Posted by : Otai sobota, 26 września 2015

Skoro o mangach było w ostatniej notce, a obiecałam sobie, że będę co weekend jakąś pisać (w przyszły podsumowanie miesiąca z lekkim opóźnieniem będzie), to dzisiaj napiszę notkę o obejrzanych ostatnio anime, filmach i dramach. Właściwie to ostatnio kończyłam po prostu to, co wcześniej zaczęłam i od ostatniej notki moja opinia praktycznie się nie zmieniła.



Oglądając Adachi Yumi w pobocznej roli w "Mother Game" z 2015 uznałam, że całkiem niezła z niej aktorka, bo nawet drugoplanową rolę potrafi bardzo dobrze zagrać. Zaczęłam szukać czegoś, w czym grałaby główną rolę i trafiło na 2 sezony "Glass no Kamen" z lat 1997 i 1998.  Większość kojarzy serię jako mangę, anime, lub całkiem nową koreańską dramą, ale japońska miała swoją całkiem wcześnie. Adachi zagrała tam główną rolę. 

Piętnastoletnia Maya jest zwyczajną, biedną dziewczyną, wychowywaną przez matkę, która uważa ją za nieudacznika. Jednak tak naprawdę w Mayi drzemie ogromny, uśpiony talent, który dostrzega słynna aktorka, Chigusa Tsukikage. 20 lat temu odegrała ona swoją życiową rolę w „Karmazynowej Bogini”, do której obecnie posiada prawa autorskie. Niestety, przed laty miał miejsce straszny wypadek, w wyniku którego jej twarz została nieodwracalnie poparzona. Od tamtego czasu Tsukikage szuka swojej następczyni do „Karmazynowej Bogini”. Ma nadzieję, że odnalazła ją właśnie w Mayi, dlatego zaprasza ją do przyłączenia się do swojej grupy teatralnej, Teatru Tsukikage. Maya, która kocha aktorstwo ponad wszystko musi zdecydować, czy jest w stanie opuścić matkę, by szkolić się pod czujnym okiem Tsukikage. Decyzja ta przyniesie ze sobą nieoczekiwane skutki. Maya przekona się, co niesie ze sobą bycie aktorką. Dowie się, że teatr to pole bitwy, gdzie nie ma miejsca na przyjaźń, a zazdrość i wrogość jest wszechobecna. Do tego na jej drodze pojawią się osoby, chcące zniszczyć to co kocha, jak również takie, które wskażą jej drogę i zbudują marzenia.
Adachi już jako młoda aktorka grała świetnie i bardzo dobrze mi się tę dramę oglądało. Z resztą cała obsada całkiem nieźle wszystko odgrywała, chociaż serialu w takiej formie i z takimi scenami nikt by już nie nakręcił. Największym problemem jest jakoś odcinków, w końcu to serial z 1997 i ta jakość DVD-ripu, która wygląda jak oglądanie pikseli na telewizorze z zakłóceniami na początku odrzuca. Ale cała reszta nadrabia, drama jest fajnie zagrana, fajnie napisana i chociaż nie lubię w tych starych seriach tego, że jest dramat na dramacie, kto się pojawi musi umrzeć, albo ciężko zachorować itp., to i tak wciągnęłam obydwa sezony zachwycona. Gorzej, że seria kończy się odcinkiem specjalnym, który jest jakby kompletnie oderwany od serii TV, ze zmienioną obsadą, a co za tym idzie - przez całą serię TV oglądaliśmy aktorkę grającą aktorkę, reprezentującą swój kunszt, a w odcinku specjalnym aktorka ta została podmieniona na jakiegoś randoma, który właściwie nic nie udowodnił widzowi, a od razu odgrywał najlepszą i najwspanialszą młodą aktoreczkę. Poza tym wszystkim, jeśli ktoś nie boi się staroci, mogę tylko polecać.


Następną obejrzaną serią był medyczny romans "Ishitachi no Renai Jijou", w sumie była to jedna z dram, którą miałam poleconą, że się całkiem nieźle ją ogląda i nie była to jakaś zła historia. Fani "Na dobre i na złe" (też lubię, a co) będą się tutaj obracać w całkiem podobnych klimatach młodych i starszych lekarzy, a zamiast telenoweli dostaną tylko 11 odcinków zamkniętej historii. Nie jest to taka zła opcja. Najbardziej nie lubiłam odcinków ze starszymi ludźmi, którym nikt nie pomógł, to ja już wolę abstrakcyjny i nierealistyczny szpital w Zielonej Górze, gdzie wszyscy wszystkim pomagają, bo kiedy widzę, że ktoś umiera, bo system jest głupi to zawsze mi się serducho łamie.


Następną dramą, jaką obejrzałam jest "Omotesandou Koukou Gasshoubu!" czyli historia o tym jak pewna licealistka przeprowadza się, żeby powstrzymać rozwód swoich rodziców. W jaki sposób? A no, chce śpiewać w tym samym szkolnym chórze co oni z młodu i rozgryźć tajemnicę ich miłości. Niestety okazuje się, że chór niedługo ma zostać zamknięty, bo zostało w nim tylko 3 członków, a nauczyciel muzyki i ich opiekun stoczył się bardzo. No, ale nasza główna bohaterka z pokręconym rozumowaniem postanawia naprawić sytuację, bo przecież musi ona śpiewać w chórze.


Oczywiście drama porusza taką tematykę jak problemy w domu, presja nakładana na młodzież, hikikomori, próby samobójcze, "jeden z nas jest gejem", ciężkie choroby, miłość, podwójna tożsamość i tym podobne sprawy. Najbardziej zdziwił mnie właśnie jeden z częściej pojawiających się właśnie wątków "jeden z nas jest gejem", a raczej "jeden z nas jest gejem, ale w kolejnym odcinku o tym zapomnimy, jak już przyjmiemy to do wiadomości". Otóż drama z roku 2015, a uczniowie o swoim koledze próbują się dowiedzieć nie z internetu, a z książek o LGBT. Jakoś mnie to rozbroiło, jak widać w Japonii czytelnictwo nie spada ;D. Z resztą próby ogarnięcia swojego kolegi na podstawie książek doprowadziły jednego z uczniów do wniosku "I'm even confused about my own gender after reading it all".

Oczywiście ważnym aspektem tej dramy jest śpiew, a dokładniej śpiew w chórze, w każdym odcinku inna piosenka i jej przygotowanie. Obsada aktorska młodziutka, ale dobrana pod kątem śpiewu i powiem wam, że czasem jak ten chór zaśpiewał coś w danym odcinku to łezka się w oku potrafiła zakręcić. I nawet jest gościnna rola Miki Nakashimy, która śpiewa z chórem :D.  Teraz czekam tylko na ostatni odcinek, bo jestem ciekawa jak cała fabuła zostanie rozwiązana.


Jest sobie taka sławna seria "AnoHana", lub inaczej "Ano Hi Mita Hana no Namae wo Bokutachi wa Mada Shiranai". Raz zaczęłam oglądać anime, ale chyba przerwałam po połowie odcinka i o tej klasyce właściwie zapomniałam. No, ale Japończycy wyszli naprzeciw takim osobom jak ja i kilka dni demu w telewizji pojawił się film telewizyjny (2h) live action tego tytułu. Obejrzałam dzisiaj i muszę przyznać, że bardzo dobrze mi się tę wersję oglądało. Historia mnie nie znudziła, była zwarta, charaktery postaci fajnie przedstawione... pewnie nieźle okrojona wersja, ale idealna dla kogoś, kto nie chce się pakować w całą serię anime. 

Na koniec mały offtop, czyli coś, co mam potrzebę wypisać, kiedy zaczyna się jesień. Są różne typy blogerów. Jedni piszą notki głównie po to, żeby wyrzucić coś z siebie i nie potrzebują komentarzy. Inni znowu szukają kontaktu, więc kiedy piszą swoją notkę to albo przed jej napisaniem, albo po jej napisaniu starają się nadgonić braki w komentarzach u innych, jeśli takie mają. Ja akurat należę do tych drugich i szukam kontaktu z tymi drugimi. Kiedy więc ktoś zaczyna skupiać się na tym, żeby napisać swoją notkę, a przestaje zwracać uwagę na to, czy skomentował notki innych, w moim mózgu zapala się lampka "Uwaga, bloger typu pierwszego". Oczywiście nie jest niczym złym pisanie bloga głównie po to, żeby wyrzucić z siebie myśli, w końcu po to są. Ale w sumie komentowanie notek zabiera trochę więcej czasu niż samo jej przeczytanie. Dlatego notki blogerów numer 1 często po prostu czytam, a rzadziej komentuję, bo nie czuję się zobligowana do dwustronnego kontaktu, skoro to zawsze ja mam być kimś kto go nawiązuje. Teraz jest akurat taki czas, kiedy ludzie wracają na studia, albo poszli do szkoły po wakacjach, okazuje się, że nie mają tyle czasu co w wakacje i dokonują wyboru. Stanie się tak, że niektórym skomentuję jedną, drugą, trzecią, czwartą notkę na blogu i zorientuję się, że dwustronny kontakt kompletnie zniknął. W końcu dam sobie spokój i poświecę ten czas dla innych bloggerów. I tak co roku na jesień znika kilka obiecujących znajomości z bloggera. Smutne to, ale skoro siedzę tu już 4 rok to powoli tracę opory i z coraz mniejszym żalem przyjmuję na klatę to, że jest jak jest. 

Notka wyszła raczej krótka, bo oprócz tego nadrabiam "One Piece", o czym wspominałam już np. przy okazji notki rysunkowej, więc nie ma się co powtarzać. Do następnego;)

{ 19 komentarze... read them below or Comment }

  1. Z blogerami tak już jest, znam to. Zawsze smuci mnie zanik jakichś kontaktów, choć może to trochę głupie, w końcu świat nie kręci się wokół internetu... ale tak już mam i tyle. :(
    Nie oglądałam tych dram, ale chyba wezmę się za AnoHana. Oglądałam anime i może nie byłam nim tak zachwycona jak większość osób, ale fajnie będzie odświeżyć sobie tę historię w postaci live action. :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ludźmi w internecie jest tak, że rozmawiasz z nimi, kiedy chcesz, a z ludźmi w RL częściej rozmawiasz, bo musisz, więc posiadanie znajomych w internecie jest miłą alternatywą. Nawet jak kogoś znam w RL, to mieszka tak daleko, że częściej gadamy w internetach.

      Usuń
  2. po prostu chcieli pokazać, że w XXI wieku komputer nie jest jedynym źródłem informacji XD ciężkie choroby, czy był rak mózgu :< ?
    AnoHana oglądałam animo i generalnie to ryczałam ciągle, ale raczej dramy nie tknę, bo się boję że zwalili za bardzo :V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, raka mózgu nie ma, ale jest ciężka dramatyczna choroba serca... no chyba, że nagle bohater jest w stanie krytycznym, robią mu operację, a jak wątek się kończy to jest zdrowy jak rybsko. Typowe "Ep się skończył, wątek zamknięty" XD

      Ale dramo to tylko 2h, a nie cały serial, więc spokojnie mogłabyś zaryzykować XD

      Usuń
    2. tak typowo, było, nie ma, nara XD
      może zaryzykuję, już nawet filmy mniej więcej ponadrabiałam, a teraz coraz szybciej ciemno to lepszy klimat do oglądania xd

      Usuń
  3. Następnym razem chcę więcej anime, bo na dramach znam się tak jak na rysowaniu, czyli wcale, ale o rysunkach przynajmniej mogę powiedzieć, jakie najbardziej mi się podobają. xD haha A tak poważnie, to wiem, że jesteś bardziej za dramami. ^^ AnoHana bardzo podobało mi się w postaci anime, ale raczej nie odczuwam potrzeby obejrzenia filmu, aż taką masochistką nie jestem, żeby to drugi raz oglądać, chociaż może teraz, już nieco starsza, inaczej bym to odebrała. ^^" Drama o chórze mnie zainteresowała, ale stoję przed tą barierą nazywającą się produkcje aktorskie i nie mogę jej przełamać, może kiedyś się uda. >.<

    Co do dalszej części, to nie ma co ukrywać, że ogólnie lepiej się pisze, kiedy wiemy, że ktoś nasze wypociny czyta, a przynajmniej ja tak mam. Przy czym sam licznik odwiedzin absolutnie nie daje mi tego poczucia, bo wejścia nie równają się przeczytanej treści + przy każdym czyszczeniu ciastek, zmianie przeglądarki i pewnie innych takich trzeba na nowo ustawiać opcję, że nie chce się liczyć swoich wejść, o czym ja często zapominam, tak więc już nawet przestałam patrzeć na liczbę odwiedzin. hah Wiadomo, najbardziej cieszą takie komentarze, w których ktoś wyraża swoją opinię na jakiś temat, w sumie po to zaczęłam pisać bloga, żeby móc wymieniać się swoimi opiniami na temat mangowego stuffu z innymi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że siedzę w takich, a nie innych fandomach, o których ciężko może być ludziom pisać, dlatego nie oczekuję, że za każdym razem dostanę opinię od tych samych osób. ^^" No i jak piszesz, ogólnie kontakt z autorami to fajna rzecz, nawet nie tylko w ten sposób, że oni czytają i komentują Twojego bloga, ale że czytają również Twoje komentarze, odpisują na nie i widać, że też chcą tego kontaktu z czytelnikiem bo bezsensu komentować, jeśli ktoś nawet na te komentarze nie zwraca uwagi. ^^"<-- Długa opinia o wszystkim i o niczym jednocześnie, czyli moja specjalność. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś poza "One Piece" nie mogą mi się wstrzelić anime w czas do oglądania, próbowałam 1 odcinek "Spice and Wolf" i wymiękłam po połowie, a anime z letniego sezonu męczyłam do końca na siłę, tak, że chwilowo jednak dramy królują.

      Ja może jestem niezbyt łaskawa, ale jak widzę, że ktoś ma czas pisać swoje notki i jednocześnie oczekuje komentarzy, chociaż olewa np. komentowanie notek innym, to od razu czuję się do tej osoby trochę uprzedzona. Co innego pisać i nic nie oczekiwać, a co innego mieć postawę "Napisałam notkę, znajcie moją łaskę". Tak się nie buduje znajomości w internetach :|

      Usuń
    2. A to takie "jam jest wielki, wspaniały bloger, a wy tylko nędzne czytelniki, kłaniajcie się i piszcie, że wam się podoba, bo czytam tylko pozytywne opinie". Też właśnie nie lubię takich relacje, ogólnie dla mnie wszyscy komentujący to tacy sami jak ja kolekcjonerzy, fani itp. i mam opory do używania zwrotu "czytelnicy" (nie wiem, czy kiedyś go użyłam ^^"), bo zakładając bloga nie chciałam tworzyć relacji ja - wielki bloger, czytelnicy - jacyś tam ludzie z internetów komentujący bloga. Przy czym rozumiem, że niektórzy blogują, żeby zyskać popularność, czy cokolwiek takiego i interesuje ich tylko jednostronna atencja, ale to, tak samo chyba jak w twoich przypadku, nie mój świat. ^^"

      Usuń
  4. W temacie dram jestem kompletnie zielona i mam za sobą przygodę tylko z Hana Kimi, które było na tyle fajne, że potem próbowałam znaleźć jeszcze coś ciekawego, ale coś mi te poszukiwania nie poszły. Dobrze brzmi ta chórowa drama, ale mam jakieś poważne i przewlekłe problemy z oglądaniem czegokolwiek, dlatego pewnie minie sporo czasu nim lepiej się jej przyjrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ci się Hana Kimi podobało to jest mnóstwo dram w tym stylu (Switch Girl może?), ale na oglądanie to zdecydowanie trzeba mieć wenę.

      Usuń
  5. No ale ja nie jestem w stanie napisać koherentnego komentarza na temat jakichś japońskich filmów z brzydkimi 3D Pig Discusting babami. A AnoHana animo było ładne i zabawne, dopóki nie przywalili durną dramą pod koniec. Also, czy w tej wersji też zachowali tę Menmę erotycznie ocierającą się o krocze Jintana na samym początku i tego typu rzeczy?
    No więc: nie oglądam dram, a z japońskich filmów aktorskich widziałam jakieś dziesięć. No ale może kiedyś to nadrobię, bo ostatnio wreszcie obejrzałam moją pierwszą produkcję z Bollywoodu, spodobało mnie się i jeśli wygospodaruję 3-4 godziny, może w następny weekend, to znów spróbuję coś obejrzeć z tego, hm, gatunku :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, ja nie wymagam pisania komentarza do każdej notki, ale lubię taką no, wymianę w równowadze ;), jeśli np. wiem, że kogoś dany temat interesuje ale kompletnie zlewa zdanie/blogi innych na ten sam temat i trafiam na mur, to zawsze smuteczek :')

      Ano tam jest bardzo niewinnie i bez molestowań raczej.

      Usuń
  6. Rzadko kiedy oglądam dramy, jakiś czas temu zaczęłam Death Nota, ale po kilku odcinkach nie mogę się zabrać do dalszego seansu. Ostatnio widziałam też kinówkę Kuragehime i muszę przyznać, że wyszła naprawdę fajnie, szkoda, że anime nie ma kontynuacji :(
    Co do komentowania, zazwyczaj mam tak, że najpierw czytam notki, a dopiero za jakiś czas zostawiam komentarz. Często przeglądam blogi w wolnych chwilach, ale nie zawsze mam czas, aby "przystanąć", zastanowić się i ubrać swoje przemyślenia w słowa. Osobiście najbardziej denerwują mnie uniwersalne, krótkie komentarze, po których widać, że czytelnik leci masowo po blogach i nie czyta notek. Sama staram się tego unikać, więc najczęściej najpierw czytam, a dopiero jak mam więcej czasu komentuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat DN siadł, chociaż nigdy nie byłam fanką wersji filmowej, a anime nie zrobiło na mnie wrażenia.

      Co do komentowania, mnie tam aż tak na komciach nie zależy, ale jest pewien osób, które działają na mnie jak płachta na byka. Najpierw z tobą rozmawiają, a jak już widzą, że komentujesz im notki na stałe, przestają poświęcać ci swój czas (a przecież wiem, które notki mogą ich interesować, a które nie) i zaczynają masowo pisać komentarze innym bloggerom, których jeszcze nie złapały w swoją "sieć". Ugh, jak ja tego nie lubię.

      Ja mam czasem tak, że piszę tylko jedno zdanie, jeśli się okazuje, że do powiedzenia mam niewiele, ale jednak coś mam ;)

      Usuń
    2. Hmmm... Ishitachi no Renai Jijou muszę podrzucić przyjaciółce, ona lubi medyczne seriale, może przetrawi że to romans. Ja sama dram raczej nie oglądam, chociaż generalnie japońskie/koreańskie kino lubię. Ale to muszę mieć na to fazę.

      Co do komentowania, mam tak jak Kagusia, a potem łapie się na tym, że zapomniałam ten komentarz zostawić... albo sprawdzić czy bloger odpowiedział na mój. Na wordpressie jest fajnie, bo mi powiadomienie o odpowiedzi automatycznie wyskakuje skoro mam już tam konto.Takich, co zostawiają komentarze by złapać w "sieć" jeszcze nie spotkałam, ale zazwyczaj jak pisze ktoś u mnie komentarze to jest to blogger, i jak pisze pierwszy raz to dzięki temu widzę (w większości przypadków) nowy blog o M&A i jakoś to mnie cieszy, że powstają nowe ;)

      Usuń
    3. Jest dużo fajnych medyków bez romansu, chociaż ja oglądałam niewiele, bo to nie mój gatunek (Iryu Medical Dragon na przykład). Całkiem podobało mi się Voice, bo to było o studentach patologii badających trupy, więc nie było żadnych zjawiskowych operacji, za którymi nie przepadam XD

      Usuń
    4. Yay, studenci badający trupy! To mnie zainteresowało xD Czytałam jakiś czas temu fajną książkę o antropologu sądowym i mi się skojarzyło ^^

      Usuń
  7. A tak sobie obiecałam, że w wakacje będę non stop oglądać jakieś animu albo dramy.. Dupa, obejrzałam łącznie może ze dwa, albo trzy tytuły, jaki wstyyyyd D: W czasach gimnazjum to mnie odciągnąć nie szło od ekranu.. Medyczną dramkę to bym nawet i obejrzała, chociaż nie wiem, czy aby na pewno mnie interesuje, hmmhmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja oglądam jak mam wenę, więc są takie miesiące, kiedy nie oglądam w ogóle, i takie, gdzie wciągam jak leci.

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -