Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai niedziela, 27 grudnia 2015

Recenzja "Ningen Shikkaku" miała tak mało komciów, że myślałam, że jeszcze poczekam z notką, bo w sumie pewnie mało kto czytał... Tymczasem dzisiaj spojrzałam na liczbę odwiedzin i nie mam pojęcia skąd się wzięło tyle nabić postu, ale chyba recenzja musiała być gdzieś zalinkowana (chociaż nie mam pojęcia gdzie), bo strasznie dużo tego :O. Czyli chyba jednak notka przeczytana. Nie bardzo jednak mogłam wystalkować co się tak właściwie stało, więc już to zostawię i napiszę coś nowego. Ponieważ nie mogę opisać ostatnio obejrzanych w pełni (nie wypada mnie tu już rozpływać się nad "Seven Days" live action, oj, nie wypada) postanowiłam chociaż zrobić sobie ranking na kończący się rok 2015. Nie mam konkretnych kategorii, będę pisać do oporu, znaczy dopóki się nie zmęczę pisaniem notki i wymyślaniem kolejnych kategorii, chociaż mam kilka w głowie już przygotowanych.


Ulubiona j-drama 2015



W 2015 roku wróciłam do oglądania dram, bo w sumie tak naprawdę miałam mniejsze i większe przerwy. Właściwie spora część tytułów, jakie obejrzałam nie pochodziły z tego roku, więc okazało się, że z dram 2015 wcale nie mam za wielkiego wyboru. Koniec końców postanowiłam wybrać dramę "Ouroboros" z początku tego roku i w sumie to właśnie ta drama przywróciła mi pełną chęć do oglądania dram. Nie wszystko mi się w niej podobało jeśli chodzi o ostateczne rozwiązania fabularne, ale całościowo wyszła naprawdę fajnie i wciągnęła mnie w świat j-dram ponownie. Bohaterowie pierwsza klasa, grani też świetnie. Na początku lepsze wrażenie aktorskie zrobił na mnie Toma, ale Oguri po kilku epach w sumie też całkiem nadrobił. Generalnie panowie to sama klasa, miło popatrzeć co z nich wyrosło w bardziej poważnej produkcji. 

Ulubiony j-film 2014/2015


Tutaj dodałam też filmy z 2014 roku, ponieważ japońskie filmy dane jest nam oglądać właściwie dopiero pół roku po premierze kinowej, kiedy wychodzą DVD, więc większość z 2014 roku tak naprawdę można obejrzeć w roku 2015.  I tak z filmów nie oglądałam za wiele, ale mogę wyróżnić 2 część "Thermae Romae II" - w sumie obydwa filmy obejrzałam w grudniu jeden po drugim i jedynka wydawała mi się trochę śmieszniejsza, ale generalnie rzecz biorąc polecam obydwa filmy. Jak na japońską produkcję wygląda ona całkiem bogato (wysilili się na zdjęcia we Włoszech!), poza tym filmowa wersja jest równie śmieszna co jej pierwowzór, może nawet śmieszniejsza. Kto nie wie, o czym opowiada seria: główny bohater zajmuje się budowaniem term w Starożytnym Rzymie i kiedy szuka inspiracji przenosi się do naszych czasów, do Japonii... i tak za każdym razem. Kolejnym filmem jest "Kuragehime", tu być może szału by nie było, ale Sudacchi jako Kuranosuke jest naprawdę cudowny i uznałam, że jego rola wymaga wspomnienia. I na koniec "Seven Days" (obydwa filmy). Obiecałam, że nie będę się rozpływać nad nimi, więc powiem tylko, że z gatunku to chyba będzie mój ulubiony film, a dodatkowo wydaje mi się, że z żywymi postaciami, a nie rysowanymi, podobał mi się bardziej niż manga.

Ulubiona manga 2015

W kategorii "dla dorosłych" w 2015 roku na rynek mangowy wtargnęła Ogeretsu Tanaka i bardzo dobrze - świat pozna jej piękną kreskę poza doujinami. Jej mangi potrafią być czasem brutalne, czasem typowo +18, ale fajnie, że wkracza w świat oryginalnych mang pełną parą. Niech jej się dalej wiedzie! Uznałam więc, że trzeba o niej wspomnieć w tym poście. W sumie typowych nowości prosto z Japonii prawie nie czytam, bo lubię czekać, aż rozdziałów pojawi się więcej, więc właściwie na razie nowości prosto z Japonii, świeżynki z 2015 roku, w tym rankingu brak.

Ulubione anime 2015

W 2015 rozchodziło się głównie o kontynuacje, nie znalazłam żadnej nowej serii, w której zakochałam się bez pamięci. W sumie to trochę smutne... Z drugiej strony nadrabiam całkiem sporo fajnych staroci w tym roku, np. teraz, w przerwie świątecznej, zaczęłam w końcu zapoznawać się z "Full Metal Alchemist: Brotherhood", a akurat ze wszystkich klasyk przyjemność oglądania "FMA" mnie wcześniej ominęła. Tak, że nie mogę narzekać na brak wrażeń. Ale ten rok był naprawdę specjalny, bo powróciły digimony pod postacią "Digimon Adventure Tri" i 4 obejrzane odcinki składające się w jeden film wywołały u mnie naprawdę dużo feelsów i całkiem podoba mi się nowa animacja. Jedynym minusem jest to, że moja ulubiona postać jest pokazana w pierwszych scenach jako cień, który jest pokonywany... czyli go nie będzie w serii. Niefajnie, oj niefajnie...

Nowość na polskim rynku mangowym, która mnie najbardziej ucieszyła



Tutaj zdecydowanie powinno trafić "Noragami". Manga targa moimi uczuciami zdecydowanie bardziej niż anime, tak, że cieszę się, że ci, którzy znają tylko animowaną wersję będą się mogli zapoznać z anime. Ogólnie rzecz biorąc ciężko mi się czyta tę mangę ze względu na to ile uczuć wyzwala we mnie każdy arc, dlatego po każdym muszę sobie robić emocjonalną przerwę od tego tytułu, ale chyba dlatego tak go lubię, bo niewiele tytułów jestem jeszcze w stanie tak przeżywać. Poza tym kreska mangi, zwłaszcza kolorowe ilustracje, są naprawdę przepiękne. Cieszę się, że w końcu ktoś to wydaje :). Poza tym strasznie ucieszyłam się z jednotomówki "Przyjaciółki", bo sama pisałam o nią maila do Waneko jak zbierali propozycje jednotomówek. Uwielbiam tę kreskę i historia trafia do mnie całym serduchem, więc cieszę się, że mogłam ją postawić na półeczce.

Pozytywne zaskoczenie nieznaną mi wcześniej mangą wydawaną w Polsce

Trochę dziwna kategoria, bo ja znam bardzo dużo tytułów, ale idealnie nadaję się do tej mangi. Nie znałam jej przed zapowiedziami, kupiłam ją ze względu na kreskę i ze względu na pusty hejt na nią zanim jeszcze zdążyła wyjść. Z tomu na tom seria coraz bardziej mi się podoba. Ze względu na założenie zamknięta historii w jednym domu właściwie mamy tutaj mnóstwo stwórków, potworków, demonów i historii głównie nie z tego świata. Zabarwienie serii jest nieco melancholijne, akcja dzieje się wolno i przywodzi mi na myśl klimat hm... najprędzej "Natsume i księgi przyjaciół". I może taka manga ze spokojnym klimatem była mi potrzebna, wśród tych wszystkich mang, w których zawsze wszystko musi dziać się szybko, głośno, wesoło, a także wśród tych wszystkich mang, które próbują być super poważne, kolejne tomy "Strażnika Domu Momochi" wydają mi się wyważone. A co najważniejsze - kiedy czuję się zmęczona czytaniem mang i wiem, że raczej żadna manga mi nie wejdzie i będę się na każdej lekturze zacinać - ta jedna jest wyjątkiem i mnie odpręża. Kreska jest naprawdę super, delikatna, a jednocześnie pełna ekspresji. A jak ktoś jest już zaznajomiony z różnymi grami/anime z cyklu otome, gdzie główna bohaterka jest właściwie tylko osobą wprowadzającą nas w świat historii, to nie poczuje się odrzucony. (A ja ostatnio gram w Yume100, winię znajomych). Drugą taką mangą są "Dziewczyny z ruin" - jednotomówka, której zarówno fabuła jak i kreska mnie w zupełności usatysfakcjonowały, a nie spodziewałam się niczego innego poza kreską. Na pewno sięgnę jeszcze po inne mangi tej autorki.

Udane drugie podejście


Kiedyś "Illegenes" polecała mi znajoma, ale szybko wymiękłam jeśli chodzi o czytanie skanlacji. Takie jakieś bezpłciowe mi się to wydawało. Kiedy manga wyszła w Polsce i zaczęłam ją od nowa czytać to zupełnie zmieniłam zdanie. Po dwóch tomach (słyszałam, że trzeci gorszy, ale sama jeszcze nie czytałam, więc się nie wypowiem) ta manga sprawia mi naprawdę dużo przyjemności w czytaniu. Nie jestem w stanie tego dokładnie opisać, co mi się w niej podoba, po prostu po lekturze dwóch tomów czuję się zadowolona z tego, że dałam szansę tej serii.

Ulubiony bohater 2015

     
Art by  Pixiv Id 857967
W tym roku dużo uwagi (i trochę rysunków) dostał ode mnie Aoyagi Hajime z "Yowamushi Pedal". O Toudou i Shinkaiu już się nie będę rozpisywać, bo w sumie to bardziej rozpoznawalne postaci, ale Bambi (Aoyagi) to postać, która na przestrzeni mangi i dotychczasowych wydarzeń naprawdę bardzo się rozwinęła. Na początku wydaje się niepozorną postacią, ale im dalej w las (tym więcej sów), tym więcej o nim odkrywamy - nie dość, że rysuje, to jeszcze ma jelonkową technikę jazdy, dlatego można go nazywać Bambim i rysować z różkami...Khem, znaczy nie tylko to. Aoyagi zaczyna być taką mamusią Sohoku, jak na wicekapitana przystało, na swój sposób opiekuje się wszystkimi i o wszystkich martwi, ale im ufa. Poza tym ma naprawdę bardzo dużo respektu do swoich sempajów, zwłaszcza wobec Tadokoro, co odbija się potem na jego zachowaniu, nawykach żywieniowych czy technikach kolarskich. To wszystko sprawia, że Aoyagi jest jedną z postaci, która w "Yowamushi Pedal" naprawdę mnie zauroczyła... No, ale że sama seria ma mnóstwo barwnych postaci, a on do tych najgłośniejszych i najbardziej centralnych nie należy to nie dostaje wystarczająco dużo miłości od fanów... dlatego ja nadrabiam.

Ulubiona bohaterka 2015



Moją ulubioną bohaterką jest w tym roku Ishihara Satomi! Ale zaraz, jak to, przecież to aktorka? Ano aktorka. Bo jak ona zagra jakąś postać, której teoretycznie nie powinnam lubić, to i tak ogląda mi się serię bardzo przyjemnie, dzięki grze i ekspresji Satomi. A nawet jak produkcja okaże się nie do końca wypalona, to i tak będę się zacieszać do Satomi na ekranie... tak, że ja nie narzekam, że została Hange w "Ataku Tytanów" live action. Jak Satomi w czymś gra, to oglądam bez dwóch zdań!

I myślę, że tutaj moja wena się kończy... Do następnego :D!

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Ouroboros było takie gejowe *^* dwójka wyrąbanych aktorów w jednej dramie to miszczostwo <2
    Sudacchi w sukienkach zawsze będzie wyglądał lepiej niż każda kobieta XD
    Satomiś wwwww, nie da się jej nie lubić, jeżeli jej ktoś nie lubi to naprawdę bym się z nim nie dogadała X"D tak samo jest u mnie, z pozoru bohaterka która powinna być irytująca (np. pinda w Czekoladniku bądź siostrunia w Dear Sister), grana przez Satomi jest do zniesienia a nawet bardziej - jest fajna i interesująca xD gdyby pinde w Czekoladniku grała np. taka Horikita, to bym ją hejciła z każdej strony i pewno bym nie dokończyła dramy (pewnie bym jej nawet nie zaczęła, bo combo MatsuJuna z Horikitą to nie dla mnie XDDD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, mnie w pierwszych najstarszych dramach Satomi aż tak bardzo nie kręciła (znaczy była spoko, ale jakoś w Hanayome to Papa ważniejszy był Taguchi, a w Voice to jednak szypowałam Tomę z Eitą), dopiero w późniejszych rolach zaczęła jak dla mnie czarować.

      A czasem jestem ciekawa jakbym teraz Horikitę przyjęła w dramie czy tam filmie, czy obojętnie czy raczej bym była zniesmaczona ;)

      Usuń
  2. Mocno smutam, bo mój gust jest tak diametralnie odmienny, że to aż podejrzane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak byłam te dziesięć lat temu jak byłam młodsza to lubiłam takie bardziej alternatywne tytuły, kontrowersyjne i z mocną akcją, że nawet na Hellsinga leciałam i z dumą się chwaliłam, że jestem wielką fanką motorka Kanedy z Akiry. Teraz raczej nie byłabym w stanie Hellsinga w ogóle przeczytać, a Akira stał się dla mnie ogólnie raczej czymś z przeszłości, do czego bym nie wróciła. Nie chodzi o to, że się zrobiłam "za stara", ale po prostu człowiek się wyszalał za młodu na mangach, to teraz mu potrzebne bardziej zrównoważone i relaksujące tytuły XD

      Usuń
  3. Hange w SnK mocno mnie wkurzała. Jej głos... jej krzyki... miny. Wolałabym, żeby tej postaci w ogóle nie było. Nie potrafię polubić gry Japończyków, no nie potrafię. Oni chyba mają takie szkoły aktorskie, że wszyscy, jak jeden mąż, grają tak sztucznie. Podobnie jest z Bollywood.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się n. japońska gra aktorska wydaje bardziej naturalna niż np. amerykańska, którą wszyscy uwielbiają, a dla mnie ona zionie sztucznością, więc myślę, że to w sumie nie kwestia samej gry, tylko tego, do czego człowiek jest najbardziej przyzwyczajony :D

      Usuń
  4. Też w tym roku planuję wybór ulubieńców, ale zakupowych. W sumie to czasami się zastanawiam, czemu ja piszę o mangach i gadżetach skoro o wiele lepiej się czuje w klimatach animców no ale mniejsza.
    Seven Days muszę obejrzeć, jak ogólnie aktorskie produkcje ciężko mi się ogląda, przede wszystkim chyba dlatego, że grają tam żywi ludzi a serie tv są długie, tak filmy trawię lepiej, no i wszyscy tak chwalą, więc chyba faktycznie musiało wypaść dobrze. xD
    Jeżeli klimat Momochi jest chociaż odrobinę podobny do tego z Natsume to za sam ten fakt już ogromny plus, zdecydowanie muszę się przyjrzeć tej mandze. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nie pamiętam co właściwie kupiłam w tym roku XDD.

      W sumie widziałam jeszcze, że Madziozord na asku Waneko też porównywała Momochiego klimatem do Natsume, więc nie jestem odosobniona w tych odczuciach XD

      Usuń
  5. Też zamierzasz w końcu powrócić do dram... tak dawno żadnej nie oglądałam, a tak to człowiek chociaż się powzrusza, bo co jak co, ale azjatyckie dramy/filmy to coś, co tak targa emocjami!
    Obejrzę tę, która cię najbardziej zachwyciła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy ja już na początku tego roku miałam powrót :D

      W tym roku było dużo fajnej japońszczyzny wyszło jeśli chodzi o dramy, chętnie polecę więcej :D

      Usuń
  6. Też myślałam o takim rocznym podsumowaniu, może jeszcze uda mi się coś takiego skrobnąć.
    Widziałam film Kuragehime i muszę przyznać, że wyszedł im całkiem nieźle, przyjemnie się oglądało i bez jakiś większych zgrzytów, aktorów pod postaci kobiece dobrali idealnie.
    Heh u Ciebie Strażnik domu Momochi znalazł się w pozytywnym zaskoczeniu, u mnie musiałby wylądować w rozczarowaniu roku XD
    Z ciekawości zerknęłam na te nowe Digimony, ale niestety nie potrafiłam wczuć się w klimat towarzyszący mi w dzieciństwie i dałam sobie spokój po drugim odcinku :( Dodatkowo animacja jest bardzo dziwna, trochę jak w niskobudżetowych anime.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się cieszę, że chociaż Madziozord na asku rozumie to, dlaczego można lubić Strażnika... z resztą w sumie najwięcej negatywnych opinii było po 1 tomie, ale większość z nich porównywała go do "Kamisamy" (czym mi tę drugą serię skutecznie obrzydza, bo dobra seria broni się sama bez porównać), więc raczej biorę pod uwagę te recki/opinie pisane po kilku tomikach w tym przypadku :D

      No mi się animacja Digimonów nowych bardzo podoba, ale ja uwielbiam rzeczy od tego gościa odkąd obejrzałam "Tsuritamę" (nawet jedna z moich pierwszych notek na blogu o tym tytule była XD), więc wręcz przeciwnie, podoba mi się :D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -