Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai czwartek, 18 sierpnia 2016

Seriali japońskich (j-dram) oglądam całkiem sporo, filmów japońskich z resztą również - powiedziałabym nawet, że więcej czasu w swoim życiu po dwudziestce poświęciłam na różne japońskie live actiony (a leci mi już ostatni rok bycia dwudziestoparolatkiem!). Nie zawsze jednak czuję potrzebę o danym filmie czy dramie pisać dłużej niż w jakimś podsumowaniu. Przyjemnie się ogląda, ale...  to by było na tyle. Szukając w sieci polecanych dram czy filmów strasznie mnie one frustrują, bo... ludzie oglądają naprawdę mało i wymieniają albo klasyki w stylu "Hana Kimi 2007", "Nobuta wo Produce" i "Hana Yori Dango", albo "dobre" znaczy dla nich "najdziwniejsze, bo Japończycy są dziwni". Dzisiaj przedstawię wam moją subiektywną listę j-dram, z którymi warto się zapoznać zanim się oceni je całościowo. W końcu ile gatunków i ile reżyserów tyle wizji na serial. Do napisania notki sprowokowała mnie jedna ze skończonych dram pod tytułem "Totto Terebi", która zrobiła na mnie kilka dni temu duże wrażenie. Chciałam od razu pędzić z pełną recenzją, ale pomyślałam, że mało kto przeczyta recenzje jednej dramy i łatwiej będzie wam przyswoić tekst o tym z jakimi dramami fajnie się na początku zapoznać (a jeśli jesteście fanami dram, ale nie nadążacie za wszystkim - co warto nadrobić). Nie są to koniecznie moje ulubione dramy, ale według mnie są to tytuły na tyle wartościowe, że powinnam o nich wspomnieć.  Myślałam o tym, żeby zrobić "TOP 5" dram i wybrałam na dzień dobry 4, a kiedy mi przyszło wybrać 5... to na jej miejsce znalazłam 4 różne tytuły i nie potrafiłam wybrać. Dlatego zrobi się z tego cykl! Z czego 4 dzisiejsze japońskie seriale to dla mnie podstawa, którą zawsze będę każdemu polecać.

  Totto Terebi, 2016, 7 odcinków po 20+ minut, biograficzna
Kuroyanagi Tetsuko była pierwszą aktorką, która została zakontraktowana przez stację NHK w 1953 roku (Showa 28). To był pierwszy rok, gdy w Japonii zaczęto nadawanie programów telewizyjnych. Tetsuko bawiła i doprowadzała do łez cały kraj dzięki swoim występom. Za granicą została okrzyknięta mianem najbardziej popularnej i podziwianej kobiety w Japonii. Drama, która powstała na podstawie autobiograficznego eseju Kuroyanagi Tetsuko, opowiada o jej życiu od czasów początków ery telewizyjnej aż po dziś dzień.

Zaczynam od dramy właściwie edukacyjnej. Od dramy, która opowiada o początku japońskiej telewizji. Seria jest krótka, ma bardzo niski budżet, więc większość jest kręcona w zamkniętych pomieszczeniach z ubogim wystrojem. Ale czy to źle w tym przypadku? Drama skupia się w dużej mierze na początkach telewizji, gdzie wszystkie seriale i programy były kręcone na żywo, więc nie chodzi o to, żeby wszystko było na bogato. Stylizacja wszystkiego na lata, w których osadzony jest dany odcinek dodaje wszystkiemu świetnego klimatu, a przeplatanie scen z oryginalnymi nagraniami dodaje jeszcze lepszego wrażenia. Razem z główną bohaterką obserwujemy początki japońskiej telewizji, obserwujemy jak telewizja z czarno-białej zmienia się na kolorową, jak powstają pierwsze talk-show i czemu Japończycy nie wiedzieli czym jest panda. Kuroyanagi Tetsuko czyli Totto to nie byle kto, jeśli nie wiecie - wystarczy rzucić okiem na wikipedię, a potem zatopić się w morzu kolejnych informacji nie tylko o jej karierze telewizyjnej, ale również o jej działalności w UNICEFie czy książce dla dzieci napisanej na podstawie swoich doświadczeń z II Wojny Światowej. Nie tylko ona jest w serialu postacią barwną - przedstawionych jest wiele osób, które wpłynęły na współczesny obraz japońskiej telewizji. Chociażby taki pojawiający się na 2-3 odcinki Sakamoto Kyu, którego Ue no Muite Arukou podbijało w latach sześćdziesiątych listy przebojów w Stanach Zjednoczonych... ba! Piosenka cieszyła się popularnością nawet w Polsce. Pierwsze odcinki dramy skłoniły mnie właśnie do czytania, poszerzania swojej wiedzy na temat osób w niej przedstawionych.... Ostatnie 3 odcinki za to przepłakałam. W końcu świat się zmienia, wszyscy się starzeją i z wielu powodów opuszczają główną bohaterkę. "Totto nie bała się śmierci, bo wiele wspaniałych osób doświadczyło jej przed nią" - słyszymy w ostatnim odcinku dramy. Prawdziwa Kuroyanagi Tetsuko również gra w dramie, pełni rolę obserwatorki wydarzeń. Bardzo ważną sceną jest kiedy Totto wspomina słowa swojej przyjaciółki, o tym, że Totto na pewno zostanie "interesującą starszą panią". Serialowa Totto ociera wtedy łzy i zaczyna tańczyć na ulicy. A chwilę później widzimy jak prawdziwa Kuroyanagi Tetsuko (obecnie 83 lata) robi to samo. Świat Totto może nie jest tym, czego oczekujecie od serialu z prawdziwego zdarzenia, ale na pewno jest to produkcja wartościowa i przekazuje punkt widzenia niezwykłej osoby na naprawdę niezwykłe dla Japonii czasy.

Pride, 2004, 11 odcinków po 45+ minut, romans, sport
On jest uwielbianym przez kobiety hokeistą i ekscentrycznym indywidualistą. Uważa, że związki to gra i zawsze odsłania wszystkie karty na początku - uprzedza kobiety, żeby na nic nie liczyły. Ona jest jakby "z innego stulecia". Dwa lata temu jej narzeczony wyjechał do Ameryki i się od tego czasu nie odezwał. Mimo to ona nadal czeka. On postanawia wybrać ją na swój kolejny cel...

Najpierw obejrzcie sobie opening. Romans dorosłych ludzi połączony ze sportem w towarzystwie muzyki z zespołu Queen z porządną obsadą aktorską - to się nie mogło nie udać. Jako, że jest to starsza dramka zdarzają się momenty dramatycznie (jak zrzucenie jednej postaci z ruchomych schodów i konsekwencje tego wydarzenia), ale w ogólnym rozrachunku romans się trzyma. Nie jest to historia przesłodzona, raczej taka "z krwi i kości" jak główny bohater. Chcesz mi powiedzieć, że Japończycy tworzą tylko kiepskie romansidła - wolę, żebyś mi to powiedział po obejrzeniu "Pride", żebym na 100% wiedziała, że po prostu ci ten styl nie pasuje i nie mówisz tak dlatego, bo trafiłeś na gorszą produkcję.

Keizoku 2: SPEC, 2010, 10 odcinków serii głównej (+ 3 odcinki specjalne i 2 filmy) po 45+ minut, kryminalna/policyjna/esperzy/thriller/komedia
Mishou to trzyosobowa jednostka policyjna, której pracownicy zajmują się sprawami niewyjaśnionymi - głównie tymi, w których podobno widać wpływ sił nadprzyrodzonych. Szef jednostki to starszy pan, przepadający za młodszymi policjantkami, a jego dwoje pracowników to Touma Saya i Sebumi Takeru. Touma ma zwichrowany charakter, zero wyczucia i IQ 201. Sebumi był znany w policji, ale podczas jednej z policyjnych akcji jego podwładny został ciężko ranny. Sebumi musiał wziąć odpowiedzialność i został przeniesiony do "najgorszego" oddziału. Czy moce nadprzyrodzone to tylko bajka, czy nasi bohaterowie zaczynają igrać z czymś, czego powinni się obawiać?

Pierwszy odcinek mnie umęczył, ale jego końcówka przekonała mnie, żeby oglądać dalej. A z każdym kolejnym odcinkiem wpadałam po uszy. Policja, śledztwa, elementy ponadnaturalne, plottwisty, wszystko niby z tym normalnie ciężkostrawnym japońskim humorem, który akurat tutaj nieźle zagrał, żeby czasem rozładować napiętą sytuacje. Cudowna gra aktorska, porządnie postrzelona główna bohaterka, a jeśli jest dla was zbyt postrzelona to możecie się wczuć w głównego bohatera, który ledwo to wytrzymuje. A na dokładkę Kamiki Ryunosuke, który ciągnie rolę wesołego siedemnastoletniego antagonisty zatrzymującego czas. Chociaż możliwe, że ani nie jest wesoły, ani siedemnastoletni, ani nie jest antagonistą, bo tak naprawdę w tej dramie nie można być niczego pewnym... W dramce występują postacie z dramy "Keizoku", która była zwykłą policyjną dramą bez mocy nadprzyrodzonych, ale oprócz tego historie nie są ze sobą związane i ja świetnie bawiłam się na SPECu nie znając Keizoku.

Mother, 2010, 11 odcinków po 46+ minut, obyczajowa, dramat, suspense
Suzuhara Nao jest najstarszą z trzech sióstr. Chce zostać na studiach, by kontynuować swoje badania - niestety, zostają one zawieszone. To zmusza Nao, aby została nauczycielką w szkole podstawowej. W drugim roku swojej pracy Nao wciąż nie czuje się dobrze jako nauczycielka. Zostaje wychowawczynią klasy drugiej. Spotyka tam dziewczynkę - Michiki Renę, która jest bita przez chłopaka swojej matki. Nao początkowo przymyka na to oko, ale siniaki stają się coraz większe, a dziewczynka coraz częściej opuszcza szkołę. Ze względu na jej dobro kobieta postanawia zrezygnować z pracy i uciec wraz z małą Reną...

Wiecie czemu poszłam na "Pacific Rim" do kina? Bo w jednej ze scen grała Ashida Mana, dziecko, które zrobiło na mnie wtedy ogromne wrażenie w "Mother". Jest to drama nakręcona przepięknie jeśli chodzi o kompozycje i scenerię, ale przede wszystkim porusza temat ucieczki przed przerastającą nas rzeczywistością, desperackiego działania skazanego na niepowodzenie, temat trudnej miłości. Już w pierwszym odcinku dostajemy w twarz sceną, gdzie nauczycielka znajduje swoją malutką uczennicę związaną przez jej własną matkę w worku na śmieci i wyrzuconą przez ulicę, więc nie oszukujmy się - mamy tutaj naprawdę ciężki kawałek serii telewizyjnej.

Chcielibyście, żeby pojawiły się kolejne wpisy z tego cyklu? Dramy oglądam od 2007, te starsze i te z tego roku - przede wszystkim właśnie japońskie, dlatego mam z czego wybierać. Kwestia jest tylko taka - czy będziecie chcieli czytać?  Czy wcześniej j-dramy wydawały wam się głownie śmiesznymi ekranizacjami live action z bardzo sztuczną CG? Czy nawet jeśli nie obejrzycie żadnej z tych dram to poczuliście się chociaż trochę zachęceni do któregokolwiek z tych tytułów? W każdym razie... do następnej notki!

{ 18 komentarze... read them below or Comment }

  1. Dobrze, że piszesz o dramach, ziomeczki które obejrzały ino ekranizację Death Note i twierdzą, że japońskie aktorstwo to g, może powoli uda się ich przekonać, że jednak się mylą. Znaczy no, DN to było G, ale nie wszystko się wkłada to jednego wora XD albo stwierdzenie, że japońskie aktorstwo to nie, po obejrzeniu jakiegoś BL...
    Mother miałam w planach, ale jakoś tak ciągle nie mam do tego nastroju, wydaje mi się, że będzie po prostu zbyt ciężkie.
    Totto wygląda zacnie i jest krótkie, także na pewno po to sięgnę :D
    Ale myślę też, że dobrze iż ludzie reklamują takie Hana Yori czy Hana Kimi czy Nobute, bo to dobre dramy są i mogą przekonać ludzi, że jednak japońskie dramy są fajne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie dramy jak HYD, Nobuta czy Hana Kimi to mogłabym polecać głównie gimbazie/licealistom, produkcje szkolne (zwłaszcza te sparklące) mogą tak naprawdę odstraszyć na początku, w nie trzeba po prostu się wkręcić w pewnym momencie ;D.

      Usuń
  2. Z chęcią poczytam kolejne notki z tego cyklu, zwłaszcza, że ostatnio mam ochotę coś pooglądać a nie wiem za co się zabrać. Zaczełam kilka dni temu byakuyako, ale po 2 odcinkach strasznie dużo rzeczy wydaje mi się tam głupich czy przesadzonych - oglądałaś? Jakaś krótka opinia? Mother brzmi najciekawiej z tej czwórki. Pride może kiedyś też sprawdzę.
    Angu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam 1 odcinek Byakuyako, bo to podobno klasyka, którą trzeba znać, ale coś mi w nim nie podeszło (nie pamiętam dokładnie co, bo to było dawno). W kwestiach przesadzania w produkcjach japońskich... to jest tak, że "taki mają klimat" i część rzeczy, które nam się wydaje dziwne dla nich będzie zupełnie normalne (samo założenie "Mother" na przykład może brzmieć dla kogoś głupio - baba zamiast zgłosić sprawę do opieki społecznej zabiera dziecko i ucieka). Ale nie powiem ci jak to jest z "Byakuyako", bo pamiętam tylko scenę z nożyczkami :')

      Usuń
  3. Będę miała te tytuły na uwadze. ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, nobuty, hanakimi i inne takie oglądałam ze sto lat temu, i lepiej, by tam zostały :D Nie że coś, ale były dosyć.. głupiutkie :D
    Ostatnio obejrzałam trzy pierwsze odcinki Marsa (tego nowego) i przerwałam, bo jakoś nie wiem, czy mi się to podoba, czy też nie.
    Z wymienionych chętnie obejrzę Mother. Nawet po opisie coś mi się kojarzy, że chyba na nią kiedyś zerkałam/ miałam chrapkę.

    Jestem za tego typu postami, bo bardzo lubię oglądać dramy, ale jakoś nie umiem znajdywać odpowiednich. Zwykle kończy się na mało ambitnych, sztampowych, albo z biszami xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy Mars to drama niskobudżetowa emitowana po północy, takie dramy zazwyczaj są bardzo bardzo bidne pod wieloma względami i jak się na to nie nastawisz to taka produkcja cię nie będzie cieszyć. XD

      Ja oglądam wszystko co mi wpadnie akurat w ręce, więc mogę potem przebierać w polecankach.

      Usuń
  5. Wróciłam do tego posta, żeby ci podziękować za polecenie mother :D
    Godzinę temu włączyłam pierwszy odcinek i już udało mi się poryczeć jak bóbr ;_; Temat ogólnie jest mi bliski, bo mam dwie malutkie siostry, najmłodsza ma 2 latka i jak tylko sobie pomyślę, że ktoś mógłby krzywdzić jakiegoś dzieciaka, to aż mnie ściska.
    Sooo... Jeszcze raz dzięki za polecenie, lecę oglądać dalej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że komuś pomogłam w wyborze i cieszę się, że mi się podoba! Pamiętam, że ktoś mi polecił tę dramę, że "niby dobra" i tak kompletnie nieprzygotowana zaczęłam oglądać 1 odcinek... A zaraz potem zawołałam współlokatorkę, że to chyba będzie świetne i powinnyśmy oglądać razem. Zrobiła na nas spore wrażenie.

      Usuń
  6. Super pomysł na wpis! Zbookmarkowałam już czytając wstęp. Pewnie po żaden z tych tytułów nie sięgnę, bo jak ktoś coś poleca to dodaję do listy "interesujące" i lista rośnie, a gdy się w końcu zabiorę to już nie pamiętam czemu i skąd to wytrzasnęłam O_o
    Osobiście z chęcią dowiedziałabym się, co z seriali dostępnych na Crunchy jest warte oglądania: http://www.crunchyroll.com/videos/drama Niewiele tam tego dla naszego regionu, jeszcze wypchali jakimiś programami telewizyjnymi o samochodach, ale na przykład GTO pierwszy odcinek był cudny, a No Dropping Out słabiuchny. Chociaż powoli sama do tego dojdę, w końcu jakość tak małej ilości da się wybadać ;)
    Zawsze jeszcze mam problem z dostępnością, anime mnie rozpieściły, a tymczasem dopiero ostatnio trafiłam na 4chanie na wklejkę z informacjami, że osobne ściąganie serialu i napisów to w tym środowisku norma O_o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w większości przypadków jest tak, że my dramowcy wolimy jak mamy do wyboru RAWy i suby osobno - i jeśli chodzi o dramy, i jeśli chodzi o filmy. W sumie jak normalni serialowcy lol. Jak się przerzucałam z dram na anime to nie mogłam się przestawić na to, że suby mam już wklejone i jak mi się tłumaczenie danej grupy nie spodoba, to żeby ściągnąć tłumaczenie innej muszę cały odcinek od nowa pobierać.

      No Dropping Out może mieć słaby pierwszy odcinek, bo japońskie dramy mają coś z tymi słabymi pierwszymi odcinkami - ja się zawsze na nich najbardziej umęczam, a potem okazuje się, że dramka była świetna. Akurat właśnie ta mi się podobała ze względu na poruszenie tematu szkolnych kast w Japonii, nie, że sobie to funkcjonuje jako jeden z pobocznych wątków, tylko, że cała fabuła się na tym opiera i właściwie eksponuje motyw kast (tutaj jest lista internetowa, w mangach spotkałam się np. z losowaniem kast). Kiedyś chciałabym się bardziej wgryźć w ten temat, dlatego 35-sai nio Kokosei (znaczy No Dropping Out) było dla mnie dobrym materiałem. Chociaż ze szkolnych to najbardziej mi tam siadło "High School Entrance Exam", było zaskakująco... schizowe jak na szkolną dramkę.

      Z Crunchy właściwie to co serialowe jest tam dobre, ale to w zależności od tego czego szukasz. Ja w kolejnych częściach na pewno z listy Crunchy planowałam uwzględnić "Nodame Cantabile" - niby ma te głupie sparklące motywy z japońskich produkcji i miejscami kiepskie CD, ale całościowo z tą muzyką klasyczną jest niesamowite i podziwiam aktorów, że nauczyli się tak równo udawać,że grają. Mogę do tej dramki wracać. I na pewno chciałam napisać jeszcze o "Nobunaga Concerto" jako o naprawdę fajnej adaptacji, którą bardzo dobrze się ogląda. To takie dwa priorytety".

      "Switch Girl" czy "Itazura na Kiss" to trochę przerysowane, ale naprawdę fajne komedie shoujo, kwestia tego czy wpasuje ci się to w gust, bo w swoim gatunku to raczej dobre rzeczy.

      "Kaseifu no Mita" (Mita the Housekeeper) można obejrzeć dlatego, żeby zobaczyć z ciekawości co biło w Japonii rankingi oglądalności... Japończykom się podobało, ja miałam takie "dramka jak dramka". "Ghost Writer" mi się podobał, bo w odróżnieniu od wielu japońskich dram tam każda postać wracała, żeby odegrać jakąś rolę w wyniku końcowym całej historii, a nie była w serialu tylko w historii pobocznej - zapchajdziurze.

      "Anohanę" możesz obejrzeć, bo to tylko SP drama i ma jeden odcinek, więc jest krótkie.

      Na pierwszy rzut oka tyle ci mogę powiedzieć XDD

      Usuń
  7. Jakoś średnio przepadam za japońskimi serialami czy filmami, bardziej przypadły mi do gustu te koreańskie. Dodatkowo, nie mam szczęścia do japońskich produkcji i niemal każda jaką oglądałam, jest albo boleśnie przeciętna, albo słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to właśnie napisałam notkę, szczęściu trzeba pomagać ;).

      Usuń
  8. Oglądam sporo seriali, ale w stronę tych japońskich nigdy nie zerkałam. Po tych tytułach widzę, że warto to zmienić! W chwili wolnego czasu z pewnością się za to zabiorę. Dobrze, że powstają takie wpisy! ^^ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że notka się przydała! ja sie musze przeprosic z serialami, bo od 1 sezonu "Heroes" i "Pushing Daisies" nic mnie za serce nie chwyciło.

      Usuń
  9. Oj proszę, więcej! Szukam następnych dram do obejrzenia po kiepskich recenzjach i ilościach gwiazdek. Czasami trafiam na tak żałosne i drętwe aktorstwo, że umieram. Biorę się za "Pride".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z japońskimi produkcjami to jest tak, że oni mają dwa typy gry aktorskiej właściwie, jeden ten taki "jestem pro, zamykam się na 3 miesiące w odizolowaniu od świata, żeby poczuć się jak prawdziwy hikikomori psychopata do nowej roli" oraz ten radosny i wynaturzony (który swoją drogą wcale mi nie przeszkadza).

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -