Posted by : Otai wtorek, 21 lipca 2015


Dawno dawno temu pisałam ja sobie notki o ostatnio ukończonych anime, filmach i dramach - i tak od notki do notki, o wszystkim co oglądałam. Niestety teraz chyba potrzebowałabym większej ilości czasu, żeby podsumowywać wszystko, co ostatnio paczałam. A że akurat skończyłam czytać książkę i nie mam gdzie o tym napisać, bo jest mojego brata, a nie moja i nie nadaje się do podsumowania miesięcznego, postanowiłam zrobić to podsumowanie kilku anime, mang, książek, dram, filmów, które ostatnio oglądałam. Tak po jednej-dwóch rzeczach z każdego typu. Nie wiem czy będzie to wyskok jednorazowy, bo mam urlop, czy też może będzie się ta notka powtarzać, ale spróbujmy!


KSIĄŻKA

Ostatnią książką, jaką przeczytałam jest light novel "Na skraju jutra". Jest to druga light novel wydana na naszym rynku z tego co kojarzę (pierwszą jaką kojarzę było "Ai no Kusabi" od Saishy) - mimo godnego podziwu uporu niektórych, że pierwszą w Polsce light novelką jest "SAO", bo przecież "Na skraju jutra" jest skierowane dla szerszego grona czytelników, bo ma zmienioną względem oryginału okładkę... Ale czy jeśli okładka się zmienia, to środek też? Czy jeśli w Japonii light novelki czytają nie tylko fani mangi to przestają one być już light novelkami? Ciężka sprawa i dziwię się, że ludziom chce się tak bardzo walczyć o to, że "Na skraju jutra" przestała być light novelką w Polsce.  Jak dla mnie -  sama treść nowelki, mangowe ilustracje w środku czy imiona i nazwiska bohaterów pozostały na miejscu. Trochę w sumie to śmieszne zderzając okładkę z treścią, ale najwyraźniej wydawca chciał wypromować książkę wklejając na okładkę filmowy plakat, który nawet nie przedstawia głównych bohaterów w takiej formie, w jakiej mamy w środku treść. To takie typowo polskie w sumie, "Kroniki Drugiego Kręgu" w jednym z pierwszych wydań miały na okładkach akwarele fantasy znanej rysowniczki, które nie nawiązywały za bardzo treścią do tego, co otrzymywaliśmy w środku i pewnie z niejedną książką tak jeszcze jest. Niedługo chyba obejrzę film "Na skraju jutra" dla porównania z ciekawości, w trakcie lektury byłam prawie pewna, że kupię też mangę wydaną przez J.P.F. i wszystko do siebie porównam, ale kiedy dotarłam do końca książki i okazało się, że zakończenie jest niby zakończeniem, ale otwartym, uznałam, że to jednak nie dla mnie - ostatnio starcza mi lektur dających połowiczne odpowiedzi, to ja już wolę happy endy, albo przeczytać sobie takiego "Evangeliona", bo manga czeka na półeczce i czeka... Ale w trakcie sama lektura była przyjemna, dobrze mi się czytało mimo tematu, który nie należy do moich ulubionych. Szkoda, że ilustracji jest tylko kilka, w sumie jak przeglądałam "SAO" to nie naliczyłam się wielu więcej, możliwe, że to specyfika niektórych light novelek BL, że ilustracji jest po prostu więcej. I tak sukces, bo ostatnio nie udawało mi się skończyć żadnej książki, jednak nowele to jest czasem to, co człowiekowi potrzebne. Zwłaszcza, że język jest w miarę lekki, a grafomaństwo czy wulgaryzowanie słownictwa bardzo utrudniają mi czasem czytanie.

MANGO



W ramach przygotowywania się do panelu na konwent (w sumie nie zdążyli wpuścić jeszcze ludzi z kolejki i nikt na niego nie przyszedł prawie) przeczytałam mangę, która się nazywa "Heroine Shikaku - No longer heroine". W sumie z mangami shoujo jest tak, że dzielą się na te bardziej typowe i na te mniej typowe. Jeśli wam ktoś mówi "To shoujo jest nietypowe i różni się od innych" pamiętajcie, że "nietypowych shoujo różniących się od innych" jest tyle samo, co tych "typowych i nieróżniących się". To nie tak, że jest tylko jeden czy dwa tytuły "nietypowych" serii, z którymi warto się zapoznać. Takicg tytułów jest właśnie na pęczki i też można dowolnie w nich przebierać. "Wykluczona bohaterka" to taki jeden wielki miks obydwóch torów myślenia, bo jeśli chodzi o fabułę romansową to leci ona klasycznie do bólu i nawet jeśli chcielibyśmy, żeby bohaterka skończyła w jakimś fajnym związku, to i tak się nie da. Z drugiej strony mamy do czynienia z prześmiewczą i przezabawną główną bohaterką, która całe życie była pewna, że dzięki jej wyglądowi i charakterowi jest idealną główną bohaterką shoujo. Nawet miała swojego przyjaciela z dzieciństwa, więc to było oczywiste, że z nim skończy. Całe życie miała zaplanowane, ale pewnego pięknego dnia jej przyjaciel z dzieciństwa znalazł sobie dziewczynę i tu zaczęły się schody. Pierwsza połowa mangi jest naprawdę przezabawna i strasznie się wciągnęłam, druga trąci trochę wykorzystywaniem tych, którzy się wciągnęli i czasem zalatuje typowym romansidłem. Ale w sumie nie była to lektura zła i skończyła się na 10 tomach. Obecnie czytam "Dengeki Daisy" na przykład i chociaż to równie rozrywkowa lektura, to po 10 tomach zastanawiam się ile jeszcze podobnych wątków może się przytrafić i jakoś nie mogę pchnąć czytania dalej... trzeba było kupować i czytać na bieżąco jak manga wychodziła, pewnie lektura byłaby lepsza niż czytanie na raz.

ANIMU


Nie wiem czy wiecie, ale wreszcie skończyło się "Sailor Moon Crystal". Trochę mi szkoda, bo kurcze, skończyli przed serią, w której pojawiają się spore różnice względem pierwszego animo, no i przede wszystkim - moje ulubione postaci. Jakiśtam klimat to miało, i nawet fajnych seiyu do wrogów, Yonaga Tsubasa i Miyano Mamoru jako bracia od czarnego księżyca, było czego posłuchać. Animacja była w większości bidna, ale zdarzały się jej lepsze momenty. Ja też miałam momenty, w których myślałam, że ta adaptacja jest bardzo dobra, lub że jest bardzo zła. Ale skończyła się przed moimi ulubionymi wątkami, to też ciężko mi powiedzieć za wiele. Mamoru to nadal cieć niedorobiony, w mandze jeszcze miał czasem jako-takiego ogara, w pierwszym animu rzucał różą i nic nie pomagał, a na dodatek stał się ciepłą kluchą. W tej wersji by coś jeszcze z niego było, ale koniec końców to właściwie tam był dla ozdoby, ewentualnie dawał się zahipnotyzować jak ostatnia ofiara losu. I w sumie z niego jestem najbardziej niezadowolona, bo niby taki ksionże Ziemii, a pięć bab sobie dawało lepiej od niego radę. Aż przez zniesmaczenie tym jaka z niego paciaciaja zapomniałam co mnie w tej serii niby miało denerwować.

Bromans.
Nareszcie skończyłam 1 sezon "Oofuri" (Ookiku Furikabutte), które ściągnęłam jakiś czas temu. Miałam z nim w sumie dwa problemy - poza główną dwójką i jednym kapitanem zupełnie nie rozpoznawałam postaci z graczy, a drugi problem - nadal kompletnie nie ogarniam baseballu, a to anime wychodzi z założenia, że jako Japończyk powinnam je ogarniać. Poza tymi dwoma (poważnymi w sumie) problemami seria wydawała się fajna, taka trochę bardziej old schoolowa i mniej kolorowa od obecnych sportówek. Rodzinki postaci urocze, zawsze przychodzą na mecze, mamuśki i siostrzyczki się ze sobą zgadują, interesują się z kim ich syneczkowie się zadają, próbują im organizować imprezy urodzinowe. Same postaci też są fajne, mają fajne tło, opowieści o relacjach z innymi, na pewno dam szansę jeszcze drugiemu sezonowi.

Główny bohater ma na imię Michaś (Mihashi) i mnie to rozczula.

DRAMY

Większość dram mam w sumie rozgrzebanych, bo niestety z dramami jest tak, że suby, niezależnie czy angielskie czy polskie nie zawsze wychodzą regularnie, a jakoś bez subów ostatnio mam wrażenie, że wiele tracę. Dlatego jedną z nielicznych ukończonych przeze mnie dram ostatnio jest...


"Bitter Blood" to drama policyjna, którą bardzo dużo osób mi polecało. Trochę się jej obawiałam, bo jednak dużo osób oglądało ją z zamiłowania do przynajmniej jednego z aktorów, a ja nie miałam tam żadnego faworyta. Na szczęście okazało się, że drama sama w sobie jest całkiem przyjemna do oglądania i aktorzy naprawdę fajnie grają. O samej dramie można poczytać tutaj. Mamy tutaj jeden główny wątek, poza tym osobne sprawy rozwiązywane przez wydział policji w Ginzie w każdym odcinku. Mamy tu wątki poważne i dramatyczne, ale dosyć zryte i nieco przerysowane osobowości pracujące w tym wydziale nadrabiają bardzo wątkami komediowymi. Wszystko było jednak na tyle wyważone, że mnie nie wkurzało.

FILM


Z filmów ostatnio oglądałam prawie same przeciętniaki - w końcu obejrzałam wersję live action "Silver Spoona", przy czym o ile sam film uważam za nudny, tak podoba mi się dobranie obsady. Poza tym obejrzałam też film na podstawie mangi josei "Clover" - taki przeciętny romansik, chociaż w wersji krótszej (bo filmowej), przerobionej i z przyjemną obsadą dla oka nie był to najgorszy seans. W sumie najciekawszym filmem z tej trójeczki, którą ostatnio obejrzałam był "Judge!" - japoński film o tym, że wrobiono pewną ofiarę losu pracującą w reklamie w udawanie kogoś kim nie jest - sławnego twórcy reklam. Pod taką przykrywką wyruszył on promować bardzo złą i japońską reklamę na międzynarodowy festiwal konkursowy. Jak to się skończyło z jego kiepską znajomością angielskiego? To już musicie zobaczyć, bo bardzo możliwe, że jeśli lubicie sam temat zrytych azjatyckich reklam film może wam się wydać interesujący.

MUZYKA

Przygotowując się do kolejnego panelu na konwent odkryłam całkiem fajny debiutancki singiel pewnej Japonki. Artystka zwie się Renka, a piosenka "if ~hitori omou~".



I to by było na tyle na dziś :D

{ 24 komentarze... read them below or Comment }

  1. "Heroine shikaku" czy to tytułem nie nawiązuje do "Ningen shikkaku" Osamu Dazaia (świetna książka swoją drogą)? Choćby to było tylko przypadkowe podobieństwo tytułów muszę się zapoznać z "Heroiną".
    Zryte azjatyckie reklamy to coś dla mnie. "Judge" do obejrzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ja obejrzałam film "Ningen Shikkaku" tylko - pewnie fabuła nie była tak rozwinięta jak w książce, ale gra aktorska i wizualnie film spisał się na medal, nawet mam fotobooka :). Ale rzeczywiście jak teraz mówisz to nawiązanie może być celowe - o tak, dla zabawy, nawet jeśli treść nie ma ze sobą nic wzpólnego.

      Usuń
  2. Film?! Widziałam tylko wersję animowaną, ktora była całkiem całkiem (fajny dubbing), nie umywa się do książki ale była ciekawa. Do wersji aktorskiej muszę się koniecznie dokopać! Książkę uwielbiam (świetne tłumaczenie) i cokolwiek z nią związanego biorę w ciemno. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby ci było trudno znaleźć film to może po obsadzie (Ikuta Toma w głównej roli). Swoją drogą on na 6 miesięcy izolował się od świata i porzucił inne różne role, żeby się wczuć w postać, ot taka ciekawostka :D

      Usuń
    2. A książkę chyba sobie aż kupię przy najbliższej okazji, umknęło mi, że mamy polską wersję ;)

      Usuń
    3. Dzieki, film namierzony :) A książka dosyć trudna, nie każdemu przypadnie do gustu główny bohater. Ale przeczytać warto (na arosie mają ją za niecałe 18 zł, tak tylko dodam) :)

      Usuń
  3. Ło matko ile się u Ciebie nowych notek namnożyło od mojej ostatniej wizyty o.o też bym chciała mieć tyle weny do pisania :)
    Lubie Twoje sprawozdania z konwentów, przynajmniej taki niekonwentowy ludź jak ja może się co nieco dowiedzieć co tam sie działo. Jak zwykle świetny i super optymistyczny cosplay.
    "Niedługo chyba obejrzę film "Na skraju jutra"" - okropny jest ten film, tak bardzo do bólu amerykański. Dobrze, że najpierw go obejrzałam o potem czytałam mangę i książkę, bo nie dałabym rady -.-
    Po ostatim odcinku Sailorek czuję tylko niesmak. Takie to wszytsko spłaszczone i uproszczone, bohaterowie zupełnie nie wzbudzający żadnych emocji (no może jedynie Diamond coś tam wykrzesał). Mars, Merkury, Jowisz i Wenus albo ciągle dostawały po 4 literach, albo stanowiły tło, a Mamo-chan dalej ciepła klucha. Może to lepiej, że na razie nie ma kolejnej serii, bo bałabym się jak pokazaliby Uran i Neptun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo widzisz, to się nazywa mieć urlop i siedzieć w domu :'), to od razu notek natrzaskałam, napędza mnie strach, że jak się urlop skończy to nie będzie na notki czasu.

      W sumie ja nie chciałam zapoznawać się z filmem przed książką, teraz mam przynajmniej porównanie :). Chociaż wydaje mi się, że bratu film się podobał, w sumie z jakiego innego powodu miałby mieć kupioną książkę.

      No, Diamond cośtam właśnie wykrzesał i to była właśnie nadzieja. Chociaż w sumie według mnie koniec końców sama Usagi też całkiem nieźle sobie poradziła i w tej wersji jakoś było widać, że jest tą główną bohaterką i cośtam potrafi.

      Usuń
  4. Im więcej czytam o konwentach, tym silniej utwierdzam się w przekonaniu, że to jednak całkiem nie dla mnie. Mam chyba uczulenie na fandom. To straszne z mojej strony.
    Pierwsze słyszę, że All you need is kill przestało być light novel, czego ja się tu dowiaduję, wow. Przez tę okładkę filmową nie kupiłam. W SAO jak dla mnie jest całkiem sporo ilustracji. W ogóle SAO jest lepsze.
    Gdybym miała ujmować w notkach ostatnio przeczytane mangi, to chyba bym się zarobiła na śmierć, bo czasem co prawda przez dłuższy czas się obijam, ale bywa, że w tydzień czytam sto tomów. Dziwna mysza. Dziwna.
    Mnie Dengeki Daisy kupiło humorem i głównymi bohaterami, bo z tego, co się mangu naczytałam, nie jest często tak, że oboje dają radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeglądałam 1 tomik SAO w celu ogarnięcia ilustacji, to w sumie dla mnie nie było niewiele. Nie wiem czy SAO lepsze, SAO nie znajdę za darmo na półce brata, więc nie ma tej jednej znaczącej dla mnie przewagi XDD.
      No ja pisałam notki o anime i o dramach i wypisywałam wszystkie od notki do notki, ale z mangami to raczej bym nie dała rady XDD.
      Mi się wydaje, że takich siodzio z humorem jak "Dengaki Daisy" jest całkiem sporo, dla mnie jeśli czymś ta seria się wyróżnia na tle innych to tym poważnym wątkiem informatycznym, bo humor właśnie wpasowuje się w tą całkiem sporą grupę "siodzio innych niż wszystkie inne". Też pewnie miałabym inne zdanie, gdybym nie czytała wszystkiego na raz i nie miała powtórki z rozrywki w co drugim tomie. Jeśli się okaże, że w ostatnich 6 tomach jest kolejna powtórka z poprzednich wątków to pewnie będę kończyć tę mangę kolejne kilka miesięcy.

      Usuń
  5. No kurnia no, następnym razem się ode mnie nie opędzisz skoro tak xDDD Jeszcze tego pożałujesz :DDD
    Btw byłam w sali, ale akurat świeciła pustkami (tj były jakieś osoby, a wśród nich nie było Ciebie), bo generalnie siedziałam w sali naprzeciw. Podejrzewam, że cały czas mogłyśmy się nieświadomie mijać. Chciałam też iść na Twoją atrakcję, ale późno przyszłam na sam konwent. Postanowiliśmy iść na panel WTF China, ale utknęliśmy u naszej pani adminki :D
    Przyznam szczerze, że wzięliśmy sobie hotel (burżuja :D) jakieś 2min od szkoły, ale na konwent i tak chodziliśmy wieczorami. Upał zabijał, wakacyjne konwenty nie są dla mnie :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem nie będę robić atrakcji pierwsza (taką mam nadzieję ;;) i może ludzie zdążą na nasze panele. W sumie u nas było tak, że albo sala była pełna, albo była pełna od połowy atrakcji, dlatego były czasem takie półgodzinowe pustki, a potem nagle ludzie się zjawiali XDD

      Usuń
  6. Świetne macie zdjęcia z konwentu. <3
    Ookiku Furikabutte mam już chyba od 2 lat w planach, ale jeszcze się nie zabrałam. Większość anime o baseballu, w sumie chyba wszystkie jakie dotychczas oglądałam, są takie że w ogóle nie tłumaczą zasad gry no bo jak piszesz, dla Japończyków to jak chleb powszedni, ogólnie jeszcze troszkę musiałabym doczytać, bo nie rozumiem np. ile trzeba punktów zdobyć by mecz się szybciej skończył, ale poza tym przez ciągłe oglądanie anime o baseballu ogarnęłam o co chodzi. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dużo fajnych fot, bo wzięłam własny aparat, ale nie wiem czy tak publicznie mogę je pokazywać T_T

      Może jak ty i ja obejrzymy obydwa sezony to magicznie coś się ruszy i powstanie trzeci XD? Fani od tylu lat wzdychają o ten sezon XDD.
      Ja się nawet nie staram ogarniać o co chodzi w baseballu, zwłaszcza w "Oofuri".

      Usuń
  7. O konwencie przeczytałam z dużym zainteresowaniem, jako, że na żadnym jeszcze nie byłam, ale prawdopodobnie to się zmieni, bo jadę na Baltikon tegoroczny i nie mogę się tego doczekać. A cosplay to jeszcze dla mnie czarna magia, chociaż ten tutaj bardzo mi się podoba ;) Do ,,Na skraju jutra" i mangi ,,All you need is kill" zamierzam zrobić kiedyś podejście, ale wszystko zależy od czasu - w każdym razie w magazynie Otaku pojawiła się niedawno opinia właśnie o mandze i miała ona wydźwięk raczej pozytywny, więc ostrzę sobie zęby ;) Jeśli chodzi zarówno o mangę, jak i anime to jestem jeszcze dosyć nieobeznana, bo interesuję się tym w silniejszym stopniu dopiero od paru miesięcy, ale ostatnio oglądam sobie ,,Monstera", który póki co idealnie wpasowuje się w moje gusta i jest po prostu nieco bardziej ambitny. Po opisane przez ciebie z pewnością sięgnę, chociaż zarówno o anime sportowych, jak i o baseballu mam bardzo nikłą wiedzę. Po ,,Heroine shikaku" myślę, że sięgnę, ale niekoniecznie w najbliższym czasie, bo ostatnio czytam sobie ,,Akatsuki no Yona" i jeszcze świeżo wydaną ,,Oblubienicę czarnoksiężnika". Natomiast filmy i ja to dosyć wątpliwe połączenie, ale nie wykluczam tych tutaj opisanych i myślę, że dopóki jeszcze są wakacje coś tam obejrzeć spróbuję ;)
    Pozdrawiam ciepło po raz pierwszy
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to już niedługo twój pierwszy konwent :D! Życzę dobrej zabawy~~

      Usuń
  8. Czuje się szczerze zainteresowana Heroine Shikaku, chyba dorwę skanlacje... Pewnie nie będę oryginalna, ale dołączę się do innych, że fajnie czyta się twoje relacje z konwentów, choć mi samej już konwenty zbrzydły i zdecydowanie wole wspierać fandom z domu ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie z konwentami jest tak, że jak mam w miarę dobre warunki do spania (znaczy nie na korytarzu i nie z obcymi ludźmi w sleeproomie) i dobre żarcie, to zorientowałam się, że konwent nie jest aż taki męczący xd

      Usuń
  9. Na konwencie można miło spędzić czas jak się kogoś zna. Samemu niestety idzie troche opornie :\
    Btw, gratuluję Ci wytrwałości z Heroine Shikaku! xD. Ja poległam w okolicach drugiego- trzeciego tomu. Charakter głównej bohaterki był nie na moje nerwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, bo akurat główna bohaterka to całkiem równa babka, pomimo jej zakręcenia. Za to tego jej pięknego chciałam zdrowo kopnąć w dupę za hasła w stylu "jak kochasz, to poczekasz" :/. Dla mnie ona była taka fajna, że zasługiwała na kogoś bardziej ogarniętego.

      Usuń
    2. Główna bohaterka Heroine Shikkaku nie zyskała mojej sympatii z powodu swojego upartego przekonania, że tylko i wyłącznie jej należy się ciemnowłosy protagonista, który zresztą, jak sama napisałaś, dobrym charakterem też nie grzeszył :\.
      Bardzo możliwe, iż w późniejszych tomach zachowanie bohaterki się pozytywnie zmieniło. Niemniej jednak ja nie przeczytałam całej serii, stąd moja opinia jest jak najbardziej subiektywna i nie do decydowania, czy bohaterowie są, summa summarum w porządku, czy jednak nie.

      Usuń
    3. Ona raczej próbowała się uwolnić od tego uczucia do niego, ale jej się po prostu nie udawało (też z jego winy) i to dość szybko ruszył ten progress, w momencie, kiedy pojawił się drugi główny bohater ;D

      Usuń
  10. ,,All you need is kill" mimo zmiany formy wydania, na bardziej przystępnie szerokiej publice nadal jest light novelką. Wydana została u nas z ilustracjami więc też, nadal się kwalifikuje do swojej oryginalnej kategorii. Decyzja wydawcy nie jest ani trochę zaskakująca, bo po premierze książka sprzedała się bardzo dobrze. No i ma lepsze tłumaczenie niż SAO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mnie właśnie trochę bawiły zawsze te wypowiedzi "Bo to już nie jest light novelka!11!!", że aż musiałam o tym wspomnieć ;)

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -