Posted by : Otai sobota, 20 czerwca 2015

Japonia ma jakiegoś hopla na punkcie lisich demonów. Zwłaszcza białych lisich demonów. Według legend lisy i ludzie kiedyś żyli ze sobą bardzo blisko, dlatego nie tylko powstało wiele opowieści na ten temat, ale wyobrażenie, że lisy potrafią przybierać ludzką postać. Jeżeli spróbowalibyśmy zgeneralizować podział tych lisów dzieliłyby się one na dzikie lisy (złe demony) i dobre lisy (wykonawcy woli bóstw, a czasem nawet same bóstwa). Komu nie straszny angielski warto sobie chociażby poczytać ten tekst, by w mniejszym lub większym stopniu naświetlić sobie sytuację. Nic dziwnego więc, że z tak znanego w Japonii motywu czerpią autorzy nowelek czy mangacy - Strażnik Domu Momochi, Gogure Kokkuri-san, Inari, Konkon, Koi Iroha, Gigitsune czy też cudowny Inu Yasha, który nigdy nie został do końca wydany w Polsce. Czasem jest jednak tak, że jakaś grupa fanatyków wybierze sobie jakąś serię z tym samym motywem, ignorując fakt, że ona również na tym motywie bazuje i wszystkim wmawia, że cała reszta tylko się na tej jednej serii wzoruje, co nijak się nie ma do prawdy. To ciężkie w sumie brzemię w obecnych czasach musi nosić tytuł "Kami-sama Hajimemashita" i o pierwszym tomie tego tytułu, wydanym w Polsce jako "Jak zostałam bóstwem?!" mam zamiar dzisiaj napisać.

Czemu taki wstęp? Otóż jak czytam o jakimś tytule, że "Jest podejrzanie podobny do Kamisamy" to mam wrażenie, że zaraz mi się puści piana z ust. Przez to, że tyle fanów nie potrafi ruszyć głową i dojść do wniosku, że podobieństwo założeń niekoniecznie wynika z tego, że ich ulubiony tytuł jest tak wspaniały, że wszyscy od niego zrzynają, zaczęłam sobie zadawać pytanie - czy ten tytuł jest naprawdę wart mojej uwagi, skoro aż tylu jego fanów reprezentuje taki, a nie inny poziom myślenia? Z drugiej strony jednak mam wielu znajomych, którzy po prostu lubią ten tytuł i nie zapuszczają się w jakieś większe filozofie na ten temat. Znajomych, którzy stworzyli bardzo mocny i bardzo pozytywny front dla tego tytułu w moich oczach. Ba! Doszło nawet do tego, że moje przyjaciółki czytające mangi dość wybiórczo nazwały swoją zmywarkę na mieszkaniu Tomoe. 




Swoją przygodę z tym tytułem zaczęłam od anime - na początek obejrzałam pierwszy, a potem drugi sezon. To co oczarowało mnie w anime to utwory muzyczne, niepozorne openingi i endingi, które zostawały w głowie na tyle, że teraz, czytając mangę, często je podświadomie słyszę. Cała reszta poza muzyką zostawiła po sobie uczucia w stylu "jest kilka interesujących momentów, ale całość jest bardzo... przeciętna". Z tym, że była to opinia tylko o anime. Wiem, że większość ekranizacji shoujo jest na tyle niefortunna, że wleką się one jak flaki z olejem, uwydatniają wady bohaterów i całych historii, bardzo dużo spłaszczają na linii fabularnej i często zabijają humor serii. Może w przypadku "Kamisamy" nie jest to tak drastyczny zabieg jak chociażby w przypadku "Ookami Shoujo to Kuro Ouji", ale do kategorii "Ao Haru Ride" jest już chyba bliżej. Dlatego miałam na uwadze to, żeby kiedyś zapoznać się jeszcze z mangą.

Wiem, że ten wstęp do całości robi się trochę długi, ale sama recenzja będzie prawdopodobnie krótsza. Po prostu pisząc o jakimś tytule zależy mi na tym, żeby wcześniej jasno zarysować to, jakie miałam do niego podejście.


W końcu nadarzyła się okazja dla zapoznania się z mangą, bo została zapowiedziana w Polsce przez Studio JG. Przerażona ilością tomików (20+) i nieregularnymi często wydaniami Studia JG zachodziłam w głowę "Kupić czy nie kupić?". Do pieca dorzucił fakt, że Waneko ogłosiło w tym samym czasie mangę z lisim demonem w roli głównej i oczywiście pojawiło się mnóstwo komentarzy "Przypadeg? Nie sondzem!" sugerujących po raz kolejny, że wszystko co posiada białe lisie demony w ludzkiej formie pochodzi od "Kamisamy". Myśl zakupu tytułu powróciła wraz zaprezentowaniem polskiego logo, tytułu i okładki, o którym za chwilę i kiedy krążyłam wokół tomiku zastanawiając się czy go brać teraz, czy kiedyś... wylądowałam z pierwszym tomikiem recenzenckim. Przebiegłe to i podłe zarazem, bo wiedziałam, że jak już będę mieć pierwszy tom w ręku to kolejne na pewno będę kupować. No, Studio JG, świetna inwestycja, na przyszłość, świetna, nie powiem.


Gratuluję tym, którzy dotrwali aż do teraz, bo tu zaczyna się prawdziwa recenzja. "Jak zostałam bóstwem?!" to seria posiadająca obecnie ponad 20 tomów, narysowana przez Juliettę Suzuki dla wydawnictwa Hakusensha. Pierwszy tomik powstał w roku 2008, w Polsce natomiast został wydany nakładem wydawnictwa Studia JG w kwietniu 2015 roku. Gatunkowo jest to komedia, fantasy, romans (delikatny), a grupą docelową w teorii jest shojo (nastolatki)). Opis mangi od wydawnictwa leci sobie tak:

Nanami Momozono nie ma w życiu lekko, zwłaszcza będąc na utrzymaniu ojca-hazardzisty, który usiłuje spłacić rosnące długi kolejnymi zakładami. W zasadzie ucieczkę nastolatki z domu moglibyśmy uznać za szablonowy przejaw młodzieńczego buntu. Jednak w tej historii to pan tata daje nogę, zostawiając córkę na pastwę dłużników. W jednej chwili dziewczyna trafia na ulicę cały swój dobytek niosąc w małej torbie. Krótko mówiąc od dziewczynki z zapałkami jest biedniejsza o zapałki. Mimo iż ma dość własnych problemów ratuje nieznajomego mężczyznę przed psem. Ten w podzięce postanawia jej pomóc – oferuje, aby zaopiekowała się jego domem. Na koniec całuje skonsternowane dziewczę w czoło. Nanami z braku innych opcji udaje się pod wskazany adres, aby odkryć, że ów „dom” to w rzeczywistości… podupadająca świątynia. Jak się bowiem okazuje nieznajomy nie dość, że sam z niej uciekł, to na dodatek naznaczył dziewczynę jako bóstwo, aby mogła zamiast niego opiekować się świątynią i jej mieszkańcami. Problem w tym, że pewien rezydujący tam przystojny demon o imieniu Tomoe, wcale nie ma zamiaru służyć człowiekowi, a już zwłaszcza jakiejś zwykłej uczennicy. 
Na początek wita nas matowa obwoluta z błyszczącym lakierem wybranym na postaciach, tytule i wybranych elementach (chmurki na przykład), co nie tylko daje świetny efekt wizualny, ale też fajnie się maca po tych wypukłościach - dokładnie taka sama sprawa jak w przypadku opisywanego wcześniej "K-ONa". Pozwólcie, że teraz przerwę recenzję i pójdę sobie ją jeszcze raz pomacać. Świetny zabieg, naprawdę. Pod obwolutą nie ma niczego ciekawego, ale papier okładki dobrze się trzyma i nie wyślizguje się z rąk przy czytaniu, więc jestem zadowolona.

Polski tytuł brzmi "Jak zostałam Bóstwem!?". Sama koncepcja zmiany tytułów mang na polskie w miarę możliwości mi się podoba, natomiast tutaj kontrowersję wzbudzał wśród ludzi sam przekład, czy kolejność wykrzyknika i pytajnika. Mnie to nawet nie przeszkadza, z tym, że przyzwyczaiłam się do tego, że słowo "Bóg" od wielkiej litery pisze się tylko w przypadku jednego konkretnego Boga, ale jestem w stanie zrozumieć, że nie jest to zwyczaj wszystkich i tak na okładce mamy Bóstwo od dużej litery. Bardzo podoba mi się polskie logo mangi z liskiem, kolorystycznie pasuje, fajnie się prezentuje, przyciąga i podoba mi się to, że Studio JG idzie w tak kreatywną stronę, ale jeszcze nie przesadza. Tytuł bardzo ładnie komponuje się w przód okładki, gdzie "Jak zostałam" pojawia się właściwie w jednym rzędzie, gorzej wygląda natomiast na grzbiecie obwoluty, gdzie "Jak" i "zostałam" są oddzielnie, a "Bóstwem?!" bardzo się wybija. Akurat na grzbiet obwoluty patrzę najczęściej, więc ta średnia kompozycja rzuca się w oczy, nawet jeśli mogę sobie wyobrazić, że trudno było znaleźć lepszą opcję w tym wypadku.


Polskie wydanie jest wielkości B6+ czyli jest to typowy dla mangi format. Cena okładkowa to 19,90 zł. Tomik wydrukowany jest na papierze offsetowym, ma około 200 stron, jest dobrze przycięty mimo braku marginesów zewnętrznych i strzelistości kadrów, marginesy wewnętrzne są za to całkiem spore i dobrze się czyta. Druk jest dobry, czerń jest taka sama na wszystkich stronach i ogólnie wydania Studia JG są ostatnio naprawdę dobre i czuję się bardzo komfortowo, kiedy je czytam, nic nie wypada, nic się nie wylewa, okładka się nie rysuje, kolorowe strony się nie rysują (bo ich nie ma, więc chyba jednak to nie do końca komplement...) nic nie jest przycięte... Do tego Studio JG od niedawna podmienia wszystkie onomatopeje na polskie odpowiedniki, co cieszy wielu czytelników i jest to jak dla mnie wymiana umiejętna - dobór czcionek i typesetting ogólnie są w tym przypadku przyjemne i zróżnicowane. Wszystkie znaki i napisy na szyldach i karteczkach również zostały podmienione na polskie, co rzuciło mi się w oczy zwłaszcza po tym, jak po przeczytaniu tego tomik otworzyłam "Time Killers", gdzie do takich elementów pojawiały się po prostu przypisy.

Kreska mangi nie należy do tych bardzo rewelacyjnych dla mnie, jest po prostu "w porządku". Póki co jest nierówna - mamy rysunki i kadry narysowanie pięknie, ale mieszają się one z nieco krzywymi/rozjechanymi mordkami, albo nieco zmienionymi proporcjami ciała, ale myślę, że w ciągu kilku tomów ulegnie ona stabilizacji. Autorka używa wielu rastrów, tła są tam, gdzie powinny być, a przeróżne stworzenia są zaprojektowane są całkiem ciekawie, a to złowrogo, a to uroczo.



Kiedy dostałam swój tomik do ręki otrzymałam opinię, że tłumaczenie jest bardzo dobre. Zanim go zdążyłam przeczytać to rozmawiałam z kilkoma osobami, które potwierdziły, że mangę czyta się naprawdę bardzo fajnie. Były to zarówno osoby znające się na tłumaczeniach jak i zwykli czytelnicy, to też z nadzieją podeszłam do czytania tomiku i rzeczywiście tomik jest bardzo płynnie i przyjemnie tłumaczone. Język w mandze jest zróżnicowany i chociaż większość dialogów jest całkiem normalna, to kiedy język trzeba stylizować - jest on stylizowany. Zwłaszcza, kiedy używają go dwa błędne ogniki - Kotetsu i Onikiri widać tę różnicę. Mam wrażenie, że w wielu mangach ostatnio panuje moda na podkręcanie tłumaczenia na siłę śmiesznymi powiedzonkami, wulgaryzmami i tłumaczom zaczyna nieco brakować umiaru, ale na szczęście "Jak zostałam Bóstwem!?" uchroniło się przed tą plagą. Tłumaczenie jest uniwersalne, zabawne teksty nie wydają się wymuszone. Podoba mi się też fakt, że zrezygnowano z zapisu przedłużonego "o" jako "ou", bo tego drugiego nie cierpię. Nie jest to może jeszcze stosowanie "ō", ale przynajmniej pojawiło się ono w przypisie. Kiedyś już pisałam o tym, ale preferuję zapis sugerujący jak powinno się czytać dany wyraz, a w języku polskim "ou" nijak tego przedłużonego "o" nie sugeruje i potem "Tōdō" czytane jest jako "Tołdoł" przez polskich czytelników, dlatego wolę, jeśli rozwiązanie jest podawane czytelnikowi na talerzu. No, ale pomijając te własne preferencje - jeszcze jeden zabieg spodobał mi się w tłumaczeniu. Otóż różne  nazwy stworzeń, zaklęcia i elementy zaczerpnięte z japońskiego folkloru zostały przetłumaczone na język polski i człowiek nie zastanawia się co oznacza dana nazwa po japońsku w trakcie czytania, co nie oznacza, że nie ma dopisków! Do polskich nazw mamy przypisy jak brzmiały one po japońsku i co tak właściwie te stworzenia i elementy oznaczają w japońskiej kulturze. Tak, że nie ma miliona nazw japońskich, które trzeba zapamiętać na bieżąco, za to mamy polskie tłumaczenie, przy których wyjaśniona jest ich japońska geneza. Nie wiem czy spotkałam się z tym zabiegiem wcześniej, ale jak dla mnie - bardzo dobra zagrywka! Zdarzają się wyjątki i pojawiają się pojedyncze japońskie nazwy, które są zostawione w oryginale, tak jak np. przykład na zdjęciu, ale nie poczułam tutaj niekonsekwencji, a raczej próbie znalezienia balansu między tym co da się przetłumaczyć, a do czego należy podchodzić ostrożniej.



Nie wiem na ile to kwestia tłumaczenia, ale ono również na pewno przyczyniło się do tego, że tomik czytało mi się lepiej niż oglądało anime. Lektura była przyjemna do czytania i opowieść o tym jak to Nanami Hanozono została bóstwem i przyszło jej spotykać różnego rodzaju demony nabrała więcej magii. I to nabrała tej magii na tyle, że pozwoliła mi zapomnieć o wszystkich elementach wpływających wcześniej na tę lekturę (opinie innych, odczucia po obejrzeniu anime) i cieszyć się z przyjemności lektury samej w sobie. A to naprawdę dużo. I w ten oto sposób doszłam do momentu, w którym odpowiadam sobie w recenzjach na pytanie "Czy kupiłabym ten tomik teraz?". Myślę, że wcześniej czy później bym go kupiła tak czy siak, ale za to teraz wiem, że kolejne tomy będę kupować na tyle na bieżąco, na ile będę mogła. Was też zachęcam do lektury, bo wiem, że skoro mi spodobał się tomik, to tym bardziej spodoba się innym osobom, które nie są takimi malkontentami jak ja. 



( ಠ◡ಠ )
Kolejna recenzja, ta jest chyba najbardziej chaotyczna z dotychczasowych, ale w sumie chcę przekazać wam jak najwięcej własnych uwag po lekturze, bo pisanie/czytanie kolejnej podobnej recenzji mija się z celem, a jeśli takiej typowej recki szukacie, to na pewno niejedna się znajdzie w jakimś magazynie, albo na czyimś blogu :D. Niemniej jednak mam nadzieję, że komuś się moja forma recenzji podoba.

P.S. Nie jestem w stanie stwierdzić czy anony to jedna i ta sama osoba (lub dwie te same osoby) podpierające nawzajem swoje zdanie i dużo lepiej wyglądacie pisząc zalogowani skądkolwiek, nawet jeśli macie zupełnie odmienne zdanie niż ja, to przecież was nie zjem.

{ 50 komentarze... read them below or Comment }

  1. Anime oglądało mi się dosyć przyjemnie, szczególnie pierwszy sezon, ale nie ciągnie mnie do ponad 20 tomów mangi. XD
    Chociaż Twoja recenzja mnie zachęciła i teraz muszę się pilnować... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio te dłuższe serie coraz bardziej straszą, ale gdybym wiedziała, że Kamisama zakończy się na np. 30 tomach to pewnie pakowałabym się w tę serię bez problemu tak jak w Kurobasa.
      Dla mnie anime właśnie nie było jakieś specjalne, chociaż miało kilka momentów, które mnie zaintrygowały.

      Usuń
    2. Jakby to kogoś interesowało, to w styczniu pojawił się taki wywiad: http://skyofsnow.tumblr.com/post/119669926690/ch-124-5-interview-with-julietta-sensei-and-ikoma
      W ostatnim zdaniu autorka mówi, że historia zbliża się do punktu kulminacyjnego, więc możliwe, że seria nie przekroczy 30 tomów.

      Usuń
    3. Dziękuję za info :D! To dobra wiadomość, poza "One Piecem" nie jestem gotowa na serie powyżej 30 tomów~~

      Usuń
  2. ''Mam wrażenie, że w wielu mangach ostatnio panuje moda na podkręcanie tłumaczenia na siłę śmiesznymi powiedzonkami, wulgaryzmami i tłumaczom zaczyna nieco brakować umiaru, ale na szczęście "Jak zostałam Bóstwem!?" uchroniło się przed tą plagą''

    Naprawdę?

    ''Jestem w czarnej dupie''
    ''Zafajdany lisi perwers''
    ''jełopie''
    ''w dupę jeża''
    ''nie będę się lizać z tą parszywą mendą''
    ''co za łajza''
    ''po moim cholernym trupie''

    Jak dla mnie wszystkie tego typu zwroty są właśnie tym, co opisałaś wyżej i każdy z nich pojawił się w tej mandze. Dodatkowo, prawdziwy fan zauważy, że Nanami z naprawdę przyjemnej dziewczyny przeobraziła się w dzisiejszą głupiutką nastolatkę. Ona przecież nie używa takiego słownictwa.
    Yatta oficjalnie zrobiło z niej gimbusiarę, tyle w temacie. Dlatego nie zgadzam się, że tłumaczenie jest dobre. Te cytaty, które wymieniłam bardzo rażą w oczy i manga prezentowałaby się bez nich o wiele wiele lepiej.
    Rozumiem że odbiorcami są dzisiejsze nastolatki, które prawdopodobnie ucieszy taki prosty język ale jednak wolałabym, gdyby postać (jedna z naprawdę niewielu damskich postaci które lubię) była nadal sobą i odzywała się stosowniej.
    Ciężko mi było przebrnąć przez to wszystko dlatego trzymam kciuki za Yattę żeby w przyszłych tomach powstrzymali się od dodawania tego typu powiedzonek i nadali Nanami charakter, za który wszyscy ją pokochaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak jak widać nie wypowiadałam się z punktu widzenia fana serii, więc może oni inaczej odbierają Nanami. Dla mnie oglądając anime była to bohaterka jak ich wiele, więc nie czuję się przywiązana do bohaterki i jej sposobu bycia. Możliwe, że fani serii odbierają to inaczej. Chociaż tak jak wspominałam osoby znające serię i orientujące się w temacie tłumaczeń chwaliły je do mnie zanim przeczytałam tomik, ale to już one mogłyby dyskutować, bo ja bez żadnych przywiązań do serii miałam bardzo przyjemną lekturę.

      Nie wiem na ile masz do czynienia z dzisiejszymi nastolatkami, ale żadna osoba, z którą spotykam się w pracy na co dzień nie użyłaby żadnego zwrotu z tych, które wymieniłaś, więc nie przypisywałabym ich w żaden sposób do wieku bohaterki, ani do tego, że manga stylizowana jest dla nastolatków. Dla mnie te zwroty brzmią zrozumiale i ponadczasowo, mimo że są ubarwieniami., dlatego żaden z twoich cytatów nie wpasowuje się w to, co miałam na myśli pisząc o wulgaryzmach i sztucznym podkręcaniu.

      Dla mnie przesadą jest wstawianie w mangę co kilka dialogów "ja pier*", "kur*" tylko dlatego, żeby mangę uwspółcześnić czy przybliżyć do poziomu dzisiejszego nastolatka. Tak samo nie rozumiem słów w stylu "Witeczki!" i nie jestem pewna skąd się takie powitania wzięły.

      Usuń
    2. To ja już żałuję że mangę w polskiej wersji zamówiłam,bo przykłady tekstów w niej zawartych podane wyżej już mnie poraziły. Jak tłumaczenie tak wygląda to ja wolę wersje angielską. Jakie"lizać"? mówi się całować. Nanami nigdy by nie powiedziała tak. Wersja ang.nie zawiera takiego tekstu i wątpię aby oryginał zawierał. Jakie "w dupę jeża"? to jest manga czy film Kiepscy? W jakiej"czarnej dupie"? w czarnej czeluści,otchłani,lub coś takiego. Dla mnie to są wulgaryzmy psujące mangę. Taka prawda ludzie. Podkład muzyczny w anime jest wspaniały,cudny. Podkreśla poszczególne sceny,dodaje charakteru,nadaje niepowtarzalny klimat całej serii. Kamisama podbiła moje serce a nie łatwe to zadanie. Na pewno zakupie wszystkie anime i mangi.Jedna z wielu moich ulubionych scen w anime to ta gdy Nanami przez sen kładzie się na posłaniu Tomoe,ha ha zatkało mnie wtedy....a potem......biedny ten lisek,taki zakochany :-)

      Usuń
    3. Pierwszy raz spotykam się z określeniem "w czarnej otchłani" i "w czarnej czeluści", a że ciekawi mnie jak się mówi w różnych częściach polski to chętnie dowiem się gdzie się takiej wersji używa :)

      Cóż, ja nie ufam do końca angielskim skanlacjom, natomiast osoba niżej znająca japoński potwierdziła, że Nanami nie wyraża się nazbyt kulturalnie w oryginale, więc ja nie mam takich zmartwień, bo nie byłam przyzwyczajona do angielskiej wersji ;)

      Usuń
  3. Od momentu kiedy napisałaś o openingach i endingach to w mojej głowie uruchomił się jaki player. XD Bardzo fajnie czyta się Twoje recenzje i na pewno będę to robiła. :D Sama chciałabym pisać wszystko co wpada mi do głowy na temat tomików, ale zanim napiszę jedną z tych myśli, inne uciekają... Poza tym zaczęłabym się gubić...
    Kamisamę polubiłam jako anime, ale dopiero pokochałam po wydaniu mangowym. Uważam, że JG wykonało kawał dobrej roboty, bo naprawdę teraz tytuł podoba mi się jeszcze bardziej. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie byłabym w stanie pisać tylu recenzji co ty, bo ja właśnie chciałabym wszystkie odczucia wypisywać, zamiast zamykać formę i się ograniczać. Po prostu bardzo zależy mi na tym, żeby napisać coś więcej niż w normalnej recenzji i żeby mój blog został nadal bardziej hmm... osobisty? W sumie kiedyś już o tym wspominałam, ale mam bardzo mało czasu na czytanie mang, więc jak już przeczytam jedną to intensywnie o niej myślę i wszystko układa mi się w głowie - jak miałam czasu więcej i czytałam więcej mang to nie pisałam recenzji w ogóle, bo nie zatrzymywałam się nad danym tytułem dłużej.

      Widocznie to jest tak, że ludziom którzy pokochali serię wcześniej wydanie może ją obrzydzić, bo wszystko wyobrażali sobie inaczej, natomiast tym fanom bardziej umiarkowanym całkiem przypadło to wydanie do gustu. Chociaż to może zbyt duże generalizowanie :P

      Usuń
    2. Coś w tym jest. :D NP.: kiedyś sama byłam przeciwniczką tłumaczenia tytułów (bo jak tak można jak jest taki i taki w sieci!! ~dawna ja), ale wyrosłam już z tego i wolę tytuł przertłumaczony. Stąd też często staram się podchodzić do tytułów w dwojaki sposób. Ale i tak zazwyczaj kończy się to tak, że mój subiektywizm, który za bardzo pokrywa się z obiektywizmem, bierze górę. Muszę nad tym popracować...
      Tak BTW: Właśnie przypomniało mi się, jak po wykładzie Dybały o mangach na Magi, jednej z mojej towarzyszek zachciało się dyskusji ze mną i druga towarzyszką na temat tłumaczenia chanów, kunów i sanów... Całą drogę od EXPO do przystanku tramwajowego, drogę na Stradom, przeczekanie na kolejny tramwaj i aż do Ruczaju próbowała nam powiedzieć, że to powinno się zostawiać, a my uparcie, że "tłumaczyć" w specyficzny sposób. Gdybym to nagrywała, to mogłabym z tego kiedyś zrobić prace licencjacką... *myśli o przyszłości*

      Usuń
    3. Ale wiesz co? Stary fandom jest nauczony nietłumaczenia tytułów, jak raz pokazałam komuś nie siedzącemu w fandomie obecnie "Kamisamę" właśnie to całkiem spory szok był, że tytuł jest tłumaczony. Inna osoba nie czytająca już mang zdziwiła się teraz onomatopeje są zastępowane polskimi, bo dla niej onomatopeja japońska to część kompozycji, a nie część tekstu. Tak, że ile ludzi tyle opinii :)

      Mi na przykład -kuny, -chany, -sany itd. zupełnie nie przeszkadzają ani w jedną, ani w drugą stronę, mam stosunek ambiwalentny - jak są to dobrze, jak nie ma to też dobrze - byle konsekwentnie trzymać się jednego, czego nie do końca mogę przeboleć np. w Kuroko no Basket, gdzie zostawiono tylko zdrobnienia używane przez Kise, a w przypadku kogoś innego (na pewno innych dwóch ktosiów) sprawa została pominięta, bo już było trudniej coś wymyślić.

      Za to jeśli coś oglądam to nawet wolę jak -kuny i -chany są zostawione, to na pewno lepsza decyzja niż kiedy bohater nazywa się dajmy na to np. Kowalski Jan i postać mówi do niego per "Kowalski-chan", a w tłumaczeniu jest "Janku" - takie rzeczy przechodzą tylko w wersji czytanej, albo zdubbingowanej, bo w wersji gdzie słyszysz coś innego, a w napisach masz coś innego już nie jest to takie fajne. A taki mają zwyczaj angielscy tłumacze dram na przykład.

      Usuń
  4. Ja tu sobie przyszłam tylko ponarzekać, że przez Ciebie zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze wymawiam nazwisko Jinpachiego, czy też nie... ;_____;
    To jest poważny dylemat przez który spać nie mogę, ino będę wymawiać w kółko "Tōdō"
    Dziękuję za zniszczenie ;C

    A recenzję tak ładnie napisałaś że zaczęłam się zastanawiać nad jej kupnem, jednak liczba tomów mnie troszkę odstrasza ;;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Tołdoł mówię Tołdoł dla zabawy, bo brzmi jak Toudi z Gumisiów, ale jak się to czyta to sama powinnaś się domyślić, chociażby po tym jak Maki-chan woła do niego "Toooooooddoooooooooooo" XD

      Usuń
    2. Znaczy zorientować się niby zorientowałam. Ino ja nigdy nie zwracam uwagi jak ja mówię. Zresztą jak we wszsystkim - ja po prostu większość rzeczy wymawiam po swojemu. Tak więc przez Ciebie zaczęłam myśleć czy mówię Todo, Tołdoł, czy coś pomiędzy xDDD

      Usuń
  5. Zgodzę się całkowicie z tym anonimowym komentarzem, który się pojawił się tutaj wcześniej. Wszyscy chwalą tłumaczenie, ale ja od pierwszej chwili miałam co do niego mieszane uczucia. Mianowicie, moim zdaniem Nanami nie jest dziewczyną, która używałaby zwrotów, jak na przykład to nieszczęsne "jestem w czarnej d..." Fakt, w pierwszej chwili odniosłam wrażenie, że czytam o typowej polskiej nastolatce. No ale dobrze, nawet nie przypisując tego grupie wiekowej - czy naprawdę człowiek musi używać brzydkich słów? Czy trzeba ich używać, żeby brzmieć "ponadczasowo"? Cóż, nie wydaje mi się. Są jeszcze na tym świecie osoby w każdym wieku, które potrafią się bez tego typu zwrotów obejść. Więc dlaczego Nanami nie może być jedną z nich? Zresztą, z ciekawości pożyczyłam tomik przyjaciółce, która z tą serią styczności kompletnie nie miała. Reakcją przyjaciółki było stwierdzenie, że Nanami zachowuje się "out of character" - i tyczyło się to właśnie tych wcześniej wspomnianych zwrotów. Zauważyła to osoba, której była to pierwsza styczność z tą postacią, więc wydaje mi się, że coś jednak jest na rzeczy.

    Aha, i jeszcze taka drobna uwaga. W tłumaczeniach JG akurat mnie bardzo irytuje ten brak kreseczki nad "o", albo dodania "u". Jakby nie patrzeć, jest jednak różnica w "Todo" i "Tołdoł" - i mimo wszystko, to drugie brzmi bardziej jak wersja oryginalna. Przynajmniej tak mi się zdaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ja po prostu za dużo mang ostatnio czytam, bo dla mnie "Kamisama" była raczej odpoczynkiem od wulgarnego i podkręconego języka w mangach. Nie wykluczam, że gdybym podeszła do niej "od tak" mogłabym mieć inne zdanie, ale nie będę też na siłę zaprzeczać, że mnie się mangę czytało źle/dobrze, jeśli tak nie było ;). Aczkolwiek rozumiem, że każdy może mieć inne zdanie.

      No właśnie to drugie absolutnie nie ma nic z oryginalną wymową wspólnego, bo "o" z kreską to po prostu trochę dłużej przeciągane "o" i jeśli jakaś osoba czyta to sobie "ou" to stasznie amerykanizuje japońską wymowę i to mi już przeszkadza, bo to wynika z bardzo dużej niewiedzy. A co do tego, że w tłumaczeniach JG nie ma kreseczki, to przecież jest jako przypis i mnie się to podoba, to dużo lepsze niż zostawianie np. "Ryouta" i zero przypisów, że to przedłużone "o" i żeby czytać "Ryota", a nie "Ryołta".

      Usuń
    2. Od razu mówię, że nie chcę nikogo atakować (czasem moje wypowiedzi tak są odbierane), tylko powiedzieć 2 słowa od siebie.

      1. Czytałam Kami-samę po japońsku i Nanami nie mówi tak do końca grzecznie. Japoński cierpi jednak na brak poważniejszych i barwniejszych przekleństw, a większość "grzeczności" czy jej braku odbywa się poprzez morfologię. A czytając po japońsku zauważyłam że Nanami do Tomoe (i nie tylko) zwraca się bardzo niegrzecznie. W polskim jednak grzeczności nie oddajemy tak samo jak w japońskim, stąd też te "wstawki". Jak tylko odnajdę japoński tomik to mogę spróbować porównać konstrukcje w obu językach i przytoczyć spostrzeżenia. Rozumiem, że taki sposób wysławiania się może niektórym zgrzytać czy nie pasować do dotychczasowego wyobrażenia postaci, jednak mnie osobiście nie raził i pasował do postaci. Może właśnie dlatego, że czytając po japońsku już wcześniej trochę odbierałam Nanami niż osoby zaznajomione ze skanlacjami/anime.

      2. Zgodzę się w 100%, że brak makronu czy też "tej kreseczki", jest bardzo problematyczny. Na studiach długie głoski były moją zmorą i do dziś mam obsesję, by wszystko brzmiało tak, jak powinno, ponieważ przekłada się to później na znaczenie. Osobiście łyknę każdą romanizację, o ile nie jest mieszana z innymi. Jednak w żadnym wypadku Ō nie jest bliższe w wymowie "oł". "Ou" (czy też "Oh" jak czasem się to zapisuje) faktycznie może sprawiać problemy osobom początkującym, a jak ktoś łyknął trochę hiragany bez podstaw fonetyki to już zupełna masakra, ponieważ zauważy, że sami Japończycy piszą to おう i ciężko wytłumaczyć później, że jest inaczej. Najłatwiej i bez zbędnego zagłębiania się w fachowe słownictwo można by powiedzieć "Ō" = "O-" = długie o (ponieważ mamy również rzadkie przypadki takie jak koori - lód, gdzie czytamy to jako ko-o, wyraźnie zaznaczając drugie o jako osobną głoskę, co przy szybkiej, codziennej wymowie i niewprawnym uchu może się zlewać w długie o). Problemem jest jednak chyba nie sam zapis, a właśnie brak świadomości poprawnej wymowy. Wszak japońskie głoski są w wielu przypadkach zbliżone do naszych, jednak jest spory zestaw bardzo subtelnych różnic. Ale tutaj bez dłuższego wykładu by się nie obyło, natomiast zainteresowanym polecam "Gramatykę japońską tom I" Romulada Huszczy, gdzie fonetyka jest bardzo dokładnie opisana.

      Usuń
    3. *Romualda Huszczy damn me

      Usuń
    4. Mnie też wypowiadane w mandze teksty nie podobają się. Zgadzam się że są wulgarne. Mangi które dawno temu pierwsze wychodziły na polskim rynku nie miały takich tekstów,więc po latach przerwy gdy zetknęłam się z Kamisamą jestem w szoku. Może jednak w dalszych tomach Nanami trochę ochłonie?

      Usuń
    5. To w sumie chyba nie miałaś styczności ze sporą częścią mang np. Waneko czy Kotori teraz, tam wulgaryzmami dostajesz po twarzy na dzień dobry, i to nie takimi jak "W dupę jeża" tylko takimi, które telewizja cenzurowałaby dziwękiem "piii", i to w seriach młodzieżowych.

      Ale rozumiem - ostatnio przeczytałam "Marsa" po raz kolejny i aż westchnęłam "Kurcze, to kiedyś dało się tłumaczyć fajnie i bez wulgarnego języka".

      Z drugiej strony słownictwo jakim teraz posługuje się młodzież na dzień dobry też jest bardzo bolesna i nie pamiętam, żeby za moich czasów aż tak brakowało ogłady języka.

      Usuń
    6. Tak. Mars,Fushigi Yugi,Oh My Goddess,Seimaden.....potem bardzo długo już nie czytałam,więc tak,nie miałam styczności ze sporą częścią mang. Nie wiedziałam że tak to teraz wygląda i dowiedzieć się już nie chcę. Ale już wierze Ci na słowo że Kamisama to jeszcze nic. Nie próżnowałam jednak przez ten czas. Tworzyłam swoją własną opowieść dla własnej przyjemności. Jest gigantyczna,ma wiele wątków,światów,istot,postaci,jest też wielopokoleniowa aczkolwiek niektóre istoty istnieją prawie od początku,więc są jakby nieśmiertelne.Akcja szybka,wątki nie są zbyt długie i wchodzą następne ale powiązane w jedną całość.Koncentrowałam się najbardziej na osobowości moich bohaterów,zwyczajach,kulturze,wzajemnych relacjach,myślach,uczuciach,na bohaterach po prostu.Różne akcje owszem też są,wojny,potyczki,pojedynki,podróże.Moja historia jest raczej obyczajowo-fantazy-romans-przygoda i też sains fiction.Główni bohaterowie to stworzone prze zemnie specyficzne demony,mają swoją historię i istniały w czasach gdy nie było jeszcze gwiazd ani planet,i są najstarszymi ze wszystkich istot w ogóle.Obecnie od ok.chyba już roku prowadzę sobie taki wątek: Nie użyje imion bohaterów. W ludzkim świecie(jakimś tam,bo jest ich wiele) żyje pewna dziewczyna.Jej matka zmarła przy porodzie a ojciec jak miała 4 lata. Wychowała ją ciotka.Dziewczyna jest zwyczajna z pozoru,czuje się jednak obco.....i ma talent magiczny,jednak nad nimi kompletnie nie panuje i marzy o tym żeby się tego nauczyć.Ale nie ma jej kto nauczyć.Pewnego dnia wybucha wojna i pojawia się armia a w niej m.in. wyżej opisane demony (oni czasem pracują jako najemnicy)Ludzie się poddają.Ona postanawia przybyszom dopiec.Zachowuje się brawurowo,ale to wynika z faktu że nie zdaje sobie sprawy z tego z jaką siłą ma do czynienia.W końcu kradnie tym właśnie demonom mały kryształ-potężne zródło energii.Kryształ jest sztucznym wytworem nowoczesnych technologii i jest częścią składową pewnego urządzenia(m.in.służącego do otwierania dużych wielowymiarowych portali) Dziewczyna ucieka i robi się nie małe zamieszanie,demony wściekłe. Zdarzenie to powoduje że budzi się z bardzo długiego snu pewien baaardzo stary demon. Szef! to moja ulubiona postać,właśnie on istnieje prawie od początku,ma blado błękitną skórę,długie włosy.Odsuwa wszystkich od akcji pościgowej oświadczając że:"on się zajmie tym osobiście a wszyscy mają pozostać w bazie"Jego uczucia to istny mix: gniew,ciekawość,fascynacja.Po jakimś czasie zabawy w ciuciubabkę w końcu ją znajdzie(pokazuje się jej w ludzkiej postaci),będzie walka,ona przegra oczywiście(jeszcze jej kryształu nie zabrał) i gdy ona zaczyna już liczyć swoje ostatnie oddechy bo jest pewna że ją zaraz zabije,teraz rozpoczyna się gra psychologiczna.Naprawdę nie zamierzał jej zabić,owszem zrobił by to jak by musiał bez mrugnięcia ale nie musi a ona w zasadzie już całkiem go ciekawi i bawi...no i dał jej już lekcje czyż nie? spuścił jej "lanie"to wystarczy.On już wie kim ona jest,wyczuwa to,jej energię,jest tylko jeden rodzaj takiej energii,ta energia jest dla niego jak piękny zapach...mmm.....oświadcza jej że jest jedną z nich.Szok! że co? Tak.W połowie ona jest demonem i to z ich rodzaju.Mówi jej że wie czego ona pragnie,kontrolować swój talent,świadomie władać nim.On ją nauczy,nikt inny tego nie zrobi"Oddaj kryształ i choć ze mną,masz wybór,możesz dalej żyć jak przedtem albo....." Ona bije się z myślami,ciężka sprawa, w sumie to nic nie traci bo On jej kryształ i tak zabierze.On budzi w niej pewien nieśmiały podziw,wstyd się przyznać ale....ta jego perfekcyjnie kontrolowana siła.Ona też chce taka być...zgadza się,odchodzą razem.itd

      Usuń
    7. Bardzo skomplikowana fabuła :D! Podziwiam! Ja dla swojej przyjemności to tylko krótkie komiksy rysuję, ale ich fabuła jest raczej prosta ;). Powodzenia w dalszym tworzeniu i czerpaniu z tego przyjemności <3

      Usuń
    8. No dobra,nie dotrzymałam słowa. Wracam jednak po latach do czytania mang. Kamisama jest winna. Przeczytałam tom.2 i coś mnie napadło :-/ a do słownictwa już się przyzwyczajam. Za to denerwuje mnie za mała częstotliwość ukazywania się kolejnych tomików. Więc postanowiłam sobie umilić czymś czas oczekiwania na tom 3. Z licznych mang zamówiłam "Śmiech w Chmurach" komplet(szalona jestem,ale chyba nie pożałuję) i "Strażnik domu Momochi" zobaczymy! w planach "NO.6" i coś tam się może jeszcze znajdzie(w sumie to większość opowieści mnie nie kręci) Ale i tak się porobiło ho ho.

      Usuń
    9. Ohoho, witaj w piekle 8D!

      Usuń
    10. Znienawidzicie mnie za to panoszenie się tutaj ale przeczytałam "Śmiech w Chmurach" to był strzał w dziesiątkę :-) ! rewelacja jak dla mnie totalna:opowieść,okładka,kreska,bohaterowie,po prostu wszystko :-) czytam raz jeszcze. A końcówka...Shirasu nie..!! jak Oni to robią? stworzyć "złego"bohatera który chwyta za serce a gdy ginie pozostawia smutek.Niebywałe.Chociaż kto wie,może przeżył ten skok z urwiska.Dobrze że trzej bracia przeżyli,uff...bo miałam stracha giganta czytając.Za to "Strażnik..."mnie nie powalił ale jest nawet sympatyczny na swój sposób,kupie tom 2. Hmm...korci mnie też żeby zrobić taki mały manewr z manga"Opowieść Panny Młodej" nie lubię typowych obyczajówek,ja to muszę mieć demony,magie i takie tam....ale coś mi szepcze aby uczynić raz wyjątek i się z tą mangą skonfrontować.Ciekawi mnie moja reakcja.

      Usuń
  6. Na milion procent nie zacznę zbierać, ale bardzo chętnie przeczytam sobie online, bo wygląda bardzo przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie anime podeszło tak średnio - to znaczy na odmóżdżenie jeden odcinek od czasu do czasu może być, ale było za słodko, za dużo bishów, małe ogniste demonki powodowały u mnie opuchliznę mózgu, a nowy "wróg" co odcinek przyprawiał o lekki uśmieszek/niekontrolowany grymas paszczy. Choć moja opinia może być oczywiście zbyt surowa, bo generalnie od shoujo - za którym nie przepadam - oczekuję dużo i niełatwo mnie zadowolić byle czym. Na pewno nie kupię, drugiego sezonu też raczej nie obejrzę. ;) Niemniej jednak Twoją recenzję czytało się bardzo przyjemnie - może i trochę chaotyczna, ale tak jak sama zauważyłaś - takich zwykłych, uporządkowanych recenzji jest w internetach na pęczki, a czasem o jakiejś mandze trzeba się po prostu wygadać. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast shoujo lubię, ale ten tytuł jakoś się nie wyróżnił i anime siodzio są w większości przymulające, nawet jeśli lubię mangi. Ale myślę, że np. takie pozycje jak "After School Nigthmare" bardziej by ci się z tego gatunku podobało, o ile jeszcze nie czytałaś :D

      Usuń
  8. Chciałam tylko napisać, że mangę naprawdę warto przeczytać, bo to bardzo sympatyczna i ciekawa historia. Napisałaś, że kreska pewnie ulegnie stabilizacji i przyznam, że z każdym kolejnym tomem jest coraz lepiej, a i Tomoe w najnowszych tomach wygląda jakby bardziej męsko, jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę na słowo, bo przy dłuższych seriach nie chce mi się skanlacji sprawdzać nawet. ;)

      Usuń
  9. Uwielbiam to anime! Za mangę mam zamiar się zabrać, ale nie wiedziałam, że została wydana w Polsce :D Dobrze wiedzieć! Bardzo dobra recenzja.

    P.S. Byłoby mi bardzo miło gdybyś zajrzała na mojego nowego japońskiego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog dodany do obserwowanych, zawsze to dobrze znaleźć kolejnego bloga do czytania :D

      Usuń
  10. Lubię Twoje recenzje bo są lekko napisane i dobrze się je czyta, pisz częściej :) Sporo się namnożyło serii z biszami z uszkami i białymi włosami. Zastanawia mnie, czemu taką popularnością cieszą się białe lisy, a nie rude liski-chytruski ;) Tytuł Waneko bardzo mi przypomina Kamisamę nie tylko z wyglądu lisiego bohatera, ale również pod względem fabuły (czytając opis). W sumie ciekawi mnie ten "Strażnik...", ale nie wiem czy warto się pakować w kolejną nieznaną i ciągle wychodzącą mangę. Sama "Kamisama" tak jak piszesz jest dość przeciętna, ma swoje momenty i humor mnie śmieszy, ale po pierwszej serii anime jakoś szczególnie za nią nie szalałam. Z ciekawości sięgnęłam po skany i dopiero po X tomie, seria w całości mnie kupiła bardzo fajnym arcem z podróżą do przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale sama fabuła Kamisamy/Stażnika nie różni się tak naprawdę za bardzo założeniami, ani postaciami od "Gogure Kokkuri-san" na przykład, a i w samej Inu Yashy można też podciągnąć lisiego demona + kapłankę pod podobny wątek, więc w sumie wydaje mi się, że samo założenie fabularne też wynika z folkloru wierzeń Japończyków.

      Tego arcu nie było w 2 sezonie anime jeszcze, nie?

      Usuń
    2. Past arc obejmujący tomy 14-17 ma wyjść w 2 OAD (nie wiem jak oni chcą w to zmieścić tyle materiału, pewnie będą ciąć niemiłosiernie fabułę), pierwsza ma wyjść 20 sierpnia. Nawet zwiastun już jest https://www.youtube.com/watch?v=gIf6YuPuAjU

      Usuń
  11. Ja też zaczynałam od anime i nawet mi się podobało! Dlatego napalam się na mangę >D!

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie Kamisamowa manga kiedyś zainteresowała, ale byłam zbyt leniwa żeby czytać skanlacje a i Kindla jeszcze nie miałam, więc zabrałam się za anime, które bardzo mi się podobało. Jestem więc mocno zadowolona, że manga wychodzi u nas fizycznie, bo wolę kupić i mieć, nawet gdy miejsca na półce coraz mniej i zaraz będzie trzeba coś powyrzucać ;_;
    Nie przepadam za shoujo romansami, ale w tym jest coś takiego sympatycznego, że lubię. Nawet pomimo że drugi członek haremu zaczął od próby gwałtu, heheszki. Ja jednak pewnie kupię dopiero dwa-trzy pierwsze tomy za jakiś czas, bo już mam ogromne zaległości i obiecałam sobie, że póki nie przeczytam tego co już mam, to kupuję tylko gdy jakieś wyjątkowe okazje lub rarusie - w ten sposób nabyłam sześć tomów od Hanami na komiksowej Warszawie~ No i tego Jojo co zalinkowałaś (za co jeszcze raz dziękuję!), ale jego to nawet tak bardzo nie czytam, bo już znam :D
    Dołączę się do chóru pochwał, pisz recki częściej, JG umie w marketing, że dało recenzencki akurat Tobie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dobrych shoujo jest więcej, w sensie takich hmmm... uniwersalnych dla każdego, nie tylko dla fanek, problemem jest raczej to, że fanki polecają jedne i te same tytuły, które niekoniecznie wszystkim pasują. Ja mam takie dwie sprawdzone polecające mi cokolwiek dziewczyny i im ufam 8D. Natomiast sama mam dziwny gust i jak ja wybieram shoujo to zazwyczaj bohaterki są albo cross-dresserkami, albo główne skrzypce w historii odgrywa bohater, a nie bohaterka.

      Ja właśnie miałam w planach kupić od razu więcej, ale stało się inaczej.. W sumie to gdybym nie zrecenzowała sama z siebie ReVerSala to nie byłoby tego cyklu zdarzeń, który doprowadził do kolejnych recenzji. No, ale myślę, że gdyby mi się coś naprawdę nie podobało to bym po tym pojechała C:, Mushishi albo Kurobasowi by się dostało jakbym do ich recenzji zasiadła XDD

      Usuń
  13. Ja najpierw chciałabym pogratulować napisania takiej zgrabnej recenzji, ja nigdy nie dałabym rady. ^^"
    Co do samej Kamisamy to ogólnie słyszałam bardzo różne opinie na jej temat, ale jak na razie sama nie mogę się określić, bo ani nie oglądałam, ani tym bardziej nie czytałam. >.<
    JG ostatnio w ogóle jakoś ładnie wydaje i aż chce się kupować ich mangi, nie ważne, czy się lubi tytuł, czy nie. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to prawda C: Chociaż od nich też dostaje wadliwe egzemplarze w zamówieniach, jak to ja i moje szczęście xD

      Usuń
  14. Miałam w planach oglądać to anime, matko tylko lany i plan i na nic czasu -,-. Również słyszałam, że przyjemnie się ogląda i ogólnie całość jest ciekawa. Co do mang, też chętnie bym poczytała, ale na dzień dzisiejszy mam inne wydatki ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie czekam na umowę w sierpniu i zaczynam szaleć z mangami dalej, bo chwilowo też ostrożnie~

      Usuń
  15. Ja bardzo wciągnąłem się w Anime, które jest genialne i ubawiłem się wybornie, a mam specyficzne poczucie humoru. Trochę mnie odstrasza kreska, taka uboga. Ale w lipcu mam w planach i na pewno podzielę się emocjami:)
    Pozdrawiam i super piszesz !

    OdpowiedzUsuń
  16. Sama też się po troszku irytuje jak jakaś seria jest porównywana do innej, często popularniejszej a wychodzi na to, że obie bazują się na znanym schemacie.
    Do Kamisamy i do Noragami namówiła mnie swego czasu przyjaciółka. O ile ta druga manga wciągnęła mnie na całego (cudeńko! Tyle gatunków razem!), to do Kamisamy żadnego bakcyla nie złapałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noragami to jedna z moich ulubionych historii, więc rozumiem :D!

      Usuń
  17. Echh... Odszczekuję. Jednak obejrzałam drugi sezon i całkiem nieźle się przy nim bawiłam... choć w dalszym ciągu nie na tyle, aby kupić mangę, bo to straszliwy tasiemiec, w dodatku wychodzący. :P Ale jednak "nigdy nie mów nigdy" sprawdziło się jak złoto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. A mnie zżera ciekawość co do przeszłości Tomoe i w ogóle co do tej postaci. Jak to się stało że się zakochał w tej Yuki(czy jak ona tam miała na imię) to była ta dziewczyna z wioski nie? (anime sezon 1,odc.6) Z tego co się orientuję to On się pałał rozbojami i był zły a potem się zakochał i stał się dobry? A o co chodziło z tym że nie cierpiał dotyku człowieka? i dlaczego umierał gdy go Mikagi ocalił(o co tam szło dokładnie?) Słabo znam angielski więc nie kumam wszystkiego. Dobrze że wydają mangę po polsku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jest jakiś cały arc na ten temat i właśnie ma wyjść z tego film/OVA (nie jestem pewna, bo nie interesuje się tematem).

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -