Posted by : Otai niedziela, 23 sierpnia 2015

Dzisiaj napiszę recenzję pierwszej mangi, którą chciałam zrecenzować, ale ciągle coś mi wyskakiwało. Mimo to bardzo zależy mi na zrecenzowaniu tej mangi dopóki łatwo kupić komplet z drugiej ręki. U wydawnictwa już się nie da, ale jest naprawdę sporo możliwości, żeby całą serię wyhaczyć między 100-200 zł. Mam taką teorię, że albo ludziom brakuje miejsca na półce na mangi, albo wydaje im się, że skoro mają tę mangę na półce ponad 10 lat, to znaczy, że na pewno z niej wyrośli i zapominają jej przeczytać jeszcze raz przed sprzedaniem. No bo jak inaczej miałabym sobie przetłumaczyć to, że ludzie w moim wieku sprzedają "Marsa", żeby kupić jakieś proste szkolne shoujo, które obecnie wychodzi i zdecydowanie nie jest doroślejsze? ;) No, ale dzięki temu kupiłam cały komplet tej mangi. Z serią wiążę się smutna raczej historia. Kiedy byłam młodsza pożyczałam "Marsa" koleżankom z klasy w liceum. Chciałam im pokazać co czytam i niektóre z nich się wciągnęły. Któż by się tam spodziewał, że nigdy tych mang nie dostanę z powrotem, bo ktoś mnie nie lubi? Ciężkie jest życie osobnika nie żywiącego głębszych uczuć negatywnych ani pozytywnych do nikogo, potem się okazuje, że ludzie myśleli o tobie jak o dziwolągu, dodawali o tobie nieprawdopodobne historie rozmawiając między sobą i kończysz bez swoich mango. Przez kilka pierwszych lat miałam nadzieję, że mangi do mnie wrócą. Potem nie miałam motywacji, żeby ją kupić drugi raz. Ale w końcu całkiem niedawno się zebrałam. I po latach naprawdę mnie zaskoczyła ta manga. I to pozytywnie! W mojej pamięci było w niej dużo więcej niedojrzałości i dużo więcej patosu. A tymczasem dostałam kawałek bardzo dobrej historii. Historii, której raczej w Polsce nikt by już teraz nie wydał. 

Fotki nieobrobione, ale nie mam dziś na to siły, wybaczcie
Nie będzie to długa recenzja, bo i wrażenia nie są najświeższe, ale od początku. "Mars" to piętnastotomowa manga autorstwa Fuyumi Soryo, która wychodziła w Japonii w latach 1996-2000. W Polsce została wydana przez wydawnictwo Waneko w latach 2003-2005. Chociaż była rysowana dla widowni shoujo, to zdecydowanie nie wrzucałabym jej do tego samego worka co większość tytułów z tego gatunku wydawanych dzisiaj. Nie do końca czuć, że mamy tu do czynienia z historią szkolną, a poruszane problemy bardziej przywodzą mi na myśl widownie josei. Autorka mangi, Soryo Fuyumi, urodzona w 1959 roku, wychowała się w  bardzo tradycyjnej rodzinie Kanze - jest to ród aktorski (jeden z pięciu w Japonii) pielęgnujący tradycję szkoły aktorskiej teatru Noh. Autorka od małego lubiła rysować - głównie konie, ale nie wykazywała większego zainteresowania mangą. W końcu zaczęła studiować projektowanie ubioru i żeby mieć więcej pieniędzy na udział w konkursie modowym Soen (jeden z najważniejszych konkursów w Japonii) postanowiła wcześniej zarobić biorąc udział w konkursie na mangę dla nowicjuszy. Nagrody głównej za mangę nie dostała, ale nie obeszło się bez wyróżnienia. Niedługo później zadebiutowała jako mangaka i stworzyła wiele wspaniałych serii (poza "Marsem" jedną z jej popularniejszych mang jest seinen "Ethernal Sabath" oraz shoujo "Boyfriend", za którą to mangę otrzymała nagrodę Shogakukanu. Obecnie autorka tworzy mangę seinen "Cesare", opowiadającą o losach rodziny Borgiów. Absolutnie muszę ją sprawdzić, bo o tym nie wiedziałam! (sami zobaczcie: 1 i 2).




Opis od wydawnictwa brzmiał tak:
Fabuła mangi koncentruje się na osobowości i życiu głównych bohaterów: Rei - niezwykle silny charakter, wydaje się zbyt dojrzały jak na 16 lat, rodzaj buntownika, ryzykanta i playboya, gwiazda rajdów motocyklowych; Kira - cicha, nieśmiała i delikatna osoba, której pasją jest malarstwo. Oboje są sobą wyraźnie zainteresowani, ale czy tak różne osobowości może połączyć los? W miarę rozwoju akcji okazuje się jednak, że wbrew pozorom łączy ich bardzo wiele. Każde z nich ma za sobą tragedie, której piętno zaważyło na ich psychice. Każde z nich usiłuje uciec od swojej przeszłości. Początkowo niejasne okoliczności śmierci brata Reiego, i jego tajemnicze powikłania rodzinne oraz traumatyczne przeżycia Kiry staną na przeszkodzie ich uczuciu - zwłaszcza, że pojawią się osoby, które będą im tę przeszłość uparcie przypominać. Potem uczucie okaże się silniejsze - ale czy to nie stanie się powodem jeszcze większych kłopotów? Mimo poruszonych w tej mandze poważnych problemów, czyta się ją lekko i przyjemnie dzieki bogactwu scen humorystycznych i romantycznej otoczce.



Myślę, że tym razem zacznę od klimatu i fabuły, skoro mamy tu do czynienia z opisem całej mangi, a nie jednego tomu. Manga ta nie należy na pewno do najlżejszych lektur - porusza problemy człowieczeństwa, jego utracenia, śmierci najbliższych, samobójstw, znęcania się w szkole, molestowania, gwałtu, ryzyka zawodowego i niesie za sobą naprawdę duży ciężar. Mimo to postacie wnoszą do niej wiele lekkości, co sprawia, że mangę bardzo dobrze się czyta. Humorystyczne sceny też czasem się pojawiają :). Tak jak wspomniałam wcześniej - serię pamiętałam mgliście i wydawało mi się wtedy, że za dużo problemów pojawia się jeden po drugim. Wydawało mi się to trochę nieprawdopodobne, ale teraz, kiedy właściwie dopadła mnie starość, wydaje mi się, że fabuła jest pod tym względem bardzo dobrze wyważona. To, że problemy odsłaniają się jeden po drugim, a nie wszystkie na raz pozwala czytelnikowi głębiej przyjrzeć się każdemu z nich. I kolejną rzeczą na plus jest to, że główni bohaterowie mają hobby. Wiem, że brzmi to absurdalnie, bo kto nie ma hobby w mangach? Z tym, że w "Marsie" bohaterowie swoim zainteresowaniom naprawdę się oddają. Mimo wielu tragedii, mimo krojącego się romansu między głównymi bohaterami, hobby nie schodzi na drugi plan. Zarówno malarstwo Kiry, jak i jazda na motorze Reia, odgrywają tutaj pierwsze skrzypce w takim stopniu jak cała reszta.



Polskie wydanie ma format kieszonkowy, jest troszkę mniejsze niż obecnie wydawane mangi. Wydrukowane jest na papierze ekologicznym, czyli tym trochę żółtawym, któremu czas jednak powoli zaczyna robić swoje i rogi pierwszego tomu zaczęły już żółknąć. Ale i tak są w stanie bardzo przyzwoitym, zważywszy na to, że z niektórych starych mang zsypuje się tusz i zostają białe strony. Druk w tomikach jest dobry, strony lekko prześwitują. Co mnie niezmiernie zaskoczyło to wyczyszczone onomatopeje i wstawione polskie zamienniki! Myślałam, że wtedy się tego aż tak nie praktykowało (np. w ParaKissie z tego okresu są japońskie onomatopeje), ale jednak z jakiegoś powodu MARS pod względem tej kwestii jest dopieszczony (w tomach, które wyciągnęłam na chybił-trafił z półki). Jeśli chodzi o typesetting w chmurkach - nie najlepszy, nie najgorszy, po prostu jest. Tłumaczenie jak dla mnie dobrze się czyta, jest stylizacja na mowę młodzieżową (z tamtych lat), ale to tylko coś w stylu "Cholercia" czy "Sorasy". Z resztą w starych mangach tłumaczenia były lekkie, nie wiem na ile zgodne z oryginałem, ale lekkie, zrozumiałe, i człowiek się nie bał, że na kolejnej stronie może polecieć kilka "Ku*w", "Poje*anców" czy co tam teraz w mangi potrafią wsadzić.

Wtedy też człowiek jakoś czytał te mangi i wiedział z dialogu co bohater ma na myśli, a teraz ma wrażenie, jakby coraz częściej pojawiał się w mangach niezrozumiały bełkot, jak w niektórych starych mangach Kasenu (żebyście sobie nie myśleli, że za starych czasów było tylko dobrze ;)). A, obwoluty! Są obwoluty! Nie wszystkie w moim kupionym komplecie były w dobrym stanie, ale ważne, że są. No i prawie bym zapomniała wspomnieć - manga jest wydana w układzie europejskim, a nie japońskim, czyli czytamy ją jak normalny komiks - od lewej do prawej. Taki był kiedyś klimat ;)


Kreska... kreska tej serii jest magiczna jak dla mnie. Twarze, a zwłaszcza oczy, rysowane są bardzo specyficznie, ale ładnie. Od razu można poznać, z czyim stylem mamy do czynienia. Postacie są zróżnicowane pod względem wyglądu, poza bliźniakami oczywiście :). Jest dużo rastrów, dużo teł, dużo detali (motory, farby, przyrządy codziennego użytku), anatomia jest w porządku, mamy tu mnóstwo scen bardzo dynamicznych (jazda na motorze, skoki, upadki itp.). Bohaterowie noszą dużo różnych ubrań, a nie jedno i to samo. W sumie główna bohaterka związuje włosy w różny sposób i fajnie, że autorka nie zapomina o tym, że tak można ;). Widać, że rysowniczka miała doświadczenie w rysunku pozamangowym zanim zaczęła tworzyć komiksy, po prostu. Nie jest może to taka szczegółowość jak w tym obecnym tytule, ale i tak estetycznie jest to naprawdę porządna robota.



Czasy, w których był rysowany "MARS"... lata dziewięćdziesiąte. One same w sobie miały specyficzny klimat, którego nie byliśmy w stanie dostrzec, kiedy w nich żyliśmy, ale obecnie jest to dla mnie naprawdę klimatyczna podróż sentymentalna. Wiele rzeczy nie mogłoby się już teraz wydarzyć. Wiele rzeczy nie mogłoby zostać narysowanych. A poza tym komunikowanie się przez pejdżery, noszenie dzwonów, ogrodniczek i innych przeuroczych rzeczy typowych dla tamtych lat wywołuje u czytelnika dodatkowy uśmiech na twarzy. Autorka najwyraźniej była dobrą obserwatorką świata i zatrzymała w swojej mandze czas...  Ciekawe po jaką obecną mangę sięgnę za jakieś 15 lat i będę się zacieszać do tego jak było kiedyś?



Może ta recenzja nie jest zbyt wylewna, ale po prostu zależało mi na tym, żeby zwrócić na tę zapomnianą już trochę mangę uwagę. Jeśli kiedyś zastanawialiście się, czy warto ją kupić, ja mogę jedynie powiedzieć, że warto. I powtórzyć, że jej ponowne przeczytanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Trochę cierpię, bo nie zapytałam sprzedającej czy ktoś w domu u niej pali i moje tomiki nadal niemiłosiernie śmierdzą, ale i tak cieszę się, że mogłam tę mangę ponownie kupić.

Poza tym strasznie mnie męczyło, że nie dałam upustu swoim emocjom na temat tego tytułu, chociaż już drugi miesiąc się za to zabieram. Poczułam lekki spokój ducha kończąc tę krótką recenzję.

{ 37 komentarze... read them below or Comment }

  1. Jejku, jak ja dawno Marsa juz nie czytałam! A całość juz od lat leży sobie u mnie na półce... Z Marsem mam bardzo dobre wspomnienia, właściwie naprawdę się dziwię, że tak dawno do niego już nie wracałam xD
    Super, że wrzucilaś tyle informacji dodatkowych, choćby o autorce, tak to lubię :D choć uważaj trochę na powtórzenia i styl, bo miejscami nieplynnie się czyta, a szkoda bo recka naprawdę jest niezła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jak piszę "poważniejsze" recki to staram się czytać drugi raz, albo uważać, ale jak mnie coś dręczy i męczy to dla spokoju ducha wyrzucam z siebie nieforemne myśli, tak jak w przypadku "Marsa" ;). Pewnie ze 3-4 razy jeszcze tu przyjdę i ją wypoprawiam, ale myślę, że dopiero kiedy odzyskam mózg, bo ma brzydki zwyczaj się ulatniać na jakieś 3 dni w miesiącu ;(

      Usuń
  2. Czytałam tę mangę jakieś 4 lata temu i z fabuły nie za wiele pamiętam, za to pamiętam, że pod koniec zaczęła się dla mnie robić strasznie męcząca. Na początku bardzo się wciągnęłam, lubię sobie czasem poczytać takie trochę psychologiczne mangi/książki, które poruszają trudne tematy. Taka mocno zaciekawiona byłam do może piątego albo szóstego tomu, tak gdzieś do dziesiątego było jeszcze okej, ale później już nie mogłam tego znieść. Główni bohaterzy zaczęli mnie niemiłosiernie irytować, nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć, jak tylko napisać, że to wszystko zrobiło się zbyt męczące.
    Co do tłumaczenia i kreski to w sumie jakoś specjalnie nie zwróciłam na nie uwagi, albo przynajmniej nie pamiętam niczego szczególnego, czyli zapewne nie było nic, co by mi się bardzo spodobało lub nie spodobało. A obwolut nie lubię bo mi przeszkadzają XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też właśnie pamiętałam tę mangę jako męczącą pod koniec, ale jak już sobie ją odświeżyłam to się okazało, że albo pamięć mnie oszukuje, albo po prostu dorosłam do tej historii.

      Ja uwielbiam obwoluty - bo mogę je właśnie ściagnąć, żeby mi ich faktura nie przeszkadzała i spokojnie trzymać w okładce, która jest pod tym względem dobrze dopasowana do czytania. Gorzej mam z mangami bez obwolut, gdzie nie mogę ściągnąć tych zbyt śliskich, ani tych matowych, które łatwo łapią ślady palców i musiałabym mieć na nie dodatkową okładkę. A obwolutę wystarczy do czytania ściągnąć, a potem założyć żeby ładnie wyglądała i na półeczkę. Dlatego czasem mi smutno, kiedy muszę kupować swoje ulubione tytuły bez obwoluty :')

      Usuń
    2. Możliwe, że ze mną też by tak było, gdybym przeczytała jeszcze raz, ale póki co nie mam takiego zamiaru, ani nawet możliwości.
      A co do obwolut, to właściwie masz rację :)

      Usuń
  3. Przyznaję, że kreska jest inna niż do tych mang które miałam okazję czytać. Widać również różnicę czasową.. Osobiście nie znam tej mangi, ale opis który opublikowałaś, pomimo że zdradzili większość fabuły, jest w jakiś sposób zachęcający :) Osobiście wolę oglądać anime, ale również nie będę marudzić jeśli ktoś pożyczy mi z dwa toniki na weekend ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ten opis nie zdradził aż tak wiele ;). Akurat do "Marsa" nie ma anime, ale za to jest tajwańska wersja serialowa... na której kilka lat temu utknęłam w połowie i pewnie teraz musiałabym zacząć oglądać od początku.

      Usuń
  4. Ja nie wiem jak to jest z fanami romansideł, ale ja np. mam ostatnio taki okres, że jakoś tak nie chce mi się czytać niczego ambitnego, a jak już jest poważniejsze to niech nie trwa za długo. To chyba też dlatego, że ostatnio ciągle w doujinach trafiam na angst, nawet jak kupuję doujin +18 z wymowną okładką to i tak czasami w środku potrafią przywalić dramą. T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak inni ludzie, ale ja mam tak, że jestem przemęczona smutnymi/negatywnymi/niedopowiedzianymi zakończeniami. Jak jest koniec normalniejszy (szczęśliwy, albo po prostu nieprzekombinowany) to w środku jak najbardziej mogą mi angstem walnąć.

      Usuń
  5. Cudowna! Koniecznie chcę ją kupić, przeczytać, już, teraz, zaraz!!
    Kocham stare mangi w klimacie josei i uparcie je kolekcjonuję, gdy wszystkie moje koleżanki kupują jedynie te nowsze tytuły. W ogóle dziękuję za tą recenzję, bo nigdy jakoś nie wgłębiałam się w temat Marsa - wiedziałam, że jest taka manga, ale mnie nie interesowała. Więc dzięki! Koniecznie niedługo muszę ją kupić i sama sprawdzić, czy jest dobra ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się z nią zapoznać, oj warto :D. I cieszę się, że moja notka naświetliła ci trochę o czym ta seria jest ^^

      Usuń
    2. Już kupiłam, niedługo do mnie dojdzie *O* Udało mi się trafić używankę za 100 zł 15 tomików, mistrzostwo świata xD

      Usuń
  6. Trzy notki w tygodniu, wow, widzę, że wena do pisania Cię nie opuszcza ;) Żebym ja potrafiła tak się zmobilizować :P Mars jest bardzo fajną szojką, taką trochę nietypową i poważną. szkoda, że obecnie wydawnictwa się nie kuszą na takie inne szojki (no może Orange się trochę wybija). W Marsie jedynie ten żółty papier mi się nie podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam tyle ważnych rzeczy do zrobienia, że po prostu wolę pisać notki i ich nie robić ;)

      Usuń
  7. Daj trochu weny! Bo ja mam całkowity zastój... *wkurz wkurz*
    Jak można zauważyć ostatnio zabrałam się za trochę starsze tytuły. Mars też jest na liście "do poznania" jednak jak na razie nie chcę kupować tej serii (ale Twoja recenzja baaardzo mnie do tego zachęciła), ponieważ mam wiele innych teraz rozpoczętych serii. Eh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro chcesz się zapoznać, to z kupieniem tak szczerze nie warto czekać. Ta manga jest niedostępna nigdzie w sklepach i komplet z drugiej ręki to teraz korzystna inwestycja (teraz na aledrogo są 2 komplety za 130-140 zł już z przesyłką)... a już po woli ceny zaczynają rosnąć, bo widziałam też komplety za 250 zł. W sumie między innymi po to się zmusiłam do tej recenzji, żeby ludzie nie przegapili szansy zanim seria stanie się juz kompletnie białym krukiem ;)

      Usuń
    2. T.T
      Trzeba to ostro przemyśleć...
      Oj trzeba...
      I to dość szybko...

      Usuń
  8. Swego czasu chciałam przeczytać Marsa, ale opinie w internecie mnie od tego odpędziły. Manga była niby przedramatyzowana i przez to naciągana. Z tego powodu cieszę się, że nastukałaś w klawiaturę tę recenzję, bo po jakimś czasie pewnie żałowałabym, iż mangi nie przeczytałam. Brakuje mi ostatnio takich "poważniejszych" shoujo, a Mars wydaje się być wcale nie taki zły :). Nic tylko znaleźć fundusze!
    ps. W życiu bym nie wpadła, że czytany przeze mnie historyczny seinen jest pisany przez autorkę shoujo! I to jeszcze przez mangake Marsa! :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam - też pamiętałam Marsa jako przedramaconą historię z dużą ilością patosu i nie wiem czy to kwestia lat, doświadczeń czy czego, ale nie znalazłam tego wszystkiego w "Marsie". Mimo wszystko czasem jest dobrze od serii odpocząć i się miło zaskoczyć :D

      Też muszę tego seinena zacząć czytać, bo wygląda ekstra :D

      Usuń
  9. Mnie u Fuyumi zawsze przeszkadzało to, że jej postacie są zbyt do siebie podobne, nawet teraz, ten Cesare wygląda identycznie jak jeden tancerz gej z Doll. No bo właśnie przy okazji Marsa Waneko zasypało nas krótszymi historyjkami tej pani w Mangamiksie, straszna szkoda, że nigdy nie trafiły do jakiegoś zbioru czy coś. Wszystkie były przedramatyzowane, ale i Mars był, z tego też względu (choć chyba bardziej finansowego) przerwałam jego kupowanie dość szybko.
    Bardzo podobały mi się w jej twórczości rysunki, ale chaos na stronach irytował, całe szczęście, że nie było tam zbyt dużo szczegółów ani kolorów. Humor mi się podobał, a i postaci sympatyczne były i szkoda, że to takie długie i tak się ciągnęło, może przy pięciu czy siedmiu tomach bym skompletowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak teraz czytałam "Marsa" to nie miałam tego problemu (kiedyś było inaczej). Natomiast mam taki sam problem jak ty w momencie dłuższych siodzio - np. ostatnio "Dengeki Daisy" - zdecydowanie mógłby być połowę krótszy. Bo koniec fajny, początek okej, a środek to te same wątki w koło i człowiek się męczy, Ogólnie uważam, że najbezpieczniej czytać siodzio-romansidła , które zamykają się w 10 tomach maks.

      Usuń
    2. Ja to w ogóle nie lubię romansów, gdy są dodatkiem do czegoś to okej, ale gdy są głównym wątkiem to nie gustuję, więc tak, jeśli są zgrabnie krótkie to dużo lepiej. Dengeki mam dopiero sześć tomów, ale jest jakoś wyjątkowo urocze i trafiające w moje upodobania, Mars w nie trafiał mniej, actually xD

      Usuń
    3. No mi tam właśnie najmniej pasowały te tomy tak chyba 5-9/10. Potem jak już przestali się bawić w "wiem, że ty wiesz, ale udam, że nie wiem" i w "porwę A lub B kolejny raz" było już całkiem fajnie, ale na pewno lepiej wspominałabym tę mangę, gdyby była tę połowę krótsza.
      A z Marsa chyba najbardziej zamulający dla mnie wątek to ten z kolesiem z młodszej klasy, który się leczył w tym samym psychiatryku co Rei.

      Usuń
    4. No właśnie to "wiem, ze ty wiesz" było strasznie głupie, ale to jedna z rzeczy, które lubię, ofkors jeśli są w miarę dobrze zrobione xD
      Do wątku psychiatryków już nie dotarłam, choć z tomów poczytywanych w Empiku pamiętam takiego psychola co wyglądał prawie jak małe dziecko i wbił Reiowi nóż w brzuch.

      Usuń
  10. Mars ma w moim sercu szczególne znaczenie i zdecydowanie należy do tych kilku nielicznych, wydanych w Polsce tytułów, które bardzo mi się spodobały.
    Historia historią, ale osobiście również byłam i w sumie wciąż jestem urzeczona kreską. Niby taka szojowa, ale mimo to nieszablonowa.
    Czy nikt by takiej mangi nie wydał? Myślę, ze Hanami by nie pogardziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hanami ostatnio woli sięgnąć po seineny i nie widziałam od nich dawno żadnego fajnego josei. Poza tym trochę mi podpadli tłumaczeniem "Mushishi"... chociaż i tak bym się nie obraziła za więcej tego typu tytułów od nich.

      Usuń
  11. Aww, Mars. <3 Odwrócony układ - grzywka raz na prawo, raz na lewo (bo jak jest jest jeden panel na stronę, to nie trzeba odwracać), wszyscy nagle stają się mańkutami... ba, zdaje się, że w 15. tomie to układ nawet z tekstem odwrócili! :D I te wszechobecne literówki... lubię Marsa, ale czytanie polskiego wydania po latach to dla mnie trochę hardkor. :D Dobrze, że dużo się w Polsce zmieniło względem jakości wydawania od tamtego czasu. Choć w dalszym ciągu to jedna z nielicznych szojek, które mi się naprawdę podobały, i wydanie Waneko dumnie stoi na półce. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze sobie roboty dokładali tym odwracaniem, teraz chyba by były jeszcze gorsze opóźnienia niż są, gdyby ludzie musieli się jeszcze odwracaniem kadrów zajmować ;D

      Usuń
  12. Będę czytać, bo potrzebuję czegoś do autobusu, dojazdy do szkoły po 1,5h...
    Myślę, że jest szansa, że przypadnie mi do gustu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję trochę. Ja też pierwszy raz będę do pracy dojeżdżać w tym roku, ale jako, że mam chorobę lokomocyjną, to pewnie nic czytać nie będę mogła ;_;

      Usuń
  13. W sumie prawie zapomniałam, że taka manga istnieje - tak rzadko się o niej słyszy. Ale skoro już o niej przypomniałaś, to chętnie poznałabym tę historię. Na pewno się za nią rozejrzę. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Od dawna chcę przeczytać i mieć na swojej półce ten tytuł. Nie czytałam tylko dlatego, że nie mogłam kupić. Jak już znalazłam ciekawą ofertę to albo hajsu nie było, albo ktoś mi sprzątnął ją sprzed nosa. I tak od paru lat. Ale kiedyś ją zdobędę :D
    Od strony graficznej postacie łudząco przypominają mi te z Peach Girl i możliwe, że mangi są poniekąd podobne. Choć mam wrażenie, że Mars nie ma aż tak infantylnej fabuły. I zapewne oba tytuły powinny mieć przynajmniej o połowę mniej tomów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet moja znajoma teraz sprzedaje komplet na grupach na facebooku, tak, że jest jeszcze szansa kupić z naprawdę dobrych rączek ;)

      Brzoskwinia wydaje mi się bardziej infantylna rzeczywiście, Mars jest trochę bardziej poważny i nie ma tych wątków w stylu love hotele/o borze liściasty, on ma prezerwatywę itp.

      Usuń
  15. Od ilu lat ta manga się nadaje do przeczytania? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że tak od 15 :).

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -