Posted by : Otai niedziela, 7 czerwca 2015

Dawno dawno temu miałam długą przerwę w oglądaniu anime. Przez długą przerwę mam na myśli kilka lat. Wtedy próbowałam innych rzeczy - seriali amerykańskich, filmów Bollywood, w końcu j-dram, w które wsiąknęłam kompletnie, co doprowadziło mnie z kolei do ponownego oglądania anime. W czasie mojej przerwy przegapiłam wiele popularnych wtedy anime i wśród nich znalazł się znany i kochany "K-ON". Teraz, kiedy w Polsce wyszła manga z tego tytułu wydawałoby się z wielu powodów, że trafi ona tylko do fanów serii, którzy znali ją wcześniej... a jak się stało naprawdę? O tym wszystkim zaraz, ale już na wstępie mogę zdradzić, że chętnie sięgnę po kolejne tomy :). Jeszcze raz, drukowanymi literami: TAK, JEST TO RECENZJA OSOBY, KTÓRA TYLKO KOJARZYŁA, ŻE JEST TAKA SERIA, dlatego może przydać się nie tylko fanom serii, ale innym, którzy tak jak ja przespali kejonowy szał.

Wymemłana obwoluta sponsorowana przez ścisk w krakowskich autobusach nocnych
Normalnie bym tej mangi mangi nie kupiła, bo wydawało mi się tak jak wspomniałam na początku, że jest to bardziej taki... dodatek dla fanów serii lub ciekawostka na rynku wydawniczym, bo w końcu wyszła u nas yonkoma (Hetalia była dawno). Kreska nie wyglądała na jedną z moich ulubionych i całość wydawała mi się z boku czymś mało atrakcyjnym. Stało się jednak tak, że ta manga wylądowała w moich rękach z hasłem "To zaskakująco fajnie wyszło" (a przynajmniej przekaz był ten sam). Nadal sceptycznie nastawiona, ale zaintrygowana w końcu zabrałam się za jego czytanie. No bo wiecie, jest tyle mang, które można komuś polecić, więc zaintrygowało mnie to dlaczego akurat to "K-ON" został wybrany na mangę wartą wspomnienia. 

Teraz, żeby zbudować trochę napięcia kilka podstawowych informacji .Gatunkowo manga podlega pod komedię, serię muzyczną i okruchy życia. A teraz - o czym właściwie jest seria? Zacznijmy może od tego, że tytuł pochodzi od terminu  "keiongaku", co ja na przykład rozumiem jako muzykę lekką, łatwą i przyjemną. Każda z bohaterek jest tu inna, każda ma inny charakter i komiks to fajnie eksponuje. A opis od wydawnictwa leci sobie tak:
Jak wiadomo istotnym elementem japońskiej edukacji jest bycie członkiem szkolnego klubu. Zwykle funkcjonuje ich tak wiele, że każdy powinien bez problemu znaleźć coś dla siebie. Co natomiast, jeśli nie mamy bliżej określonych zainteresowań, a natura poskąpiła nam talentów? W takiej właśnie sytuacji znalazła się Yui Hirasawa. Ostatecznie jej uwagę przykuł pewien mały podupadający klub muzyczny. W zasadzie trudno powiedzieć czemu, zważywszy na to, że dziewczyna na żadnym instrumencie grać nie potrafi. Gdy jednak ten mały mankament wychodzi na jaw, pozostałe członkinie, mocno zdesperowane faktem, że bez Yui liczba osób w klubie nie będzie wystarczająca, decydują się nauczyć ją grania na gitarze. Czy na ogniu czystego zapału da się przyrządzić zespół, od muzyki którego widowni nie uschną uszy?  
"K-On" było publikowane w magazynie skierowanym do publiczności seinen (czyli w teorii bardziej-niż-mniej dorośli mężczyźni) specjalizującym się w formie czteropanelowej czyli yonkomie, o której napiszę za chwilę. Publikowana w latach 2007-2012 zamknęła się w 6 tomach, z czego tylko 4 tak naprawdę doczekały się wersji tomikowej drukowanej (a przynajmniej tak twierdzi ta strona), w których znalazło się też kilka dodatkowych historii. Te 4 tomiki są właśnie wydawane u nas w Polsce. Za polskie wydanie odpowiada Studio JG, które wydawanie mangi rozpoczęło w kwietniu 2015 roku i na razie wypuściło 1 tomik. 

Tak prezentuje się obwoluta w całości
Manga ma format A5- (prawie zeszytowy), między innymi przez to okładkowa cena wynosi 22,90 zł. Z tego co pamiętam początkowo cena mangi miała być jeszcze wyższa, bo w sumie nie jest to seria typowa, ani świeża, ale dzięki zainteresowaniu i ilością złożonych pre-orderów udało się nieco obniżyć cenę. Manga zaopatrzona jest w obwolutę - nie patrzcie na moją, zostałam zmiażdżona wraz z moimi mangami w autobusie podczas drogi do domu z konwentu, dlatego jest nieco wygnieciona. Ale ogólnie jest z solidnego papieru i nie mogę na nią narzekać. Sama obwoluta jest matowa z lakierem wybranym, który znajduje się na postaciach i napisach. Taką obwolutę strasznie fajnie się maca, bo czuć wypukłości w miejscach lakieru (czy brzmię już jak zboczeniec?). Poza tym te elementy fajnie błyszczą w świetle. Poza tym polskie logo tytułu naprawdę mi się podoba.

A tu widać, że wybrane elemennty błyszczą :)
 Po ściągnięciu obwoluty mamy z przodu i z tyłu okładki dodatkowe historie z życia bohaterek, w tym yonkomę o kiełbasce, która na dzień dobry rozwaliła mnie nawet bez żadnego kontekstu.


Myślę, że tutaj należą się wyjaśnienia co to jest yonkoma - jest to historia zawarta w 4 paskach komiksowych czytana od góry do dołu. Jeśli na stronie mamy 2 paski, tak jak w przypadku "K-ONa" czytamy je osobno od góry do dołu, najpierw prawy, a potem lewy. Do tego jak je czytać można bardzo szybko się przyzwyczaić i docenić prostotę tego przekazu - jest on schludny i uporządkowany. Zaskoczyło mnie jak dobrze czyta się taką formę, zwłaszcza kiedy potem przeskoczyłam do czytania innej mangi, gdzie dynamiczne kadry łączyły się, mieszały ze sobą i ogólnie był szał dzikich ciał. Tu tego nie ma. Mamy za to wariactwo chibików i głupich min na 4 kadrach  - i mimo to historia jest jasna i wciągająca. Poza tym wydaje mi się, że większy format naprawdę tu służy.

 Łopatologicznie rzecz ujmując yonkomy czytamy w tym przypadku tak:


Widzieliście to wspaniałe nawiązanie do Detroit Metal City ;D?
1 tom zamyka się w 118 stronach i chociaż mogłoby się to wydawać stosunkowo mało to po pierwsze powód dla którego manga jest droższa został już przeze mnie wyjaśniony mniej lub bardziej, a po drugie ilość historii zawartych w tomiku jest tak duża, że pozwala nam o tym zapomnieć i zwarta forma sprawia, że mieści się tu więcej epizodów z życia bohaterek niż gdybyśmy mięli do czynienia ze statystyczną mangą. Od początku roku szkolnego, przez egzaminy i wakacje, aż do Nowego Roku. Od przedstawienia bohaterów, przez próby nauki gry na instrumencie i wspólne zakuwanie do egzaminów, aż do różnych przebieranek.

O kresce tylko kilka słów, bo początkowo byłam pewna, że jest zbyt urocza, zbyt "moe" dla mnie i tego co ja lubię, a jednak środek mnie oczarował, bo rysunki same w sobie nie są złe, a dodatkowo mamy tu bardzo dużo wersji chibi, a także mnogość min, najróżniejszych ekspresji naprawdę świetnie oddanych i rozkładających czasem na łopatki.Czasem są tła, czasem ich nie ma, ale wszystko jest wyważone. Dodatkowo widać, że autor przykładał się do rysowania instrumentów - w posłowiu wspomina nawet, że sam jest leworęczny, więc postanowił jedną z bohaterek uczynić leworęczną i rysował dla niej gitarę basową dla leworęcznych :)


Na dzień dobry wita nas 8 kolorowych stron, na których mamy przedstawione postacie, które będą występować w mandze, a także w ramach wprowadzenia do historii opowieść o o powstaniu klubu kadrowana bardziej jak normalna manga niż jak yonkoma. Kolorowe strony wydrukowane są na błyszczącym papierze kredowym. W trakcie tomiku widać, że niektóre strony też były kolorowe, ale zapewne w wydaniu magazynowym i dlatego w tomiku skończyły jako czarno-białe. W sumie 8 kolorowych stron to i tak całkiem sporo. Reszta stron jest czarno-biała, bardzo dobrze wydrukowana, nie mogę narzekać na druk. Strony nie przebijają za bardzo, poza tymi, które są prawie zupełnie białe, ale to raczej norma. Troszkę gorzej ma się przebijanie na kolorowych stronach, ale jak to wygląda widać na moich zdjęciach. Studio JG w porównaniu do niektórych wydawnictw korzysta z naprawdę dobrej drukarni pod względem jakości i nie tylko druk jest dobry, ale całe klejenie i przycinanie jest bardzo schludne, więc nie przeżywam stresu, że coś może wypaść przy czytaniu, co czasem zdarza się u tych "młodszych" wydawnictw, lub tych, które drukują dużo w różnych drukarniach ;)

O, na przykład tę stronę podejrzewam o bycie kolorową w magazynowej wersji ;)
Wydaje się, że w tomiku nie było zbyt wiele do czyszczenia jeśli chodzi o onomatopeje, ale i tak wspomnę, że wszystkie one i napisy wszelakie zostały wyczyszczone i zastąpione polskimi odpowiednikami. Typesetting w takiej formie też musiał być dla grafika wstawiającego napisy raczej przyjemnym doświadczeniem, bo nie ma żadnych bardziej skomplikowanych teł, gdzie trzeba dużo kombinować. Przerzuca się to według mnie na jego jakość, bo dobór czcionek do onomatopei jest różnorodny, ciekawy i pasujący do sytuacji, oprócz tego mamy podział czcionkami na dialogi główne, dialogi bez dymków, przemyślenia bohaterów.

Jeśli chodzi o tłumaczenie jest ono lekkie i przyjemne, pasujące do całości klimatu i wesołe, ale nie ma się co obawiać o dodawanie przekleństw czy mieszania grypsów sprzed 10 lat z obecnym slangiem młodzieżowym. Jest po prostu całkiem normalnie, bez kombinowania i podkręcania, a jednak nadal wesoło :). Jeśli jakieś słowo jest mniej znane lub zostawione w oryginale zaraz pod kadrem pojawia się odpowiedni przypis. Zdrobnienia są bez -cianów i -kunów, natomiast w zamian mamy rzeczy w stylu "Ritsuś", które w przypadku tego tytułu całkiem pasują.



Mam taką żelazną zasadę - nie czytać niczego na przymus, a tym samym nie pisać recenzji na przymus. Tak, że gdyby mnie nie chwyciło i nie zainteresowało od razu, to na pewno przesiedziałoby to u mnie dłużej niż tydzień, bo przecież spieszyć się nie muszę. A jednak, chociaż najpierw podchodziłam do tego tytułu dla bezpieczeństwa z kijkiem, to poszturchałam go trochę, żeby sprawdzić, czy aby nie gryzie i zaiskrzyło. Teraz nie tylko w końcu wiem dokładnie o czym jest "K-ON" i znam postacie - w ciągu 1 tomu zdążyłam je naprawdę polubić... Może dlatego, że scenki rodzajowe złożone z 4-8 kadrów przekazują więcej o bohaterkach i ich charakterach niż gdyby to była bardziej zobowiązująca manga z rozwijającą się fabułą, różnorodnymi ujęciami, wątkami pobocznymi. Ta prosta forma okazała się być miłą odskocznią od tych wszystkich dynamicznych, strzelistych kompozycji w innych mangach i naprawdę bardzo dobrze się sprawdziła. Chętnie przeczytałabym inne yonkomy na naszym rynku - ot chociażby takie jak "Gekkan Shoujo Nozaki-kun" albo "Orenchi no Furo Jijou". Niby krótkie i treściwe paski, a przekazują całą historię krok po kroku i można się przy nich nieźle ubawić. No i spokojnie można przerwać lekturę w dowolnym momencie, bo scenki rodzajowe są dosyć krótkie. Nie mówię oczywiście, że długa, zagmatwana fabuła i wartka akcja są złe - sama je uwielbiam - ale są też takie chwile w życiu, gdzie człowiek nie ma czasu, a chciałby przeczytać coś niezobowiązującego - tutaj "K-ON" wręcz spada z nieba.


W przypadku mojej pierwszej recenzji typowo na mojego bloga zadałam sobie pytanie - czy kupiłabym mangę jeszcze raz? Przy tamtym tytule nie wiedziałam. Tym razem zadając sobie to pytanie - czy teraz, po przeczytaniu sięgnęłabym po tę mangę, jestem w stanie odpowiedzieć - Na pewno. I to dużo chętniej niż kiedy patrzyłam na nią z boku, będąc pewna, że ten tytuł raczej mnie nie dotyczy. Tak, że jeśli szukacie rozluźniającej komedii i nie jesteście uprzedzeni do tytułu tylko dlatego, że bohaterki są jeszcze w szkole, a przynajmniej nie macie postawy "fuj, mundurek szkolny, na pewno jestem na to za stary/a, fuj fuj fuj" to mogę wam "K-ON" tylko polecać. Ja się bardzo miło tą pozycją zaskoczyłam.

P.S. W mandze Yui zamiast się uczyć do egzaminów zaczęła ćwiczyć grę na gitarze. Ja zrobiłam dokładnie to samo, z tym, że zamiast pisać sprawozdanie do awansu zawodowego napisałam recezenzję "K-ON" - czuję podobieństwo charakterów. ;)

No to kolejna recenzja za mną... Nie wiem jak mi do końca idzie, ale piszę jak potrafię. I tak sobie pomyślałam, że skoro ostatnio uzupełniłam w końcu spis mojej mangowej kolekcji, którego nie uzupełniałam od marca (taka zakładka) to można wybierać stamtąd tytuły jakie mam i jeśli ktoś chciałby recenzje konkretnej mangi to może napisać w komentarzu~~. Wystarczy tytuł, bo wolę recenzować wszystkie tomiki jakie mam, a nie rozdrabniać się na wyrwane z kontekstu numerki :).

Postaram się też nasilić ilość notek na blogu, zwłaszcza, że w końcu zeskanowałam trochę więcej rysunków, tak, że uzbierało się na kolejną notkę o nich. Poza tym cały czas pamiętam o notce z zamawianiem rzeczy ze sklepów zagranicznych, czekam tylko na odpowiednią ilość weny ;w;

{ 32 komentarze... read them below or Comment }

  1. Świetna recenzja!
    Raczej się nie skuszę bez jakiejś okazji typu używana i taniej, bo mam za dużo nakupowanych tytułów na chwilę obecną, ale zachęciłaś mnie do zapoznania się z tą mangą przy najbliższej okazji. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że w normalnych okolicznościach też bym się szybko z mangą nie zapoznała, ale miałam okazję i troszkę zmieniłam zdanie na temat mojego zainteresowania tą serią jak widać :D

      Usuń
  2. Jak ja kocham te dziewczynki, miłością niewinną i bezinteresowną ^^
    Sama stałam się ogromną fanką K-ON'a, mimo że za przeproszeniem jest o dupie Maryni :D Bardzo się cieszyłam, gdy oświadczyli, że wyjdzie drugi sezon, no i kinówki (tak, odliczałam czas. Miałam nawet na blogu licznik :D)
    Nawiązanie do DMC w anime jeszcze bardziej mnie rozśmieszyło.
    Myślę, że większość może się utożsamić z Yui :D

    Ucieszyła mnie informacja o wydaniu K-ON'a w Polszy, ale jednocześnie wkurzyła, bo zrobili to tuż po tym jak dostałam w łapy anglojęzyczną wersję :S Teraz tylko czekać, aż wydadzą K-ON! High School i College.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serie z cyklu "okruchy życia" budzą we mnie obawę, że mogą być nudne, ale z drugiej strony to wśród nich znajduje moje ulubione serie, a jeszcze jak jest komedia gratis to nie będę narzekać :D. Teraz nawet waham się nad obejrzenie anime, ale wydaje mi się, ze na razie forma mangi zupełnie mi odpowiada i obecnie przy niej zostanę. ;)

      Usuń
  3. Jeżeli będziesz na jakimś konwencie i będzie stoisko Yatty, albo zaszalejesz i zrobisz zamówienie w sklepie / będziesz w sklepie stacjonarnych poproś o wymianę obwoluty. Dostaniesz od ręki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że mi taka wygnieciona nawet w tym przypadku nie przeszkadza, pewnie ją dam radę nawet jakoś rozprostować, ale fajnie, że jest taka opcja :D

      Usuń
  4. Ja raczej nie kupię tej mangi, u mnie K-on zawsze wypadało blado w porównaniu z moim kochanym Love Live czy chociażby AKB0048. Zupełnie nie dla mnie, ale recenzja naprawdę dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie jak już mówimy o mangach z AKB to jednak moją ulubioną jest AKB49 - Renai Kishi Jourei, a tak naprawdę to nie ma jak stara ekipa AKB na żywo, bo obecna nie jest moja ulubioną...

      Usuń
  5. Ja K-ON dobrze wspominam z anime, faktycznie jest to zabawna, rozrywkowa seria, którą miło się ogląda i jeśli manga również utrzymuje taki klimat to niczego jej nie brakuje. Niestety mimo wszystko aż taką fanką tego tytułu nie jestem, żeby kupić mangę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ta manga rzeczywiście jest lepsza dla tych, którym oglądanie anime w chwili obecnej się nie widzi XD?

      Usuń
  6. zainteresowałaś mnie tą mangą, słyszałam, że zostanie wydany ten słynny "K-ON", ale podobnie jak Ty jestem jedną z osób, które przegapiły ową serię i nie przywiązywałam do owego tytułu żadnej wagi, ale widzę, że jest warty poświęcenia uwagi ^w^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę, że jest więcej takich osób jak ja i komuś się ta recenzja mniej lub bardziej przydała :D

      Usuń
  7. Też jeszcze nie oglądałam Kejona, ale w końcu to zrobię, bo jedna z bohaterek jest leworęczna, a mniejszości potrzebują swojej reprezentacji :)
    To nie jest pierwsza yonkoma na naszym rynku, ale na pewno najbardziej interesująca. Tym bardziej, że wolę słodkie dziewczynki trochę w stylu mojej ukochanej Azumangi od kotów :D
    Boski Krauser :D
    To "mieszanie grypsów sprzed 10 lat z obecnym slangiem młodzieżowym" uświadomiło mi, że Ty się znasz bo uczysz w gimnazjum, ale ja to już zupełnie od młodzieży oderwana jestem i pewnie wrzucałabym jakichś huncwotów w swoje tłumaczenia, przerażające D:
    Bardzo podobają mi się Twoje recenzje, są takie... naturalne, bez sztywnych ram kompozycji czy profesjonalnego słownictwa. Za to konkretnie i zrozumiale.
    Kurczę, zachęciłaś mnie do tej mangi. Raczej nie będzie wysoko, ale niniejszym wciągam ją na listę moich zainteresowań :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to zazwyczaj jest tak, że jeśli gimnazjalista wsadzi coś innego niż przekleństwo między swoje słowa to człowiek chce mu już pomnik stawiać. Wracam z pracy, uszy mi więdną, otwieram mangu, a tam przekleństwa X'D. Ale w sumie to nie mogę powiedzieć, że się nie znam, na pewno łatwiej mi powiedzieć, że tłumaczenie jest gimbusiarskie i nie skłamać XD.

      Tak naprawdę to mam swoje ramy, znaczy napisałam sobie tę reckę ReVERsala na wzór, żeby móc podglądać jak i o czym pisać po kolei. A, że piszę bardziej prosto niż profesjonalnie... wydaje mi się, że po prostu blogger nie potrzebuje kolejnego recenzenta, który odklepie swoje, wrzuci ujęcia ze skanlacji zamiast z tomiku i jest pozamiatane. Blogger jest właśnie fajny dlatego, że można podejść do tematu indywidualnie :D. Z resztą mam dużą świadomość tego, że nie wszyscy, którzy czytają mojego bloga znają się na mangach, dlatego czułabym się niekomfortowo, gdyby notki nie trafiały też do nich ;D

      Usuń
  8. Też, bardzo polubiłam K-ONa!. Kiedyś obejrzałam anime, ale tylko do połowy. Po prostu mnie znudziło po jakimś czasie, ale przy mandze bawiłam się dobrze. :D Jak będę miała, jak to będę zbierała, ale jak na razie odkładam na prenumeratę Noragami i Tonari no Kaibutsu-kun. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś nie mam zamiaru się zabierać za anime, starczy mi manga.

      Ja na szczęście prenumeratę Noragami kupiłam od razu, wręcz rzuciłam piniundzem z monitor jak prenumeraty na 13 tomów się rozpoczęły ;)

      Usuń
  9. Nadajesz się na pisanie recenzji! K-On miałam w planach oglądać i może w ten weekend zacznę bo mam wreszcie wolne!! *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ja też chcę mieć wolne ;w;

      Usuń
  10. Niestety nie udało mi się zgłębić fenomenu ani Lucky Star ani właśnie K-ONa, to nie na moją psychikę chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mogę powiedzieć, że nie udało mi się zgłębić fenomenu Tokyo Ghoul, mimo że się poświęciłam i przeczytałam tę historię w całości, żeby to zrobić :').

      Usuń
  11. Przyznam szczerze, że jestem mocno uprzedzona do K-ON. A to wszystko przez anime. Jedni je uwielbiają, inni wręcz nienawidzą, bo za dużo moe, no i z powodu nudy. No i właśnie przez to dotychczas nie sięgnęłam po tę mangę. Sądzę jednak, że w yonkomie nie byłoby tej nudy, bo nie ma na nią po prostu miejsca. Może się przekonam. :p
    Swoją drogą. Nie mam pojęcia dlaczego, ale Twój blog nie wyświetla mi się w blogrollu (mojej liście blogów na moim blogu xD taki gadżet) i przez to ciężej mi śledzić Ciebie na bieżąco. Więc jeśli bym dłużej się tu nie pojawiała, przypomnij mi o tym np. w komentarzu. xD Muszę przyznać, że recenzje wychodzą Ci naprawdę dobrze - więcej takich! A, no i poproszę o recenzję Marsa i 5 cm na sekundę. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w takim razie to jeszcze lepiej, że nie widziałam anime XD

      Też nie mam pojęcia .w. Jak wchodzę przez blogger.com to ja np. swoje notki bez problemu mam na tej liście.

      Marsa miałam nawet ochotę z recenzować, a 5 cm kiedyś jak przeczytam :D

      Usuń
    2. Na pulpicie nawigacyjnym widzę notki, ale na blogu w blogrollu się nie wyświetlają. A ja głównie korzystam z tego drugiego, więc czasem może minąć trochę czasu jak wejdę do Ciebie na nową notkę. :P

      Kumpel czytał 5 cm na sekundę i bardzo, baaardzo mu się podobało, więc możesz śmiało czytać! :D

      Usuń
  12. nominuje cię do lba! :D
    http://zajawkizielonej.blogspot.com/2015/06/lba.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, zrobię przy najbliższej notce :D

      Usuń
  13. Kupię! Mam taki niesamowity sentyment do tej serii!

    OdpowiedzUsuń
  14. K-ON dostałam jako gratis do zamówienia :) nie planowałam jej zakupu, ale przyjemnie się czytało tomik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, K-ON tak z zaskoczenia bierze jak się go już przez przypadek dostanie X:D

      Usuń
    2. nawet z ciekawości obejrzałam 1 odcinek ale jakoś nie przypadł mi do gustu :P

      Usuń
  15. K-ON jakoś nie przypadł mi do gustu jako anime, więc małe prawdopodobieństwo, ze manga kupi moje serce. Niemniej wydanie Studia JG wydaje się być bardzo porządne i zachęca do zakupu.
    Trzymam kciuki, żeby także Gekkan shoujo Nozaki-kun doczekało się naszego ojczystego wydania. Nic tylko zobaczyć moich najukochańszych Hori x Kashima na własnej półeczce ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, ja czytając coraz więcej opinii w internecie dochodzę do wniosku, że nawet lepiej, że nie oglądałam anime i że raczej nie powinnam tego robić XDD

      Ja bym chciała, żeby wydali GSN chociażby dla MayuMiko, których nie było jeszcze w anime ;A;

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -