Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai czwartek, 28 stycznia 2016

Wiem, że raczej wyszła z tego mini-recenzja, niż taka prawdziwa, ale i tak chcę ją tutaj opublikować, bo skoro skrobnęłam kilka słów, to szkoda, żeby się marnowała.

Dawno dawno temu obiecałam komuś tę recenzję. Nie pamiętam teraz nawet dokładnie komu, chociaż się domyślam. Przez wiele miesięcy nie mogłam się nawet zebrać w sobie i otworzyć tomiki, które przecież w końcu stały na półce od dłuższego czasu. Z okazji okresu świątecznego postanowiłam ruszyć mangi, za które nie potrafiłam się wcześniej zabrać. I nareszcie - mogłam się zabrać za recenzję. Ponieważ jednak miałam zbyt mieszane uczucia co do wersji mangowej, chciałam sprawdzić też jak prezentuje się wersja animowana.



"Byousoku 5 Centimeter" to produkcja, która ujrzała światło dzienne w 2007 roku w trzech animowanych częściach. Została stworzona przez Makoto Shinkaia. Animacja ta niesamowicie odwzorowuje pewne krajobrazy i miejsca. Jest podróżą bohaterów, dzięki której zanimowano różne zakątki Japonii. I to nie byle jak zanimowano - ruchy, kolory, ujęcia - są cudowne, czego można się było spodziewać. Chociaż, tak jak pisałam, po mandze miałam mieszane uczucia, to wersja animowana była w stanie mnie oczarować i spodobała mi się nie tylko strona wizualna, ale również tempo całej historii. No i muzyka - japońskie szlagiery w wersji instrumentalnej od razu zostawały przeze mnie rozpoznawane. Późnym 2007 została wydana powieść na podstawie filmu, koniec końców w 2010 roku powstała manga rysowana przez Seike Yukiko, kategoryzowana jako seinen.


W 2015 roku Studio JG postanowiło wydać ten dwutomowy komiks inwestując w jego ładne wydanie - wyszedł on w formacie A5, dobry druk (chociaż mnie trafiły się jakieś felerne strony), śliczna matowa obwoluta z lakierem wybranym dająca niesamowity efekt - skusiłam się. Nie znając właściwie filmu, ani historii. Zadaje sobie teraz pytanie - czy lepiej przyjęłabym tę adaptację wcześniej oglądając film? Pewnie tak. No, ale samemu wydaniu nie mam nic do zarzucenia - na półeczce wygląda cudownie.  Onomatopeje zmienione na polskie, typesetting nie moja bajka, ale zostały wybrane różne czcionki, nawet pasujące do tej historii. Tłumaczenia nie czytało się źle, raczej płynnie. Właściwie ładne wydanie to dla mnie największy plus tej historii w wersji mangowej.

Fabuła według opisu wydawnictwa:
Opowieść ta zaczyna się w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy z komórek i internetu jeszcze nie korzystano na co dzień. Był to czas, gdy ludzie pisali do siebie listy, gdy rzeczywistość nie pędziła tak szybko do przodu, a i uczucia wiążące ludzi wydawały się trwalsze. Jest to opowieść o miłości, która przez lata łączyła dwójkę ludzi, chociaż ich losy potoczyły się zupełnie inaczej. Czy będzie im dane jeszcze raz się spotkać?

W sumie o fabule mogę powiedzieć niewiele, pokazuje ona losy bohaterów, których ścieżki życiowe się rozchodzą, a kontakt listowy po latach zupełnie się urywa. Historia bardziej skupia się na głównym bohaterze, niż na pierwszej bohaterce. Manga przedstawia za to jeszcze losy dwóch innych kobiet, które na swojej drodze życia napotkał nasz bohater. Z jednej strony mamy tutaj historię o dorastaniu, z drugiej strony mamy historię o tym, że przeszłość może nie pozwolić nam dorosnąć. Manga może dać naprawdę dużo do myślenia, ale może zostać też odebrana jako historia o irytujących ludziach, którzy ciągle kręcą się w kółko, zamiast zrobić prawdziwy krok naprzód. Ciężko powiedzieć, w co dla czytelnika zmieni się ta historia po zapoznaniu się z nią.



Jeśli chodzi o kreskę mangi jest jak dla mnie miła dla oka, poprawna, ale kiedy potem zobaczyłam film, zrozumiałam, że jego magia nie tkwi głównie w historii opowiadanej samej w sobie, ale w wizualnej części filmu, przepełnionej widokami i kolorami. Nie będę narzekać na kreskę, bo przecież jest w porządku i świetnie nadaje się do opowiedzenia takiej historii o zwykłych, przeciętnych ludziach. Jeśli szukamy zwykłej obyczajówki to ta kreska zdecydowanie się sprawdzi. Jeśli szukamy magii obrazu - jednak trzeba sięgnąć po film.




Recenzja miała być ogólnie dłuższa, ale prawda jest taka, że pisałam ją w Święta Bożego Narodzenia 2015 i od tamtego czasu wiele wątków zniknęło w mojej głowie.. Cieszę się, że przeczytałam tę mangę, a potem sięgnęłam po film. Jeśli ktoś lubi mieć naprawdę fajnie prezentujące się wydania na półce - też będzie zadowolony. Ja głównie dlatego trzymałam ją u siebie przez tyle czasu (nie czując nawet potrzeby czytania). Ale w dłuższej perspektywie dla mnie była to manga do przeczytania na jeden raz i jeżeli wrócę do tej historii - to obejrzę film. Dlatego przy okazji ostatnich porządków mangowych zdecydowałam się pożegnać z tytułem - robiąc mu kilka zdjęć na pożegnanie. 

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Mangi nie czytałam, ale anime mnie urzekło. Coś w tym jest, że w tym przypadku to w wersji animowanej jest więcej magii, wszak te widoki i kolory są nie do odzwierciedlenia w mandze.
    Buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest też kwestia tego, że bardzo często oryginał jest po prostu lepszy od kolejnych adaptacji - nie jest to reguła, ale często tak bywa :)

      Usuń
  2. Muszę obejrzeć anime. ;)

    Mangę kupiłam w wersji anglojęzycznej pod wpływem innego filmu Makoto Shinkai, "Kotonoha no niwa", i jestem absolutnie urzeczona tym spokojnym, "intymnym" prowadzeniem całej opowieści. W sumie trochę skłoniło mnie to do rozmyślania i wspominania własnej przeszłości. :)

    Polskie wydanie wygląda na tyle ładnie, że może kiedyś przy nadmiarze funduszy (taaa, jasne...) skuszę się na nie, aby postawić na półce obok angielskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie mam inne mangi do rozmyślania, a filmy Shinkaia działają na mnie głównie obrazem, tak, że tym razem mangę przekazałam w dalszy obieg, że tak to ujmę ;).

      Usuń
  3. Myślę że za mangę bym się nigdy nie złapała, bo to jednak historia którą trzeba pokazać na ekranie, w kolorze, tak samo jak na przykład Kotonoha no Niwa.
    W ogóle Shinkai tworzy niesamowite rzeczy (najbardziej lubię 'Ona i jej kot' ofc) i no nie wiem czy jest w ogóle sens przekładania takich historii na mangę. Tam głównym motywem jest krajobraz, którego w mandze nie zobaczymy w kolorze. Osobiście czytając mangę bym się zanudziła na śmierć, chociaż film jest arcydziełem i mogłabym oglądać godzinami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie cieżko przetrawiłam tę mangę, o której piszę, nie zainteresowała mnie jakoś szałowo. Jednak w przypadku Shinkaia będę się trzymała od teraz filmowych wersji.

      Usuń
  4. Najpierw miałam w planach anime, ale od ogłoszenia wydania mangi w Polsce, właśnie na nią zaczęłam się czaić i... do tej pory nie zdecydowałam się jej kupić. :P I wygląda na to, że tak już zostanie, bo anime zdaje się być dla mnie w tym przypadku lepszą opcją, zwłaszcza jeśli to taka historia na raz. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są osoby, którym się ten tytuł podoba (zawsze przed ostatecznym zapostowaniem recenzji patrzę np. na opinię lubimyczytać) i podobno mogą czytać tę mangę wiele razy i nad nią rozmyślać. Ja jednak bym radziła się zapoznać najpierw z anime :D

      Usuń
  5. Obejrzałam anime, piękne.. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że ci się podobało :D!

      Usuń
  6. Kurczę, a u mnie zupełnie odwrotnie. Przeczytałam mangę, bardzo podobał mi się tom pierwszy, drugi jakoś mniej. Potem obejrzałam anime, namawiając faceta żeby obejrzał ze mną - i takie zdziwienie, gdzie jest końcówka ;) I anime owszem, piękne, muzyka również - ale fabularnie historia poprowadzona moim zdaniem znacznie gorzej. A narzeczony w ogóle był skonfundowany, sięgnął po mangę po obejrzeniu i stwierdził "a, to o to chodziło" ;P Ja po ponownym przeczytaniu - tym razem po anime - dużo bardziej doceniłam drugi tom.

    Także moim zdaniem warto poznać zarówno jedno, jak i drugie, ale ja wolę mangę - mimo że filmy Shinkai'a uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, co człowiek, to inne doświadczenia :D.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -