Posted by : Otai środa, 6 lipca 2016

Nie było mnie tu więcej czasu niż wstępnie przewidywałam, bo czuję się jednocześnie osaczona i samotna, co sprawia, że nie wiem w co ręce włożyć i koniec końców nie robię nic. Ale udało mi się przełamać do czytania jednej z mang, którą dostałam do recenzji. Tym samym dziś czeka nas kilka słów o "Uśmiechu Kanoko" wydanym przez Studio JG. Przez pewien czas zastanawiałam się czy nie kupić tej mangi, ale w końcu wcześniej nie udało mi się tego zrobić. I nie chodzi tu o przerażającą sporą część mangowego światka okładkę pełną przepychu, ale o bliżej nieopisany wewnętrzny niepokój na temat tej serii. Jeśli wy też go czujecie - od razu proponuję wam go porzucić. Szkoda przejść koło takiej sympatycznej mangi na naszym rynku obojętnie :).

"Warau no Kanoko-sama" czyli "Śmiejąca się panna Kanoko" dostała w polskiej wersji tytuł "Uśmiech Kanoko". Powodem takiej decyzji tłumacza (jak możemy przeczytać w posłowiu) jest przełożenie ciężaru z chichotu dziewczyny na szczery uśmiech Kanoko pojawiający się na końcu każdego rozdziału. Manga wyszła w roku 2008 i z tego co podpowiadają mi internety jest to debiutancka praca Ririko Tsujity. Początkowo miał być to jednorozdziałowy one-shot, ale przyjął się tak dobrze, że autorka zaczęła rysować kolejne rozdziały. I tak cała historia rozwinęła się do 3 tomów, a potem jeszcze dorobiła się kontynuacji. Polska wersja pierwszego tomu została wypuszczona na rynek w lipcu 2015 roku (czyli w sumie moja recenzja jest prawie jak rocznicowa!).


Wydanie Studia JG to klasyczne B6+, błyszcząca obwoluta ze skrzydełkami,
Już oryginalna okładka mangi wydaje się nieco przytłaczająca, ale kiedy w miejsce japońskich znaków wskoczyły polskie litery stała się ona zbyt ciężka dla wielu osób. Napis, kwiatuszki, zwierzątka, onomatopeje, tona różu i w sumie 3 różne czcionki nie wywierają jakiegoś oszałamiającego wrażenia, przynajmniej nie w pozytywnym sensie. Z drugiej strony nie jest to poziom loga z gradientem a'la clipart, więc patrząc na okładkę nie chcę uciekać na jej widok. Ot, po prostu dużo przepychu i chyba najlepiej wygląda okładka 3 tomu, na którym żadnych dodatkowych napisów nie ma.


Kanoko Naedoko to trzymająca się na uboczu klasowa dziwaczka. Nieustannie świdruje wzrokiem klasę i notuje każdy interesujący szczegół, który zauważy. Spodziewając się po ludziach wszystkiego co najgorsze, nie angażuje się w żadne społeczne więzi. Właśnie dzięki temu uważa się za osobę bezstronną i swoje życiowe powołanie widzi w roli… wielkiego obserwatora! Trójkąty miłosne? Ciche wzdychania? Małe perwersje? Nic nie umknie czujnemu wzrokowi Kanoko, a wszystko ląduje w jej zeszycie! Pewnego razu jeden z jej tajnych rankingów wpada w ręce najpopularniejszego chłopaka w klasie. Czy będzie to katastrofa, czy raczej szansa na nową znajomość?Poznajcie perypetie aspołecznej okularnicy, która, choć zmuszona do zaangażowania się w życie klasy, nie zamierza poddać się konwenansom i nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać! Przed Wami zwariowana szkolna komedia, przy której nie sposób się nudzić.- Studio JG
Kiedy pierwszy raz zaczęłam czytać historię Kanoko szybko odłożyłam tomik na półkę. Na pierwszych stronach główna bohaterka wywarła na mnie wrażenie wrednej dziewczynki, która nie zamierza nic zmienić, ale sama z góry wszystkich ocenia. Czemu wszyscy za tą mangą przepadają? Czy taka osobowość nie jest męcząca? Czy w ogóle da się wczuć w główną bohaterkę? Z tymi pytaniami zatrzymałam się na chwilę, na szczęście odpowiedź przyszła z kolejnymi stronami. Już w pierwszym rozdziale poznajemy prawdziwy charakter Kanoko. Chociaż uważa się ona za obiektywnego obserwatora, to jej opinia o samej sobie i to, jak zachowuje się naprawdę zupełnie się mijają. Kanoko jest spostrzegawcza i chociaż wmawia sobie inaczej to przejmuje się tym, co dzieje się wokół niej. I to na tyle, żeby podjąć działanie - a to pod pretekstem "zrobienia researchu", a to dlatego, że coś nie idzie po jej myśli, a to z przypadku itd. Poza tym bardzo szybko poznajemy jej motywy i już w pierwszym rozdziale bariera, którą stworzyła bohaterka zostaje przełamana. Z Kanoko może zidentyfikować się właściwie każdy, kto kiedykolwiek stanął przed wyborem - mieszać się, czy nie mieszać? Jak żyć z własną przestrzenią, a nie załamać się z samotności? Jak zacząć budować relacje z ludźmi po tym, kiedy życie nauczyło nas bólu ze strony innych? Oczywiście nie jest to jakaś rozwleczona historia. Jeśli pojawia się jakiś morał, to sama historia przedstawiona jest z humorem i przedramatyzowana w takim stopniu, żeby nie brać wszystkiego na serio.


Wcześniej pisałam, że "Kanoko" miała być początkowo mangą jednorozdziałową, ale zyskała popularność. Wydaje mi się, że między innymi przez to założenie komiksu jest takie, że Kanoko często zmienia szkoły i obserwuje kolejnych ludzi. Żeby na siłę nie ciągnąć zamkniętego tematu. Oczywiście ważniejsze osoby dla fabuły pojawiają się przez cały tomik - w końcu zmiana szkoły nie wyklucza podtrzymania kontaktów. Według mnie wyszło to całemu tomikowi na dobre, bo nie ma przemęczenia tematu i można każdy rozdział czytać jak oddzielną historię. Na pewno dobrze zrobiło to tytułowi w wersji magazynowej, bo każdy mógł przeczytać wyrywkowy rozdział wiedząc, o co chodzi. Forma każdego rozdziału jest podobna - Kanoko najpierw się przedstawia jako obserwator doskonały, znajduje historię godną swojej uwagi, z jakiegoś powodu się w nią wplątuje, poznaje kogoś od zupełnie innej strony, pomaga tej osobie, uzasadniając na swój dziwny sposób, że wcale jej pomaga, a na końcu rozdziału cieszy się z wyniku całej sytuacji. I mimo tego dosyć sztywnego schematu rozdziały są lekkie i czyta się je z przyjemnością.


Nie wiem co mam napisać o kresce - chibi są wyjątkowo komiczne, postacie rysowane normalnie kojarzą mi się ze starszymi shoujo, które czytałam w dzieciństwie - wielkie oczęta, dużo blinków w oczach, dużo kresek, cieniowanie onomatopejami. Tła wyglądają jak klasyczne gotowce z programów/ze sklepu, ale to w żaden sposób nie przeszkadza w odbiorze. Kadrowanie mi się podoba, chociaż na początku wydawało mi się dosyć zbite, ciągle pojawiają się ściany tekstu, to jednak pojawiło się na tyle większych kadrów i ekspresji, żeby zapewnić mi uczucie, że jednak czytam shojo. Po prostu nie jest źle. 

Największym problemem polskiego wydania są dla mnie obcięte kadry. Chyba każde wydawnictwo po kolei ostatnio ma z tym problem, szkoda, że nie ma na to dobrego rozwiązania, a niektóre wydawnictwa często wydają się nie zauważać problemu (nie wiem jak Studio JG). Szczęście w nieszczęściu, że przynajmniej w "Uśmiechu Kanoko" nie ma obciętych dialogów. Tracą na tym głównie ekspresje na twarzy bohaterki, ale można czasem zgadywać jaką minę zrobiła. A wygląda to mniej więcej tak:



Na plus dla polskiego wydania jest tłumaczenie, które naprawdę lekko i zrozumiale się czyta, a żarty są jednocześnie proste i błyskotliwe. Tutaj nie ma się o co martwić. Edycja też całkiem niezła, wszystkie krzaczory zostały wyczyszczone i zastąpione polskimi odpowiednikami - przez napisy, liściki aż do onomatopei. Świetnie się to prezentuje, a że tekstu jest w tomiku całkiem sporo to należy się szacuneczek wszystkim, którzy pracowali nad wnętrzem tomiku. Sam druk i klejenie też są w porządku, ale na szczęście pod tym względem jeszcze ze Studiem JG nie miałam problemów.


Mam nadzieję, że więcej osób sięgnie po tę mangę, nawet jeśli tak późno jak ja! Sama pewnie zaopatrzę się w kolejne tomiki w okolicach jakichś lepszych promocji (Boże Narodzenie bliżej niż dalej!) i mam nadzieję, że kiedyś pojawi się na polskim rynku kontynuacja tej mangi, bo z krótkich serii na polskim rynku jest to naprawdę jedna z bardziej lekkich i przyjemnych lektur.

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Okładka jest po prostu na bogato, co się ludzie czepiajo XD kto bogatemu zabroni?
    Historia wydaje się być typo typowa dziwna/brzydka lala x bisz, ale w sumie coś lekkiego zawsze warto przeczytać, tak na wyluzowanie się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No generalnie to jest rozdział na zasadzie brzydka lala + bisz, bo ta komedia jest przeładowana omawianiem typowych schematów XD

      Usuń
  2. Od tej mangi właśnie odstrasza mnie wizja tej bohaterki - myślałam, że cały czas jest taka wredna i wyrachowana. Po Twojej recenzji chętnie zapoznałabym się z tym tytułem, ale tylko wtedy, kiedy dam radę dorwać go w niskiej cenie. :D
    No i kreska to nie moja bajka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też w pierwszej chwili kreska wstrzymywała, ale się przyzwyczaiłam ;)

      Usuń
  3. Ktoś już wcześniej recenzował ten tom na swoim blogu i wówczas pisałam jak bardzo mnie wynudził. Nie mogłam przebrnąć, czytałam go na prawdę długo. Jakoś klimat mangi kompletnie mi nie podszedł, nie zapałałam sympatią do bohaterów i jakoś początek wydał mi się straszliwie nudny. Stałam późnij przy decyzji, czy kupić kolejny tom, czy nie, ale suma summarum zrezygnowałam. Może kiedyś się jeszcze przekonam, chociaż wątpię :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie 1 tom był całkiem fajny, ale wydaje mi się, że kolejnej parodii/komedii shoujo bym na polskim rynku nie kupiła, bo czuję powolne zmęczenie tym tematem, podczas gdy takich czystych okruchów życia mi na półce trochę brakuje (ale znajdą się obecnie ze 2 serie na rynku, które wypełniają tę lukę)).

      Usuń
  4. Manga o której słyszę właściwie wyłącznie pozytywy... Hm, no dobra, dodam do swojej listy zakupów-gdy-znajdę-używki-w-dobrej-cenie. Plus, że seria jest króciutka i zakończona, a jak piszesz, że ma formę epizodyczną, to jeszcze milej :) Dobry "potwór tygodnia" ("romans tygodnia"?) zawsze w cenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zastanawiałam się jak określić gatunek tej mangi, ale powstrzymałam się od kategoryzowania zanim nie przeczytam wszystkich 3 tomów ;)

      Usuń
  5. Kanoko jest dziwną mangą, na początku odrzuca, a potem z tomu na tom człowiek coraz bardziej się przywiązuje. Ciekawe czy Studio myśli o kontynuacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na asku pisali, że na razie sloty na ten rok są pozajmowane, ale nie napisali konkretnie, że się nie wezmą za kontynuacje.

      Usuń
  6. Podoba mi się bardzo Polska wersja okładki. Swoją recenzją przekonałaś mnie bym kiedyś sięgnęła po ten tytuł. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to taka miła odmiana po narzekaczach~

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -