Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai wtorek, 3 maja 2016

W sumie w 1,5 miesiąca nie da się za wiele obejrzeć, ale udało mi się ukończyć kilka wcześniej zaczętych serii, więc uznałam - to czas na drugą część obejrzanych filmów, anime i dram w tym roku. Dobrze, że istnieje MyDramaList na którym mogę sobie odznaczać i dramy i anime, bo pewnie bym się pogubiła, a posiadanie dwóch kont to dla mnie zbyt wiele.


"Digimon Adventure Tri" wskoczył z drugą częścią i... jestem z niej zadowolona, bo wrócił mój ulubiony bohater! Kiedy nie było go w pierwszej części byłam bardzo niepocieszona, ale twórcy znów wkupili się w moje łaski i z otwartymi ramionami przyjęłam powrót Kena, nawet jeśli jest to powrót w roli Kaisera, taki plot twist! Pewnie nie zrozumiecie mojego bełkotu jeśli nie oglądaliście dwóch pierwszych serii, ale trudno, w tym przypadku nie jestem w stanie napisać nic sensowniejszego niż bełkot fana.

W jednej z zakodowanych obecnie na hasło notek pisałam o ostatnio przeczytanych mangach. O jednej z nich pisałam tak:
 przeczytałam mangę, która się nazywa "Heroine Shikaku - No longer heroine". W sumie z mangami shoujo jest tak, że dzielą się na te bardziej typowe i na te mniej typowe. Jeśli wam ktoś mówi "To shoujo jest nietypowe i różni się od innych" pamiętajcie, że "nietypowych shoujo różniących się od innych" jest tyle samo, co tych "typowych i nieróżniących się". To nie tak, że jest tylko jeden czy dwa tytuły "nietypowych" serii, z którymi warto się zapoznać. Takich tytułów jest właśnie na pęczki i też można dowolnie w nich przebierać. "Wykluczona bohaterka" to taki jeden wielki miks obydwóch torów myślenia, bo jeśli chodzi o fabułę romansową to leci ona klasycznie do bólu i nawet jeśli chcielibyśmy, żeby bohaterka skończyła w jakimś fajnym związku, to i tak się nie da. Z drugiej strony mamy do czynienia z prześmiewczą i przezabawną główną bohaterką, która całe życie była pewna, że dzięki jej wyglądowi i charakterowi jest idealną główną bohaterką shoujo. Nawet miała swojego przyjaciela z dzieciństwa, więc to było oczywiste, że z nim skończy. Całe życie miała zaplanowane, ale pewnego pięknego dnia jej przyjaciel z dzieciństwa znalazł sobie dziewczynę i tu zaczęły się schody. Pierwsza połowa mangi jest naprawdę przezabawna i strasznie się wciągnęłam, druga trąci trochę wykorzystywaniem tych, którzy się wciągnęli i czasem zalatuje typowym romansidłem. Ale w sumie nie była to lektura zła i skończyła się na 10 tomach. 


Teraz przyszedł czas na zapoznanie się z wersją live action "Heroine Shikkaku", która pojawiła się w wersji filmowej, a co za tym idzie - bardzo skróconej. W główną rolę wcieliła się Kiritani Mirei, a przy obsadzaniu jej w tej roli okazało się, że autorka mangi wzorowała postać głównej bohaterki z wyglądu własnie na Mirei, a sama Mirei znała mangę wcześniej i zawsze ją czytała. Tak, że no... Tutaj nie ma wątpliwości co do tego, że obsada została świetnie dobrana. Mirei ciągnie ten film właściwie sama według mnie, mimo całkiem przyzwoitej obsady męskiej. Uwielbiam ją! Sam film w sumie jest dużo gorszy od mangi, bo dostajemy skróconą wersję tej historii i czasem ciężko wczuć się w niektóre postaci czy zrozumieć ich zachowania.


"Wakamonotachi (2014)" wybrałam, bo jest ogólnie dostępny na aplikacjach komórkowych za darmo (viki, crunchy), a przez pewien czas w ogóle nie otwierałam komputera. Jest to serial z wyższej półki, co od razu widać po obsadzie aktorskiej - spora część z aktorów była wielokrotnie nagradzana i nie gra już w byle jakich produkcjach. Jest to obyczajówka o pewnej rodzinie niosącej na swoich barkach zbyt wiele ciężarów. Miejscami myślałam, że porzucę oglądanie, bo produkcja wydawała mi się zbyt ciężka, ale zawsze w momentach, w których chciałam ją porzucić (np. przy rozmowie o aborcji dziecka, bezrobociu i rozstaniach) pojawiała się jakaś scena kompletnie od czapy, która na chwilę odwracała całą tę przygnębiającą sytuację. Ogólnie mogłabym powiedzieć, że jest to dość ciężka obyczajówka opowiadająca o tym, jak pewna rodzina wychodzi na prostą.


"kono danshi, mahou ga oshigoto desu." obejrzałam również dlatego, że było to łatwo dostępne na komórce anime, składające się z 4 bardzo krótkich odcinków. Dla większości kreska będzie szkaradna, a animacja prawie żadna, ale mnie wiele scen podeszło estetycznie na tyle, że z chęcią patrzyłam na ekran. Samo zafiksowanie głównego bohatera na punkcie swojej pracy było dla mnie przyzwoitym wątkiem. W sumie jest to produkcja nieco odstraszająca oglądających, ale mnie akurat na ten moment zadowoliła.


"Dame na Watashi Koishite Kudasai" to ekranizacja bardzo głupiutkiej mangi josei, a może tylko mi się tak wydaje, bo porzuciłam ją po tym, jak bohaterka przeziębiła się, bo pierwszy raz spała w stringach. Na szczęście serial live action ten wątek pominął, a Fukada Kyoko świetnie się sprawdza w roli głównej bohaterki - mam wrażenie, że nadal jest głupia, ale jakby trochę bardziej da się ją lubić. No i Dean Fujioka jest w tej dramie cudowny jako Shunin, jakby go z mangi wyciągnęli to raz, a dwa - aktorstwo plus bycie wspaniałym. Na pewno obejrzę z nim więcej dram po tej jednej. Samą dramę... polecam, bo oglądało mi się ją naprawdę nieźle, mimo obaw związanych z tym, że mangę porzuciłam. Bardzo przyjemnie się to oglądało. Sam opis fabuły można przeczytać tutaj.


"Boku Dake ga Inai Machi" czy też inaczej "ERASED" to ekranizacja mangi o tym samym tytule. W sumie w zimowym sezonie jeśli ktoś sięgał po jakiekolwiek anime to jest spora szansa, że właśnie po to. Dlatego nie mam zamiaru rozwodzić się nad tym o czym to jest. Powiem tylko, że o ile fani mangi narzekają na to, że główny bohater "powinien zbawiać ludzkość do skutku", to w anime nie mają na co narzekać. Tak, że jeśli ktoś chce bardziej grzecznego antagonistę i bardziej grzeczną końcówkę - zadowoli się anime,a jeżeli okaże się dla niego zbyt grzeczna - polecam mangę. No i rola Airi jest zdecydowanie pomniejszona w anime.


Drugi sezon "Haikyuu!!" i w końcu udało mi się wybrać jakiegoś ulubionego bohatera poza trenerami i nauczycielami! To duży sukces jak na tę serię, z resztą to, że zdecydowanie kibicuję głównej drużynie też jest całkiem niezłym sukcesem - i to nie dlatego, żeby "już wygrali i już się skończyło", tylko dlatego, że w Karasuno wszyscy są jak dla mnie naprawdę fajni. Z innych drużyn jestem ciekawa Ushijimy jak na razie.


Obejrzałam też stageplay "Haikyuu!" i jeśli wcześniej pisałam, że po 2 sezonie polubiłam Yamaguchiego to przez stage playa go wręcz pokochałam, do tego stopnia, że kupiłam jego cosplay. (Magnificonie, przybywam). Jego aktor wygląda jak kobieta przebrana za faceta (chociaż jest facetem), wyglada jak moje ulubione członkinie Fudanjuku, no jak miałam nie złapać fangerla, no jaaaak?! No i w sztuce stasznie polubiłam Kageyamę, jakoś tak dobrze się na niego patrzyło! W sumie to było dla mnie największe zaskoczenie, bo w anime wolę Hinatę, a w stageplayu to Kageyama wygrał. Cała obsada ogólnie jest świetna, ale aktorowi Daichiego też należy się chwila uwagi.


On: Kocham ją!
Ona: *przypadkowo podsłuchuje*
On: och, słyszałaś?
Ona: *pąs*
On: *pąs*
Oni: *pąs*



"Itsuka Kono Koi wo Omoidashite Kitto Naite Shimau" to 10-odcinkowa obyczajówka o młodych ludziach z różnych stron Japonii próbujących odnaleźć się w Tokio na przestrzeni kilku lat. Młoda, ale naprawdę świetna obsada i jeśli ktoś lubi takie klimaty to może spokojnie oglądać. Przy okazji tej dramy odkryłam kolejnego zdolnego Polaka w Japonii!

Slavomir Stanislaw Kowalewski (Slavek) is an award-winning Polish composer and pianist based in Tokyo. His work on major film and broadcast productions includes original scores for NHK, Fuji Television, TV Tokyo, and TBS networks, as well as Japan’s top pop act, AKB48, and covers a wide range of musical genre, ranging from full classical orchestral scores to Japanese traditional, piano solo, jazz, electronic, minimal, and avant-garde.
Więcej tutaj: http://www.powerslavek.com/


Manga "Mars" w końcu doczekała się rodzimej adaptacji! Co prawda tylko w formie serialu nocnego, a co za tym idzie odcinki są krótkie i nie posiadają praktycznie żadnego budżetu (wszystko poszło na aktorów) dlatego bliżej im do teatru telewizji w naszym mniemaniu, niż do czegokolwiek innego, ale jest! Seria skupia się głównie na Reiu, planowany jest jednak film kinowy, w którym będzie opowiedziana przeszłość Kiry. Trochę wątków jest poobcinanych, zupełnie został zmieniony wątek Makio, który właściwie jest w tej wersji głównym bohaterem bardziej niż Rei i Kira, to on opowiada całą historię, to on porusza wszystkimi pionkami i to on jest odpowiedzialny za wiele wydarzeń, które w wersji mangowej działy się przypadkowo.


"Shouwa Genroku Rakugo Shinju" to ekranizacja pierwszych 5 tomów mangi o tym samym tytule (czyli dokładnie połowa serii). Tym, którzy obejrzeli pierwszy sezon mogę powiedzieć tyle - nie wierzcie we wszystko. To tylko opowieść snuta przez jednego z bohaterów dwójce innych bohaterów! Jeśli myślicie, że wszystko zostało powiedziane, to poczekajcie na drugi :). Tym, którzy pierwszego sezonu nie oglądali mogę tylko powiedzieć, że dla mnie było to najlepsze anime nie tylko z sezonu, ale ogólnie jedno z najlepszych anime, które widziałam na przestrzeni lat. W zupełności mnie usatysfakcjonowało zarówno pod względem fabularnym, jak i wizualnym. Nie wszyscy lubią obyczajówki, zwłaszcza na tematy związane z japońską kulturą, ale dla mnie wszystko tu było świetne. I przywiązałam się do bohaterów. Powiem tak - najciężej pisze mi się o rzeczach, które naprawdę lubię, bo nie wiem co zrobić, żeby nie przesadzić z zachwycaniem się. Uznajmy po prostu, że anime o rakugo zaatakowało mnie z zaskoczenia i usatysfakcjonowało mnie jak żadne anime w ostatnim czasie, czuję się jednocześnie szczęśliwszym i smutniejszym (ze względu na fabułę) człowiekiem.



"Prince of Sride" - jeśli zapytacie mnie o czym to było, to powiem wam, że był tam Armin w sukience. Ale jako zabijacz czasu się sprawdziło.


"Ghost Writer" (szerszy opis serialu tutaj) to kolejna drama, którą zaczęłam oglądać, "bo udostępniają za darmo na aplikacjach na androida" i niczego od niej nie oczekiwałam. I równocześnie jest to kolejna produkcja, która dała mi dużo satysfakcji podczas oglądania, bo jest po prostu nieźle napisanym serialem. Miejscami typowo japońskim patosem (dla mnie jest on i tak bardziej znośny niż np. amerykański patos), ale jednak dobrze napisaną produkcją. Nie chodzi tylko o główny wątek bohaterek, które właściwie zostają zmanipulowane do całej sytuacji, ale chodzi również o postacie poboczne. Nawet jeśli pojawiają się na chwilę, to nie jako zapychacz screentime'u, nie jako wątek, który nigdy nie powróci. Każda postać, która pojawia się raz zaczyna odgrywać wcześniej czy później jakąś rolę, nie zostaje pominięta, a jej wątek nie ogranicza się tylko do jednego epizotu. Bardzo dobrze się czułam po ukończeniu oglądania tej produkcji.


Czy zdarzyło wam się, że oglądacie produkcję, widzicie dwie osoby i myślicie "szipuję ich!", ale wiecie, że nie ma szans na ich związek? Bo mi się przy tej właśnie zdarzyło. A potem przyszedł koci demon, rzucił na nich czar, żeby się w sobie zakochali i... tak się skończył 10-minutowy wątek tych postaci, zostawiając mnie w ciężkim szoku, że ktoś mnie posłuchał. A teraz wróćmy do głównej fabuły - "Sumika Sumire" to kolejna całkiem niezła drama, kolejna produkcja z cudowną Kiritani Mirei i kolejna historia stworzona na podstawie mangi o tym samym tytule. 65-letnia Sumi opiekowała się przez większość swojego życia matką, dlatego, gdy ta umarła, Sumi zaczęła zastanawiać się nad tym, czego nie mogła zrobić całe życie. "Chciałabym przeżyć młodość ponownie i naprawić swoje życie" - wypowiada życzenie w obecności kociego demona, którego przypadkiem przywołuje. I tak kolejnego dnia budzi się o 45 lat młodsza! Jak poradzi sobie w dzisiejszym społeczeństwie? Czy uda jej się tym razem pójść na wymarzoną uczelnie, zakochać, zdobyć przyjaciół? I dlaczego niczym Kopciuszek o 23:00 każdego dnia odzyskuje swoją 65-letnią postać? Relaksująca produkcja, przy której bawiłam się świetnie.


"Ore Monogatari" live action chyba nie było złe, chociaż nie jestem pewna, bo większość filmu po prostu czekałam. Czekałam na ten moment, kiedy między bohaterami się wszystko wyjaśni i fabuła pójdzie dalej, ale cały film skupił się na tym, że Takeo nie ogarniał, że Yamato to właśnie jego kocha. Więc tak czekałam i czekałam, aż w końcu film się skończył.

No, myślę, że teraz bez wyrzutów sumienia będę mogła się zabrać za jakieś recenzje, skoro zarówno ze stosikiem, jak i z rozliczeniem się z obejrzanych ostatnio rzeczy już się uporałam :)

{ 17 komentarze... read them below or Comment }

  1. Z tego wszystkiego oglądałam tylko "Boku Dake ga Inai Machi", a i tak nie obejrzałam do końca, bo mam tendencję do porzucania anime w połowie. Ciekawie się to oglądało, ale tak jakoś wyszło. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się jakoś źle czuję, jeśli coś zaczynam, a tego nie kończę. Muszę się bardzo męczyć przy oglądaniu, żebym kompletnie coś porzuciła.

      Usuń
  2. Ooo, ktoś jeszcze Digimony ogląda? Jestem miło zaskoczona. Ja się czaję od dłuższego czasu na obejrzenie tego 1 filmu i w końcu muszę zasiąść i to zrobić,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oglądałam wszystko co leciało swego czasu na niemieckim RTL2, w tym Digimony. A 02 to już w ogóle mnie kupiła wtedy, tak, że cieszę się z bezpośredniej kontynuacji :D

      Usuń
    2. Digimon TAMERS = najlepsza seria

      Usuń
    3. Plus jest masa swietnych gier na NDS i PSP (oraz 3ds i Vite). Dla tej serii gier specjalnie wyszukałem Wonderswan Color od Bandai ze wzgledu na 8 albo i wiecej gier Digimon

      Usuń
    4. Tamers jest serią, na której się zatrzymałam, więc musiała być jeszcze dobra. Ale o ile 02 pamiętam bez problemu, o tyle zTamersów pamiętam tylko pierwszy opening.

      Usuń
  3. Na wakacjach wracam do dram! (Ghost Writera zaczęłam oglądać!) Teraz to sesja się zbliża, więc próbuję się uczyć. Próbuję... ;u;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w sumie większość z wyżej wymienionych tytułów mogę ci na wakacje polecić, bo wyjątkowo dobrze tym razem trafiłam :D

      Usuń
  4. "Boku Dake ga Inai Machi" było moim zdaniem boskie! Dawno nie ogladałam tak dobrego anime! Shirayuki też pochłonęłam w całości, ale to był klasyczny romans z toną lukru! Jedyną naprawdę interesującą postacią w tym anime był Obi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, Shirayuki to klasyczny romans z toną lukru, ale przedstawia się go jako "inne niż wszystkie shoujo!", poza tym, gdy anime jest typową siodziojką właśnie i tych, którzy szukają "czegoś innego niż zwykle" może taki opis wprowadzić w błąd ;). Ale fakt, Obi tam trzyma klasę.

      Usuń
  5. Heroine Shikkaku brzmi dość ciekawie, więc może zerknę na mangę. Nad Kono Danshi... się zastanawiałam, zwłaszcza że jest krótkie, ale jak na razie nie zaczęłam. Jeśli chodzi o Boku dake, to poprzestałam na anime, ale po tym, co napisałaś, jestem ciekawa w jakim stopniu różni się od mangi. c: Hmm... może też zerknę na stage playa Haikyuu. :D Teraz jeszcze bardziej nie mogę się doczekać kontynuacji SGRS! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stageplay Haikyuu jest warty obejrzenia i można go bez problemu znaleźć z angielskimi subami :D

      Usuń
  6. Przy tych nowych Digimonach wysiadłam po pierwszym odcinku, niestety nie jest to seria dla mnie.
    Boku Dake mnie trochę na koniec rozczarowało, ale Twój bardzo enigmatyczny wpis na temat mangi strasznie mnie zaintrygował. Pewnie już dawno sięgnęłabym po skany, ale jakoś tak mam przeczucie, że ktoś to u nas chyba wyda, więc jeszcze się wstrzymam :P Dużo jest rozbieżności?
    Warto się brać za Marsa? Manga mi się podobała, więc ciekawi mnie jak wyszło w wersji aktorskiej.
    Obejrzałam 1 odcinek Shouwa Genroku Rakugo Shinju i pomimo, że bohaterowie są naprawdę sympatyczni, nie do końca przypadł mi temat japońskiego jednoosobowego kabaretu. Myślę, że dokończę kiedyś tę serię, mam nadzieję, że później się trochę bardziej rozkręca ;)
    Miałam oglądać live action Ore Monogatari, ale jak napisałaś, że prawie przez cały film Takeo nie ogarnia, że Yamato go kocha, to jakoś mi się odechciało. Lubię tę serię właśnie za to, że bohaterowie tak szybko się spiknęli ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozbieżności Boku Dake jest całkiem sporo na samym końcu - nie dość, że wszystko jest skrócone to antagonista nie popełnia zbrodni, które popełnił w mandze (a które nie wpływają na resztę fabuły) i rola Airi jest zmieniona.

      Hmm, jeśli nie przeszkadza ci bieda lejąca się z ekranu (tak jak pisałam, to raczej taka nocna drama w stylu teatru telewizji) to możesz oglądać i dramę.

      1 odcinek Shouwy w ogóle nie jest o tym, o czym jest cały 1 sezon - w 1 odcinku poznajemy bohaterów, którym potem Kikuhiko opowiada to co się zdarzyło lata temu. A ta opowieść to cała 1 seria w sumie. Tak, że tutaj raczej nie ma co się sugerować 1 odcinkiem, bo te postacie będą miały swoją własną historię dopiero w 2 sezonie.

      Usuń
  7. HS to mam w planach, takich bardziej bliższych, no ale nigdy nie wiadomo. Mirei jest cudowna i dla niej zawsze warto *^*
    Co do 'Dame na cośtamdalej' to skoro jest głupiutką mangą josei, no to Fukada rzeczywiście musiała się dobrze tam wpasować XDDDDDDD raczej tego nie tknę, ze względu na jej irytujący głos i irytujące wszystko XDXD wiele bólu musiałam przeżyć, oglądając ją w Joker Game i Second Love (acz tam miałam się na kim skupić, olewając Fukade XD)
    Ore Monogatari to też plan, też bliski (ale pewnie daleki XD), więc jeszcze oceniać nie mam co, chociaż mogę ocenić po plakacie, że Yamato mogłaby być bardziej kałai, no ale urody się nie wybiera

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ani Second Love, ani Joker Game nie oglądałam, bo w sumie akurat nie było tam nikogo, kto by mnie zachęcał do obejrzenia. W Dame no Watashi był Dean Fujioka, więc no, nie mogłam się powstrzymać. Z resztą ja ekranizacje josei i shoujo oglądam, więc P to JK z Kame też będzie na mojej liście, zobaczymy jak tam po latach się spisuje.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -