Posted by : Otai niedziela, 7 lutego 2016

Wokół tego tytułu krążyłam już od jakiegoś czasu. Jestem ogólnie fanką rozwoju mangopodobnych nurtów w komiksach poza Krajem Kwitnącej Wiśni i chociaż mam swoich ulubieńców np. w Niemczech i już wypatrzone tytuły, które kupię w druku, to u nas nie jest już tak wesoło. Przyglądając się  obecnym twórcom mangopolo (załóżmy, że tak ogólnie nazwę ten nurt) nie czuję się póki co zachęcona przez polskich wydawanych autorów. Co nie znaczy, że nie cieszę się z ich małych i większych sukcesów. Na przełomie ostatnich lat ze wszystkich tytułów, które udało się oficjalnie wydać, ten jeden przyciągnął moją uwagę najbardziej. Wydawał się być najbliższy mi humorem, bo autorka jest do mnie zbliżona wiekiem i nie musiałam się raczej obawiać "gimbusiarskiej mentalności". No i tematyka sportowa wydawała mi się neutralnym gruntem, który można wykorzystać w naprawdę różnorodny sposób. To, co mnie jednak zatrzymywało przed kupnem tomików to tempo ich rysowania - myślałam przez pewien czas, że po prostu kupię serię w całości. Wcześniejszej twórczości autorki kompletnie nie znałam, bo zupełnie nie trafiała z fandomami jeśli chodzi o rysowane przez siebie doujiny, ale w końcu mogłam zabrać się za jej oryginalną historię... Swoją drogą może sama powinnam porysować jakieś oryginalne prace, a nie tylko ciupać i drukować doujiny z YowaPeda...





Tomiki "Viva La Fifa" pierwszy raz ujrzały światło dzienne w 2011 i 2012 roku, autorka wydała je na własną rękę i opis tych wydań można przeczytać np. na portalu Tanuki. W grudniu tego roku zaopatrzyłam się w 2 tom w wydaniu wydawnictwa Kotori (1 tom dosyć ułomnie udało mi się wynegocjować jako egzemplarz recenzencki, ale nie oszukujmy się - nie umiem w ich zdobywanie). Wersja wypuszczona przez wydawnictwo Kotori w 2014 i 2015 roku ma nieco zmieniony projekt okładki, lepszą jakość, inny typesetting oraz przerysowane niektóre sceny/poprawione wybrane rysunki. 


O  czym właściwie jest "Viva la Fifa"?

 Jak sam tytuł sugeruje - w pewnej części na pewno jest to manga o piłce nożnej. Nie ma co prawda nawału terminologii, jak to często bywa w mangach sportowych, ale widzimy fragmenty przynajmniej kilku meczy - widzianych głównie oczami głównego bohatera, który jest w sumie nietypowo bramkarzem, przez co rzeczywiście łatwiej okroić pokazywane momenty meczu. Widać, że autorka lubi oglądać piłkę nożną, ma swoje ulubione drużyny, a dodatkowo swój komiks rysowała częściowo w okresie szału na Euro 2012, kiedy fascynacja piłką nożną była jeszcze bardziej intensywna niż zwykle w Polsce. Jak każda sportówka - jest to też, jak można było założyć od razu, historia o relacjach między postaciami, budowaniem drużyny, szukaniu motywacji, traumach z przeszłości, znajdowaniu drogi do sukcesu - czyli to, co bardzo wiele osób (w tym ja) uwielbia w sportówkach najbardziej.

Poza tym - jest to również historia o multikulturowej szkole w Rio de Janeiro. Mamy tutaj taką mieszankę wybuchową narodowości i osobowości, że znajdą się i miejscowi, i Japończycy, i Europejczycy... ogólnie mieszanka wybuchowa. I chociaż założenie multikulturowej szkoły może wydawać się na pierwszy rzut oka trochę nierealistyczne, to każdy z bohaterów ma jakiś powód, żeby mieszkać właśnie w Rio, a sama szkoła jest całkiem nieźle opisana.

Dla mnie chyba najciekawsza część serii - życie w Rio, życie w Brazylii. Bohaterowie są nie tylko różnej narodowości, ale pochodzą z różnych kast społecznych. Czasem czytelnik wie więcej o bohaterach niż inni członkowie drużyny, a czasem tylko dzięki ich wspólnym relacjom może się domyślać jakie są tak naprawdę układy między nimi. Nie wiem ile wiecie/czytaliście o życiu w Rio  i na ile ogarniacie jak np. wielki rozrzut jest pomiędzy Cocacabaną, a życiem w fawelach, i chociaż "Viva la Fifa!" łopatologicznie wam tego nie opowie, to znajdziecie w niej elementy wprowadzające was w życie w drugim co do wielkości mieście w Brazylii. Mieście, gdzie oprócz przepięknych zabytków i bogatych dzielnic, przestępczość i ilość trupów z roku na rok wręcz rośnie. Autorka komiksu zdecydowała się na wprowadzenie do fabuły swojego komiksu wątku narkotykowego (włączając w to krew i strzelanki :)), który wkracza z przytupem w drugim tomie i zaczyna być właściwie tak samo ważnym głównym wątkiem komiksu jak piłka nożna.



Na tym etapie pisania przeze mnie recenzji możecie już zauważyć, że za wielki plus tej historii uważam wielowątkowość, więc dorzućmy do niej jeszcze rodziny bohaterów. Tak, właśnie, rodziny bohaterów, czego w wielu sportówkach brakuje, a co chwalą sobie np. fani "Oofuri" ;). Mamy też kilka zalążków wątków romantycznych, których mam nadzieję, że do samego końca będzie tak niewiele, jak było do tej pory, bo mnie osobiście większa ilość byłaby dla mnie w tym tytule zbyt ciężkostrawna. Bracia, siostry, rodzice... wszyscy mają jakiś charakter, jakieś hobby, jakąś historię do opowiedzenia. I w tym momencie wchodzą do akcji nasi bohaterowie...



Bohaterowie główni, ale i tacy, których mamy ledwo zarysowanych. No bo tak naprawdę to ile wątków i ile osobowości można zmieścić w dwóch tomach? Wydaje mi się, że właśnie dlatego "VlF" może początkowo odstraszać. Charaktery niektórych postaci są wręcz "liźnięte" i nie można jeszcze zbyt wiele o nich powiedzieć. Najłatwiej chyba określić głównego bohatera - Jurka - z którego perspektywy przedstawione jest wiele różnych wydarzeń i kiedy mamy momenty narracji pierwszoosobowej, najczęściej jest to jego narracja właśnie. O jego postaci można od razu powiedzieć jedno - ma typową polską mentalność i bardzo łatwo się z nim zidentyfikować w pewnych kwestiach.

Autorka ma niby na te braki w postaciach jakiś sposób - prowadzi tumblra, na którym bohaterowie odpowiadają na pytania, ale mnie takie portale społecznościowe nie bawią i oceniam sam komiks, dlatego mam nadzieję, że w kolejnych tomach postacie zostaną odpowiednio rozwinięte.

Oprócz poważnych wątków, mamy tu oczywiście całkiem sporą dawkę humoru, jest całkiem sporo żartów, które będą śmieszyć każdego, trochę memów internetowo-animowych, a także małe, malutkie smaczki dla starych mangowych wyjadaczy. Najbardziej chyba zacieszałam do tego:

Kreska "Viva la Fifa" jest specyficzna... Już na pierwszy rzut oka z pierwszym tomie widać jak bardzo jest nierówna. Sceny gry w piłkę wydają się często naprawdę dopracowane i widać, że dynamiczne, ale zaraz potem pojawia się statyczna postać z naprawdę krzywą buźką. Gdybym miała strzelać (to Jurek by nie obronił, badum tsss) powiedziałabym, że to właśnie (przynajmniej niektóre) sceny dynamiczne są nowe i poprawione, a całkiem spora część statycznych została taka, jaka była. Nie porównywałam do poprzedniej wersji, po prostu patrząc na obrazki mam głównie takie odczucie. Kreski "Viva la Fify" nie można nazwać piękną, ale z pewnością można nazwać pasującą do całej historii, do przedstawienia postaci, czyli wbrew pozorom wypada korzystnie, kiedy już się czyta całą historię. Pojawia się dużo chibików, scen śmiesznych, uroczych, komiksowych i kiedy na nie patrzę to mam wrażenie, że te komiksowe ekspresje rysowane przez autorkę wyglądają się dużo bardziej profesjonalnie, kreska jest pewniejsza, niż jej mangopodobne próby. Bardzo możliwe, że rysując w bardziej typowo komiksowej stylistyce zebrałaby dużo więcej pochwał czytelników.... Ale wtedy ja pewnie bym po ten komiks nawet nie sięgnęła. Mnie bardziej interesuje rozwój mangopodobnych komiksów w Polsce niż komiksu polskiego ogólnie, więc patrzenie jak autorka rozwija swój styl mangowy i robi w nim małymi kroczkami postępy przynosi mi naprawdę dużo przyjemności. Chociaż kreska tego tytułu nie przyciąga, to nie jest też jego wadą. Na pewno należy pracować zarówno nad kreską, jak i kadrowaniem, ale najważniejsze jest to, że jest już materiał, na którym można pracować. W tłach i rastrach przeszkadzały mi tylko odcienie szarości, które wyglądały jak po prostu pokolorowane na szaro elementy, a nie jak rastry, nie wiem czy to kwestia druku, czy taki był zamysł. Tła dzielą się na rysowane samodzielnie, wykorzystane gotowce (na końcu tomiku jest napisane, skąd brane były rastry - brawo, tak powinno być zawsze i u każdego). W kilku przypadkach pojawiają się przerastrowane zdjęcia i obrazy (na przykład kiedy trzeba łopatologicznie naprowadzić czytelnika, że akcja dzieje się w Rio de Janeiro lub kiedy Jurek wyobraża sobie jakieś klasyki polskiego malarstwa). No i z ręką na sercu - nie we wszystkich scenach wyłapałam, która postać to która - najwięcej problemów sprawiło mi rozróżnienie Ismaela i Zorana w niektórych scenach.



Wydanie Kotori jest formatu A5, okładki są kolorowe, przeprojektowane z pierwotnej wersji, nie ma obwoluty, nie ma skrzydełek, za to jest prosta okładka z laminatem błyszczącym. Papier biały, strzelam, że offset 80/90g, czyli taki jak w mangach Kotori. Druk, jeśli chodzi o czerń, jest bardzo dobry, na kontrast też nie można narzekać i widać wszystkie rastry. Szkice autorki w posłowiu również są całkiem nieźle widoczne. Czasem niektóre linie wydają się trochę rozedrgane/poszarpane (widuję taki druk w niektórych manhwach od Yumegari i w przypadku Kotori zdarzyło mi się to również, nie wiem czy to kwestia materiałów do druku czy drukarni), ale tylko taki świr jak ja jest w stanie to zauważyć, dla zwykłego zjadacza chleba powinna to być całkiem normalnie drukowana pozycja. Seria ma jeden minus - o ile istnieją marginesy zewnętrzne, to marginesów wewnętrznych brakuje. Zwłaszcza kiedy trzeba rozchylać tomik, żeby przeczytać jakiś dialog i fajnie by było, gdyby w kolejnych tomach się pojawiały częściej. Typesetting jest dobry, chociaż zdarzył się np. fragment, gdzie dymek do tekstu jest w kształcie falującej wstążki, a tekst leci sobie prosto, wychodząc poza ramy tego dymku. Z osobistych kwestii pojawia się tam jedna czcionka, za którą nie przepadam, wykorzystywana do dialogów pisanych poza dymkami. Dialogi czyta się płynnie, ale czasem rozwalają mnie onomatopeje. Są oczywiście nieźle postawiane, ale chociaż spora część jest polskich, to kiedy opisywana jest jakaś kwestia emocjonalna czasem pojawiają się angielskie opisy uczuć ("forever in love", "badass mood"). Trochę mnie to wybijało z rytmu czytania, ale pewnie tak naprawdę nikomu to nie przeszkadza.

Chyba największym problemem tej serii jest zagadka - Jak często będzie wychodzić? Czy autorki nie pochłonie życie/inny projekt/prawdziwa praca? Czy doczekamy się końca historii? Czy uda się wydawać chociaż jeden tomik na rok? To chyba najbardziej powstrzymywało mnie przed zakupem. Ja mam nadzieję, że jednak jakoś to będzie i uda mi się skompletować całość historii. Tak w ciągu najbliższych 5 lat byłoby całkiem optymistycznie. W każdym razie na to liczę, bo ta lektura przyniosła mi właściwie więcej radości z czytania, niż niektóre mangi i nowelki, z którymi ostatnio się umęczałam.

{ 20 komentarze... read them below or Comment }

  1. Jurek, bramkarz ... autorka jest chyba fanką Jerzego Dudka XD
    Myślę, że pykanie komiksu w Polszy o piłce nożnej jest trafne, bo nad Wisłą to się ludzie jarajo piłką nożną (jakby było czym X"D) jak Japończycy baseballem
    Rozumiem twoje obawy o wydawanie tego :x nigdy nie wiadomo czy się lala nie znudzi komiksem i nie rzuci go w kąt xD
    świnka morska A+

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znudzi, nie znudzi, studia się skończyły to trzeba pracować i tu może pojawić się problem natury życiowej xD.

      Usuń
    2. Oczywiście, że Jurek-bramkarz nie jest przypadkowy :DDD A co do tematu, to może i w Polsce dużo jest fanów piłki nożnej, ale najczęściej nie są wtedy też fanami komiksów... no, może to się będzie powoli zmieniać, mam taką nadzieję ;)
      VF się dopiero rozkręca, więc nie ma mowy, by mi się znudziła, ta organizacja czasu to już gorzej - ale znalazłam sposób na skończone studia, poszłam na doktoranckie :DDD (czyli teraz studiuję, piszę doktorat i pracuję, do grudnia w dwóch miejscach jednocześnie... nie pomaga to w znalezieniu czasu na komiks, ale z pomocą kawy i energetyków dam radę XD ! ...albo wrócę na tarczy, nvrmXD )

      Usuń
    3. Vigor Upa pij, najzdrowszy z tego wszystkiego XD

      Usuń
  2. Ja tam lubię twoje doujiny z YowaPeda... i mam nadzieję że, jeszcze kiedyś będę mogła coś od Ciebie poczytać. :3 Kilka razy zastanawiałam się nad zakupem tego tytułu, teraz już wiem że, warto. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam nadzieję, że niedługo coś porysuję, czekam na wenę, ale myślę, że ona nadejdzie dopiero, kiedy będę wiedzieć jak stoję z innymi sprawami niż rysowanie xD

      Usuń
  3. Ciekawi mnie ten tytuł, ale go nie kupię. Nie-mangowe komiksy to nie moja bajka, chociaż o piłce nożnej jak najbardziej bym poczytała.
    Recenzja jak zwykle świetna. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej z nie-mang, ale mangopodobnych tworów lubię "What happens in Carpe Diem?", "TEN" i "Always raining here", niestety żaden z tych tytułów nie jest polski TwT

      Usuń
  4. Heeeej, bardzo dziękuję za recenzję mojego komiksu, szczególnie za podaną w przyjemny sposób krytykę :D (swoją drogą, chyba po raz pierwszy ktoś pochwalił moje dynamiczne ujęcia, zazwyczaj to to kuleje w moich pracach XD). Sprostuję tylko, że VF nie powstawało na hajpie związnym z Euro, bo zaczęłam je rysować we wrześniu 2010 (czyli jak sama dostałam hajpa na punkcie piłki nożnej po MŚ). No, a o innych bohaterach będzie więcej w kolejnych tomach, w końcu to jedenastu chłopa i ciężko i upchnąć w każdym rozdziale :D Nie mniej, jeszcze raz bardzo dziękuję, miło jest poczytać, że moja praca, mimo niedoskonałości, została zauważona i w jakiś sposób jednak sprawiła, że miło spędziło się lekturę :) Po trzeci tomik do recenzji zapraszam do siebie, jak tylko się pojawi (trochę mnie zjada doktorat, ale tak, VF tworzy się nadal). No i powodzenia z Twoimi projektami! Chętnie poczytałabym jakąś dobrą polską mangę (szczególnie sportówkę)... doujinami też nie pogardzę, choć YP niestety nie znam (przynajmniej jeszcze!) - na razie pochłonęło mnie HQ... dobrze, że nie przepadam za siatkówką, jeszcze trudniej byłoby ją rysować :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałam na myśli to, że inspiracja Euro pojawiła się w trakcie lektury.
      YP polecam poznać, dla mnie jest trochę inne niż reszta sportówek, bo jednak kolarstwo, chociaż drużynowe, ma inną formę niż wspólna gra na jakimkolwiek boisku.

      Są mangi, w których dynamiczne sceny są gorsze i mniej czytelne, a tutaj dodatkowo jest to jakby nie patrzeć komiks fanowski, dlatego według mnie dynamika wcale jakoś bardzo nie kuleje. ;)

      Usuń
  5. Do tej pory kompletnie nie interesowałam się tym tytułem, jednak przyznam, że teraz patrzę na niego trochę przychylniej i jestem ciekawa, co bym w nim znalazła. Może akurat kiedyś kupię. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej niepozorny tytuł, na pierwszy rzut oka nie przyciąga, więc uznałam, że warto napisać o nim kilka słów :D

      Usuń
  6. No, ciekawiła mnie recenzja tej mangi, jak dobrze, że jesteś, Otaju.
    Gimbusiarska mentalność dotyczy nawet osób w wieku czterdziestu lat, potwierdzone info.
    ,,Swoją drogą może sama powinnam porysować jakieś oryginalne prace, a nie tylko ciupać i drukować doujiny z YowaPeda..."
    +1, przez to, że do YP mnie nie ciągnie, tracę możliwość napawania się otajowymi dziełami, ale coś czuję, że to prędzej ja wydam ten swój komiks razem z Nagyszy...
    Pierwszą wersję wydalo TCD, prawda?
    Kryste, to ma dobrze przedstawionych bohaterów, to ma wątki, ba, to ma wiele wątków! Jestem w szoku. No dobrze, po prostu mam złe doświadczenia z mangopolo, może powinnam poczytac sobie te od Yumegari, to mi przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, pewnie szybciej wydacie, bo jeśli ja narysuję coś seojego, to wrzucę na internety, a nie do druku. XD

      Z tych od Yumegari podobał mi się "Out".

      Usuń
  7. lubię mangi, w którym jest poruszonych kilka wątków :) Jak napisałaś, że manga nie opowiada tylko o piłce nożnej bardzo się ucieszyłam! Może jednak skuszę się na zakup tego maleństwa... tylko, że nie podoba mi się okładka oraz kreska T^T ja to mam problemy >.<
    o Kami-sama! Jaki masz cudowny szablon na blogu! Zakochałam się <3
    Hehe... i Aomine jako górna ikonka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kreska może odstraszyć na pierwszy rzut oka, ale dlatego właśnie chciałam pokazać recenzją, że mimo to warto zainwestować :D

      Usuń
    2. jak kupie to Ci powiem czy mi się podobało :D

      Usuń
  8. trudno nie zauważyć, że zawsze w specyficzny i nieprzyjemny sposób krytykujesz polskie komiksy. czyżby ból dupki? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi trollu, twój komentarz miałby odrobinę sensu:
      - gdyby to nie była moja pierwsza recenzja mangopolo,
      - gdyby nie była pozytywna,
      - gdybym nie była zadowolona z lektury,
      - gdybym nie zachęcała do jej zakupu
      - gdyby różniła się od innych moich recenzji.

      Wniosek jest taki, że warto przeczytać czasem to, co się komentuje.

      A pytanie "czyżby ból dupki?" to takie slangowe powiedzonko, które w każdym przypadku kompletnie nie na miejscu, nieważne kiedy i wobec kogo jest używane :)

      Usuń
  9. Też zastanawiałam się nad kupnem, ale ostatecznie się nie zdecydowałam :) Może tu mój błąd, bo lubię i wspieram jak mogę polskich autorów, a może nie, skoro nie jestem fanką tego typu opowieści (sportówek)... Teraz czuję się jakaś taka rozdarta po przeczytaniu Twojej recenzji...

    OdpowiedzUsuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -