Posted by : Otai wtorek, 22 grudnia 2015

Mam nadzieję, że podoba wam się zmiana layoutu. Sam header jest do ewentualnej zmiany, ale reszta już zostanie. Wydaje mi się, że działa na nim więcej rzeczy, a przynajmniej działa na nim bardziej poprawnie. Mi się podoba i zacieszam z niektórych bajerów. 

Wydaje mi się, że nie zależnie od tego, czy człowiek jest introwertykiem, ekstrawertykiem, czy ambiwerykiem (tak jak ja) czasem boi się świata i ludzi. Relacje między nami wydają się trudne, ze wszystkimi zasadami, manierami i przyzwyczajeniami możemy obrazić czy ośmieszyć się przed drugą osobą. Czasem nawet, żeby nie wyjść na skończonego idiotę, robimy z siebie głupka. Czasem udajemy, że się czymś nie przejęliśmy, a potem nie możemy spać w nocy, bo przypomina nam się to zdanie wypowiedziane jakiegoś dnia i przeżywamy je jak "mrówka okres". Dlatego myślę, że dla wielu osób recenzowana dziś pozycja okaże się bliska. Tak bliska jak była i jest dla wielu Japończyków czytających tę książkę. Tak bliska, jak bliska była dla mnie. Historia o człowieku, który w ciągłym strachu przed ludźmi w końcu zatracił własne życie.

"Ningen Shikkaku" to klasyka japońskiej literatury. Do tego stopnia, że mamy kilka mniej lub bardziej wiernych wersji mangowych nawiązujących historią do oryginału, anime oraz film kinowy, od którego zaczęłam przygodę z tym tytułem. Film wizualnie jest piękny, a główny aktor - Ikuta Toma - włożył wiele wysiłku w to, żeby odegrać swoją rolę jak najlepiej i wczuć się w bohatera. Generalnie Tomie należy się ode mnie osobna notka, bo jest to naprawdę ciężko pracujący aktor, który potrafi przez pewien czas żyć jak postać, którą ma zagrać, żeby zrozumieć najmniejszy szczegół swojej roli. Sam film oprócz gry aktorskiej i strony wizualnej (widoki!) wtedy nie zrobił na mnie wstrząsającego wrażenia, ale wystarczyło mi to do zakupienia photobooka z serii, którego mogłam sobie przeglądać podczas czytania i porównywać sceny. Ale mimo wszystko po przeczytaniu książki uważam, że "Ningen Shikkaku" to przede wszystkim moc słowa pisanego, a sam film będzie świetnym dodatkiem teraz, przez pryzmat przeczytanej książki. Później planuję się zapoznać w wersjami mangowymi, chociaż odstrasza mnie np. koncepcja przedstawiania strachu bohatera jako tentakli, albo przenoszenie fabuły do czasów współczesnych. Myślę, że to jeszcze nie ten moment, żebym była na to gotowa. I tą kwestią wstępu załatwiliśmy sobie mam nadzieję sprawę adaptacji, teraz mogę przejść do opisywania moich wrażeń z lektury książki.

Niestety książeczkę w zamówieniu dostałam z zagiętym rogiem okładki :C


O polskim wydaniu książki "Ningen Shikkaku" dowiedziałam się od jednej z czytelniczek bloga, za co bardzo jej dziękuję. W Japonii książka została opublikowana w 1948 roku natomiast polskie wydanie ukazało się dopiero w roku 2015. Trzeba jednak docenić, że książka się w ogóle ukazała. Podziękowania za "Zatracenie", bo tak brzmi polski tytuł, należą się między innymi Spółdzielni Wydawniczej "Czytelnik", Fundację im. Takashimy, która dofinansowała wydanie, no i oczywiście tłumaczowi - w tym przypadku był to Henryk Lipszyc. Tytuł można by przetłumaczyć również jako "Utrata człowieczeństwa", a wspominany wcześniej film nosił również podtytuł "Upadły anioł". Myślę, że wszystkie 3 wersje w pewien sposób opisują zawartość książki.

Powieść wychodziła najpierw w 3 odcinkach, dopiero potem została wydana w wersji książkowej. Nie jest to historia długa, dlatego w naszym wydaniu kieszonkowym ma jedynie 128 stron już z posłowiem tłumacza. Powiedziałabym, że wydanie ma formę klasyczną, na ekologicznym papierze, bez skrzydełek, idealne do małej torebki. Polska okładka wydaje się skromna, ale i tak jest wymowna i zaprojektowana przez Polaka. Chyba podoba mi się bardziej niż ta. Jeśli chodzi o tłumaczenie to naprawdę przypadło mi do gustu, nic mi nie zgrzytnęło, a całość udało mi się skończyć w 2 dni. Nawet najlepszą książkę można zabić ciężkim tłumaczeniem, tak, że tutaj naprawdę należą się pochwały za płynność przekładu. Dodatkowo dostajemy od tłumacza posłowie, w którym nakreśla nam on sytuację, w której powieść została napisana, a także wspomina o adaptacjach i tym, jaką rolę odegrały w popularyzowaniu "Zatracenia" poza granicami Japonii. Zrezygnowano też z zaznaczania długości samogłosek - z jednej strony szkoda, a z drugiej strony cieszę się, że nie postawili na wersję "ou" (niejednokrotnie tłumaczyłam czemu za nią nie przepadam, więc nie zagłębiajmy się w ten temat kolejny raz :)).

O czym jest powieść? Pozwolę sobie częściowo zacytować opis wydawnictwa:

Osamu Dazai (1909–1948) jest jednym z najwyżej cenionych, a zarazem najpoczytniejszych pisarzy japońskich swego pokolenia. Polscy czytelnicy poznali go dzięki przekładom kilku opowiadań, a także powieści Zmierzch (1947, wyd. pol. 2001).

Powieść Zatracenie – ostatni ukończony utwór Dazaia – to osnuta na wątkach autobiograficznych i spisana w pierwszej osobie pełna dramatyzmu opowieść o człowieku, który choć wszechstronnie utalentowany, nie może odnaleźć się w świecie i wpadając w spiralę zgubnych życiowych wyborów, zmierza ku nieuchronnej samozagładzie.

„…Zatracenie można czytać jako przejmującą spowiedź bohatera (...). Doświadczenie, które stało się jego udziałem, i dokonane życiowe rozliczenie doprowadzają go do ostatecznej konkluzji, że – jak wyznaje – «utracił prawo do nazywania się człowiekiem»… Ale można też traktować tę książkę jako próbę przedstawienia stanu umysłu, kondycji moralnej i dylematów japońskiej inteligencji i przedstawicieli wyższych warstw społecznych, w tym potomków upadającego ziemiaństwa, w dramatycznych latach poprzedzających wkroczenie Japonii na drogę militaryzmu, podczas wojny, a także w pierwszych latach powojennych” (Od tłumacza).

Myślę, że sam opis dużo mówi o samym tytule - jak i o tym dlaczego póki co nie chcę czytać wersji uwspółcześnionej, a raczej skupić się na tych wersjach, które uwzględniały zarys historyczno-społeczny.

Wstęp i zakończenie książki są opisane z perspektywy autora, który szuka inspiracji i znajduje stare dzienniki i zdjęcia głównego bohatera - Yozo Oby.

 Początek książki skupia się na jego dzieciństwie i życiu w dostatku, otoczony jest rodziną i służbą. Już na początku widać, że mamy do czynienia z dzieckiem, którego ogarnia strach przed życiem i interakcjami z innymi ludźmi. Ujawnia się on przed czytelnikiem stopniowo, ale widać, że od zawsze towarzyszy Yozo.

"Mówiono "Musisz jeść, bo inaczej umrzesz", a ja odbierałem to jako paskudną groźbę. (...) Przeświadczenie, że moje wyobrażenie szczęścia zupełnie rozmija się z tym, jak postrzegają je inni, napawało mnie obawą, dręczyło i nie dawało spać po nocach do tego stopnia, że byłem bliski szaleństwa."
 Swoją nieśmiałość i ogromny strach przed ludźmi, przed tym, że zawiedzie ich oczekiwania i ogólnie przed całą konstrukcją świata, Yozo w końcu postanawia ukryć pod maską klauna. Robiąc z siebie małpę, komika i łobuza - zarówno w domu, jak i później w szkole - Yozo stara się radzić sobie z życiem. Pod przykrywką śmieszka i głupka zakrywa swoje prawdziwe ja, a jednak z dnia na dzień boi się coraz bardziej i uważa na każde swoje słowo.

Ta właśnie pierwsza część podoba mi się z całej książki najbardziej i wszystkie opisy zrobiły na mnie największe wrażenie. Może dlatego, że bohater jeszcze nie utracił swojej "ludzkości", nie popadł w nałogi, a raczej desperacko szukał wyjścia ze swojej sytuacji i podejmował nieudane próby poradzenia sobie z problemami. Podoba mi się przedstawienie nieśmiałego i zastraszonego światem osobnika, którego wszyscy inni widzą jako wesołego głupka, który potrafi się tylko popisywać i jak błędne jest ocenianie człowieka na podstawie jego zachowania.

Kolejne perypetie Yozo opowiadają o wyjeździe do liceum, o jego przerwaniu nauki w późniejszym okresie, o jego przygodach z kobietami, aż w końcu powieść zatrzymuje się na wieku 27 lat bohatera i jest to moment, w którym czuje, że jego człowieczeństwa nie da się odzyskać. Yozo jest urodziwym człowiekiem, więc zaczyna przyciągać do siebie wiele kobiet, które często stają się tragicznymi bohaterkami kolejnych wydarzeń w życiu Yozo. Alkohol, kobiety, narkotyki, grupa komunistyczna - te wszystkie elementy jeden po drugim składają się na to, że Yozo coraz bardziej się pogrąża w szukaniu chwilowej rozrywki, cienia szczęścia czy spokoju. Wraz z utratą wielu rzeczy i ludzi, zatraca też jakąś nikłą wiarę w społeczeństwo i w siebie. W moim krótkim opisie nie brzmi może to zbyt atrakcyjnie, ale wydaje mi się, że mocą napędową tej powieści nie są wydarzenia w życiu bohatera, ale jego myśli.

A tutaj kilka zdjęć photobooka do filmu
Kiedy czytałam "Zatracenie" byłam raczej nią zafascynowana niż przerażona, dopiero myśl o tym, że po jej napisaniu, a przed wydaniem książkowym, autor popełnij samobójstwo, zaczyna naprawdę mnie smucić. Życie autora i życie Yozo łączy się ze sobą pewnymi momentami - sytuacja rodzinna,  ojciec polityk, wyjazd do stolicy, trafienie do ruchu marksistowskiego, wspólne próby samobójcze z kobietami, mnogość przelotnych związków itp. to tylko część punktów łączących powieść z autorem. "Zatracenie" traktowane może być jako spowiedź autora z jego uczuć przed tym, aż pożegnał się z życiem, i to nie tylko w sferze duchowej.

Na początku napisałam, że wielu osobom książka może wydawać się bliska, ale jak wiadomo z takimi klasycznymi pozycjami, dla innych okazała się ona niejasna, nic niewnosząca, za krótka, za ciężka. Ja chyba znalazłam w niej same rzeczy, z których byłam zadowolona i po krótkiej przerwie w czytaniu od razu za nią chwytałam i kontynuowałam dalsze czytanie, dlatego będę do niej jeszcze wracać. Może i nie jest za długa, a autor nie opisuje zbyt wylewnie ani miejsc, ani pewnych wydarzeń, ale mnie taka krótka forma w zupełności wystarczyła, bo nie szukałam lektury długiej.

Nie chcę nic więcej dodawać w kwestii tej książki, czułam potrzebę napisania jej recenzji, misja spełniona.

Na książkę jest obecnie 30% promocja na gildii do końca roku *klik*. Ja w sumie też zakupiłam ją na jakiejś Gildiowej promocji :).

{ 8 komentarze... read them below or Comment }

  1. Pierwszy raz z tytułem zetknęłam się dawno temu (no może nie tak dawno, ale w czasie, gdy wychodziło anime) w postaci anime, więc i książkę musiałam przeczytać, wiedziałam za co się zabieram i absolutnie się nie zawiodłam. <3 Promocja na gildii kusi, żeby zostać posiadaczem, ale wątpię, żebym złożyła jakieś większe zamówienie do końca roku. T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze kiedyś będzie, w końcu ja też ją kupiłam na jakiejś promocji -30%.

      Usuń
  2. Z Ningen Shikkaku widziałam i film animowany i kawałek filmu LA, ale ten mnie nie zachwycił, więc nawet nie dokończyłam. Za to anime z tego co pamiętam było ciekawe, ale oglądałam dawno, więc za dużo nie pamiętam :x
    Książkę chętnie bym przeczytała, ale poczekam aż się pojawi w bibliotece :D gorzej, że mam jeszcze stos nieprzeczytanych książek i tak co miesiąc dzwonię do biblioteki, żeby mi przedłużyli X"D czas doko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że film chyba najlepiej oglądać po przeczytaniu książki, żeby go dobrze ogarnąć xd.

      Usuń
    2. Pewnie i tak, i tak też zrobię :D zresztą na ten film pewno byłam za młoda jeszcze X"D

      Usuń
  3. Sama nie mam pojęcia czemu, ale gdy tylko "usłyszę", że historia ma miejsce (bądź została wydana) w przeszłości - w czasach wojennych, albo jeszcze starszych, to od razu ją odtrącam. Jakoś odstrasza mnie to, a szkoda. Mam nadzieję, że kiedyś się przekonam do powieści, w których akcja rozgrywa się o wiele, wiele wcześniej i bez grymasu na twarzy będę mogła cieszyć się lekturą podobną do tej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo często odtrącam science-fiction/fantasy w obawie przed tym, że autor nie będzie potrafił w zadowalający sposób nakreślić mi świata przedstawionego (chociaż mam ulubieńców w tych gatunkach), a częściej sięgam po historie we współczesności/niedalekiej przeszłości. Kiedyś było zupełnie inaczej i zaczytywałam się tylko w fantasy, więc pewnie to jakiś okres w życiu człowieka, kiedy nie ma ochoty na pewne klimaty. Dlatego bardzo możliwe, że kiedyś taka lektura ci się spodoba :D

      Usuń
  4. Bardzo ładna recenzja Ci wyszła. Aż nie wiem, co miałabym jeszcze dodać. ;D Mangowej wersji jeszcze nie znam, ale planuję to kiedyś nadrobić. Chociaż zacznę chyba od filmu, zaciekawiłaś mnie nim. ;)

    OdpowiedzUsuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -