Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai wtorek, 9 sierpnia 2016

Tutaj był wstęp na temat tego, co działo się w moim życiu, ale wykasowałam, no bo w sumie po co wam to wiedzieć. Minęły prawie dwa tygodnie od ostatniego dwutygodnika (ciężko się domyślić). Udało mi się skończyć obiecane recenzje Studia JG i kiedy już myślałam, że fajrant nawiązałam (zobaczymy czy stałą, czy jednorazową) współpracę z Waneko i dostałam do recenzji 1 tom "Dimension W" oraz 2 tom "Zerowej Marii". Z egzemplarzami recenzenckimi to jest tak, że zazwyczaj dostaje się 1 tomik, żeby więcej osób po prostu zauważyło, że coś takiego w Polsce wyszło, żeby ludzie się dowiedzieli o czym to, żeby pozytywne recenzje zachęcały do zakupu, a negatywne wzbudzały oburzenie w stylu "Co ona tak narzeka, to nie może być takie złe! Kupię i sam się przekonam!... Z tym, że "Marii" mam już 1 tom własny, więc będę recenzować 2 tomiki. W ten sposób podwyższam statystyki osób czytających książki i wpadam w świat light novelek. 


Pomyślałam, że w tym dwutygodniku opiszę sprawę egzemplarzy recenzenckich. Sama przez długi czas miałam do tego... awersję. No bo, po co mi darmowe tomiki, skoro mogę sobie kupić sama? Dlaczego mam się w to wpakować, skoro inni pisząc recenzje takich egzemplarzy chwalą tłumaczenie, które jest dziurawe jak ser szwajcarski? Dlaczego ma nade mną wisieć świadomość tego, że właściwie dostałam ten egzemplarz za darmo?
Zanim opowiem jak to się stało, że zaczęłam recenzować tomiki od wydawnictw może odpowiem wam co teraz o tym myślę. No więc... nadal nie widzę powodu dlaczego miałabym brać dużo tomików recenzenckich skoro mam całkiem sporo swoich mang. Właściwie nigdy nie wzięłam egzemplarza recenzenckiego mangi, której lubiłam. Jeśli na cokolwiek byłam zdecydowana to wybierałam mangi, które komentatorzy chcieli mieć na tym blogu zrecenzowane, a ja w ogóle nie zamierzałam ich kupować. Albo tytuły, których nie zamierzałam kupić. Albo tytuły, na które nie byłam do końca zdecydowana. Albo tytuły, które zaproponowało wydawnictwo. "Czy nie ma jakiegoś tytułu, który ma mało recenzji i jakichś potrzebujecie?". Nie mam na tyle czasu, żeby opisywać za dużo takich tomików. Z resztą wydawnictwo chyba po to wysyła ci tomik, żebyś napisał recenzje teraz, a nie za pół roku, a ja niestety piszę tylko 4 notki w miesiącu. Górna granica napisania recenzji dla mnie to 2 miesiące. I to właśnie chyba najbardziej mnie przyciąga do tomików recenzenckich. To, że wisi nade mną jakiś obowiązek, jakiś dedlajn, że muszę zmusić się do czytania tomiku TERAZ, a nie za dwa, trzy lata. Bo moja półka jest pełna mang kupionych 2-3 lata temu, których jeszcze nie przeczytałam, bo niby "nie jestem w nastroju" i "nie mam czasu". Nie chodzi tylko o przymus do czytania. Następuje też przymus pisania kolejnej notki, co nie pozwala mi porzucić tego bloga i zniknąć z internetu (a nieraz naszła mnie taka ochota). Tak, że pisanie recenzji, do których się zobowiązałam zapobiega myślom o zamknięciu bloga i ulotnieniu się z polskich internetów.
Moje zmartwienia o tym, że będę się czuła zobowiązana do napisania pozytywnej recenzji jakoś nie przeszkodziły mi w pisaniu tego, co naprawdę myślę. No bo czy da się zachęcić do mangi pisząc o niej notkę pochwalną? Według mnie się nie da. Kiedy widzę "egzemplarz recenzencki" w połączeniu z recenzją bardziej wyglądającą na "odę ku wspaniałemu najwspanialszemu tomikowi bez błędów wspaniałego wydawnictwa, które trzeba docenić, bo polska rynek trudna rynek" jakoś... nie czuję się zachęcona, wręcz przeciwnie, staję się nieufna. Do tego stopnia, że kiedy sama piszę recenzję, a nie widzę błędów to robię sobie rundkę po internetach, forach itp., żeby sprawdzić co wyłapali inni ludzie. Robię się wtedy wiarygodniejsza jako bloger - uprzedzam potencjalnych czytelników przed błędami jakie mogą napotkać w tomiku, więc kiedy tomik potem przeczytają i znajdą jakiś błąd, to nie będą mieć jakichś pretensji, że pominęłam tak ważną dla nich rzecz. No dobrze, wiem, że nie do końca tak jest, ale tak właśnie myślę, kiedy piszę swoje recenzje. Przekonałam się też, że recenzje o tytułach, których nie lubię są odbierane często lepiej niż te, które lubię. Do dzisiaj zastanawiam się jakim cudem ludzie poczuli się zachęceni i pisali komentarze w stylu "skoro tak chwalisz to kupię" do recenzji, która w moim odczuciu była przeładowana negatywnymi emocjami. Najwidoczniej mniej zależy od samego recenzenta, a więcej od tego, w jaki sposób ludzie zinterpretują jego słowa. Dlatego martwienie się "A co jeśli nie napiszę pozytywnej recenzji?" było z mojej strony głupie.
Kwestia "dostawania egzemplarzy za darmo" też mi przeszła, kiedy patrzę ile godzin (nie licząc samego czytania oczywiście) poświęcam na jedną małą recenzję. W pracy za ten czas dostałabym pewnie grosza na 3 tomiki. Pisanie recenzji to po prostu czasochłonne hobby.

A teraz jak to się stało, że taka osoba jak ja dostała swoje egzemplarze recenzenckie. Nie jestem typem osoby, która upomina się po kilka razy, więc udało mi się nawiązać współpracę tylko z dwoma wydawnictwami. Z innych nikt mi nie odpisał, ale z tego co wiem ludzie potrafią męczyć wydawnictwa przez maile i fora internetowe do momentu, w którym im ktoś nie odpisze. W wielu przypadkach jest tak, że wydawnictwa same szukają recenzentów przez internet. Mają swojego przedstawiciela od PRu, który przeszukuje internet, wczytuje się w blogi i wybiera sobie recenzentów. Jedni wolą bardziej popularne blogi i rozdają mniej egzemplarzy, innym (zwłaszcza młodszym) wydawnictwom zależy bardziej na ilości pozytywnych recenzji, więc inwestują w mniej popularnych blogerów. Nie nadążysz. W każdym razie najpierw trzeba napisać kilka recenzji, żeby każdy wiedział jaki poziom reprezentujesz. Jeśli zależy ci na współpracy z różnymi wydawnictwami najlepiej napisać recenzje jakichś ich poprzednich tytułów, wtedy do ciebie trafią. Ja tak jak mówiłam początkowo nie chciałam egzemplarzy recenzenckich. To one w sumie znalazły mnie. Było to jeszcze w czasach, kiedy nie oddzielałam mocno swojej twarzy od swojego bloga. Zostałam zagadana na stoisku konwentowym czy prowadzę bloga i że czytano moją recenzję. I, że mogą mi coś dać do kolejnej, na przykład to i to. Z drugim wydawnictwem było tak, ze skoro już napisałam recenzję dla jednego wydawnictwa to pomyślałam "No trochę nie wypada tak tylko o jednym wydawnictwie pisać, ale nie mogę się zmusić do pisania recek" i napisałam do innych. Odpisało mi jedno. To co było im potrzebne to statystyki bloga. Ile mam wejść bez swoich ogólnie, ile na notkę itp. I najwidoczniej te statystyki były wystarczające, chociaż jest miliony popularniejszych blogów. Rozrzut wejść na moje recenzje jest bardzo różny - jeśli recenzje piszę o starych tytułach to mają tylko około 200 wejść na notkę. Kiedy piszę o rzeczach nowszych mam 400-600 wejść na recenzję. Recenzje "Jak zostałam bóstwem", "Psy na Mangę", "Ilegenes", "Ningen Shikkaku (książka)" przekroczyły magiczne liczby 800, a nawet 1100 wejść. Tylko pamiętajcie - podawajcie . Ogólnie wejść na bloga mam na dzień dzisiejszy 182637. Ważnym elementem dla wszystkich wydawnictw jest oczywiście to czy prowadzisz swojego bloga regularnie - ja zawsze mówię o moich 4 notkach minimum na miesiąc z zaznaczeniem, że potrafię wahać się między 2-11 notek w zależności od humoru.

Ponieważ ostatnie 2 tygodnie nie robiłam właściwie nic nowego ta notka wyszła jako rozważanie o egzemplarzach recenzenckich, ale to nie o notka o tym jak można dostać egzemplarze recenzenckie. Takie notki łatwo znaleźć w internetach, na przykład tutaj albo tu. A tutaj fajna notka od strony wydawnictwa. Dotyczą one książek, ale tak naprawdę te zasady działają na wszystko. I pamiętajcie - wszystko z umiarem. Duże stosiki egzemplarzy recenzenckich nie są dobrze odbierane przez czytelników, a wy gonieni stresem, że macie tyle rzeczy do zrecenzowania spuścicie z jakości tekstu. Ba! Wśród książkowych blogerów znajdują się tacy, którzy potrafią pisać recenzje bez czytania książki.

Ja w sumie jestem sezonowcem. W sensie - raz na 3 miesiące dostaje statystycznie 1-2 tomiki do recenzji. I to najczęściej zaczyna się od tego, że jadę na jakiś konwent, gdzie rozmawiam z reprezentantami wydawnictw. "Dawno dla nas nie recenzowałaś, może chcesz jakiś tomik? Od tego się zaczyna. A potem patrzysz w te nowe pierwsze tomy i myślisz sobie "Zjadłabym coś". No, bo o czym innym można myśleć na konwentach stojąc przy stoisku wydawnictwa niż o tym, że nie wiesz co chcesz zjeść na obiad.

{ 22 komentarze... read them below or Comment }

  1. Mysza jest złym człowiekiem i jak typowy Janusz myśli, że wesoło mieć czasem tomik za jeden uśmie... jedną recenzję ;) Jednak traktuję to jak wielką odpowiedzialność, no bo właśnie – trzeba dotrzymac terminu, no i recenzja musi prezentować jakiś poziom. No i to taka sława, pieniądze, wielka kariera, współpraca z wydawnictwami, splendor, poważny biznes, sukces życiowy XDDD
    ,,Bo moja półka jest pełna mang kupionych 2-3 lata temu, których jeszcze nie przeczytałam, bo niby "nie jestem w nastroju" i "nie mam czasu". "
    U mnie jest tak niestety z książkami, mam sporo takich nieprzeczytanych tomów...
    O właśnie, mnie denerwuje, gdy ludzie wychwalają mangi od wydawnictw, no bo jak to tak, trzeba im posłodzić >:C Do tej pory zaledwie dwa razy zdarzyło mi się dostać egzemplarze recenzenckie, ale za każdym razem starałam się poświęcić sporo miejsca jakości wydania, żeby wydawnictwo otrzymało wskazówki, jak widzą ich pracę mangowcy.
    ,,Pisanie recenzji to po prostu czasochłonne hobby."
    This, zdarza się, że jedną recenzję piszę wiele godzin. Ile inwentaryzacji by można zrobić w tym czasie :D
    Ja do wydawnictw zawsze lękałam się pisać, znam uczuć. Odważyłam się w zasadzie jedynie do Yumegari, ale to w sprawie hentai, więc czułam się mniej skrępowana, no bo przecież kto inny chciałby im pisać wnikliwe recenzje hentajów, tylko mysza. Dango napisało same C:

    Ciekawa notka, taka zyciowa ;)

    (wiem, że piszę komentarze jak potłuczona, ale chyba jestem mentalnie na etapie szklanki)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam mentalność... Moje komentarze zawsze mają być długie, a potem zostawiam ludziom jedno zdanie w stylu "lubię placki ziemniaczane, ale nie z cebulom" XD

      Ja się zawsze lękam, ale są te małe momenty, kiedy mam dość życia i jest mi w sumie wszystko jedno i właśnie te momenty wykorzystuje na pisanie do wydawnictw ;)

      Usuń
    2. nigdy nie jadłam placków z cebulą D:
      tak się da?
      zmieniasz moje paczenie na świat
      a zwłaszcza na kulinaria

      Usuń
    3. Nie z "Cebulą", z "Cebulom"!

      Ale generalnie to lubiłabym te z cebulą, ale po cebuli boli mnie brzuch :C

      Usuń
  2. Ja na pewno nie zostawię komentarza pod tytułem"lubię placki" :) Masz piękny blog i chciałabym z Ciebie wyciągnąc,na jakiej stronie robiłaś spis treści,ślicznie zielone kolory:( ja ze swoim walczę już od lat i nie udaje mi się dotad stworzyć nic,co by mnie zatysfakcjonowało. Ruchomy zamek hauru to jest mój must have, mam dvd i od lat poluje na książkę....Co do recenzji,jak mi to totalnie nie wychodzi,tak tobie bardzo:)
    Przy okazji, zapraszam na mój blog - www.japonskiwachlarz.blogspot.com , na którym ostatnio bardzo dużo się zmieniło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam gotowy szablon, w którym podmieniłam tylko rysunki i nazwy linków. Na dole bloga jak masz Copyright na końcu jest link do bloga człowieka, który ten szablon zaprojektował. Nie pamiętam jak konkretnie nazywał się mój, ale wnioskując po samym kolorze bloga pewnie miał coś wspólnego z Hatsune Miku.

      Bloga obserwuję, więc już widziałam zmiany przy okazji ostatniej notki C:

      Usuń
  3. Za dużo recenzenckich też niedobrze, znam takich co regularnie mają jedno pomieszczenie w domu zawalone książkami, głównie książki dają pod choinkę i od czasu do czasu wożą to wszystko do bibliotek :)
    Bardzo się cieszę, że Cię te egzemplarze motywują, bo tym dłużej i bardziej będziesz z nami, yaaay <3 Ja natomiast mam wręcz odwrotnie i jakiekolwiek dedlajny i presja sprawiają, że na pewno nie dotrzymam - przekonałam się o tym pisząc do Arigato. Ale tam nikt nie oddaje tekstów na czas, więc terminy chyba już to biorą pod uwagę :^)
    Placki ziemniaczane są najlepsze z cebulą, heretyku!
    A tamten blogpost od tego wydawnictwa to mi przypomina moją własną pracę, bo często do nas piszą ludzie żebrający o fajne gry do recenzji na jutubie, którego nikt nie ogląda i oczywiście o te konkretne, najdroższe xD Ci bardziej ogarnięci piszą na specjalnego maila dla dziennikarzy, więc mnie trafiają się prawie same tak beznadziejne przypadki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cebulę to ja lubię dodaną gdzieś dla smaku jeśli można ją potem z tego wyciągnąć, inaczej mój żołądek ginie, leży i kwiczy.

      Usuń
  4. Niestety z tą jakością pokonaną przez ilość, to masz rację. Znam ludzi, którzy robią tak nie tylko z komiksami i książkami, ale i z lolicimi kiecami. Bardzo to słabe imo.
    Dwa tomiki na jakiś czas, to słuszna liczba, zwłaszcza, że jesteś, jak sama napisałaś, sezonowcem ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze są chyba te króciutkie "recenzje", w których jest tylko opis ze stronki i kilka słów o tym czy komuś się podobało czy nie XD

      Usuń
  5. Nie chciałam się pchać w egzemplarze recenzenckie przez długi czas. Głównie z powodu kilku problemów osobistych. Ostatnio jednak miałam trochę czasu, nuda mnie dopadła i w zasadzie sama wróciłam do pisania. Napisałam do dwóch wydawnictw. Jedno nie odpisało - uznałam, że trudno, że w sumie to się tego spodziewałam. Napisałam do innego i... sukces życiowy, sława, kariera czeka.
    Em... Właściwie to był dość infantylny zachwyt, bo fajerwerków nie było. Tomik przyszedł, przeczytałam w jeden wieczór i na drugi dzień była już recenzja. Czyli jak jednak jest coś poważnego do zrobienia to deadline nie robi problemu (szkoda, że to nie działa jeśli chodzi o własne postanowienia...). Ale chyba już się nie będę w to pchała, nie idzie mi to tak dobrze jak innym.
    Po twojej notce zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem ja tak nie słodziłam. Nie mam pojęcia, ale jak znam swojego farta pewnie tak właśnie zrobiłam. No nic, zdarza się. Zostawię takie recenzje lepszym recenzentom i wrócę do rozwijania się samotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawnictwa same ocenią jakiego recenzenta chcą i jeśli twoja recenzja im się spodoba (jedne wydawnictwa wolą recenzje szczere, inne słodzone) to nie powinnaś się martwić na zapas. Ale na pewno warto poćwiczyć recki na swoich własnych egzemplarzach... jeśli czujesz odpowiednią motywację.

      Usuń
  6. Wydaje mi się, że współpracując z wydawnictwami nie ma się tej swobody pisania, bo w końcu nie zjedziesz po całości danego tytułu, nawet jeśli będzie tragiczny, a wydanie będzie wołać o pomstę do nieba. Z drugiej strony jest to jakaś motywacja do pisania regularnych notek, no i tomik za free ;)
    Jak wszystko ma to swoje plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jak nie masz tomiku od wydawnictwa, ale koniecznie chcesz się o niego postarać w przyszłości to nadal może mieć wpływ na twoją recenzję ;)

      Usuń
  7. Ja bym się cieszyła, jakby ktoś mi dał coś za free, nawet jakbym miała napisać o tym recenzję :V Także ciesz się, że coś dostajesz xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Pewnie, że fajnie jest dostawać mango za darmo (tylko głupi by się nie cieszył), ale jeśli wiąże się to z jakimiś zobowiązaniami typu "zrecenzuj/oddaj wtedy i wtedy itp" to ja całkowicie wymiękam :C
    Podziwiam wszystkich, którzy się na to piszą, bo ja bym nie potrafiła napisać recenzji o czymś, co mnie mega wynudziło, czy po prostu kompletnie się nie podobało (po prostu bym przemilczała fakt, że w ogóle to przeczytałam :D) i to jeszcze w pozytywnym wydźwięku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Negatywne recenzje też robią swoje, bo działają na niektórych jak płachta na byka i wtedy kupują mangi na złość XDD

      Usuń
  9. Ja jak na razie w tomiki recenzenckie się nie pakuję, chociaż chciałoby się od czasu do czasu taki dostać... Nooo, może jak się w końcu przemogę i napiszę do któregoś wydawnictwa, to coś z tego będzie, a tymczasem zajmę się czytaniem i recenzowaniem moich własnych tomików. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Mi ciężko sie zabrać za recenzje własnych tomików, chyba, że mam straszną potrzebę się akurat wypisać XD

      Usuń
  10. Ooo trafiłam na fajny wpis. Ja niestety kiedy błądzę po blogach zbyt często widzę "kupione" recenzje. Nie ufam zbyt recenzentom gdzie średnia pozytywnych recenzji wynosi 98%, a 2% są neutralnie z delikatnym "prawie pozytywne". Tego jest OGROMNA ilość. Gubię się kiedy widzę kolejne podziękowania za egzemplarze recenzenckie. Niestety w takich wypadkach przekreślam blogera a coraz ciężej znaleźć recenzje gdzie autor sam kupuje mangi. Najbardziej bezczelną recenzją jaką widziałam w życiu to recka komiksu, gdzie autorem był TŁUMACZ. Jest tego za dużo! Każdy może recenzować mangi, ale teraz wysyp blogerów tego typu mnie przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mangami i książkami to jest jeszcze tak, że czasem rzecz, która podoba się jednej osobie dla drugiej jest minusem, więc nie przepadam np. za ocenianiem procentowym/punktowym czy coś jest dobre czy nie. Sama oceniam na zasadzie "czy kupię kolejne tomy/czy kupiłabym drugi raz", bo to według mnie pytanie, które daje jakieś lepsze światło na wrażenia ogólnie.

      Chyba jeszcze nie trafiłam na recenzję napisaną przez tłumacza, ale recenzje ludzi pracujących dla wydawnictwa (korekta,PR) już tak. Spotkałam się jeszcze z takimi fanami tytułu/wydawnictwa, którzy za jedno złe słowo wylewają na ciebie wiadro pomyj w komciach.

      W sumie mi ciężej się zmotywować do napisania recenzji mang, które kupuję, wolę o nich wspominać w dwutygodniku fana w luźniejszy sposób jak coś mi się bardzo podoba. Jak już coś kupiłam za własne pieniadze to... zero motywacji XD

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -