Posted by : Otai środa, 15 lipca 2015

Jakoś tak się dzieje, że seria jednotomówek Waneko do mnie lgnie - ot chociażby nie planowałam  kupić mangi "Kwiat i Gwiazda", ale walnęła mnie po oczach promocja na bonito.pl i tak oto skończyłam z tą, w sumie przyjemną. mangą. Kolejna jednotomówka, której nie planowałam zakupić i która w sumie okazała się całkiem miłą lekturą to "Demon Grzechu - Tsumitsuki", która niespodziewanie przywędrowała do mnie razem z "Psami na mangę". I w ten oto sposób zostałam przekonana do mang Hiro Kiyohary, a Waneko zachęciło mnie w ten sposób do zapoznania się z serią "Another" wydawaną przez J.P.F... jak tylko będę mieć jakieś lewe fundusze (zobaczycie, jak tylko przedłużą mi w pracy umowę kupię cały świat, a przynajmniej takie mam wrażenie, kiedy odkładam wszystko na obiecany moment podpisania umowy). No, ale od początku.

Myślę, że jeśli śledzicie mangowe wydania to wiecie, że wydawnictwo Waneko posiada cykl zwany Jednotomówki Waneko, w którym wydaje wydania mang jednotomowych i dwutomowych zbiorczo w jednym tomiku. Format tych mang to tzw. "powiększony", mniejszy niż A5, a większy niż B6. Mangi wydawane są w obwolutach (w zależności od tytułu - matowe lub błyszczące), a wydania zbiorcze mają bardzo korzystną cenę. Mangi opatrzone są na grzbiecie obwoluty logiem "JW". Najnowszą mangą wydaną w tym cyklu jest obecnie właśnie "Demon Grzechu - Tsumitsuki".


Hiro Kiyohara najbardziej znany jest chyba ze wspóstworzenia mangi "Another" (której ja jeszcze nie znam ;)). Każdy mangaka miał jednak kiedyś swój debiut i "Tsumitsuki" był takim debiutem Kiyohary w 2008 roku (miał wtedy 27 lat, co jest dla mnie pocieszające, bo zawsze mam wrażenie, że wszyscy utalentowani mangacy zadebiutowali w jakimś szaleńczo młodym wieku). Według posłowia do narysowania mangi zmotywowały go przemyślenia po poważnej operacji, która cudem się powiodła i skończyło się na stworzeniu mangi tagowanej jako horror, shounen, szkolne życie, supernatural, psychologiczna. Opis od wydawnictwa idzie tak:

Dawno, dawno temu żyły demony, które zamieszkiwały ciała grzeszników. Wszystko zaczęło się w pewnej wiosce, w której dochodziło do masowych opętań. Mieszkańcy pozostający przy zdrowych zmysłach poprosili o pomoc kapłankę, która oswoiła jedną ze zjaw i za jej pośrednictwem pozbyła się reszty potworów. Jednakże ludzie z wioski, bojąc się, że ktoś ponownie zostanie opętany, zaczęli wznosić modły do demonów grzechu, które nazwali "tsumitsuki". Oto legenda, która krąży po miasteczku.
Tytuł "Demon Grzechu - Tsumitsuki" na okładce ma całkiem prosty i czytelny projekt, kompozycyjnie pasuje mi do okładki i ta czerwień bardzo fajnie gra. Art z okładki jest bardzo mroczny i ciemny, nadaje klimatu, ale jeśli chcielibyśmy zobaczyć więcej szczegółów tego obrazka to zawsze można przyjrzeć się np. tej okładce, zdaje się oryginalnej japońskiej, gdzie mamy więcej kolorów, kamyczki, a i sam projekt nazwiska autora i tytułu też tam prezentuje się fajnie. Przejrzałam kilka okładek innych wydań, żeby upewnić się, że nie tylko polska wersja jest taka przygaszona i mroczna. We wcześniejszym projekcie polskiej okładki widać czerwień krwi i nazwisko autora obramowane czerwienią, a także kilka innych szczegółów, ale najwyraźniej padł wybór na mroczniejszą wersję. Sami musicie ocenić co wam się bardziej podoba, mnie samej ta sprawa jest obojętna, bo obie wersje mają jakiś klimat.


Na obwolucie znajduje się jeszcze informacja o cenie, opis mangi od wydawnictwa i postać bohatera. Sama obwoluta jest matowa, bardzo delikatna, w sumie bardzo łatwo "chwyta" wszystkie zabrudzenia, ryski, odciski palców, ale wystarczy przejechać szmatką po laminacie i już mamy obwolutę jak nową. W sumie matowa obwoluta pasuje do tego tytułu. Nie wiem jak jest w większych nakładach, ale w tych mniejszych do matowego laminowania się nieco dopłaca, a w sumie zawsze te matowe okładki wydają się delikatniejsze... Pod obwolutą manga ma czerwoną okładkę, którą dobrze się trzyma podczas czytania.



Po otwarciu mangi mamy 4 kolorowe strony, których klejenie do okładki mogło by być lepsze, bo widać ślady kleju (jak na obrazku wyżej, jeśli się go powiększy), ale w polskich wydaniach widziałam dużo gorsze wpadki u mniejszych wydawnictw (o czym już pisałam kiedyś), więc skoro kartki nie wypadają, a klej nie wylewa się na stronę glutem to nie będę za dużo narzekać. Kolorowe strony na papierze kredowym są drukowane ładnie.


Pierwsze co rzuciło mi się po przekartkowaniu tomiku to po pierwsze ciepły odcień bieli  niż w innych polskich wydaniach niż posiadam (łagodniejszy dla oka) oraz... bardzo mocne przebijanie stron. Jako, że z tak mocnym przebijaniem stron dawno się nie spotkałam to od razu sprawdziłam drukarnie i poprzednie Jednotomówki Waneko - okazało się, że tym razem wybrano inną drukarnie. Przepatrzyłam jeszcze kilka tomików i okazało się, że ta sama drukarnia zrobiła "Strażnika Domu Momochi" tom 1, którego jeszcze nie czytałam, ale czeka w kolejce *gulp*. Pocieszający jest fakt, że to bardzo mocne przebijanie rzucało się w oczy najbardziej przy przekartkowywaniu mangi i podczas czytania nie przeszkadzało mi tak bardzo, zwłaszcza kiedy wciągnęłam się w lekturę to nie zwracałam na to uwagi, więc może i wam się nie będzie rzucać w oczy... Ale GREGowa drukarnia ma szansę trafić na moją czarną listę drukarni, których druk mnie denerwuje.



 Kiedy przeczytałam tę mangę i zamknęłam tomik popatrzyłam na obwolutę i zadałam sobie pytanie "Która to była bohaterka?". Nie chodzi o to, że wszystkie są podobne do siebie, bo nie są. Chodzi raczej o to, że "Demon Grzechu" składa się z rozdziałów opowiadających o różnych dziewczynach i o różnych Tsumitsuki, a łączy je postać naszego bohatera w lisiej masce, który pojawia się w każdym rozdziale. W sumie to ciekawe, że to właśnie epizodyczna postać pojawia się na okładce, pewnie autorowi jakoś kompozycyjnie podpasowała. 

W ten niezgrabny sposób przechodzimy do fabuły mangi. Zanim sięgnęłam po tę mangę czytałam opinie, że jest to manga nudna i nieciekawa, a ludzie się na niej zawiedli. Z drugiej jednak strony Waneko już zrobiło dodruki tej mangi, bo znikała jak świeże bułeczki z Empikowych półek. Patrząc na tę historię jako zbiór pojedynczych historii, a dodatkowo pracę debiutanta... to jak dla mnie jest całkiem nieźle. Sama manga może nie jest najlepszym tytułem jaki czytałam, ale zaintrygowała mnie na tyle, żeby dowiedzieć się więcej o mangach autora i zobaczyć jak rozwinął swój potencjał przy "Anotherze", nawet jeśli odpowiadał tam głównie za rysunki. Z drugiej strony fajnie zapoznać się z czymś co stworzył samodzielnie i co powstało w wyniku jego różnych przemyśleń spowodowanych silnymi przeżyciami. 


Kiedyś przy recenzji ":REverSALa" napisałam taką rzecz:
Dawno dawno temu, kiedy japońskie horrory wchodziły do Polski, a Krąg był nowością miałam na nie taką.. małą fazę. Największe wrażenie w sumie zrobił na mnie "Ring" Kojiego Suzukiego. Chociaż książkę czytałam tylko jeden raz to w pamięci zapadł mi motyw porównywania zła do kręgów na wodzie - kiedy wrzuci się kamień to widać jak woda zatacza coraz większe i większe kręgi. To, że pojawia się jeden krąg oznacza, że chociaż zniknie pojawi się za nim większy krąg. Powracające jak bumerang zło, które mimo likwidowania przyczyny będzie zataczać coraz większe kręgi zapadło w mojej pamięci na tyle, że wiele razy w zwłaszcza azjatyckich produkcjach (bo właściwie w większości po takie sięgam) odnajdywałam ten motyw.
Zastanawiam się, czy będę ją cytować przy każdym opisywanym horrorze? Bo w sumie tutaj mamy bardzo podobną sytuację, gdzie tsumitsuki powracają ciągle i nawet jeśli giną, to pojawiają się następne, zataczając coraz szersze kręgi i pociągając za sobą kolejne ofiary. Ta konstrukcja fabuły, według mnie klasyczna dla japońskiego horroru, będzie sprawiała, że część czytelników uzna zakończenie za otwarte, z możliwością kontynuacji. W sumie taki ":REverSAL" i "Tsumitsuki" to dwie zupełnie inne mangi, różniące się zarówno samym zamysłem fabuły jak i jej rozwiązaniem, ale oparte są na podobnym motywie, więc... co ja chciałam... Chciałam powiedzieć, że nie porównuję tych dwóch tytułów w żaden sposób, chodzi mi tylko o ten klasyczny motyw zataczających się kręgów.



Teraz kilka słów o kresce, która jest naprawdę fajna. Czasem mam wrażenie, że autorowi zdarza się zniekształcać twarze jak w efekcie rybiego oka, co nie do końca mi pasuje, no, ale przez większość czasu twarze bohaterów wyglądają na fajne i zróżnicowane. Pomijając jednak sam styl rysowania twarzy, który jest często kwestią indywidualnego gustu to jest wiele rzeczy, które mi się tu podobają. Proporcje, perspektywa, balans między statyką, a dynamiką mnie naprawdę satysfakcjonują. Do tego bardzo dobrze rysowane demony, zwierzęta i tła, w których nie rozpoznaję gotowych rastrów budynków i widać w nich charakterystyczne pociągnięcia kreski autora. Cieniowanie też często jest robione zarówno rastrami, jak i pociągnięciami piórka, co według mnie nadaje kresce jeszcze więcej indywidualności.


Teraz kilka słów o polskim wydaniu. Onomatopeje wyczyszczone, zastąpione polskimi odpowiednikami, dobrze dobrane czcionki. W dialogach też na czcionki i ich zróżnicowanie nie narzekam. Łamanie tekstu nie należy do moich ulubionych, czasem wypowiedzi w dymkach jadą za bardzo do dołu, ale w ogólnym rozrachunku tak naprawdę nie jest źle, bo nie miałam żadnych problemów z czytaniem całości. Tłumaczenie też czytało mi się dobrze, mimo obecności istot nadprzyrodzonych i wyjaśniania czym one są, dialogi też w porządku. Wszystko jest w miarę płynnie, obyło się bez zbędnych wulgaryzmów i nie miałabym na co narzekać, gdyby w oczy nie rzuciły mi się dwie dziwne wstawki z przypisami. Pierwsze to "zajęcia z HR" (dopisek: human resources) - myślę, że skoro akcja dzieje się w liceum to można było dopasować jakiś przedmiot bardziej hmm... polski? No, bo skoro już tłumaczymy całą mangę to po co zostawiać HR, dopisywać, że to "human resouces" (istnieje w ogóle w Japonii taki przedmiot szkolny :O?) i wpisać tam jakieś podstawy przedsiębiorczości, godzinę wychowawczą albo WDŻ i dopisać, że to wychowanie do życia w rodzinie. Drugi przypis do "Wygląda jak Samara"(przypis: "Postać z filmów the Ring) - naprawdę nie rozumiem dlaczego imię Sadako zostało zmienione na jej amerykański odpowiednik w tłumaczeniu - Polacy, a zwłaszcza fani mangi znają japońską wersję "The Ring", w tym również Sadako. Ja w sumie nawet szybciej skojarzyłabym imię Sadako niż Samara... I w sumie te dwa elementy podsunęły mi tę brzydką myśl, że może ta manga z angielskiego była tłumaczona? Ale staram się ją od siebie odsunąć, w końcu mangi wydawnictw powinny być tłumaczone z japońskiego, a całościowo nie czytało się tego źle, więc brzydkie myśli precz.


W ogólnym rozrachunku sięgnęłabym po tę mangę jeszcze raz i jestem zadowolona z zapoznania się z tą jednotomówką... Troszkę martwię się o mój portfel, bo teraz mam ochotę na "Another" przez to, niemniej jednak to chyba dobrze świadczy o tym w jaki sposób odebrałam tę mangę.  Jest te kilka drobnych elementów, które budzą do życia mojego wewnętrznego malkontenta, ale "Demon Grzechu" był całkiem przyjemną lekturą jednotomową.


{ 19 komentarze... read them below or Comment }

  1. Też zniechęciły mnie te negatywne opinie, ale skoro tak fajnie piszesz o tej jednotomówce, chyba jednak się skuszę. No i będzie do kompletu z Anotherem. :D
    Kreska w tych dwóch tytułach jest cudowna, w dodatku JPF spisał się świetnie i w Anotherze miałam okazję zobaczyć jedną z najgłębszych czerni w mangach. Dzięki temu wszystko jest strasznie klimatyczne, rzadko zdarzają się jakieś fafiołki itp. Nie wiem jak sprawy się mają w Tsumitsuki, czerń też jest prawdziwie czarna? :D
    Ciekawi mnie jeszcze, czy mangi pasują do siebie formatem i czy będę mogła postawić je obok siebie na półce, czy jednak inne wydawnictwo = inny format.
    Tym prześwitywaniem stron trochę mnie przestraszyłaś... Aż z ciekawości przejrzę swoje mangi, aby zobaczyć, czy jakaś seria nie jest drukowana w tej właśnie GREGowej drukarni. XD
    No a poza tym to recenzję jak zwykle miło się czytało i też jak zwykle czekam na inne. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerń w Tsumitsuki nie jest głęboko czarna, ale przynajmniej jest w miarę równomierna na wszystkich stronach(nie ma tak, że gdzieś jest głębsza czerń, a zaraz już bardziej szaro), jest taka hmmm.... dosyć łagodna.

      Jeśli JPF wydawał Anothera w takim formacie jak jest np. Sakamichi no Apollon czy Atak Tytanów to Tsumitsuki jest w formacie mniejszym. W sumie pewnie masz jakieś jednotomówki Waneko z tego co kojarzę, to możesz sobie sprawdzić, bo to ten sam rozmiar co wszystkie inne.

      Od GREGowej jest jedna, którą już naprawdę hejteruję, ale wydawnictwa nie podają jej nazwy, wiem tylko, że jest z Krakowa XDD

      Usuń
    2. Twój blog zjadł mi taaaki długi komentarz. :C
      Tyle dobrze, że ta czerń jest równomiernie czarna, bo w innych tytułach od Waneko często zdarza się takie przechodzenie z czerni w szarość (Amnesia przykładowo), co doprowadza mnie do szewskiej pasji i zawsze mam wrażenie, że popsuł mi się wzrok. XD
      Nie wpadłam na to, że Tsumitsuki będzie takiego samego rozmiaru jak inne jednotomówki, brawo ja. Porównując z Kwiatem i Gwiazdą tomik Another, tytuł od JPFu jest większy. No trudno, znajdę miejsce Tsumitsuki przy jednotomówkach Waneko. :D
      Szkoda, bo jedyne problemy z drukiem mam właśnie w przypadku wydawnictwa Waneko. Nigdy nie reklamowałam w innym wydawnictwie druku, tylko w kocim zdarzają mi się źle wydrukowane egzemplarze czy też to irytujące przechodzenie z czerni w szarość. A szkoda, bo gdyby nie to, to Waneko kochałabym miłością jeszcze bardziej szczerą, chociaż mam zastrzeżenia do niektórych decyzji w sprawach tłumaczenia.

      Usuń
  2. Przyznam, że kupiłam, ale jeszcze nie czytałam (cóż za nowość!).
    Zachęciła mnie.. okładka, ot tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ciekawe czy to przez okładkę tytuł tak dobrze się sprzedaje XDD

      Usuń
  3. Czytałam kiedyś w skanach, bum szakalaka.
    Ty masz ,,jak podpiszę umowę", ja mam ,,jak zrobią ten przelew".
    D: Nie wiedziałam, że polska okładka jest aż tak przyciemniona. Uświadomiłaś mi to. Ta pierwsza była znacznie lepsza. Ciekawe wspomnienie o początkach autora.
    Z jednej strony lubię takie ciemne, matowe obwoluty, a z drugiej to tego nie da się czytać, nawet od patrzenia się brudzi, ślady palców, jakieś ryski, masakra.
    U Kotori wpadki z klejem bardzo ;)
    Jestem jakaś wybrakowana, mnie sie nigdy przebijanie w oczy nie rzuca :C
    Tsumitsuki najlepsze jest przez tą nieuchronnośc i brak ucieczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matową obwolutę zawsze możesz ściągnąć i założyć po przeczytaniu. Gorzej jak masz matową okładkę i siłą rzeczy albo sobie będziesz po niej ciapać paluchami, albo oprawisz w papier jak podręczniki do szkoły... (dlatego między innymi wolę obwoluty, łatwiej ściągnąć gotową obwolutę niż zorganizować sobie papier i dorobić dodatkową okładkę)

      Kotori by mogło drukarnie zmienić na jakąś fajniejszą, jak to jest, że KEEP OUT i te pierwsze tytuły im tak wyszły, a teraz same fakapy...

      Usuń
    2. Bluźnisz, ściąganie obwoluty to zawsze było dla mnie wielkie zło. Ale wystarczy po prostu dotknąć tej obwoluty i już się ślady robią, więc i przy zakładaniu z powrotem byłby problem.
      Może drukarnia ich szantażuje, że jak odejdą, to wyjdą na jaw jakieś tajemnicze materiały. Ostatnio kartki w ich tomikach są tak nierówno poprzycinane, ech.
      Kwiaty grzechu mi się przypomniały, na półce to nie wygląda ładnie, gdy te numerki na grzbiecie tak nierówne, a pierwszych dwóch tomów nie można czytać przez pikselozę ;__; Wiem, że to nie wina Kotorców, ale smutek zostaje.

      Usuń
  4. Mnie promocje w bonito pozbawiły wczoraj 150 zł T^T
    Co do mangi - recenzja jest super, ale manga nie w moim typie, więc raczej sobie odpuszczę ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat typ również nie mój, ale o dziwo przypadło mi do gustu :D

      Usuń
  5. Jak zobaczyłam tę recenzję to pierwszy co pomyślałam to "co to w ogóle jest i kiedy oni to wydali?". haha Tak bardzo nie ogarniam polskiego rynku, że to aż smutne. T.T
    Autor ma piękną kreskę i zawsze żałowałam, że nie mogę sobie kupić Another (historia jest słaba, nie polecam xP) bo nie przypadło mi do gustu, a tymczasem Waneko wydało inną jednotomówkę. Ja ogólnie jestem strasznie strachliwa i nie lubię horrorów, ale z drugiej strony to chyba aż taki horror nie jest, więc może bym przetrwała. xD Kurcze ładne to to, chyba kupię przy następnym zamówieniu. >.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to może ja zacznę od filmu live action Anothera, żeby się zapoznać z fabułą najpierw w takim razie XD.

      W sumie jakiś wielki horror to nie jest, ma właśnie te klasyczne elementy zła zataczającego kręgi, ale bez siania jakiegoś przerażenia u czytelnika.

      Usuń
  6. ""Wygląda jak Samara"(przypis: "Postać z filmów the Ring) - naprawdę nie rozumiem dlaczego imię Sadako zostało zmienione na jej amerykański odpowiednik w tłumaczeniu - Polacy, a zwłaszcza fani mangi znają japońską wersję "The Ring", w tym również Sadako. "
    -Hmmm, ja kojarzę Samarę, a Sadako - pierwsze słyszę o jakieś Sadako. ;) Może to dlatego, że nie jestem fanką horrorów (bo są dla mnie strasznie... głupie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym za to musiała googlować kto to jest Samara, bo nie oglądam rimejków amerykańskich :'). Akurat "Krąg" w wersji japońskiej wyszedł w Polsce i w formie książki (bardzo mi się podobała) i filmu, dlatego nie rozumiem tej zmiany ;) - co innego gdybyśmy w Polsce mięli dostępną tylko wersję amerykańską filmu i tyle. Cóż, przynajmniej to nie Kimi ni Todoke, gdzie Sawako nazywaliby "Samarą" i zniknąłby żart słowny z Sadako ;)

      Usuń
    2. Ja Kręgu nie oglądam żadnej wersji. Tak samo nic nie czytałam. Tylko ze słyszenia znam tę Samarę.

      Usuń
  7. Jestem w trakcie czytania i to moja pierwsza manga tego typu i podobnie jak Ty zaczynam mieć ochotę na "Another" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie kupił mnie Another, wiec raczej nie dam szansy Demonowi. Nawet jeśli kusi ładnym wydaniem i dokładnymi rysunkami.
    Z drugiej strony nie mogę się doczekać premiery najnowszej jednotomowki, czyli Dziewczyn z ruin. Ta okładka! Te rysunki! Te detale! *o* Ech, to jest po prostu piękne! xd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tyle różnicy, że do Anothera pisała scenariusz inna osoba, więc jeśli to o fabułę Anothera chodziło to może być zupełnie inaczej.

      Usuń
    2. Nie wiedziałam, że autor Demona stworzył tylko rysunki Anothera. Dzięki za wyprowadzenie z błędu! :D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -