wyczucia na kolorowych stronach. Albo w polskich wersjach wygląda to tak źle - tniby ładne obrazki, ale powklejane na nich opisy postaci, nazwy wydarzeń czy też wyrwane z kontekstu fragmenty książki sprawiają, że estetycznie w ogóle mi taki styl nie podchodzi. Dodatkowo te opisy postaci są poniekąd spoilerami do całej akcji, bo już z nich dowiadujemy się często kto ginie/kto może mieć znaczenie dla fabuły itp. Trochę mnie to zadziwia już w którejś z kolei light novelce. Nie wiem jak w japońskiej wersji, ale w polskiej w drugim tomie Maria jest podpisana jako Kazuki, a Kazuki jako Maria - myślałam, że to kolejny spoiler czy wskazówka, ale to najprawdopodobniej zwykły błąd. Opisy postaci są wklejone na kolorowe prostokąty z ozdobnikami (w pierwszym tomie te opisy są na czarno, w drugim na żółto), cała reszta tekstu na kolorowych stronach jest biała, wklejona bezpośrednio na obrazki. Pomieszanie z poplątaniem, ale nie jest to tylko kwestia jednego tytułu.


Light novel opowiada historię Kazukiego Hoshino, chłopaka wyjątkowo przywiązanego do swojego codziennego życia, lecz pojawienie się w jego klasie nowej uczennicy, Ayi Otonashi, sprawia, że nic nie będzie już takie jak dawniej. Już przy pierwszym spotkaniu dziewczyna mówi mu prosto w twarz, że go „złamie” i że tak naprawdę jest to już 13,118 raz kiedy się spotykają. Jak dalej potoczy się ich historia? Czy to co mówi jest prawdą? Przygotujcie się na mroczną, psychologiczną powieść, która zabierze Was w podróż pełną zwrotów akcji, gdzie nie wszystko jest takie, jakim się na początku wydaje.  - opis tomu 1 od Waneko
Choć Klasa Odrzuceń przestała istnieć, Maria Otonashi ponownie pojawiła się przed Kazukim Hoshino. Wkrótce zaczęły dziać się koło niego dziwne rzeczy: wiadomość z miłosnym wyznaniem, którą jakoby wysłał, choć tego nie pamiętał; utrata świadomości w ciągu doby; wypadki, o które się go obwinia, trupy... I jeszcze ktoś, kto wypowiedział mu wojnę za pomocą wiadomości zostawionej na jego telefonie komórkowym: "Złamię cię. Zniszczę wszystko, co dla ciebie ważne. Pudełko dostało się w moje ręce i teraz odbiorę ci wszystko."Jakie jest życzenie posiadacza kolejnego pudełka? Dlaczego żywi wobec Kazukiego wrogie zamiary? Drugi tom, który od samego początku trzyma w napięciu!

Tomy mają zupełnie różną fabułę - opowiadają o dwóch różnych przypadkach użycia pudełek do spełniania życzeń. Pierwsze użycie pudełka powoduje zapętlenie jednego cyklu wydarzeń i bohater ciągle musi przeżywać ten sam dzień, który za każdym razem nieco się zmienia. Czasem bohater jest świadomy, że "to już kiedyś było", innym razem kompletnie nie pamięta. W drugim tomie historia opiera się na życzeniu, które powoduje stopniowo przejęcie ciała głównego bohatera przez obcą osobę. W przypadku pierwszego tomu mamy do czynienia z cięższą do zgryzienia zagadką, bo w powtarzających się sytuacjach ciężko czasem wyłapać małe szczegóły, które mogłyby wskazać kto jest sprawcą całego zajścia. Z resztą nie znamy jeszcze postaci na tyle, żeby łatwo się domyślić od razu co jest grane. Pod tym względem historia pierwsza jest lepsza od drugiej, w której mamy od początku sygnały kto może być sprawcą, aż w pewnym momencie jest on podany na tacy. O ile w pierwszym tomie można założyć, że chodziło o rozwiązanie zagadki i tajemniczość, o tyle w drugim powiedziałabym, że bardziej skupiono się na samych mieszanych uczuciach bohaterów. Przy czytaniu opisów od wydawnictwa może się nasunąć pytanie "Dlaczego akurat ten bohater, dlaczego wszystkie wydarzenia dzieją się wokół niego? Dlaczego wszyscy chcą go złamać? Co to za klisza?" - i na to pytanie otrzymamy odpowiedź już w pierwszym tomie, więc nie ma się o co stresować :).

Pierwszy tom męczyłam ze 2-3 tygodnie i myślę, że gdybym nie miała tego drugiego tomu do przeczytania, to w ogóle bym po niego nie sięgnęła. Na szczęście drugi tom wydaje się być napisany już normalniej - nie wiem na ile to kwestia tłumaczenia, a na ile oryginału, ale postaram się opisać tutaj moje uczucia.

Tom 1
 Wiecie jak to jest, kiedy ktoś wam próbuje przybliżyć fabułę całego filmu, ale bez spoilerów. "Wyobraź sobie, że posiadacz lubi pudełko, ale pudełko zabija ofiarę, która odradza się następnego dnia i twierdzi, że jest posiadaczem, dlatego ofiara i pudełko nie mogą już egzystować w tym samym świecie". A teraz wyobraźcie sobie, że w bardzo podobny sposób bohaterowie wyjaśniają sobie przez cały pierwszy tom wydarzenia - teoretyzują na potęgę. I z jakichś powodów w większości przypadków nikt z bohaterów nie ma problemu z nadążaniem za sytuacją. Trzeba mieć dobrze rozbudowane myślenie abstrakcyjne, żeby od razu wyobrazić sobie o czym bohaterowie mogą mówić. Brakuje mi tutaj jakichś wyrysowanych schematów, żebym mogła zrozumieć dlaczego np. dwa pudełka nie mogą na raz istnieć, a jednak można użyć dwóch pudełek w jednym świecie. Z resztą wysnuwane przez strony teorie bohaterów co może "posiadacz" niejednokrotnie okazywały się błędem mającym na celu zmylić czytelnika w jego podejrzeniach (bohaterów przy okazji też). Na początku odrzucił mnie też brak chronologii i rozdziałów, bo niełatwo było wybrać sobie moment, w którym można spokojnie przerwać czytanie (przeszkadzało mi to zwłaszcza, że czytanie tego tomiku szło mi naprawdę wolno). Na początku czułam się totalnie zagubiona w chaosie i rzucanych numerach powtórzeń właściwie na chybił trafił. Dopiero po 70 stronie zaczęło mi iść szybciej, bo wtedy można było przyjąć, że wydarzenia od 27754 powtórzenia to wydarzenia "obecne", a pojawiające się między nimi numery to "tak jakby" retrospekcje.

Tom 2
 Tutaj język, którym była pisana nowelka wydawał mi się dużo bardziej przystępny pod względem pisanego stylu, bardziej przypominał mi normalną książkę niż tom poprzedni. Bohaterowie próbowali rozwiązać zagadkę w mniej enigmatyczny sposób niż w pierwszym tomie - może przez to łatwiej było się domyślić całej sytuacji, ale całość wydawała się być opisana mniej enigmatycznie. Podobno 2 tom jest zupełnie inny od reszty i trochę boję się przez to kolejnych, bo pod względem przystępności przekazywanych czytelnikowi informacji wydawał mi się dużo łatwiejszy. Dodatkowo miał to, czego brakowało mi w pierwszym tomie - schematy, dzięki którym łatwiej było zrozumieć w jaki sposób wszystko obecnie działa. Tutaj też nie ma rozdziałów, ale wydarzenia są podzielone na dni i godziny chronologicznie, więc gdy kończy się dany dzień, mogłam spokojnie uznać, że właśnie zakończył się jakiś rozdział historii. Było to dużo klarowniejsze rozwiązanie niż ciągłe skakanie w czasie z fabułą - raz w przód, a raz w tył.



Kolejna ważna sprawa dla fabuły to postacie. Nie wydają się póki co złe, ale po 2 tomach nie zapałałam jeszcze do nikogo jakąś sporą sympatią. Wszyscy są właściwie nieprzewidywalni, chociaż z opisu na kolorowych stronach wynikałoby, że są bardziej stali w tym co robią. Póki co ani nie jestem na tak, ani na nie dla nikogo. Wątki romantyczne między bohaterami zaczynają się kroić, ale na razie nie wiem nawet z kim pairingować głównego bohatera, chociaż wybór jest. Sporo osób narzeka, że wiele pobocznych postaci funkcjonuje jako zapchajdziury i ciężko się czegokolwiek o nich dowiedzieć, albo zrozumieć po co są w ogóle w książce. Dodatkowo to, o czym wspomniałam - bohaterowie nie mają problemu ze zrozumieniem dziwnego biegu wydarzeń, snuciem teorii - nawet, kiedy przypadkowy kolega zostaje zapytany o zdanie to snuje swoje teorie jak gdyby nigdy nic (czasem ma to uzasadnienie w późniejszej fabule, ale nie zawsze). Wydaje mi się, że autor chce nas zapoznać ze wszystkimi, bo nawet jeśli nie są ważni dla danego tomiku to może się okazać, że w kolejnych odegrają jakąś ważną rolę. A wtedy będziemy ich już przynajmniej kojarzyć. Tak, że zarzut "nierozwiniętych postaci" na razie jest dla mnie nieprawdziwy, bo ogranicza się tylko do przeczytanych tomów, a nie do całości. Na duży plus są nie tyle same postacie, ale ich uczucia - właściwie uczucia bohaterów są tym, co podoba mi się w "Zerowej Marii" najbardziej. W odróżnieniu od różnych teorii na temat pudełek, za którymi jeszcze nie nadążam, uczucia bohaterów i ich przemyślenia są czymś co bardzo łatwo mi zrozumieć i sobie przyswoić. Motywy i myśli każdej z przedstawionych do tej pory osób są dla mnie zrozumiałe, nawet jeśli nie są logiczne. Jak to u ludzi bywa - emocje, które nami targają i uczucia, które z tego wynikają nie zawsze są podporządkowane prawom logiki (właściwie to rzadko). Momenty, kiedy emocje bohaterów były przedstawiane czytelnikowi to momenty, które czytało mi się najlepiej, zwłaszcza w tomie 1.

Tom 1
Tom 2
Jeśli chodzi o ilustracje - stworzył je Tetsuo (poprzedni pseudonim 415). Widziałam, że w kolejnych tomach jego kreska robi się dużo lepsza! Swoją drogą kiedy czytałam książkę łatwiej było mi sobie wyobrazić postacie jako zwykłych Japończyków niż dopasować do narysowanych uroczą kreską postaci z kolorowych stron. Autor w posłowiu wspomniał, że pisał nowelkę nie biorąc pod uwagę powstających ilustracji i wyglądu postaci, nie miały one wpływu na ich charaktery w tomie 1. Może właśnie dlatego ich wygląd wydał mi się tak oderwany od tego, co czytałam? Kto wie! W każdym razie w 2 tomie zaczęłam się już do ich wyglądu przyzwyczajać. Z resztą w 2 tomie postacie wydają mi się rysowane już nieco doroślej niż w 1 tomie, co bardziej mi pasuje. Chociaż ogólny klimat ilustracji wolę w tomie 1 - jest w nich dużo więcej tajemniczości niż na ilustracjach z tomu 2. Nie mogę się doczekać rozwoju kreski rysownika. Sama kreska na kolorowych stronach wydaje mi się jeszcze zbyt szkicowa, ale kolorowanie już od początku jest opanowane do perfekcji i to ono dodaje magii tym rysunkom. Ilustracje czarno-białe, które zawsze pojawiają się w formie rozkładówki są czarno-białe, z mocną dozą tajemniczości i czerni. Ich szkicowość dodaje im akurat w tym przypadku większej lekkości i tutaj jest to dla mnie plus.

Pod względem jakości tłumaczenia nie mam porównania do oryginału, ale sama książka wyglądała na trudną do przetłumaczenia tak, żeby wszystko brzmiało enigmatycznie, a jednocześnie czytelnik miał wrażenie, że coś z tego zaczyna rozumieć. Chyba, że to ułatwiło sprawę, bo w tym całym szalonym teoretyzowaniu łatwo się można pogubić i błąd tłumacza nie wyróżniałby się z tłumu. Literówki rzucały mi się w oczy na początku, ale potem albo się przyzwyczaiłam, albo ich nie było. Skład pod względem łamania wydawał mi się w porządku. Najbardziej przeszkadzała mi w czytaniu od strony wydania wielkość tekstu, w porównaniu do innych light novelek jakie ostatnio czytałam tutaj czcionka wydawała mi się bardzo mała i wzrok szybko mi się męczył. W sumie gdyby była większa czcionka to tomiki byłyby grubsze niż 170 i 160 stron i mogłaby podskoczyć cena, a obniżyć się wygoda trzymania tomiku przy czytaniu, ale jednak pozostanę fanką nieco większych czcionek w książkach niż ta w Marii.



Dla kogo w końcu jest "Maria"? Hmmm... Na pewno nie polecałabym jej jako początek przygody z light novelkami (chociaż to może być lepszy początek niż podobny klimatem "Blask księżyca", w "Marii" bohaterowie są przynajmniej bardziej wyraziści). "Marię" poleciłabym na przykład osobom, które  powieści wolą czytać opowiadania publikowane online przez autorów fragmentami, bo łatwiej jest się wtedy przestawić na nieregularne "rozdziały" w tej light novel. Poleciłabym ją również fanom pewnego rodzaju japońskich horrorów, które z jednej strony są pełne krwi i przerażają, a z drugiej strony dostarczają też niewymagającej rozrywki i elementów humorystycznych i rodzących się wątków romantycznych. Gdzie z jednej strony mamy do czynienia z jakąś mocą nadprzyrodzoną, ale koniec końców okazuje się, że zawinił człowiek. "Zerowa Maria i puste pudełko" może spodobać się również osobom, które lubią się zastanawiać nad tym czy warto spełniać każde marzenie bez względu na kosz. I tym, którzy lubią wszelkiego rodzaju teoretyzowanie.

Ja jestem po 2 tomach ciekawa co przyniosą mi kolejne, podobno dużo lepsze tomy oraz jak autor i rysownik się rozkręcą. W końcu mamy tutaj do czynienia z serią, która zyskała sobie rzeszę wiernych fanów nie po 1 czy 2 tomach, ale właśnie po zapoznaniu się z całością historii. Coś w tym musi być, chociaż ja jeszcze nie odkryłam co. Jeśli będę miała okazję przeczytać kiedyś kolejne tomy to poinformuję was o moich dalszych wrażeniach!

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Mam pierwszy tom ale tak bardzo nie chce mi się tego czytać. Ledwo mi się udaje przebrnąć przed durarare.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam 2 tomy "Durarary" LN i jeszcze się za nią nie zabrałam, ale słyszałam w sumie dobre opinie na jej temat. Jeszcze zobaczę, na razie i tak muszę wrócić do Toradory, którą już zaczęłam czytać.

      Usuń
  2. Maria była dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem, kompletnie jej nie znałem a okazało się że sposób prowadzenia historii, jak i ona sama naprawdę mi się podoba. W moim przypadku jednak tom 1 o wiele bardziej mi się podobał, chociaż 2 też był naprawdę super. Szkoda tylko że Waneko trochę jednak zepsuło grzbiety i o ile z bliska wyglądają naprawdę fajnie to z daleka na półce wszystko zlewa się w fioletową papkę. A sama recenzja jest dobra, miło się czytało dzięki za poświęcony czas:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O grzbietach w sumie nie napisałam za wiele, uznałam, że zdjęcie wystarczy ;). Ja sama swoich "Marii" na razie nie postawiłam nawet na półce po remontach ;).

      Usuń
  3. Niestety Maria jest dla mnie takim 5/10. Męczyłam ją przez trzy tygodnie i na pewno nie chwycę po dalsze części. Pomysł jest ciekawy, ale sposób w jaki jest to napisane/ przetłumaczone, w ogóle mnie nie chwyciło. Niestety o LNkach od Waneko raczej zapomnę..
    Jeszcze chcę dać szansę SAO, którego tomik pierwszy i drugi mam na półce (już nie pamiętam kiedy to kupiłam! XD). Oczekiwań wielkich nie mam, ale może przeżyję miłe zaskoczenie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwszym tomie pewnie też bym nie męczyła kolejnych, ale taki plottwist, że do recenzji dostałam tomik 2, a głupio tak pisać o 2 tomie nie czytając pierwszego XD.

      Mnie SAO póki co bardzo odstrasza, bo po pierwsze wiek bohaterów nie ten (wolę starszych bohaterów, więc tutaj Log Horizon wydaje mi się bardziej sensowne), po drugie nikt na moim twitterze nie wyraża się dobrze o fabule, zwłaszcza późniejszej, co dodatkowo mnie odstrasza XD

      Usuń
  4. Przyjemnie się czyta, ale bez szału. Dobrze, że seria kończy się na 7 tomach.
    Swoją drogą, bodajże 3 tomik był porażką. Tyle literówek i błędów to ja w życiu w żadnej książce nie widziałam. :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na to, że niedługo będę miała okazję sprawdzić 3 i 4 tomik, więc pewnie też napiszę o swoich wrażeniach!

      Usuń
  5. Bardzo fajna recenzja. :D Fajnie, że Polski rynek LN się rozwija. Chciałbym by kiedyś, któreś wydawnictwo wydało nowelkę "Spice and Wolf" i "Re:Zero". Kto wie może kiedyś zawitają na Polski rynek. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moich ulubionych light novelek raczej nikt nie wyda :'), więc nie nastawiam się (jedna już na pewno ma za drogą licencję)

      Usuń
  6. Chyba dam sobie spokój z "Zerową Marią" (a przynajmniej poczekam do czasu ukazania się całości). Martwi mnie zwłaszcza ten pierwszy tom - myślę, że mi czytanie też strasznie by się dłużyło. No i jeśli mam wybierać, to jednak spośród LN wolałabym się skupić na "DRRR!!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zobaczę jak przeczytam "Drrr!" - mam w sumie 2 tomy i jakoś ich ruszyć nie mogę...

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -