Ta strona korzysta z ciasteczek, jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai niedziela, 21 lutego 2016

Dawno dawno temu, za górami, za lasami, kiedy po świecie chodziły dinozaury, a internet w Polsce raczkował, ludzie tworzyli fanziny. Fanziny były kserowane lub drukowane, pisało się w nich trochę recenzji o mangach czy anime, których zwykły śmiertelnik ze wsi nie mógł zobaczyć, a także mangowcy z całej Polski radośnie tworzyli sobie do nich własne komiksy. W jednej z takich kserówek właśnie pierwszy raz zobaczyłam komiks Hitohai. Jej styl już wtedy był tak specyficzny, że przyciągał i chociaż doujina już nie mam, jej twórczość zapadła mi wtedy w pamięć. Niestety, kiedy fanowskie komiksy zaczęły być wydawane bardziej oficjalnie, przez Studio JG, byłam w stanie zaopatrzyć się tylko w "Wicked", a potem sprzedałam całą kolekcję swoich mang, bo bieda świszczała w portfelu i wróciłam do ich maniakalnego kupowania dopiero jakieś 2 lata temu. Tym bardziej cieszę się, że Studio JG wróciło do korzeni i dzięki nim trzymam teraz w rękach egzemplarz recenzencki "Wolpertingermenschen".



Tak, dzisiaj kolejna recenzja z nurtu mangopolo (przypominam, że tak umownie nazwałam ten nurt w moim cyklu - "polskie komiksy w pewnym stopniu inspirowane mangami" to zbyt długa nazwa). Tym razem jest to pozycja zdecydowanie dla czytelnika dojrzałego, dodatkowo z otwartym umysłem. "Wolpertingrmenschen" to zapowiadany od ponad roku powrót rysowniczki Katarzyny "Hitohai" Wasylak w formie drukowanej. Komiks został wydany w formacie A5, okładka błyszcząca bez skrzydełek. Druk cyfrowy, niskonakładowy, co daje nam mocną czerń i kontrast wydruku w środku. Strony nie są numerowane, ale wydawca podaje, że jest ich 269, czyli mamy do czynienia z całkiem grubą lekturą. Może kwestia ilości stron i papieru offsetowego sprawia, że tomik nieco faluje, ale wydaje mi się, że wepchnięcie na półkę magicznie uleczy go z tej przypadłości. Czytamy od lewej do prawej czyli jak klasyczny komiks, a nie jak mangę (dla mnie to bardzo dobrze, dziwnie się czuję widząc polskie komiksy rysowane "od tyłu"). Onomatopeje są rysowane przez autorkę, a typesetting nie zwrócił jakoś specjalnie mojej uwagi. Cena okładkowa komiksu to 24,90 zł, co biorąc pod uwagę format, oraz fakt, że komiks jest niskonakładowy, jest całkiem dobrą ceną.

 


Opis wydawcy brzmi tak:
Czy przeszczepione organy zachowują cząstkę duszy ich dawcy?
Co się stanie, jeśli ktoś dosłownie skradnie ci serce?
Dlaczego nie powinniśmy widzieć swojego anioła stróża?
Tulio, przedwcześnie zmarły ekstrawertyk włoskiego pochodzenia, i Autio, przerażony codziennością socjofobiczny introwertyk, powoli odkrywają odpowiedzi na te pytania. Tymczasem z ich otoczenia dzień po dniu znikają znajome osoby, a miasto opanowuje plaga hybrydycznych stworzeń zwanych Wolpertingerami...
Hitohai powraca z nowym komiksem! Autorka "Česarego", "Materii dziwactwa" i "Red Dady" ponownie daje popis swoich niepowtarzalnych umiejętności. Unikalna, ekspresyjna kreska, zakręcona do granic możliwości fabuła i ironiczny, cięty humor to znak rozpoznawczy Hitohai. Ten komiks ma nie drugie, nie trzecie, ale nawet dziesiąte dno! Do historii można wielokrotnie powracać i nigdy się nie nudzić, za każdym razem dając się zaskoczyć. Czy jesteś gotowy na podróż do zwariowanej rzeczywistości absurdalnego humoru? Nie przegap najnowszego dzieła Hitohai! 
Jeżeli sam opis nie klaruje wam do końca o czym może być ta historia, powinien wam to wyklarować gatunek... który w tym przypadku nic wam nie wyklaruje, bo mamy tu do czynienia z komedią, dramatem, horrorem, groteską, zakazaną miłością, boys love z seksami też się pojawi, zabawę konwencją, przerwy na kącik kulinarny, tematy religijne... Myślę, że nawet recenzja nie jest w stanie wam tego dobrze wyklarować i komiks ten jest czymś, czego każdy z nas powinien doświadczyć sam, żeby go ocenić.


Patrząc z boku, nie znając autorki, ma się wrażenie, że rysuje ona głównie dla siebie. Nazwy są w różnych językach, bohaterowie również mówią w różnych językach, zza zakrętu zaraz wyskoczą nam onomatopeje po japońsku... Wydaje mi się, że gdyby autorka chciała być w pełni zrozumiana to w komiksie pojawiłoby się trochę przypisów. Skąd, po co, dlaczego. Ale tutaj, jeśli czytelnik chciałby ogarnąć wszystko, co dzieje się w danym kadrze... nie do końca będzie w stanie. Niektóre rzeczy umkną jego uwadze. To jednocześnie wada i zaleta komiksu. Wada, bo człowiek chciałby wszystko ogarnąć, a nie każdy może. Zaletą, bo autorka wydaje się rozwijać swoją historię nie przejmując się tym, co może sobie pomyśleć czytelnik i dzięki temu sprawnie rozwija kreację świata przedstawionego w komiksie. Mnie się bardzo przyjemnie czyta te nieco chaotyczne historie, które jednak w jakiś sposób się w końcu układają. Miło się patrzy na twórczość kogoś, kto ma w sobie tyle wolności umysłu. Czasem tylko zastanawiam się trochę ile z lektury tracę, nie wyłapując jakiegoś nawiązania.


To czego się bałam w tym komiksie, to wchodzenie na tematy religijne. Szczerze powiedziawszy dla mnie to grząski temat, bo za często koncept religii w komiksach ukazuje ją jako "tą złą". Do tego dorzućmy nienawiść typowego Polaka do kościoła i pokazywanie w każdym memie jak to cudownie być ateistą... Kiedy zobaczyłam przykładowe strony tutaj trochę się tego obawiałam. I chociaż tematy religijne są tu poruszane i znajdziemy tu Hymn o Miłości, krzyż, nawiązanie do Arki Noego, hasła o Watykanie, a zza rogu wyskoczy nam zaraz typowa moherowa babuszka, to jednak mamy do czynienia z wykreowaną na pewnej bazie religią, która tylko w kilku momentach nawiązuje do znanych wszystkim motywów.

Drugim teoretycznym odstraszaczem będzie dla niektórych motyw BL, który jest punktem zwrotnym w całej opowieści. Może to być problem nie do przeskoczenia dla osób, które są wręcz uczulone na ten gatunek. Dla całej reszty, której jest obojętne czy taki wątek pojawia się jako element całej układanki, nie powinien on stanowić problemu. Fani gatunku za to pewnie nawet się ucieszą z tego elementu.


Wolpertingery (hybrydy zwierzątek, strasznie urocza rzecz w moim mniemaniu) i ludzie-Wolpertingery to nie jedyne istoty, które nie są zwykłymi ludźmi w komiksie. Mamy tutaj do czynienia z aniołami, świętą Mundycją, Mummelseegeistem i jego córkami, głowami na patyku i mnóstwem innych dzikich istot tworzących ten wspaniały życia krąg. (w sumie jak patrzę na listę tych postaci to jednak przydałoby się trochę przypisów dla nieguglatych). Postaci mamy całą galerię, a każda z nich odgrywa jakąś rolę w historii. Każda z nich ma swoją historię, swój charakter i intryguje, chociaż pamiętajmy, że mamy do czynienia z jednotomówką i nie dowiemy się wszystkiego. Chciałoby się o nich wszystkich napisać więcej, ale czuję, że muszę się ograniczać do minimum, żeby nie spoilerować, a tym samym nie zepsuć wam lektury. W każdym razie - sama główna oś fabularna obracająca się wokół Autio i Tulio ma swój bieg, jest wyjaśniona, obrót sprawy jest naprawdę ciekawy. A że do tego pojawia się mnóstwo innych wątków i elementów sprawia, że czytelnik jest zajęty cały czas.

Kreska Hitohai jest specyficzna i po przeczytaniu tomiku można ją pokochać, lub uznać, że to nie wasza estetyka. Ja uwielbiam ten styl, kanciaste kontury, te długie kończyny, zamiłowanie do używania perspektywy rybiego oka, operowanie czernią i bielą. W tej kresce drzemie też nutka psychodelii, która idealnie pasuje do opowiadanych przez autorkę historii. W sumie to, że komiks miał już dodruk zanim dostałam swój egzemplarz, świadczy o tym jak zarówno historia jak i kreska potrafi zaczarować czytelników i kiedy polubią jeden komiks autorki, będą chcieli przeczytać więcej.  Rysunki na kolejnych kadrach wydają się stabilne i naprawdę widać, że mamy tu do czynienia z wypracowanym stylem. Jeśli chodzi o tła to są i takie, które są rysowane, ale znajdą się czasem pojedyncze elementy z rastrów/zdjęcia przerobione na rastry. Z osobistych odczuć - zdecydowanie wolę, kiedy autorka operuję czernią i bielą, mniej podobają mi się w jej komiksach rastry. Jakby to ująć... chociaż rastry w jej komiksach są naprawdę w porządku, to po prostu czarno-białe rysunki działają na mnie dużo bardziej. Mam wrażenie, że ten akapit jest krótki, a jednocześnie wiem, że ile bym nie pisała o tej kresce, nie będę w stanie napisać wszystkiego, co bym chciała.



Kadrowanie jest dla mnie czytelne, ale przy pierwszym czytaniu miałam problem ze zbyt szybkim i za mało płynnym przeskakiwaniem między kolejnymi scenami. W komiksie dużo się dzieje więc czasem dopiero po chwili potrafiłam się zorientować co się dzieje, ile czasu minęło i gdzie właśnie się znajdujemy. Urywanie jednego wątku i rozpoczynanie kolejnego kilka razy zadziało się dla mnie zbyt nagle. I nie chodzi mi tutaj o pojawianie się autorki z koalą (sama w swoich starych komiksach wyskakiwałam w kadry z hasłami "zrób sobie przerwę na herbatę") - to mnie akurat naprawdę ubawiło.


Autorka wypowiada się właśnie tylko w momentach, w których pojawia się w komiksie. Posłowie nie jest pisane przez autora, ale przez Vanitachi. Wolałabym tam widzieć kilka słów od autorki, albo notkę biograficzną, bo za pierwszym razem ta notka mnie jakoś odrzuciła. Zastanowiłam się przez chwilę dlaczego tak jest i po prostu nie lubię dostawać nagle, z zaskoczenia, zaraz po przeczytaniu komiksu, cudzej opinii na talerzu. Tak najzwyczajniej na świecie. Dlatego moja rada jest taka - najpierw przeczytajcie sobie komiks, odłóżcie go na chwilę, wyróbcie sobie o nim własną opinię. Jeśli potrzebujecie - przeczytajcie go drugi raz. I dopiero wtedy przeczytajcie notkę na końcu komiksu - to moment, kiedy zyska ona na wartości. Teraz, kiedy czytam ten wywód na końcu, jest on dla mnie całkiem w porządku, ale nie potrzebowałam go zaraz po zakończeniu lektury.

Zanim moja recenzja stanie się jeszcze większym bełkotem, zadam sobie ostateczne pytanie zadawane w każdej recenzji - czy kupiłabym ten komiks jeszcze raz? A, no kupiłabym. Kupiłabym też dodruki komiksów autorki, których nie byłam w stanie kupić wcześniej, bo jej twórczość wzbudza we mnie prawdziwe zainteresowanie. Gdyby ktoś inny mnie zapytał "Czy warto kupić ten komiks?" to założyłabym, że nie zna autorki. Bo jeśli zna jej twórczość, to z (mniejszą lub większą) łatwością będzie sobie w stanie odpowiedzieć na to pytanie. A jeżeli nie zna - warto żeby poznał i wyrobił sobie własną opinię. Dlatego do zakupu zachęcam.

P.S. Małe ogłoszenie parafialne, za przykładem innych mangoblogerów postanowiłam założyć fanpejcz, na którym będę zapowiadać moje nowe notki. Fanpejcz można odwiedzić i polajkować tutaj.

{ 32 komentarze... read them below or Comment }

  1. O kurczę.
    Bardzo ciekawa jestem tego komiksu, samej autorki nie znam (aż wstyd się przyznać... :D), ale zainteresował mnie Twój opis, a sposób rysowania także mi się podoba. Te zwierzątka są przeurocze! <3
    No i cena nie jest wygórowana... Chyba się skuszę jak najszybciej, żeby potem nie było już za późno. :')

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, skoro ja już dostałam komiks z dodruku, to tym bardziej warto się chyba pospieszyć, żeby nie czekać na kolejny XD

      Usuń
  2. Już wcześniej słyszałam wiele dobrego o komiksach Hitohai, jak Studio wydało jej poprzednie komiksy, ale jakoś nigdy nie było okazji żeby się z nimi zapoznać. Autorka ma bardzo ciekawy styl (przeglądając jej prace na devie) i fajnie eksperymentuje z perspektywą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na devie w sumie było całkiem sporo stron tego komiksu, nie wiem jak jest teraz, za leniwam, żeby sprawdzać, skoro mam egzemplarz na papierze C:

      Usuń
  3. Fajnie, że powstają tego typu komiksy, ale ten zdecydowanie nie jest dla mnie. Jestem jedną z tych "uczulonych na BL" osób. ;)
    Pozdrawiam! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy lubi wszystko, ale dla mnie jest to wątek jak każdy inny :)

      Usuń
  4. Tak się zastanawiałam, czy w tym będzie BL. I jest :)
    Lubię komiksy Hitohai, zarówno humor jak i specyficzna kreska do mnie trafiają. Choć ten tytuł trochę trąci mi Cesarym, w sensie mają podobne elementy fabuły. Jak będę mieć okazję, to sobie go kupię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Cesarego nie czytałam, więc nie mogę się odnieść ;)

      Usuń
    2. W takim razie polecam, bo to jedno z fajniejszych mangopolo wydanych tak "oficjalnie".

      Usuń
    3. Też miałam duże dejavu jak zaczęłam czytać. Wydaje mi się, że ze względu na to, że możemy przyjąć fakt że są albo wspólne uniwersa, albo po prostu puszczenie oka do fana można to niejako olać. Bo mamy zarówno delikatne smaczki z Cezarego, jak i dość dużo z Materii.

      Usuń
  5. Świetny opis, myslę, że to to może być ciekawy tytuł. Nie jestem znawczynią komiksów, więc autorów też nie specjalnie kojarzę. Ale kreska mi się bardzo podoba i koncept jest dobry - mój gust!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak przeczuwasz, to musi coś w tym być :D

      Usuń
  6. Czasami udaje mi się znaleźć w Matrasie w Galerii Rzeszów takie stare stare komiksy z wydawnictwa Kasen (które już nie istnieje). I właśnie udało mi się znaleźć kilka takich mang polskich autorów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z KASENu mam kilka manhw, ale z polskich komiksów tylko antologię komiksową, w której sama brałam udział XD

      Usuń
    2. O, z ciekawości - w której z antologii? Bo szukałam, ale pod Otai nie znalazłam, zgaduję że figurujesz tam z imienia i nazwiska :)

      Usuń
    3. Jestem literką O w "Studiu MOP". Tho tylko tam doraźnie pomagałam, a całe "D'mon delight" jest parodią tak wielu rzeczy, że to nie do ogarnięcia XD

      Usuń
    4. Aha, dzięki za info! :D

      Usuń
  7. Kupiłam i czytałam jej doujina do Death Note'a i był przezarąbisty ;-; To na pewno też kupię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było kiedyś chociaż przejrzeć tego doujina, ale skoro nie mogę - będę czekać na dodruki jej komiksów :D

      Usuń
  8. Hitohai to klasa. Cieszę się, że nie spoczęła na laurach i działa dalej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że fandom o niej nie zapomniał i tak dobrze się sprzedaje :D

      Usuń
  9. Kanciasta kreska, ale w sumie nie wygląda źle ;D
    Omg kaczusie *^*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle dziwnych stworów, a córcia zwraca uwagę na rastry, bo kaczusie <3

      Usuń
    2. Kaczusie to bardzo ważna rzecz jest no XD myślę, że wrzuciłaś akurat tę stronę specjalnie XDXD

      Usuń
  10. Kryste, snię o tej mangopolo.
    Z tego, co piszesz, wynika, że Hitohai ma ten sam problem, co ja - tworzy zbyt hermetycznie i powinna pisać przewodniki o tym, jak zrozumieć w pełni twór i wszystko wyłapać.
    ,,Do tego dorzućmy nienawiść typowego Polaka do kościoła i pokazywanie w każdym memie jak to cudownie być ateistą... "
    ;_; Właśnie ,,typowy Polak" jest zaślepiony swoim uwielbieniem do Kościoła.
    Boję się, że to wszystko będzie taką kpiną z nauki, w sensie będzie jakimś okropnym pseudonaukowym bełkotem.
    Nie wiem, nie wiem, czy to kupić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, zwłaszcza w internecie, jest coraz więcej typowych Polaków-ateistów zakrawających na święte krowy "bo oni są ateistami, to mogą jechać po każdej religii", zapominających, że najlepiej o tym, że są wychillowanymi ateistami świadczyłoby trzymanie nosa we własnym bagnie. I raczej z takim obrazem kojarzy mi się teraz "typowy Polak z internetu".

      Nie ma tam raczej pseudonaukowego bełkotu, raczej dużo nawiązań historyczno-kulturowych. A co do hermetyczności - w normalnych mangach kiedy pojawia się postać z danej kultury od razu daje się przypis (jeśli tłumaczenie tego wymaga + jeśli tłumacz jest na tyle bystry, żeby to zrobić), tutaj mi tego zabrakło, zwłaszcza jeśli ktoś nie wszystko ogarnia bez guglowania.

      Usuń
  11. Nie ogarniam ludzi którzy najpierw zerkaja na ostatnią stronę. Recenzja Vanitachi jest bardzo dobra, delikatnie tłumacząc nowemu czytelnikowi zawily świat Hitohai. Zaś ja odbieram całość jej historii za bardzo spójną w swoim własnym chaosie. Nigdy ale nigdy nie czyta się dzieł Hitohai jeden raz. Przy drugiej lekturze często historia zmienia się na tyle, że jesteśmy w stanie więcej zrozumieć i nadal dobrze się bawić. Dodanie jakichkolwiek przypisów byłoby jak danie puzzli z numerem na tyle i instrukcją obsługi a nie o to chodzi. Dla mnie frajdę zawsze sprawiało wylapywanie co nowszych niuansow ukrytych w tle. I właśnie to najbardziej w Hitohai uwielbiam. Każdy może podejść do tego komiksu na swój własny sposób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co ma pierwsze zdanie do recenzji, ale ja np. jak oglądam anime to lubię sobie czasem popatrzyć na którym momencie dany tomik mangi się kończy. :)

      Dobrze, że dla kogoś ta recenzja Vanitachi okazała się bardzo dobra, ja po przeczytaniu jej na końcu tomiku raczej miałam odmienne odczucia, ale uznałam, że w recenzji po prostu doradzę czytelnikom, żeby najpierw przeczytali komiks przynajmniej ze dwa razy i sami ruszyli głową, zanim siądą do lektury posłowia i postanowią dowiedzieć się co myśli o tym ktoś inny.

      Po samej ilości pytań "Czy ta manga nadaje się dla dwunastolatka?" przewalających mi się po blogu widzę jak ostatnio spada wiek osób, które go czytają, więc recenzję piszę też często uwzględniając ich "tok myślenia". No i jak dla mnie przy coraz młodszym czytelniku, któremu nie będzie się chciało sprawdzać kim są dane postacie i skąd wzięła się ich geneza, wielu ludzi po prostu nawet nie sprawdzi kim one są i uznają je za jakieś niewyjaśnione wymysły autorki. Dlatego na końcu tomiku chętnie zobaczyłabym jakąś łopatologię w stylu "panie, nazwy tych postaci nie wzięły się znikąd".

      Usuń
  12. A ja hejcę Hitohai bo kupiłam kiedyś Materię Dziwactwa i bardzo jej nie lubię xD Ale nie będę tu wylewać swoich żali bo kogo to, będę się za to cieszyć, że Tobie podpasowało :) Może gdybym miała taki sentyment jak Ty to byłabym łagodniejsza, w końcu do prac Slotshe też musiałam się przekonać, ale ten lolrandum humor mi po prostu nie pasi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Slotshe miałam tylko Wicked, tak jak wspominałam na początku, a to trochę mało... pamiętam, że jak czytałam go za pierwszym razem to mi się nawet całkiem podobał, ale to było tak dawno, że pisałam sobie zgody od rodziców na konwenty...

      Usuń
  13. Zaczęłam się zastanawiać nad tym komiksem, kiedy zobaczyłam go na Yatcie, ale nie chciałam kupować go całkiem w ciemno. Twoja recenzja jest więc dla mnie bardzo przydatna. :D
    Jestem bardzo ciekawa tej historii. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :D. Muszę poszukać innych tytułów, których recenzji jest bardzo mało i znowu coś naprodukować.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -