Ta strona korzysta z ciasteczek, jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai wtorek, 18 sierpnia 2015

Kolejna część cyklu notek, która to sprawdziła się już w lipcu. Wypisuję w niej co ostatnio przeczytałam i obejrzałam, jaką mam na ten temat opinię, co polecam i inne takie. Zanim jednak zacznę główną część notki chciałam powiedzieć, że w końcu mi się udało uzupełnić spis mojej mangowej kolekcji... w sumie wpis o każdej mandze to prawie jak mini-recenzja, a że miałam bardzo dużo do uzupełnienia (zwłaszcza planowanych i trwających, ale jednotomówki i całe serie też się znalazły) to zamiast pisać kolejne notki zajęłam się uzupełnianiem tamtego działu. Zachęcam do czytania, jeśli ktoś ma chwilę wolnego czasu. Chciałam też uzupełnić zakładkę blogi innych, bo dawno jej nie uzupełniałam, ale już w momencie spojrzenia na nią zadanie mnie przerosło. Tak, że mała prośba do czytelników posiadających własne blogi. Idźcie do wyżej wymienionego postu, tam sprawdźcie czy jesteście wpisani, czy wasz blog ma aktualny adres, a jeśli nie, to pod tamtą notką w komentarzu wpiszcie mi adres swojego bloga, przy okazji wspominając w którym dziale chcecie być uwzględnieni (bo blogi są podzielone tematycznie). Proszę się nie krępować, bo ja mam wyrzuty sumienia, że nie reklamuję ludzi odpowiednio, ale gdybyście mi sami powiedzieli co, jak i gdzie, to ułatwilibyście mi robotę.

MANGO-NIE-MANGO

Mango nie mango to takie mango, którego nie rysowano na rynek japoński. Tym razem padło na manhuę internetową, a raczej dwie, tworzone przez tę samą autorkę.


"19 Days" to internetowe paski rysowane w miarę regularnie, opowiadające o przyjaciołach z dzieciństwa i ich otoczeniu. Pewnego pięknego dnia przyjaciel z dzieciństwa wraca po latach, co prawda poprzestawiało mu się coś z mózgu i ewidentnie chciałby rozwinąć wątki romantyczne z drugim bohaterem, ten jednak nie jest zainteresowany, a poza tym świetnie disuje i uważa, że męskie nieporozumienia łatwo rozwiązać dając sobie po mordzie. Poza tym mamy garść bohaterów w stylu młodsza siostra, inny koleżka... To tak w wielkim skrócie. Nawet jeśli ktoś nie lubi wątków bromansowych to uważam, że nadal powinien zajrzeć do tego komiksu. Co prawda znajdują się tam bardziej BLowe sceny, ale póki co bardziej jako dodatkowe ilustracje, więc nie uciekajcie, kiedy jakąś zobaczycie. Gdybym miała określić historię jednym słowem, nazwałabym ją błyskotliwą. Jest pełna trafnych spostrzeżeń, humoru, melancholii i rozsterek cięższych. Ale kiedy jest ciężko zawsze wyskoczy z jakąś scenką rodzajową. Kilka przykładowych odcinków/wycinków:

1.


2. 

3.

W sumie same humorystyczne wam pokazałam, ale są jeszcze takie bardziej nastrojowe. Komiks jest darmowy, z tym, że wychodzi po chińsku, ale są robione skanlacje fanowskie po angielsku, a zdaje się, że autor(ka) nie ma nic przeciwko temu, jeśli są one odpowiednio zcreditsowane, Naprawdę zachęcam do przeczytania. Idąc za ciosem, bo "19 days" mi się spodobało sięgnęłam po inny komiks tej autorki, tym razem mniej zryty, ale nadal w podobnych klimatach, który zwie się "Tamen de Gushi". A oto przykładowe strony:


Ta historia jest mniej kontrastowa pod względem klimatu, takie lżejsze okruchy życia. Opowiada o dwóch dziewczynach, które znały się z widzenia. Jedna wpadła drugiej w oko, trochę się jej bała, myśląc, że napastuje ją jakiś stalker, ale w końcu się zaprzyjaźniły. Czy będzie z tego jakieś grubsze girls love? Wydaje mi się, że dziewczyny już prędzej się zejdą niż chłopaki w "19 days", bo w końcu jedna zainteresowała się drugą, bo ta ewidentnie wpadła jej w oko. Ale n razie jest lekko, przyjemnie, po przyjacielsku i z krótkimi historyjkami pobocznymi.

MANGO

Pomijam wersje papierowe, które mają szansę na jakąś recenzję z mojej strony, więc tym razem napiszę o mandze, która raczej nie ma szans na moją recenzję ze względu na swoją szaleńczą długość. I o mandze, która ma mieć swoje filmowe lajf akszyn, które z trailera zapowiadało się bardzo zabawnie, więc sięgnęłam po mangę i się nie zawiodłam.


Kiedy byłam jeszcze małym Otajem, to jest na drugim roku swoich pierwszych studiów, czyli bardzo dawno, z 8 lat temu gdzieś, obejrzałam ja z koleżanką anime "Skip Beat", które każdemu polecam i które porwało mnie z serce. Główna bohaterka naprawdę trzyma tą serię, jest kosmicznie zakręcona, aż po obejrzeniu anime zaczęłam czytać mangę, ale w pewnym momencie tłumaczenie się skończyło i przerwałam. Tak jakoś się ostatnio za żadną z czytanych mang nie mogłam zabrać i postanowiłam sięgnąć po mangę co tam dalej słychać. Troszkę mnie zszokowało, że manga dobije niedługo do 40 tomów jak tak dalej pójdzie, więc rozmyśliłam się z czytaniem. Ale dalej na nic nie miałam ochoty i podjęłam się czytania tej nie tak pięknie rysowanej mangi, zaczynając od początku, bo w sumie nie do końca pamiętałam co tam w ogóle się działo. Co prawda teraz mnie trochę przystopowało, ale w dwa dni wciągnęłam 17 tomów! Strasznie fajna historia, bohaterka fajna, a przede wszystkim wątek miłosny jest raczej drugoplanowy, przynajmniej w moim mniemaniu i strasznie podoba mi się pokazywanie jak się pracuje nad serialami, klipami muzycznymi, programami rozrywkowymi. rozwój kariery w showbiznesie, jak ratingi wpływają na bla bla bla... Kocham dramy, kocham japoński szołbiznes, manga o tym światku to dla mnie raj :D (dlatego nawet Love Stage!!, którego prenumeraty pierwszego tomu nadal nie dostałam od Waneko powoduje u mnie zaciesz).


Jest sobie ona, jest sobie ich dwóch. Jeden młodszy, z którym ni stąd ni zowąd zaczyna iskrzyć i staje się romans. A drugi jest starszy i wszyscy próbują cię z nim zeswatać. A ona lat m już 30, i co robić? Jakiż to oklepany motyw. Ale co jeśli w każdym z naszych mózgów pracuje przynajmniej pięć osobistości? Co jeśli oni odpowiadają za to, co tak naprawdę robimy, przeżywamy, mówimy? Co jeśli czasem o naszych uczuciach decyduje demokratyczne głosowanie, a co jeśli czasem ktoś po prostu dochodzi do głosu, kiedy reszta nie patrzy? Czy optymizm będzie próbował się powiesić, kiedy główna bohaterka usłyszy hasło "Zaskakująco dużo masz lat."? I skąd nagle szósta persona w mózgu? No tak, "Nounai Poison Berry" to typowy romans przedstawiony z punktu widzenia wspaniałego zespołu pracującego w mózgu głównej bohaterki: Yoshidy (szefa), Ikedy (pesymista), Ishibashi (optymista), Hatoko (lekkoduch) oraz Kishi (rozpamiętujący przeszłość). Naprawdę fajne mango. Wspomnę tylko, że film Inside Out Pixara był nawet posądzany o plagiat pomysłu z tej mangi. Ogólnie bardzo bym chciała coś Mizushiro Setony na polskim rynku z jej serii shoujo/josei (niekoniecznie BL) i obecnie "Nounai Poison Berry" jest w moim osobistym rankingu drugie po "After School Nightmare".

ANIMO


Natsume Yuujinchou - jak po latach wracałam do oglądania anime to polecono mi właśnie tę serię, pierwszy sezon wtedy mnie właściwie wynudził. Po kilku latach z okazji urlopu uznałam, że trzeba obejrzeć jakieś anime i wróciłam do tej serii. Nie pamiętałam jej zupełnie, więc uznałam, że zacznę od oglądania od początku i tym razem zaskoczyło coś od pierwszego odcinka i oglądało mi się naprawdę dobrze. Od razu wciągnęłam wszystkie cztery sezony, właściwie każdy odcinek mi się podobał i aż mi szkoda, że nie ma więcej. 

Poza tym oglądam:
Akagami no Shirayukihime - chyba będę musiała przeczytać mangę, bo mam wrażenie, że w anime na podstawie shoujek strasznie zmieniają tempo, może to dobra historia, ale te 5 odcinków mi się wlekło i miałam wrażenie, że nic się jeszcze nie wydarzyło tak naprawdę. Zobaczę jak mi pójdzie z mangą, bo nawet jak oglądałam anime na podstawie mang, które wcześniej lubiłam, to bardzo dużo mi się naprawdę ciągnęło. 

Ore Monogatari dobrze sobie leci w tle, jakoś lubię Takeo i jego "Suki da!". No i Suna z jego charakterem zawsze spoko. Czekam co prawda na jakieś ciekawsze odcinki, ale nie narzekam za bardzo, taka prosta rozrywka ;) 

Junjou Romantica 3 nie wiem czemu właściwie to oglądam, bo za serią wcale nie przepadam, nawet nie pamiętam poprzednich sezonów, ale i tak mam wrażenie, że ten jest o niczym. Leci sobie w tle, kiedy czytam mangi i tylko czasem podnoszę głowę ;) 

DRAMY


W sumie sama jestem zaskoczona, że tak szybko wciągnęłam "Mother Game", które fabułę ma nieskomplikowaną na pierwszy rzut oka. Ot przez przypadek biedna, samotnie wychowująca syna, pozytywnie zakręcona młoda mamuśka dostaje ofertę przyjęcia swojego syna do przedszkola. Nikt nie wspomina jej, że to przedszkole dla... bogaczy i że jej syn zostaje tam przyjęty w ramach eksperymentu. Otoczona na pierwszy rzut oka bardzo nawiedzonymi mamuśkami - żonami bogaczy nie zostaje najcieplej przyjęta. Z czasem okazuje się jednak, że każda z rodzin ma jakieś swoje sekrety - zdrady, syn hikikomori, znęcająca się teściowa, długi, byleby tylko dziecko miało jak najlepiej... W sumie jest to troszkę drama w stylu "protagonistka naprawia świat", więc nie spodziewałam się, że tak się wciągnę i tak szybko tę dramę obejrzę. I gra aktorska mamusiek jest super - zwłaszcza Adachi Yumi (ta pierwsza na banerze z ramionami na wierzchu) zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dawno, dawno temu za młodych lat (w latach 90tych) dostawała strasznie dużo ról - w tym główną w "Glass no Kamen", ale od tego czasu mniej więcej dostawała i nadal dostaje tylko poboczne role. A szkoda. Nie dość, że prawie nic się nie postarzała, to jeszcze ma niesamowite jak dla mnie zdolności aktorskie. Potrafi uruchomić takie tiki na twarzy trwające przez pół sekundy, a potem znów mieć pokerową twarz, że normalny człowiek teoretycznie nie powinien się zorientować o czym ona myśli, ale widz już wie bez słów.

Poza tym obejrzałam/oglądam:
Death Note - postanowiono odświeżyć wersję tej historii, ale nie polecam zatwardziałym fanom mangi, bo jest sporo zmian w samym założeniu postaci. (Light jest trochę przytrzymanym studentem, fanem Misy Misy, który chodzi na jej koncerty, L nie zajada się słodyczami, za to ma dziecięcą urodę itp.). Fabuła też leci trochę inaczej. Ale, że mi się np. filmowa wersja nie podobała, a samo anime obejrzałam dla obejrzenia to oczekiwań nie miałam i w oddzieleniu od oryginalnej historii ogląda mi się to bardzo dobrze. L grany przez YamaKena siadł mi o dziwo dużo bardziej niż ten grany przez MatsuKena, poza tym fabularnie jestem ciekawa jak rozegrają sprawy dalej. Nie jest to wysokobudżetówka, ale dostarcza mi dużo przyjemności z oglądania, więcej niż niejedna obejrzana przeze mnie drama ;) . 

Tantei no Tantei jest zdaje się na podstawie jakiejś nowelki, którą ilustrował gość od Demona Grzechu i Anothera. Opowiada o wydziale anty-detektywistycznym, który ma za zadanie zwalczać detektywów/naciągaczy. Główna bohaterka przy okazji ostro walczą stalking, bo jej siostra została zabita przez stalkera. Siostra ta była śledzona, została wywieziona do dalekich krewnych, żeby stalker jej nie znalazł, ten zatrudnił prywatnego detektywa... koniec końców główna bohaterka szuka teraz tego detektywa i chce się na nim zemścić. Główna bohaterka lubi się bić, więc w dramie jest dużo akcji, trzaskania po mordach, trochę poplątanej fabuły, która ma wciągnąć widza, dramat z przeszłości, wątek główny i wątki poboczne. To, co mi przeszkadza to działanie bohaterki na oślep - widz domyśla się wcześniej, że coś jest nie tak i widzi, jak bohaterka daje się nabrać i to mi przeszkadza. Sceny są ucinane w pewnych momentach i dopiero po pewnym czasie jest powrót do tego, co w danym momencie się stało. Będę oglądać dalej w miarę wychodzenia odcinków. 

Algernon ni Hanataba wo - bazująca na założeniach amerykańskiej powieści "Kwiaty dla Algernona" seria przeniesiona na współczesne czasy japońskie. Dobra gra aktorska głównego aktora, zwłaszcza jeśli chodzi o stopniową zmianę stanu umysłowego, trochę dramatu, trochę romansu, generalnie seria mnie wciągnęła, chociaż jest w niej coś przerażającego. (nie wiem jak to inaczej określić). 

Nobunaga Concerto - tak, nadal o tym samym ;) , bo oglądam bardzo wolno (mam swoje powody ;) ), ale seria na podstawie mangi o tym samym tytule bardzo mi się podoba, obsadzili aktorów w większości grających w wyższej klasy filmach, wizualnie jeśli chodzi o ubiór/krajobrazy też nie narzekam. Nie znam wersji mangowej, ani anime, ale fabuła mnie interesuje. 

Kyo wa kaisha yasumimasu - na podstawie mangi josei, którą mam w planach. Uznałam, że obejrzę najpierw wersję live action, a potem wezmę się za mangę i będę porównywać. W dramie główna trójka mnie kompletnie nie grzeje, ale za to postacie poboczne wygrywają moje serce - od pracowników firmy przez rodziców bohaterki. Są strasznie odprężający, więc główny wątek romansowy może sobie tam lecieć ;) . Ale też dobrali znaną obsadę aktorską do głównych postaci, więc nie chodzi mi o kwestie aktorskie, ale raczej fabularne~~ 
 

FILMY


Hidamari no Kanojo - strasznie przyjemny film, jeśli ktoś lubi ciepłe romanse z nutą goryczy i ruszają go koty w produkcjach wszelkiej maści, to dobry film dla niego. Na podstawie nowelki, którą absolutnie chciałabym przeczytać po obejrzeniu filmu. Może i krótka opinia, ale nie chcę tutaj nikomu nic spoilerować ;) .



Kuragehime - wiedziałam, że film mi się spodoba, bo bardzo lubiłam anime, poza tym rolę Kuranosuke zagrał Suda Masaki, którego uwielbiam już od roli Phillipa z "Kamen Ridera W", więc wiedziałam, że sobie poradzi. Szkoda jedynie, że nie kazali mu mówić bardziej żeńskim głosem, ale zapewne taka wizja reżysera. Wizualnie i aktorsko i tak byłam bardzo zadowolona i jak dla mnie pociągnął ten film :) . Chociaż reszta obsady też fajnie dobrana. Nie nastawiałabym się na kalkę fabuły z mangi/anime jeśli ktoś chce oglądać, bo znów strasznie pokręcili, żeby zmieścić wszystko w jednym filmie, ale i tak film oglądało mi się naprawdę nieźle, patrząc na różne inne powstające filmy LA ;) 


Ao Haru Ride - ludzi odstrasza nie za piękny Kou, ale mi ten aktor tam jakoś nie wadził z urody, jakoś zaakceptowałam, że wygląda jak trochę wyrośnięty, ale dosyć przeciętny, Japończyk. Może dlatego, że widziałam go już w xxxHolicu i tam mnie zdążył wystraszyć i do siebie przyzwyczaić? Ale reszta obsady nawet wizualnie bardzo fajna. W sumie akcja szła dosyć dziwnie, wiadomo, że musieli jakoś się zmieścić w dwóch godzinach. Dużą wagę przywiązano do relacji Kou z jego matką, dołożono nawet jakąś dramatyczną scenę w kościele, gdzie czyta od niej list. 


Kami-sama no Iu Tori to następny film na podstawie mangi, bardzo zrytej mangi, gdzie uczniowie  pewnej szkoły pewnego dnia zostają w niej zamknięci muszą wykonywać zadania narzucone przez różnego typu zabawki/lalki/istoty jak Daruma, Maneki Neko, Kokeshi, inaczej zostają zabici. Chociaż nie lubię krwi i horrorów ten film nakręcony jest niezwykle groteskowo, a sama obsada trzyma klasę. wciągnął mnie ten film i rozbawił, jest on z serii "teoretycznie bardzo zły, w praktyce całkiem w porządku". Rozrywkę mi zapewnił o dziwo.

I to by było na tyle na dziś. Mam nadzieję, że długością tej notki nadrobiłam fakt, że ostatnio mało pisałam ;).

{ 21 komentarze... read them below or Comment }

  1. Ao haru ride byloby dobre.. gdyby nie wlasnie Higashide Masahiro. strasznie lubilam go w Gochisosan, a tutaj to porazka, nie podoba mi sie jego sposob grania [no i niestety nie pasuje do Kou]; jak dla mnie caly ten film uratowal Yoshizawa Ryo - gdyby nie jego wiecznie przyglupawe miny to nie wiem czy dalabym rade obejrzec.
    ledwie przebrnelam przez Kami-sama no iu toori i to glownie przez mega drewnianego Fukushi Soute (jedyna rzecz jaka moge z nim ogladac to Starman, tam byl o dziwo calkiem niezly), Kamiki jak zwykle klasa sama w sobie, ale i tak te darumy, kokeshi i maneki neko wygraly wszystko
    Kuragehime mam na dysku i jakos nie moge sie za to zabrac kurde, a strasznie chce to obejrzec. :/

    /anonimowy krasnoludek ktory juz nie ma swojego pseudo-bloga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. YoshiRyo to w ogóle jest słoneczko, on był moim kanonem na Taichiego z Chihayafuru i ubolewam, że Japończycy mnie nie wysłuchali :'). Jak dla mnie to cała poboczna obsada prezentowała się lepiej niż główna dwójka w tym filmie... No i na pewno wywaliłabym scenę z kościoła, bo zupełnie nie była potrzebna.
      Dla mnie Fukushi Sota nadal pozostaje Kamen Riderem Fourze, tam był jedną wielką śmieszną kulą (a raczej jajcem) energii i dopiero się przyzwyczajam, że teraz gra takich przystojnych amantów ;). A Kamiki ciągnie niejedną produkcję, dlatego m.in. nie mogę się doczekać wersji live action "Nounai Poison Berry", gdzie też zagra. A Maneki Neko wygrał najbardziej mówiąc głosem Maedy Atsuko :D

      / fajnie, że ktoś tu jeszcze o dramach komentuje ;w;

      Usuń
    2. dla mnie on bylby idealnym Taichim, bo szczerze mowiac, Nomura Shuhei totalnie nie pasuje do tej roli. przynajmniej ja tego nie widze [w ogole pozostajac w temacie Chihayafuru to czy tylko ja nie nastawiam sie jakos mega hiper ekstra pozytywnie? byloby przasnie no gdyby nie ta obsada..... Hirose Suzu jako Chihaya.... niedlugo ona bedzie tak jak Fukushi - tj bedzie pojawiac sie niemal wszedzie; choc np w takim Gakkou no kaidan byla calkiem ok]
      ta scena w kosciele byla jednym wielkim przegieciem. ja rozumiem, nadac troche patetyzmu, ba, dramaturgii lub nie wiem czego jeszcze no ale helol??????????????/ to bylo straszne i w ogole troche zepsulo odbior tego filmu.

      no na Nounai poison berry wyczekuje z niecierpliwoscia! nie tylko ze wzgledu na Kamikyuna ale tez po trosze dla Yoko Maki, ktora zagrala przefantastycznie i w ogole czapki z glow w Soshite chichi ni naru.

      ja sie przyznam szczerze ze nawet zaczelam ogladac Kyou wa kaisha yasumimasu, glownie ze wzgledu na mange ktora lubie, no ale Fukushi... chyba jestem za bardzo do niego uprzedzona haha

      /krasnolud

      Usuń
    3. Jak dla mnie obsada Chihayafuru ogólnie nie wygląda na trafioną i to nie tylko wizualnie... ale skoro było powiedziane, że to nie jest wierna ekranizacja to mówi się trudno... Też się pozytywnie nie nastawiam. Młodsza Hirose ma ten plus, że przypomina z wyglądu swoją starszą siostrę - Alice, która jest nie tylko urocza, ale i bardzo fajnie gra ;)... W sumie imho Alice byłaby lepszą Chihayą jak dla mnie.

      Nounai całą obsadę w sumie ma fajną, Furukawa Yuki też powinien się tam sprawdzić :D. Maki Yoko lubię w zależności od jej roli, czasem mnie denerwuje, a czasem mi się podoba... po trailerze nie jestem w stanie stwierdzić jaka to będzie jej rola - czy ta, która przypadnie mi do gustu, czy wręcz na odwrót. Ostatnio oglądałam z nią "Mondai no Aru Restaurant" i było całkiem przyjemne :)

      Kyo wa Kaisha rozkręca się z czasem, główny wątek to nudny jest ale dla duetu Taguchi z KAT-TUN i Chiba Yudai warto. No, może dorzucę do nich Nakę Risę. Taguchi ma tam świetną i pozytywną rolę, a Chiba Yudai im dalej - tym bardziej bawi widza swoimi minami i zachowaniami.

      O właśnie, Chiba! On mi w sumie też całkiem całkiem pasował do Ao Haru Ride :)

      Usuń
  2. Czy możemy porozmawiać o tym, iż Sudacchi to chłop który najcudowniej na świecie wygląda w damskich ciuszkach? Still pamiętam jak śpiewoł w kiecusi 'Heavy Rotation' ;___; wgl faceci powinni nosić kiecki, bo mają dużo ładniejsze i zgrabniejsze nogi niż większość kobiet. sed bat czru.
    Hidamari no Kanojo widziałam i o dziwo nie rzygałam na widok MatsuJuna a nawet mi się podobało *oprócz MatsuJuna ofc*. Nie mój ulubiony rodzaj filmów, ale na smutne zimowe wieczory, pod kocykiem i z herbatką to jest idealny :D
    AoHaru muszę obejrzeć w końcu, bo siedzi na pynciu od czasu konwentu i jakoś nie miałam kiedy się za to zabrać X'D Masahiro w Holicu był dziwny, ale za to w Mondai Restaurant przypadł mi do gustu, chociaż był ciapą generalnie xD ofc wolałabym przystojniejszego Kou, ale zawsze mogli dać zamiast Masahiro np MatsuJuna, więc wolę Masahiro. Szkoda tylko że taki stary jest i licealista ni w plecy ni w oko mu nie pasuje :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jako Filip wyglądał dobrze jak się za babę przebrał. Chociaż nie mogę troszkę przeboleć, że nikt mu nie kazał mówić bardziej żeńsko, bo on potrafi, a teraz tyle noobów może nie docenić go w tej roli, bo "mówił jak facet". Noo, jeszcze Nissy z AAA ma wyjątkowe nogi na przykład, prawdziwe zazdro.

      No ja właśnie po konie obejrzałam co tam na tym dysku miałam XD. Ja tam całkiem lubię MatsuJuna więc narzekać nie będę ;) Za to z Sho nic oglądać niemogę jeśli chodzi o Araśki.

      Usuń
  3. Muszę dać drugą szansę 19days. Jakoś mi wcześniej nie podeszlo.
    Natsume Yuujinchou wspominam z sentymentem. Ciekawe jest też Hotarubi no mori e, chyba tych samych twórców.
    Do Kamisama no iu toori się przymierzam od dłuższego czasu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na początku też nie siadło, ale m.in. dlatego, że zaczęłam czytać na stronie, na której odcinki nie tylko były przemieszane, ale jeszcze się do tego powtarzały. A im dalej tym robi się coraz fajniejsze, teraz tylko czekam na kolejne paski.

      Usuń
  4. Fajne to to nie-mangowe, wygląda bardzo przyjemnie. xD
    Cieszę się, że Natsume się spodobał mimo presji jakie na pewno wywarło otoczenie, bo większość zazwyczaj chwali tę serię, więc pewnie zaczynałaś z mniejszymi lub większymi wymaganiami. xD Ja swoją przygodę z Natsume zaczęłam dawno, bardzo dawno temu, bodajże w 2009 roku? Albo w trakcie emisji drugiego sezonu albo zaraz po i zakochałam się od pierwszego odcinku. Od tego czasu marzy mi się manga w Polsce. T.T

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem Natsume mi w sumie w ogóle nie siadł, więc to chyba była kwestia dobrej chwili na oglądanie. ;) Musiał swoje odczekać.

      Usuń
  5. Mnie Księga Przyjaciół Natsume znudziła, potem spróbowałam mangę i znowu to samo, chyba jakaś klątwa czy inni diabeł.
    Paskowe niemango są przedziwne, przeczytałam Nineteen-TwentyOne, Annarasumanarę, potem troszku Noblesse, Pale Horse i Under Prin. Zupełnie się w tym nie odnajduję, jedynie Annarasumanra skradła moje serce. O, jeszcze po drodze jakiś wstęp horrorowy widziałam. 0.0 Mhz chyba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może musi cię starość dopaść, tak jak mnie dopadła. Poczekaj te 10 lat, Natsume będzie idealny XDD.
      Cóż, u mnie paskowe mango zależą od tytułu, a te 2 komiksy zauroczyły mnie swoją prawdziwością i reakcją w stylu "Tak jest. TAK WŁAŚNIE JEST." Mogę z nich tonę rzeczy odnieść do swojego RL.

      Usuń
  6. 19 Days brzmi sympatycznie, brakuje mi takiego zabawnego tytułu. A cień shounen-ai ucieszy moją stronę wstydliwej fujoshi xd.
    Nounai Poison Berry wydaje sie byc ciekawe i nietypowe. Po skonczeniu After School Nightmare na pewno przeczytam :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko znajdź dobrą stronę do czytania, ja za pierwszym razem znalazłam taką, gdzie rozdziały były przemieszane i po 5 razy to samo ;-;
      Polecam te tytuły Mizushiro Setony :D Kilka innych jeszcze przede mną, ale mam nadzieję, że będą na tyle fajne jak ASN albo NPB.

      Usuń
    2. Dzięki za ostrzeżenie! Zwrócę na to uwagę jak będę szukała manhuy :).

      Właśnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona ASN Mizushiro Setony. Bardzo fajnie jest przeczytać od czasu do czasu mroczniejsze shoujo, dotykające przy okazji kwestii psychologicznych, nie popadając przy tym w przedramatyzowanie. Naprawdę super :D.

      Usuń
  7. Anime oglądam dokładnie te same ;) ale Natsume to chyba z rok temu oglądałam i bardzo mi się podobało, szkoda, że nie ma więcej odcinków, buu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ja sie cieszę, że póki co nie ma więcej, bo pewnie nie zmusiłabym się wtedy do tego nadrabiania serii. Ale teraz to by już mogli coś pomyśleć ;D

      Usuń
  8. Też czytam 19 Days, naprawdę można się przy tym uśmiać, chociaż nieco poważniej też bywa. Tamen de Gushi też zaczęłam, ale mam sporo zaległości. Skip Beat jest gdzieś na mojej liście do obejrzenia, ale jakoś zawsze o tym zapominam. Nounai Poison Berry brzmi całkiem interesująco, chętnie na nie zerknę. Ore Monogatari mnie ostatnio zaskoczyło, mam wrażenie, że odcinki zrobiły się ciekawsze. Z filmów obejrzę chyba Hidamari no Kanojo. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skip Beat jest naprawdę wart obejrzenia, nawet mojej znajomej, która nie ogląda anime się spodobało i oglądała na studiach razem ze mną ;)

      Usuń
  9. Ojejku, widzę, że nie tylko ja się zawiodłam Junjou. W sumie do samej mangi mam dość ambiwalentne nastawienie, a wszystkie pary oprócz Junjou Egoist mi mniej lub bardziej działają na nerwy (szczególnie Usagi x Misaki, loooosieee...), ale poprzednie dwa sezony oglądało mi się całkiem przyjemnie, taki odmóżdzacz na koniec dnia. Ale ten sezon jest naprawdę cienki.

    19 Days mnie zainteresowało, popatrzę, poczytam. ;) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie nigdy nie miałam pozytywnego nastawienia do tego tytułu, dlatego kiedy potem Sakaiichi Hatsukoi okazało się całkiem przyjemną lekturą byłam zaskoczona ;D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -