Posted by : Otai środa, 3 sierpnia 2016

Gry, w których trzeba zabrać drużynę, żeby wyruszyć w przygodę budziły we mnie niechęć. No, bo nie da się ich zatrzymać kiedy potrzebujesz, a twoja obecność podczas rajdów jest niezbędna, bo przecież koledzy z gry się obrażą. A mama, która prosi cię właśnie o pomoc przecież się nie obrazi. A znajomi przecież bez ciebie też mają zajęcia, lepiej przecież sobie pośmieszkować na czacie w WoWie podczas misji. Nigdy nie miałam dobrych wspomnień z tego typu grami, chociaż sama nie grałam. Moje uprzedzenia do nich nie wzięły się znikąd, nie wyczytałam o tym w internecie i nie z tego powodu teraz tak mędrkuje. Może mówię tak dlatego, że mam młodsze rodzeństwo, a może dlatego, że miałam kilku takich znajomych? Dlatego historie o ludziach wciągniętych do gry, którzy zaczynają w niej nowe życie zawsze wiąże się dla mnie z uczuciami "A co z ich bliskimi, którzy zostali? Dlaczego o nich nikt nie pomyśli?". Niby głupia sprawa, bo nie po to takie historie są tworzone, żeby sobie tym głowę zawracać. ALE żeby historię tego typu przetrawić musiałabym znaleźć coś, co uznam za naprawdę dobre i warte mojej uwagi. I właśnie taki jeden tomik będę recenzować dzisiaj.


"Log Horizon" to japońska light novel napisana przez  Mamare Touno. Ilustrowana jest Kazuhiko Harę. Początkowo seria pojawiała się od 2010 w formie internetowych rozdziałów na stronie o nazwie w stylu "A więc chcesz pisać książki". Później postanowiono jednak o jej papierowym wydaniu. W 2011 roku wyszedł 1 tom light novelki, poprawiony względem swojego internetowego odpowiednika tak, żeby lepiej się go w takiej formie czytało. W 2016 roku Studio JG wydało 1 tom w Polsce. Tytuł ma być kwartalnikiem, a jak naprawdę będzie - czas pokaże. Ptaszki mi ćwierkały, że jest to trudna rzecz do tłumaczenia, ale miejmy nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie i będę mogła się regularnie cieszyć lekturą. Obecnie seria ma 10 tomów i jest kontynuowana. Dorobiła się również adaptacji mangowych i 2 sezonów anime.


Lubicie grać w MMORPG? Spędzacie godziny w sieci przemierzając fantastyczne krainy i walcząc z bestiami? A co jeśli nie moglibyście wrócić? Gdyby gra stała się dla was rzeczywistością, z której nie bylibyście w stanie uciec? Taki właśnie los spotkał Shiroe i wiele tysięcy innych graczy z całego świata, którzy zostali uwięzieni wewnątrz rzeczywistości niezwykle podobnej do tej, którą znają z ulubionej przygodówki. I choć cały schemat walk, zdobywania ekwipunku i podnoszenia poziomów pozostał ten sam, to starcie oko w oko z potworem przestało przypominać ekscytującą rozrywkę, a dla wielu stało się prawdziwym koszmarem. Czy z powszechnego chaosu, jaki zapanował pośród zdezorientowanych mieszkańców cyfrowego świata, zdoła wyłonić się funkcjonalne społeczeństwo, czy nowa rzeczywistość obróci się przeciwko graczom? - Studio JG
Założenia tej historii nie są czymś nowym, dlatego ciężko się tu rozpisywać na temat fabuły. W pierwszym tomie bohaterowie próbują zaakceptować to, że znaleźli się w takiej, a nie innej sytuacji. Chaos i rozpacz wśród graczy powoli ustępuje chęci dominacji. A nasi bohaterowie... szukają przygody. Z resztą w ten sposób się dobierają - szukając kogoś o podobnych poglądach, chociaż każda z postaci jest zupełnie inna z charakteru. Postacie póki co niczym mi się nie naraziły - właściwie każdego polubiłam, a najciekawszą postacią wydał mi się póki co Nyanta. Sam protagonista też jest naprawdę interesujący - jest typowym introwertykiem zamykającym się w świecie własnych myśli, potrafi  być wredny, ale kiedy trzeba to właśnie on jest chętny do pomocy, gotowy do działania i wspierania innych. Pewnie dlatego łatwo mi go zrozumieć. Postacie żeńskie też mi nie przeszkadzają, a tego zawsze się obawiam w japońskich produkcjach wszelkiej maści. Nawet jeśli któraś zażartuje o swoim cycu w stylu "Chodź, przytul się do mojego tłuszczyku" to zaraz w opisie pojawi się kilka słów o tym, że według innych bohaterów postępuje w ten sposób ze względu na swoje kompleksy - a niepotrzebnie. To dopiero wstęp do całości, ale póki co jestem zadowolona z tego w jaki sposób postacie są eksponowane. Na plus działa też wiek głównych bohaterów (główny bohater niedługo będzie bronić pracy dyplomowej) - z resztą wiek bohaterów jest na tyle zróżnicowany, że każdy powinien znaleźć kogoś w wieku podobnym do siebie. Pewnie dlatego najbardziej odpowiada mi Nyanta. Dzięki temu ich zachowania są podyktowane często logicznym myśleniem, taktyką, a nie szaloną energią, która pcha głównych bohaterów sionenów ku przygodzie.


Wydanie Studia JG jest małe, B6+, czyli bardziej kieszonkowe. Przez mniejszy format tomik ma aż 261 stron. Fajnie się trzyma, przez co fajnie się czyta. Czcionka jest dla mnie w sam raz, przede wszystkim nie jest za mała (np. w "Zerowej Marii" jest dla mnie zbyt drobna dla porównania). Nie rzuciły mi się w oczy żadne poważniejsze błędy z łamaniem i marginesami, więc zaliczam to na plus. Wpadły mi w oko jakieś 2 braki przecinków, spacji i jedna literówka w imieniu. Tomik ma fajny projekt okładki, podobny do oryginalnego. W moim osobistym rankingu to chyba najładniejsza okładka light novelki w Polsce jak do tej pory. Podoba mi się prosty projekt i kolorystyka. Książka została wydana z matową okładką ze skrzydełkami. Tytuł na okładce jest laminowany, co czuć pod palcami. Papier ekologiczny. Każda strona jest ponumerowana, pojawia się również informacja, który rozdział obecnie czytamy. Na końcu tomiku jest się rozpiska profesji w grze (z jednym błędem - profesja, która w tomiku jest nazwana "Zawadiaką" pojawia się tu jako "Szermierz"). Największą wpadką i najsmutniejszą decyzją Studia JG było usunięcie dwustronnej kolorowej rozkładówki z tomiku ze względu na podwyższenie kosztów produkcji. Jeszcze nie ogłoszono w jaki sposób wynagrodzą fanom ten smutny fakt, dlatego czekam z ostateczną oceną, ale szkoda, że tylu fanów nie zobaczyło tych ilustracji w trakcie czytania. Na pominiętej rozkładówce (z tego co widziałam) znajduje się przepiękna ilustracja krajobrazu oraz scena, w której bohaterowie patrzą na wschód słońca. Kiedy czytałam w książce tę scenę (ważną fabularnie, bo bohater akceptuje w niej to, że znalazł się w nowym świecie) to żałowałam, że nie ma do niej ilustracji, a tu się okazuje, że była... właśnie na kolorowej rozkładówce.


Jeśli już jesteśmy przy ilustracjach - jest ich w tomiku trochę. Na początku każdego rozdziału mamy czarno-białą stronę z rysunkiem postaci i opisem poziomu, profesji oraz wybranymi elementami ekwipunku, które również są opisane i wyrysowane. Elementy te zostały wybrane przez fanów na twitterze, z tego co wspomina autor w posłowiu. Na kolejnych stronach po tych opisach pojawiają się rysunki inne części ekwipunku w dolnym zewnętrznym roku strony, zawsze opatrzone zabawną rymowanką. Dodatkowo w każdym rozdziale pojawia się ilustracja przedstawiająca jedną z opisanych scen. Każda scena przedstawiona jest w taki sposób, w jaki była opisana w książce, a nie w oderwaniu od niej, rysunki są proste pod względem kreski, ale pracują szczegółami sceny, emocjami czy perspektywą. To czy komuś się taki styl rysunku podoba to kwestia gustu - mnie ta prosta, ale dopracowana kreska naprawdę siadła. Plusem dla mnie jest też brak ujęć na świecący cyc czy majteczki bohaterek (to dla mnie dobrze świadczy o samym tytule, nawet jeśli bohaterowie czasem rzucą jakiegoś mokrego suchara - jeśli przeczytaliście tomik zrozumiecie wielowarstwowość tego stwierdzenia ;)).


Moją przygodę z light novelkami po 2010 zaczęłam całkiem nieźle, bo od "Na skraju jutra", gdzie język był lekki, ale nadal kojarzył mi się z językiem literackim. Potem... było pod tym względem już tylko gorzej. Język kolejnych light novelek brzmiał trochę zbyt... "opkowo". Troszkę jakby zbyt luzackim językiem ktoś próbował streścić jakiś film albo serię anime po linii najmniejszego oporu. Wiem, że warto jest się przestawić i zaakceptować taki styl żeby cieszyć się z lektury light novel. Ale mnie to póki co nie satysfakcjonuje. Dlatego "Log Horizon" wypadło dla mnie bardzo dobrze.  Fakt - miejscami opisy mogą brzmieć niepotrzebnie i grafomańsko, ale w tym wypadku jest to naprawdę miła odmiana. Większość czasu jednak opisy te są bardzo dokładne, graficzne, pełne szczegółów i emocji. Jak... w normalnej książce. Zasługa w tym pewnie i autora i tłumacza, który musiał się zmierzyć z troszkę trudniejszym i rozbudowanym słownictwem. Nie jestem znawcą ani krytykiem literackim, więc powiem tylko, że light novelki napisane w ten sposób mogę czytać na potęgę. Gdyby nie styl jaki prezentuje sobą książka to pewnie bym się nie wciągnęła w historię aż tak bardzo i jest to jeden z głównych elementów, które zaważyły o mojej pozytywnej ocenie całości. Gdyby nie to, że najpierw przeczytałam książkę nie przyszłoby mi nawet to głowy, żeby obejrzeć anime, a samo anime wydawałoby mi się... takim zwyczajnym anime do obejrzenia na raz. Autor tej historii zaczarował mnie tym, w jaki sposób przedstawił świat, w którym znaleźli się bohaterowie i opowieścią o ich reakcjach. Wszystko dzięki słowom. Nie wiem czy jest po prostu dobry, czy raczej czytanie innych light novelek znacznie obniżyło moje oczekiwania - ale nieważne! Liczy się efekt, a ten jest raczej pozytywny. 


Jeśli chodzi o tłumaczenie to według mnie pod względem języka literackiego wypada naprawdę bardzo dobrze. Tłumaczka postanowiła nakreślić też mocną linię między nazwami wypowiadanymi po angielsku i nazwami wypowiadanymi po japońsku tłumacząc na polski tylko te drugie. Dla mnie fajnie wiedzieć co było po japońsku w oryginale, a co bohaterowie wypowiadają po angielsku używając terminologii gry. Dla jakiejś innej osoby to niedobrze, bo "w grach używa się tylko konkretnego słownictwa, nie ma polskiego odpowiednika więc sroga wpadka", "wszystko powinno być tłumaczone" albo "w angielskim wydaniu wszystko jest po angielsku" (mistrz!). Tutaj dużo zależy od waszych osobistych preferencji czy wypadło to na plus czy na minus. Tłumaczka postanowiła też zaznaczyć sposoby mówienia i dialekty postaci, które od siebie się różną i to w sumie dość wyraźnie. Jak się pojawia postać z regionu Kansai - to od razu widać straszny luz w jej wypowiedziach. Jak bohaterka mówi w dosyć oficjalny i staroświecki sposób - też to widać. Według mnie nie jest to kwestia tego, że "to nie brzmi naturalnie", albo "to brzmi gimbusiarsko" - to kwestia oddania sposobu, w jaki mówi postać. Ale dla zwykłego czytacza może się to okazać przeszkodą nie do przeskoczenia, tak jak zajeżdżanie gwarą we "Wzgórzu Apolla". Dla mnie to... tłumaczeniowy plus.

Wspomniałam już wcześniej, że wszystkie opisy i całą nowelkę czytało mi się naprawdę dobrze i przyjemnie, ale wspomniałam również, że unikałam grania w mmorpg z kilku powodów. Pisałam też o argumentach fanów, że "Takiego słownictwa nie używa się w grach! To błąd!" i z tej właśnie kwestii wypływa największa ilość zarzutów wobec tłumaczenia - z nazewnictwa w grach. Odrzuca to zagorzałych fanów tego typu klimatów, którzy chcieliby żeby wszystko było w tych kwestiach dopięte na ostatni guzik. Ja... jestem jedną z nielicznych niegrających kobiet wśród mojego grającego towarzystwa, więc nie potrafię tego jasno ocenić. Sama chciałam poczytać w internetach o tych błędach coś więcej, ale szybko poddałam się po argumencie "bo tłumaczyła kobieta". Jedyne co mogę napisać w tej kwestii: mam nadzieję, że któryś z tych zagorzałych fanów i znawców poczuł się na siłach i zgłosił do konsultacji, albo, że SJG kogoś takiego znalazło iw  kolejnych tomach dostanę jeszcze lepszy produkt końcowy.


Po przeczytaniu nowelki próbowałam obejrzeć anime i sobie to jakoś porównać to z treścią light novelki. Z rozpiski odcinków wynika, że 1 tomowi LN  odpowiadają 4 odcinki anime. Obejrzałam póki co jeden. Na razie widać, że anime szczędzi sobie detali zawartych w nowelce. Pewnie dla ludzi niezagłębiających się w szczegóły wystarczy wiedzieć, że np. została użyta mikstura na zmianę wyglądu postaci, która była dostępna w jednym starym evencie. Ale wersja light novel nie ogranicza się do takiego prostego opisu - mamy informacje o tym jaki był to event, kiedy się wydarzył, jaka wiązała się z tym kampania reklamowa i czy stała się ona sukcesem. W anime Akatsuki pojawia się w drużynie od razu, w light novelce trzeba trochę poczekać. Anime po 1 odcinku wydaje mi się takim... ruchomym uzupełnieniem light novelki, ale to ona dla mnie jest głównym punktem zaczepienia jeśli chodzi o znajomość tej serii. Najgorzej czytało mi się sceny walki, bo nie mogłam się skoncentrować na tym co się dzieje, a działo się naprawdę dużo - pod tym względem pewnie łatwiej ogarnąć przebieg wydarzeń po prostu widząc te sceny "w akcji" w anime. 

Głupio mi tak komplementować ten tytuł, ale... mnie mimo tych uprzedzeń, o których pisałam na początku, a które są dla mnie główną wadą tego typu historii, zamierzam kupować kolejne tomy i czekam na dalsze losy bohaterów. Po prostu. Tylko tyle i aż tyle.

{ 19 komentarze... read them below or Comment }

  1. Co do tłumaczenia i narzekań, niektórzy sobie chyba wyrobili opinię po kilku dziwnych zabiegach (Dosyć znany CZOŁG, zamiast Tank). Ja mimo że nie przeczytałem książki do końca, to uważam że tłumaczenie było naprawdę przyjemne (Do momentu do którego czytałem) i tłumaczka stanęła na wysokości zadania, a argumenty w stylu że kobieta nie powinna tłumaczyć LN o mmorpg są śmieszne. Jeżeli SJG po ludzku zajmie się kolorowymi stronami w kolejnych tomach (dostanie je każdy nie tylko prenumeratorzy), to będę mógł spokojnie mówić że Log jest najlepiej wydaną LN na naszym rynku. A tak ogólnie to ciekawa recenzja i miło się czytało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jeszcze nie skończyłeś czytać książki, a ja nie skończyłam (i chyba nigdy nie skończę) czytać dyskusji na temat tłumaczenia na forum. Pewnie też zagrała tutaj kwestia ogólnej niechęci ludu do Studia JG.
      No nic, czekamy na decyzję o kolorowych stronach~~

      Dzięki :D

      Usuń
  2. Obejrzałam 1,5 serii anime (nigdy nie skończyłam drugiego XD) i to jest takie 7.5/10 dla mnie (głównie przez wyolbrzmiony jeden wątek, ale mam wrażenie że to jest tylko tak wyolbrzymione w wersji animowanej). Zastanawiałam się nad kupnem nowelki, ale nie siada mi język w jaki są pisane, wszystko wydaje mi się sztuczne i nieprzyjemne do czytania. Poza tym, to ma dosyć sporo tomów i ciągle wychodzi, a ja się nie nadaje do kupowania długich serii XD Mam całą kolekcję pojedynczych pierwszych tomów mang, bo dalszych mi się nie chciało kupować XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie 7,5/10 brzmi na bardzo dużo XD (przynajmniej dla mnie jeśli chodzi o takie anime).
      No właśnie w odróżnieniu od innych light novelek tutaj język mi siadł :O i czytało się przyjemnie.

      Ostatnio jak policzyłam ile lat zbieram "One Piece", a on nadal się nie kończy, a ja nadal zbieram i kocham tę serię to ilość tomów przestała być problemem XDDD

      Usuń
  3. Ja nawet miałam ochotę kupić pierwszy tom, ale potem usłyszałam o czołgu i mi przeszło. A jestem z tych niegrających w takie gry. Do tego sprawdziłam, że tłumaczy to w moim mniemaniu do niedawna najgorsza tłumaczka SJG. Czytałam jej GuP (w którym najgorzej wypadło u mnie zmienienie żabnicy na płaszczkę - czyli tłumaczka od dawna ma takie jazdy z dziwnym tłumaczeniem pojedynczych słów) i sztywność dialogów była straszna. Nie wiem na ile to wina oryginału. Już chyba szybciej kupię Toradorę, którą tłumaczy moja ulubiona tłumaczka mang. Chętnie sprawdze jak jej wyszła książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toradorę mam już zamówioną po tym, jak tłumaczka się o niej wypowiadała na Magnificonie XDD

      Usuń
    2. Chciałam też napisać, ale zapomniałam, że zrobiłaś błąd - nie "po najmniejszej linii oporu", tylko "po linii najmniejszego oporu". Mam problem z zapamiętaniem, która forma jest poprawna i zawsze jak gdzieś natrafię na to sformułowanie to czytam je kilka razy i myślę, czy jest poprawne xD

      Usuń
    3. W sumie niby recenzja słowo pisane, ale jakoś ciężko użyć mi poprawnej formy, bo w moich rejonach używa się tylko i wyłącznie tej 'mniej' poprawnej.

      Usuń
  4. Tak, na pewno jest trudno LH tłumaczyć, bo na przykład dużo tego słownictwa po prostu nie ma w języku polskim. Ja akurat nie czytałam, ale mąż się ostatnio zorientował, że poszukuje tego typu fikcji, więc trochę narzekał, że niektóre wybory tłumaczenia są awkward. Ale tylko tyle, a jestem pewna, że gra więcej i dłużej niż młodzież narzekająca, że KOBIETA TŁUMACZYŁA. WTF, co to za poziom argumentu. Gdyby się okazało, że tłumacze Silver Spoona to miastowi, to niby sprawia, że jest od razu do niczego?
    W ogóle bardzo mu się książka spodobała, bo dzięki tej modzie na mangi i anime w MMO zorientował się, jak bardzo lubi tego typu fikcję - z SAO w tle wysprzątał niedawno cały swój pokój :3
    Też chyba polubię Nyantę gdy wreszcie zacznę oglądać animowaną wersję, głos Joujiego Nakaty najlepszy ;)
    Ten brak rozkładówki też mnie irytuje, bo już kij z obrazkami, ale podobno w późniejszych tomach są tam jakieś mapy czy inne ważne info :|
    (psst, "linii najmniejszego oporu", a nie "najmniejszej linii oporu" ;) )
    "w angielskim wydaniu wszystko jest po angielsku" - tak, bo lepiej wcisnąć jakąś gwarę albo jak w mojej ulubionej grze, wymienić wtrącającego angielski buca na wtrącającego francuski pedałka :| Czo te dzieci :|
    Aczkolwiek zastępowanie kansaiben ślunskim lubię, bo tu i tu śmieszne ludki co zabawnie mówią xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio w ogóle coraz więcej jest komciów w internetach na temat różnych mang (ostatnio o Fairy Tail się naczytałam), że wszystko lepiej brzmiało po angielsku i jak to tak polskie wersje takie dziwne, bo po polsku. CZEMU JA NAIWNIE MYŚLAŁAM, że te czasy minęły.

      Usuń
  5. Wciąż mam Log Horizon w planach, chociaż jakiś czas temu nieco je odsunęłam, gdy dowiedziałam się o wyciętej rozkładówce. Tym bardziej, że mają tam być jakieś ważne rzeczy, więc nie fajnie ze strony wydawnictwa.
    Nie rozumiem argumentu ,,kobieta tłumaczyła". No co to jest za różnica kto tłumaczy, cieszcie się, że w ogóle ktoś tłumaczy. Nie podoba mi się co prawda ten ,,czołg" i tak dalej i faktem jest, że gracze na ogół nie posługują się taką nazwą, ale ludzie się za bardzo na tym koncentrują. Nie pojmuję tych hejtów na SJG =/ Na ogół jestem bardzo zadowolona z ich wydań i mogę nawet powiedzieć, że są lepsze od niektórych Wanekowych. Nie wiem. Może tak naprawdę nie jestem graczem skoro nie rzucam mięsem za przełożenie określeń takich jak ,,tank" czy ,,healer" (albo potrafię zrozumieć decyzję dotyczącą tłumaczenia tych nazw =|).
    Muszę koniecznie zapoznać się z LH. Zerowa Maria jest dość... prosta? Opisowa pustynia, w pierwszym tomie nic się nie dzieje, mało ilustracji. Na razie czytałam jeszcze tylko dwa tomy Drrr!! i akurat ta light novel wydaje mi się lepiej napisana niż Zerowa Maria. Ale ja się nie znam, dlatego przeczytam LH i jeszcze się okaże, że w ogóle to nigdy nie grałam w gry i nic nie rozumiem.
    Swoją drogą ładna recenzja. Aż żałuję, że jeszcze nie dorwałam tej light novel =3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie tyle co nie ogarniam hejtu na SJG, to nie ogarniam tej taryfy ulgowej dla innych wydawnictw. W sensie - inne wydawnictwa mają takie same, albo jeszcze gorsze wpadki (w tym opóźnienia), ale nie ma takiego wypominania i nakręcania się jak w przypadku Studia JG. Ile ja się naczekam na cokolwiek od Yumegari, czego np. od dwóch lat mam zamówioną prenumeratę to ja nawet nie...

      Ja mam teraz do zrecenzowania 2 tomy Zerowej Marii, już się wgryzłam w tomik 1, zobaczymy jak to dalej pójdzie!

      Usuń
  6. Ogólnie nie moja bajka, bo nie dość że gry to jeszcze tego typu, ale muszę powiedzieć, że dla tłumacza to musi być ogromne wyzwanie przetłumaczyć la @@
    "w angielskim wydaniu wszystko jest po angielsku" piękno XDXDXD dobry argument, no nie powiem XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie może Log Horizon by się spodobał, gdyby nie to, że znam SAO, które w moim prywatnym odczuciu bije LH na głowę :C Przeszkadzało mi też, że LH jest takie bardziej fantasy, a nie sci-fi, jednak ciekawy zabieg z profesją głównego bohatera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "SAO" mam kilka problemów -po pierwsze główni bohaterowie są zdecydowanie za młodzi, a ja czasem lubię się z postacią zidentyfikować. Po drugie - nie podoba mi się ani kreska, ani projekty postaci z wyglądu. Po trzecie - wśród znajomych na twitterze widziałam same negatywne opinie na temat tej serii. Dlatego ciężko jest mi cokolwiek porównywać - Log Horizon wygląda na coś, co byłam w stanie przetrawić z tego gatunku dlatego go wybrałam XD

      Usuń
    2. Powoli zaczynam mieć problem ze zbyt młodymi bohaterami, zwłaszcza, kiedy akcja dzieje się w szkole, ale tutaj to mało przeszkadza, bo wiele rzeczy jest dość uniwersalnych. Light novel nie czyta się dla kreski :D W SAO wielkim plusem jest bardzo dokładnie stworzony świat, autor wyciska z koncepcji pełnego zanurzenia wszystko, co tylko możliwe. Mamy więcej opisów niż w Log Horizon, mam też wrażenie, że SAO jest poważniejsze. Kirito to Mary Sue i ciągle zdobywa nowe panie do haremu, jednak to zdumiewające, jak w ostatecznym rozrachunku niewiele to przeszkadza. W Log Horizon mamy przypadek, gdy gra jest tylko pretekstem, żeby przenieść postacie do świata fantasy, w SAO gra jest celem samym w sobie. To czyste sci-fi, zwłaszcza w kolejnych tomach. No i nie ma tu szczucia ,,cysiami" :D Tak mniej więcej wyglądają różnice ;) Osobiście wolę SAO, ale gusta są różne.

      Usuń
    3. Gdyby nie interesowały mnie ilustracje w light novel to pewnie czytałabym więcej zwykłych książek, bo bardziej odpowiada mi w nich styl literacki, w których jest mniej "wyluzowania" w słownictwie. A tutaj grają mi też jednak projekty postaci, dlatego jest to dla mnie kwestia ważna. Tak, że w light novelkach oceniam czy gra mi całość, a nie tylko sam tekst czy same ilustracje ;).


      W 1 tomie "Log Horizona" nie odczułam szczucia "cysiami", bardziej odczułam typową kansajską kobitkę, nie wiem jak jest dalej, ale pewnie się przekonam skoro planuję czytać :)

      Bardziej niż sama kreacja świata i założenia fabularne (tak jak piszę - nie kręcą mnie za bardzo gry) interesuje mnie język jakim taka light novel o grach jest pisana. Kiedyś przeglądałam jakiś przypadkowy tom "SAO" w Empiku i nie wyglądało tak, jakbym chciała. Może jakbym się wczytała bardziej to okazałoby się, że nie jest aż tak źle, ale skoro udaje mi się ostatnio wierzyć, że z "Zerową Marią" nie jest tak źle, jak człowiek przebije się przez początek to... ze mną chyba zaczyna być źle.

      "SAO" brzmi jak kontrowersyjny tytuł tak w ogóle - tutaj go dosyć chwalisz, na twitterze i forach czytam opinie w stylu "świetne tłumaczenie, literacko i fabularnie kiepsko", widać, że wzbudza różnorodne emocje :).

      Usuń
    4. To ciekawe, co piszesz o języku SAO, bo jak dla mnie jest najlepiej napisaną dostępna w Polsce light novel... Wystarczy w zasadzie porównać choćby takie kwestie jak opisy przeżyć postaci czy morderstw, w SAO wychodzą o wiele ciekawsze i pełniejsze, a nie jak w Zerowej Marii, przecięli mu gardło, bluznęła krew i koniec. Tak mi ten jednozdaniowy opis morderstwa zapadł w pamięć, że teraz ciągle będę do niego wracać, jeśli dobrniesz do trzeciego tomu, to sama zobaczysz, o co mi chodziło ;)
      Bo SAO ma zarówno wiele wad i zalet, zależy, co dla kogo jest priorytetem :D Anime jest też wyraźnie gorsze od oryginału. Mnie w SAO przekonuje naukowe podejście, opisy mechaniki gry, duży nacisk położony na psychologię, dobre opisy i ilustracje. Styl abec można lubić lub nie, ale widać, że to nie amator.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -