Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai poniedziałek, 6 lipca 2015

Jest taki typ mang, który odstrasza kreską. Otwierasz tomik, a po plecach przechodzi ci jakiś nieprzyjemny dreszcz. Tak miałam z mangą "GDGD Dogs", kiedy zapowiedziało ją Waneko. Po kilku przykładowych stronach  i przejrzeniu tomiku po japońsku moja reakcja była właśnie taka. Nie wiem co tak przeraża mnie w tej kresce, ale uznałam, że to manga, która wypada z mojej listy zainteresowań. A wy jak na złość zaczęliście pytać o to, czy mam zamiar pisać recenzję tego tytułu., poczułam presję, a teraz dzięki uprzejmości Waneko mogę ten tytuł wam zrecenzować. Na początku zastanawiałam się "Czy dobrze zrobiłam? Czy ja to zniesę?", ale po którymś podejściu uznałam, że się uodporniłam i mogę podejść do oceny mangi specjalnie dla was *kłania się*.


Na początku może kilka podstaw - "GDGD DOGS" autorstwa Emy Toyamy to trzytomowa manga, która wychodziła w latach 2010-2013 w magazynie "Aria" w Japonii, a w 2015 roku w Polsce pod tytułem "Psy na mangę" została wydana w Polsce - a raczej dopiero 1 tom, bo na kolejne trzeba jeszcze trochę poczekać. Angielski tytuł to "Manga Dogs", a Waneko z propozycji na ich forum wybrało "Psy na mangę", co według mnie jest strzałem w dziesiątkę, bo idealnie określa to, co bohaterowie robią w środku. Związek frazeologiczny "Być psem na coś" w tym przypadku "Być psem na mangę" jest tu wykorzystane w kontekście zarysowania jak bardzo łasi na mangę są nasi bohaterowie, jak bardzo rzucają się na jakąkolwiek wzmiankę o tym, że mogą zostać mangakami i na same komiksy. Manga klasyfikuje się na szkolną komedię o pracy. Opis od wydawnictwa brzmi tak:

Podczas gdy inne 15-letnie dziewczyny martwią nadchodzącymi sprawdzianami w szkole, pierwszymi miłościami lub temu podobnymi sprawami, Tezuka Kanna musi martwić się goniącymi ją terminami oddania kolejnych rozdziałów i ciągle spadającymi wynikami jej mangi w ankietach. Czemu? A temu, że Tezuka pomimo swojego młodego wieku jest już profesjonalnym mangaką! Gdy dowiaduje się, że w jej szkoła organizuje kurs rysowania mangi oczywiście od razu się na niego zapisuje... choć gdyby wiedziała, że w wyniku tej decyzji będzie musiała wziąć pod swoje skrzydła trzech chłopaków marzących o tworzeniu mangi to zapewne postąpiła by inaczej! Każdy z nich ma bowiem bardzo dużo zapału do pracy lecz nic poza tym. Czy uda jej się coś z nich wykrzesać i zmusić do narysowania czegokolwiek? No i czy nie ucierpi przez nich jej własna praca?!
Obwoluta mangi jest błyszcząca, bardzo kolorowa i przypomina tę japońską, również logo. Napisy są tutaj mniejsze niż w przypadku oryginału i zasłaniają mniej okładki niż wersja japońska, chociaż polska czcionka z wypowiedziami na obwolucie nie należy do moich ulubionych, ale to już kwestia własnych preferencji. W sumie taka kolorowa i radosna obwoluta dla mnie była całkiem zachęcająca. Pod obwolutą znajduje się okładka, na której prezentowane są różne postacie. Postacie te są aż tak do bólu głupie, że od razu pomyślałam "O, jest dobrze, to będzie bardziej zryte niż myślałam".


Niestety już po otwarciu tomiku okazuje się, że te wspaniałe postacie z okładki, które mogłyby zrobić z mangi serię pokroju "Di Gi Charat" czy "Excel Saga" są postaciami, o których w samej mandze są tylko wzmianki. Są to bowiem bohaterowie komiksu rysowanego przez naszą główną bohaterkę. 


Na dzień dobry wita nas kolorowa strona, z bohaterką, która wkłada wiele wysiłku, by nas zachęcić do czytania jej dzieła pod tytułem "Ucz mnie buddo miłości" (ja tam się już po obwolucie czułam zachęcona bardziej niż do czytania "Psów na mangę" i ubolewam, że nie mogę), ale jak widać jej charakter nie wytrzymuje robienia sobie takiego obciachu. W tym momencie po przeczytaniu całego tomiku mogę wam powiedzieć, że warto powędrować na koniec tomiku, gdzie mamy krótki komiks od autorki mangi (nie mylić z bohaterką!) opisujący jak manga powstawała i wyjaśniający, że każdy rozdział ma równo 10 stron i że początkowo chciała stworzyć coś w stylu "Bakumana" na wesoło. Ubolewa też np. nad tym, że nie potrafi rysować bishounenów. Potem na samym końcu znajduje się słowniczek od Wydawnictwa Waneko, który wyjaśnia nam nazwiska i zwroty, które bardzo ułatwią nam zrozumienie tej mangi podczas jej czytania. Ta końcówka jest w sumie całkiem niezłym wstępem i gdybym przeczytała ją na początku może miałabym od razu inne nastawienie do tej mangi.

A tak wygląda przykładowy odnośnik do przypisu :)
Jeśli chodzi o kreskę to tak jak na początku wspomniałam troszkę mnie przyprawia o dreszcze, nie wspominając o tym, że po przeczytaniu tomiku miałam w nocy jakieś koszmary! To pierwszy raz, kiedy w sumie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że ta kreska jest słodka i urocza aż do bólu. Trójkątne twarze, wielkie oczęta, małe noski i malutkie usteczka - taka jest kreska tej mangi


Ta kreska przez środek to zdaje się mi się przez pomyłkę machnęła w GIMPie przy zmniejszaniu zdjęć
. Jak już do niej przywyknęłam to przestała być taka straszna i w sumie myślę, że jeśli wam nie przeszkadza, tylko się podoba to będzie ona raczej plusem. No bo w sumie chibiki, użycie rastrów czy sposób, w jaki autorka cieniuje włosy są na naprawdę dobrym poziomie i ja chyba nawet po latach praktyki nie miałabym chyba takiej intuicji, żeby w ten sposób tworzyć. Tło pojawia się czasem, często w postaci rastrów (pewnie gotowych), ale nie odczuwałam tego podczas czytania i kadry wydawały mi się pełne.

 Nasi bohaterowie plus rzut okiem na tłumaczenie :)
To, co zaskoczyło mnie w fabule tej mangi, to fakt jak bardzo potrafiłam się wczuć w rolę głównej bohaterki, która wydaje się tam najrozsądniejsza, a której człowiek współczuje. Kiedy okazuje się, że nasza główna bohaterka zadebiutowała nasza trójka zdrowo postrzelonych i zupełnie niepoważnych bohaterów zaczyna wręcz prześladować naszą bohaterkę, rzuca się na wiedzę swojej nowej "nauczycielki" jak piesek na kawałek mięsa, powala ją głupotą i stresuje podczas pracy. Dodatkowo przypominają Kannę, że wyobrażenia o byciu mangaką nie zderzają się z jej rzeczywistością. Czytając każdy kolejny 10-stronicowy rozdział to fakt, że denerwowałam się tak samo bohaterka, a nasi bohaterowie tak samo mnie osłabiali i dobijali. W gruncie rzeczy miło jest mieć w mandze kogoś, kto cię rozumie, a zaskakująco rzadko zdarza się, żeby to była główna bohaterka. Nie wiem czy to dobrze, ale z drugiej strony to trochę odróżnia tę mangę od innych. Nawet w momencie, kiedy pomyślałam, że czuję się trochę jak pedofil patrząc na te drobne buźki bohaterów (minus to, że mnie nie kręcą) myślenie bohaterki mnie zupełnie nie zawiodło:


W pierwszym tomie w sumie nie ma co liczyć na żadne inteligentniejsze od naszej bohaterki postaci. Biedna, nie dość, że ma problemy z tym, że zadebiutowała, ale jej komiks nie jest popularny i w każdej chwili może zostać wstrzymany, to jeszcze musi się użerać z trójką szaleńców, który pojęcia o rysowaniu mang nie mają oraz z szalonym edytorem. Dodatkowo wszystkie jej nadzieje związane z nauczeniem się czegoś nowego w klasie "mangowej" legną w gruzach, gdy okazuje się, że ich nauczyciel w takim samym stopniu zna się na mandze, w jakim wygląda jak facet - czyli w ogóle. Bohaterowie zwracają się do Kanny per "sensei", co oznacza jednocześnie w tym kontekście nauczyciela i mangakę, więc może dobrze, że to określenie zostało w oryginale.

Nauczyciel - trap - jak to ktoś gdzieś określił
Tym razem co do edycji to nie mam zbyt wiele do powiedzenia, czcionek jest kilka, sufiksy wyczyszczone, łamanie nie należy do moich ulubionych, ale i tak jest całkiem w porządku. Doliczyłam się w moim egzemplarzu trzech stron, na których są lekko ucięte litery, w ten sposób: Co do wydania to ogólnie jest całkiem niezłe, błyszcząca obwoluta bez bajerów, ale wygląda nieźle, okładka dobrze się trzyma przy czytaniu, a na prześwity i papier nie mam co narzekać w tym przypadku (w odróżnieniu od "Tsumitsuki" czekającego w kolejce do moich malkontenckich recenzji).


Tłumaczenie czyta się płynnie, na szczęście nie ma odstraszających mnie wulgaryzmów (na przykład raduje mnie fakt, że mamy tu do czynienia ze słowem "popierdzielony" zamiast "popier*olony" albo "poje*any", co ostatnio jest w mangach modniejsze), co pasuje do klimatu tej komedii i nie wynosi jej na zbyt wulgarny poziom, a jednocześnie udaje się wyrazić odpowiednio nerwa, jakiego bohaterka ma na bohaterów. Wyjątkiem od reguły jest fandomowe określenie "mangozjeby" (patrz: jedno z powyższych zdjęć), które akurat wydaje mi się w swoim kontekście. Ogólnie nawiązania przywodzą na myśl polskie realia "mangowe", co pozwala się nawet bardziej wczuć w sytuację bohaterki.


No bo to jest tak, że bardzo wielu z mangowców było kiedyś szalonymi weaboo-noobami/mangozjebami (za moich czasów byliśmy po prostu mangowcami), którzy w mniejszym lub większym stopniu robili wiochę. A nawet jeśli nie robiliśmy, to komuś zawsze może przeszkadzać nasz napis czy obrazek na koszulce, ciuch czy samo chodzenie w peruce. Z tym, że nadchodzi taki moment, że człowiek przychodzi na konwent i jakiś lepisty człowiek z napisem "Free hugs" rzuci się na ciebie bez pytania. Albo moment, kiedy idziesz do Empiku ocenić co warto kupić, czego jeszcze nie znasz i szybko uciekasz ze stoiska z mangami, bo jakaś niebieskowłosa osoba z kocimi uszkami w cosplayu rodem z "Ataku Tytanów" krzyczy przy mangowym stoisku przez 5 minut "To mam! Tego nie mam! To już wyszło! O BOŻESZTYMÓJ!" tak głośno, że zwraca uwagę całego sklepu. I dzięki tłumaczeniu bardziej na polską modłę łatwiej uświadomić sobie, że bohaterka zostaje przez takie osobowości osaczona i musi z nimi przeżyć właściwie tylko dlatego, że mają w teorii podobne zainteresowania. Ja wraz z bohaterką wczuwałam się w ten dyskomfort i nie wiem, czy byłabym w stanie znieść tyle, co ona. (bo wymyślać podobnie zryte mangi to bym mogła, gdyby mi tylko za to płacili C:)

Poza rzeczami, które typowo kojarzą mi się z polskim fandomem mamy tu rzeczy i nazwy bardziej ogólne, wyjaśnione w słowniczku Waneko. Nazwy magazynów, w których wydawane są mangi, nazwy przyborów do rysowania, imiona i nazwiska znanych mangaków - cała manga jest pełna nawiązań i jeśli się je zna to jest jeszcze więcej zabawy.


Ponieważ manga składa się z krótkich historyjek to ciągłość wydarzeń, przynajmniej w pierwszym tomie, jest mało widoczna - czasem przypomni o sobie edytor i pierwszy tom zakończony jest w sumie cliffhangerem, żeby czytelnik czuł się zaciekawiony co się stanie w kolejnym tomie. W sumie takie zamknięte rozdziały mają swoje plusy i minusy, o czym pewnie z resztą sami wiecie. Z jednej strony człowiek nie czuje się wciągnięty przez fabułę, bo i w takich głupiutkich przygodach ciężko znaleźć nurtujące nas pytania, a jeszcze ciężej odpowiedzi. Z drugiej strony można w dowolnej chwili przerwać czytanie i wrócić do kolejnego rozdziału, kiedy tylko będziemy chcieli, bo nie trzeba wiele zapamiętywać z poprzednich. I w sumie takie dawkowanie sobie rozdziałów w moim przypadku wyszłoby na lepsze niż podejmowanie prób ogarnięcia wszystkiego na raz, bo skończyłam z podobnymi odczuciami co nasza bohaterka - nieco przerażona trzema chłopcami, z którymi przyszło się jej uczyć.

Seria ma tylko trzy tomy i jeśli niestraszna jest wam ta "kjutaśna" kreska, moc absurdu, jesteście gotowi wraz z bohaterką negować to, co się wokół niej dzieje i lubicie różne nawiązania do istniejących elementów związanych ze światem mangi i anime to myślę, że możecie się z nią zapoznać i całkiem nieźle się przy nim rozerwać. Ja nadal nie jestem pewna czy ten tomik mnie przerósł i czy jednak nie? Czy jestem taka mocna jak główna bohaterka, czy nie? W sumie... Czas pokaże, a ja mam nadzieję, że ta recenzja wam trochę rozjaśniła o czym jest ta manga lub naświetliła ją trochę z innej strony :). A może pierwszy raz o niej słyszycie? W takim razie po więcej informacji zapraszam na stronę Waneko, a w najbliższym czasie może pojawi się jakaś recenzja bardziej trzymająca się w konkretnych ramach, jak to bywało do tej pory z innymi mangami, które recenzowałam wcześniej.

{ 16 komentarze... read them below or Comment }

  1. Ostatnio bardzo podobają mi się polskie tytuły mang: "Oblubienica Czarnoksiężnika", "Jak zostałam bóstwem!?", czy też "Psy na mangę". Są po prostu boskie! :D

    Dawno dawno temu, kiedy Sasa żywiła się tylko shoujo, przeczytała ona dwie inne mangi autorki Piesków: "Koko ni Iru yo!" i "Watashi ni xx Shinasai!" (porzucone w połowie), to tez do trójkątnych twarzy postaci się przyzwyczaiła xd. Mimo to, przeczytane tytuły były przewidywalnymi średniakami. To też Piesków zdecydowałam się nie kupować. Ilość tomów kusi, jednakże również "Tylko kwiaty wiedzą" mają tylko trzy tomy. I summa summarum wolę zainwestować w nowe yaoi :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się większość tytułów ostatnio podoba też :D Szkoda, że u nas wcześniej się nie przyjęło tłumaczenie tytułów, z drugiej strony "Wojowniczki z krainy marzeń" i "Rycerze Zodiaku" to nie były jakieś porywające tytuły XD Chociaż na przykład z nowych "Tylko kwiaty wiedzą" nie wywołują u mnie emocji jeśli chodzi o tłumaczenie tytułu XD

      A no, w sumie jakbym miała do wyboru to bym wybrała "Kwiaty", bo to jedna z mang, które lubiłam już wcześniej. Ale jeśli jesteś przyzwyczajona do kreski "Psów" to może w przyszłości (nawet jeśli dalekiej XD) ci przypasują? ;)

      Usuń
  2. Oja, to jeszcze mało brzydkiej kreski widziałaś. Maria zaprawiona, bo jest stałym oglądaczem różnych galerii z yaoi handsami na tumblrze. Ale ja czytam rzeczy z taką dziwną kreską, że ta to nawet przyjemne wytchnienie. Wow, wow, Waneko takie uprzejme, recenzuj dla nich, bułko.
    Choć jedna osoba, która nie psioczy na obwolutę <3
    Mam nadzieję, że ja już takiej wiochy nie robię... Ja tylko poprawiam łibu w empikach i informuję ich, jak nie wytrzymuje. NIECH ONI NIE ROZGINAJO MANGÓW TAG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie to jak do mnie dotarło, że ludzie dostają po 10 darmo tomików na miesiąc do recenzji to mnie jakoś tak obdarło z moralności i jak jakieś pojedyncze tomiki do recenzji mogę brać to bierę teraz.

      Mnie właśnie mało która kreska odstrasza, ale w tej jest coś takiego, co mnie przeraża, nie jestem dokładnie w stanie określić co XD

      Nie no, obwoluta jest w sumie taka... ciekawa? Bardziej mnie boli np. Srebrny Trójkąt, bo wolałabym taką klasyczną wersje. Tu jest przynajmniej podobnie do oryginału.

      Ja w Empiku poprawiam obwoluty i układam mangi według serii, jak już tam raz na pół roku jestem.

      Usuń
    2. Mnie smuci to, że ludzie obdzierają wydawnictwa z mang, a ich recenzje wołają o pomstę do nieba i widać, że mogliby włożyć w to więcej pracy, bo tak, to jest wręcz oburzające :C Ale nie mogę iść do wydawnictwa, żeby mi dawało mangi, bo pewnie nie dałabym rady dokładnie i obiektywnie zrecenzować każdej, do tego, gdy zaczęłam współpracować z Otaku to trochę się skomplikowało.
      Mnie na tej zasadzie przeraża kreska
      Zapomniałam, czego kreska, bo mi wleciała jaskółka do pokoju i musiałam ratować.
      Srebrny Trójkąt mi się podoba, taki subtelny.

      Usuń
    3. A ja jestem dużą fanką traditionali i w sumie wolałabym ten oryginalny art niż jakąś komputerową przeróbkę ;)
      http://i57.tinypic.com/sc6zy0.jpg

      Usuń
    4. Ja generalnie tez, ale to jest jeden z tych slynnych wyjatkow. Tutaj ta przerobka bije oryginal na glowe i ogolnie, taka klasa z niej bije.
      Trudno sie bajeruje wydawnictwa, by ciagnac mangi? :D
      W ogole smutek, bo dawno zdjecia wszystkich zbiorow nie bylo, a mysza ciekawa zawsze, ile tego dobra maja ludkowie.

      Usuń
    5. Nie wiem czy trudno, mili ludzie ze Studia JG dali mi do recenzji dwa tomiki, bo przeczytali wcześniej reckę ReVerSala i nie prosiłam ich o to. Oni dbają o łamanie mojego kręgosłupa moralnego. Natomiast do Waneko napisałam tak po prostu "Właściwie to krzywda mi się nie stanie jak nie dostanę tomiku, ale ludzie mnie pytają o "Psy na mangę", a ja nie zamierzam kupować tylko po to, żeby dla nich napisać recenzję, tu są moje poprzednie recenzje *link*" w troszkę delikatniejszy sposób niż teraz tobie. I się zgodzili. Tak, że ja doświadczenia w bajerowaniu nie mam jak widać. Chociaż te egzemplarze do recenzji mnie dla odmiany motywują, żeby się mangom przyjrzeć lepiej niż zwykle, kiedy po prostu je czytam, więc to wcale nie jest takie złe.

      Kiedyś zrobię zdjęcia, jak wszystko w końcu wyląduje na półkach i nie będzie syfu :')

      Usuń
    6. Oja, zobacz, jaki fejm, ludzie samo tomiki podrzucają, poczuj sie wartościową osobą! Może ich właśnie ten brak bajerowania urzekł, to też metoda. Jestem naprawde zdegenerowana moralnie jednostką.
      A tam, na półkach, ja wywaliłam do zdjęcia wszystko na podłogę i zadowolona XD

      Usuń
  3. Przeglądałam egzemplarz od koleżanki, na czytanie jeszcze nie miałam okazji. Ani obwoluta ani kreska to nie moja bajka (grzbiet tak bardzo <'3), co do fabuły wypowiedzieć się na razie nie mogę. Podejrzewam, że tych trzech panów nieźle mnie zirytuje przy lekturze, jeszcze w połączeniu z tą słodką kreską... :D
    A recenzję miło się czytało i jeśli znajdziesz chwilę, może w najbliższym czasie napiszesz coś jeszcze? ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie całkiem ta obwoluta do tego tytułu pasuje ;)

      Chciałabym napisać recenzje "Marsa" bardzo w najbliższym czasie, póki jeszcze na aledrogo można kupić jakieś komplety, bo to naprawdę świetna lektura i szkoda, żeby ludzie ją przegapili tylko dlatego, że później będzie tylko jeszcze bardziej niedostępna, a recenzji nie było.

      Usuń
  4. DZIĘKUJĘ OTAJKU I DZIĘKUJĘ KOCHANE WANEKO
    Tematyka tego mangu mnie zainteresowała, ale na przykład Bakuman odrzucił, wiec wolałam albo przejrzeć w sklepie (ale w komiksowym jestem raz na miesiąc, a w Empikach jeszcze rzadkiej), albo przeczytać czyjąś recenzję i ZOSTAŁO MI DOSTARCZONE.
    Kreska mnie nie przeraża, jakaś taka shoujo-standardowa w sumie. Natomiast opisu wygląda na to, że będzie przypominać te krótkie rozdzialiki mangi w niektórych Jak Powstaje Manga, które mnie zawsze bardzo bawiły i uczyły, więc jest fajno. Komedie edukacyjne najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie mi się ta manga nie kojarzy ze standardowym shoujo, standard, który lubię to jest w hmmm... np. "Rock na szóstkę", ale rzeczywiście chyba był taki moment, że tego typu kreska była dosyć popularna XD

      Ja Bakumana przeczytałam 1 rozdział i chyba... obejrzę wersję live action jak wyjdzie i tyle - w końcu to tylko 2 godzinki oglądania, w sam raz XD

      Usuń
  5. Właśnie zastanawiałam się nad tą serią, bo dostała ładny polski tytuł i ogólnie tematyka w moim stylu, ale tak jak Ty nie bardzo przepadam za taką kreskę. Na plus na pewno to, że jest krótka, będę rozważać zakup! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w rozważaniu (i nadrabianiu polskich wydań mang XD)

      Usuń
  6. Z ilu tomów ma składać się ta manga? :)

    OdpowiedzUsuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -