Ta strona korzysta z ciasteczek, jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai środa, 16 marca 2016

Troszkę opuściłam się z planowanym tempem pisanych notek, głównie ze względu na nagłe problemy zdrowotne, ale mam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Dzisiaj zorientowałam się, że od września 2015 roku nie pisałam notki o rzeczach, które ostatnio oglądałam, to jakaś masakra jest jeśli chodzi o regularność w tym cyklu... Opisywanie wszystkiego by mnie zabiło chyba, ale postaram się ograniczyć do rzeczy ukończonych w 2016 roku filmów i serii. Obecnie oglądane chyba będę musiała odłożyć na kolejny raz ;D.


W końcu obejrzałam "Full Metal Alchemist: Brotherhood". Wybrałam tę wersję, bo chciałam obejrzeć coś, co ma zakończenie bardziej zgodne z mangą. Nie chciałam kupować tyle tomików w ciemno, ale zawsze wolę znać wizję autora. Wcześniej nie zapoznawałam się z tą serią, bo czekałam na dobry moment. Na początku nie było dobrego momentu, bo wnerwiało mnie ilu polskich rysowników wręcz kopiuje styl Arakawy, na szczęście na chwilę obecną większość z nich wykształtowała swój własny styl, a ja w końcu znalazłam chwilę, żeby serię zacząć. Przyczyniła się w dużej mierze faza na piosenkę "Again" Yui, która okazała się pierwszym openingiem do serii. Sama seria przypadła mi do gustu bardzo i oglądałam ją w każdej dłuższej wolnej chwili. Koncept wymiany ogólnie podoba mi się wszędzie, a ta seria dodatkowo się na niej skupia.  Ze wszystkich postaci najbardziej przypadł mi do gustu Al, czego się nie spodziewałam. Z resztą większość postaci jest tam fajna. Cieszę się, że z zapoznawaniem się z serią czekałam na dobry moment.


"Biri Girl" to dosyć przeciętny, ale nawet przyjemny do oglądania film opowiadający o dziewczynie, która doprowadziła swoją inteligencję do poziomu ameby, ale w pewnym momencie zdecydowała się zmądrzeć i pójść na studia. Film opowiada jej historię opisaną w powieści przez prawdziwego nauczyciela z zajęć pozaszkolnych. Arimura Kasumi grająca główną bohaterkę jest według mnie bardzo przyjemną do oglądania aktorką, a sam film jest ciekawszy do momentu, w którym główna bohaterka nie podchodzi już na poważnie do nauki i film nie zaczyna się skupiać na tym, że się uczy. Ale tak do obejrzenia na jeden raz wcale nie był zły.


"Siren" to 9-odcinkowa j-drama na podstawie mangi o tym samym tytule. Opowiada o parze policjantów pracujących razem i mieszkających razem - miłość w miejscu pracy i te sprawy. W pewnym momencie pojawia się w ich życiu Tachibana Kara - on podejrzewa ją o związek z ostatnią falą morderstw, jego dziewczyna wręcz przeciwnie - zaprzyjaźnia się w Karą. I nie wiem co jest bardziej absurdalne - to, że dziewczyna nie wierzy własnemu chłopakowi, a lezie za obcą kobietą, czy to, że Tachibana Kara tak świetnie przeżywa te wszystkie operacje plastyczne, które przechodzi. Myślę, że gdyby nie te dwie kwestie (zwłaszcza naiwność głównej bohaterki mi przeszkadza) to byłby całkiem niezły do oglądania kryminał.


"Neko Samurai" zdawał się mieć całkiem śmieszne założenie fabularne - główny bohater zostaje zatrudniony do zamordowania pewnego kota, ale koniec końców go przygarnia i nie potrafi go zabić, a to wszystko w samurajskiej otoczce. Seria filmów, jakaś drama - uznałam, że chociaż 1 film warto ogarnąć. Ale jak dla mnie poza założeniem i dobrą obsadą w filmie nie pojawiło się nic ciekawego. Po prostu nie obejrzę już niczego z tego cyklu, bo to nie dla mnie.


"Bakumatsu Koukousei" to klasyczny motyw przenoszenia się do epoki Edo - tym razem aplikacja telefoniczna przenosi nauczycielkę historii i kilkoro jej uczniów do przeszłości. Obsada to złoto, więc nawet oklepany motyw nie powstrzymał mnie przed obejrzeniem tego filmu. Ale jakoś nie bardzo mnie to wszystko wciągnęło, wizualnie było okej, ale w sumie nie polecam tej produkcji jakoś specjalnie.


"Miracle - debikurokun no koi to mahou"czyli nudny romans z twoim ulubionym aktorem na plakacie, który to aktor pojawia się w 2-3 scenach i jest smuteczek. W sumie właściwie nie mam nic do napisania o tym filmie, nie porwał mnie. "The Complex" to horror japoński, którego obejrzałam, bo obsada wydawała się całkiem niezła, ale tak naprawdę to się wynudziłam i tyle.


Algernonie i Nounai Poison Berry wspominałam już w starszej notce. "Nounai Poison Berry" pojawiło się niedawno w wersji filmowej i oglądało mi się ją całkiem nieźle - obsada była dobrze dobrana poza główną bohaterką, której charakter i wygląd został całkowicie zmieniony. I z rozpieszczonej głównej damy, której czytelnik kochał nie będzie, wręcz przeciwnie, będzie miał na nią nerwa zrobiła się chłopczyca w czapce. Nie przypadła mi do gustu ta zmiana, jakoś zaburzyła odbiór całości. Ale i tak film mi się podobał. "Algernon" do końca okazał się naprawdę fajną dramą, którą mogę polecać do oglądania.


"Oofuri" sezon 2 nie nauczył mnie gry baseball, nadal ogarniam chyba tylko połowę z tego co oni tam robią na boisku, ale sama seria jest całkiem przyjemna do oglądania. Dwójka głównych bohaterów, a zwłaszcza Mihashi trzyma całość, reszta głównej drużyny też zła nie jest. Nie potrafię tej bandy nie lubić, ale jednak największym plusem tej historii oprócz relacji głównych bohaterów są ludzie na trybunach - koleżanki, koledzy, rodzeństwo, mamuśki - w sumie nie znam żadnej serii sportowej, która by potrafiła dać tyle screentime'u mamom głównych bohaterów i to się chwali. Szkoda, że 3 sezonu ni widu, ni słychu.


Ostatni raz płakałam na końcówce "Wilczych Dzieci" - nie chodzi mi tu o uronienie łezki, ale o płacz. Dlatego ciężko ocenić mi źle serię, która po takiej ilości czasu wywołała u mnie płacz, a jest to "Horou Musuko". Seria jest właściwie spokojna i nie dzieje się w niej nic bardzo dramatycznego, ale przez to potrafi podejść człowieka i wywołać płacz w jakimś całkiem normalnym dla fabuły momencie. Seria jest ekranizacją mangi o tym samym tytule. Przyjaciele - główny bohater czuje się naturalniej ubierając jak dziewczynka, dziewczynka, której lepiej w męskich ciuchach, wchodzą w wiek dojrzewania i szukają odpowiedzi na to kim są. Ale to nie jedyne problemy bohaterów w tym animo, bo w końcu jest ich więcej niż dwie osoby ;). Będę musiała sięgnąć po mangę, zdecydowanie! Ale anime ma świetną pastelową animację, która strasznie przypadła mi do gustu. Od jakiegoś czasu nie mogę się też uwolnić od endingu i ciągle go zapętlam.


"Podniebna poczta Kiki" to kolejna adaptacją powieści Eiko Kadono, chociaż tytuł najbardziej kojarzony jest z filmem Studia Ghibli. W formie live action jest to całkiem przyjemnie wyglądająca, kolorowa historia, a jej największym minusem jest komputerowo zrobiony koteł ;____;. Poza tą przykrą kwestią jest to całkiem przyjemna ekranizacja na jeden raz, zwłaszcza, jeśli ktoś lubi ładne krajobrazy.


"Transit Girls" to pierwsza drama girls love, która miała przyciągać tematem i ja też rzuciłam okiem, bo odcinki okazały się całkiem krótkie, ale... realizacja tego projektu jest straszna. Mamy dwie przybrane siostry - jedna ładna, wysoka, ale chyba trochę głupia, druga urodą nie grzeszy, za to ma świetny głos, dla którego wytrzymałam całą dramę. Jak dla mnie fabuła strasznie leci z szybkością, nie da się wczuć w rozwijające się uczucie, bo rozwija się ono nagle, ale nie to mi przeszkadzało w  oglądaniu. Główne bohaterki - janusze girls love, mieszkają w domu z rodzicami, co nie przeszkadza im nie zamykać drzwi i nie gasić światła, kiedy śpią razem nagie w łóżku. I nie przeszkadza im sobie robić niedwuznacznych fotek i zostawiać je na wierzchu na szafkach.  Po prostu, no... janusze, brak słów. 



Te dwie produkcje obejrzałam głównie przez to, że były dostępne w aplikacji Viki, więc kiedy czułam się źle i nie miałam siły sięgnąć po komputer, mogłam odpalić je na swojej komórce w aplikacji i nie przejmować się ich ściąganiem czy przełączaniem odcinków, ani momentem, w którym odcinek zatrzymałam. "Akira No. 2" to dwa odcinki 1h+ na podstawie mangi, głupie i bidne to strasznie, ale przynajmniej główną rolę grał Ozawa Ryota, a jego się wszędzie dobrze ogląda. "Minami-kun no Koibito" to najnowsza ekranizacja opowieści o tym, jak główna bohaterka nagle stała się malutka, a jej sąsiad ukrywał ten fakt przed rodziną na jej prośbę. Głupie, ale na jeden raz przyjemne do oglądania na raz, kiedy jest się chorym i nie może się zbytnio myśleć.


Na całe szczęście resztę tytułów jeszcze kontynuuje jeśli chodzi o oglądanie, bo chyba nigdy bym tej notki nie skończyła ;D. Do następnego!

{ 17 komentarze... read them below or Comment }

  1. Neko Samurai te z mnie jakoś nie przekonało, a szkoda, bo wiązałam z tym tytułem nadzieje na coś lepszego.
    Za to Horou Musuko chętnie zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hourou Musuko jest fajne, ale zabrałam się po napisaniu notki za mangę i fabularnie - jest dużo bardziej rozwinięta i zahacza o późniejsze lata życia bohatera. Więc jeśli anime ci siądzie to polecam mangę.

      Usuń
  2. Również powinnam się zabrać do drugeigo sezonu Oofuri, ale na razie czasu brak :< gdzie te czasy, kiedy miałam czas (em, w gimnazjum XD")
    Za Horou pewnie się szybciej zabiorę niż za Oofuri :D też lubię pastele w anime i ogólny spokój /a nie jakieś tytany ludzi zżerające/
    Komputerowy koteł, najgorzej DDDDDDDDDDDD:
    Przecież są siostrami, to normalne, że śpią nago w łóżku, no co ty XDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jak wszyscy obejrzą 2 sezon to w końcu ktoś się zabierze a trzeci :<?

      Usuń
  3. Horou Musuko brzmi jak coś idealnie dla mnie ^^" Będę miała w pamięci żeby zerknąć, mam straszną słabość do takiej grafiki. Jeśli chodzi o FMA, bardzo ciężko byłoby mi wybrać jednego ulubionego bohatera... Pewnie byłby to Edziu albo Mustang. Ogólnie FMA to jedna z moich ulubionych serii, ale jakoś nigdy nie dozbierałam mangi do końca...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję sobie kupić całą serię Full Metal Alchemista mangę na Boże Narodzenie, bo wtedy JPF daje ten kod zniżkowy ;D.

      Usuń
  4. Oo, FMA:B to do dziś chyba moj ulubiony shounen. Naprawdę dobrze wspominam to anime, zwłaszcza to zahaczanie o trudniejszą tematykę. Mnie najbardziej podobał się Roy Mustang, nawet mam tyle samo wzrostu co on, czy mozna jakoś bardziej wyrazić swoje oddanie fikcyjnej postaci? ;)
    O, oprócz Again kocham też ten opening:
    https://www.youtube.com/watch?v=KMZBauH47Jo
    O, te Transit Girls mnie zaciekawiły, gdzie można tuch januszy sobie obejrzeć? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, online możesz obejrzeć np. na kissasian.com :D
      Roy miał plusa za to, że miał głos Tsuzukiego z Yami no Matsuei, zacieszałam się tym bardzo :D

      Usuń
  5. Sporo tego! Ja niedługo skończę oglądać anime "Akagami no Shirayuki- hime" i chyba zabiorę się za "Anohanę". Jenyyy... Ja płaczę oglądając sam opening więc boję się, co się będzie działo podczas oglądania odcinków XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w sumie Akagami nie bardzo siadło - chociaż 2 sezon i tak wydaje się bardziej interesujący niż pierwszy.
      "AnoHanę" widziałam w wersji live action, dobrze, że była krótsza, łatwiej nie płakać :D.

      Usuń
  6. O nie wiedziałam, że są ludzie, którzy nie znali FMA :P Bardzo lubię tę serię, jest to jeden z nielicznych tytułów ze świetną i ciekawą fabułą do której nie mam żadnych zastrzeżeń. Pewnie będą jedną z niewielu, ale mi podobały się obie serie, nawet wiedząc, że pierwsza adaptacja nie jest zgodna z mangą.
    Kiedyś obejrzałam jeden odcinek Horou Musuko i anime wydało mi się trochę dziwne, później o nim zapomniałam. Piszesz, że warto, więc trzeba by było kiedyś do niego wrócić.
    Miałam chrapkę na Kiki bo podobał mi się film od Studia Ghibli, ale komputerowy kot trochę odstrasza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, ja znałam, ale z wypisanych powodów nie miałam nawet ochoty wcześniej oglądać i pewnie samo oglądanie wtedy też nie sprawiło by mi przyjemności.

      Usuń
  7. Najbardziej stad mnie zachecilo Siren i Podniebna poczta Kiki (nie wiedzialam, ze jest anime! :o)
    Patrze sobie na plakat Miracle- o, moj ulubiony aktor! A potem przeczytalam opis i zaczelam sie smiac xD
    To z kotem chcialabym obejrzec bo jestem kociara, ale po przeczytaniu twojej opinii chyba sie wstrzymam.
    A co do cofania sie w czasie, to bardzo polecam Fushigi Yuugi. Anime. Taki sam motyw, no ale to bylo boskie. Ciezki przetrzymsc 2-3 pierwsze odcinki, ale potem to juz leci. Ogladalam to na wakacjach i nieraz siedzialam do 4 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuushigi Yugi czytałam na bieżąco, kiedy manga wychodziła w Polsce i o ile kilka postaci było całkiem fajnych, to chyba nie odważyłabym się teraz po latach obejrzeć/przeczytać ten tytuł jeszcze raz.

      Usuń
    2. Ja znalazlam 1 tom w bibliotece i po nim zaczelam anime. Zachwycilo mnie i tez bym nie obejrzala jesszcze raz calego, ale wybrane odcinki bardzo chetnie. Postacie niektore byly swietne, nie pamietam juz imion, zeby powiedziec , ktore :D

      Usuń
  8. FMA! <3 To zdecydowanie moje ulubione anime, a mangę powoli próbuję dozbierać, brakuje mi jeszcze 10 tomów. Horou Musuko wydaje się być dość ciekawe (no i raczej nietypowe). A do dram jakoś wciąż nie mogę się przekonać. :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeśli kupię w ogóle FMA to pewnie w całości :D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -