Posted by : Otai środa, 25 marca 2015


W zeszły piątek doszłam do pewnego wniosku - jestem ułomem. Zaczęło się od tego, że dostałam nowe mangusie (znowu szykuje się duuuże podsumowanie) i przecięłam sobie kartkami palec. Genialnie zaraz po tym postanowiłam wyciskać sobie cytrynę do herbaty i zabolało. Między 10, a 11 miałam też małą przerwę w pracy i wracając do domu widziałam ludzi wychodzących na balkony i przyglądających się zaćmieniu słońca. Pomyślałam, że to w sumie fajnie, że ludzie nadal interesują się takimi zjawiskami i wpadając do domu chwyciłam pierwszego lepszego rentgena i zaczęłam sama obserwować to zjawisko. I to był błąd. W życiu już nie spojrzę na zaćmienie słońca i wam też nie radzę tego robić bez odpowiedniego zabezpieczenia (np. maski do spawania, bo ona naprawdę chroni oczy). Następnego dnia zaczęłam ślepnąć na jedno oko, a dodatkowo zaczęło oślepiać mnie światło. Teraz oko boli przy dotyku i koniec końców okulista powiedział, że "tak dobrze jak było to już nie będzie, ale ogólnie to pani z tego przy lekach wyjdzie za 3 tygodnie". No i mam bliznę wielkości ukłucia szpilki na siatkówce, na zawsze. Przynajmniej się dowiedziałam, że nie oślepnę i generalnie znając diagnozę trochę uspokoiłam, ale dowiedziałam się, że jestem jednym z lżejszych przypadków. Dlatego najbliższe 3 tygodnie będę przynajmniej częściowo się oszczędzać i nie widzieć tak dobrze jak wcześniej jeszcze przez pewien czas X;D. Uznałam, że muszę się z wami tym podzielić na blogu, bo w sumie ludzie podchodzą do oglądania zaćmienia lekko (tak jak np. ja), a nie powinni. Doświadczyłam tego empirycznie i uznałam, że warto o tym wspomnieć.

Tymczasem dawno temu wspominałam, że zastanawiam się nad opisywaniem tytułów, które przeczytałam poza podsumowaniami miesięcznymi. W końcu takiego "Ourana" skończyłam czytać dopiero rok po jego zakupieniu. Teraz stwierdziłam, że nie warto tego mieszać z podsumowaniami miesięcznymi, bo w końcu zgłupieję. Dlatego od teraz co jakiś czas na blogu będą pojawiać się notki z mini-recenzjami. Nieregularnie, ale po 2-3 tytuły na raz, bo w sumie pojedyncze recenzje nie są w moim stylu. A wśród 2-3 tytułów więcej osób znajdzie coś dla siebie. Pokręcona logika moja, ale cóż poradzić, opierać się jej nie będę - zawsze to lepiej niż nic nie pisać... Albo lepiej, żebym nic nie pisała, w końcu patrząc na pierwszą część notki żaden ze mnie autorytet, skoro potrafię naciętym palcem ściskać cytrynę...


Ostatnio udało mi się skończyć czytać 2 tytuły, których jakoś nie mogłam skończyć od dłuższego czasu - w końcu przebiłam się do końca i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. I o nich dzisiaj trzy słowa na krzyż napiszę (chyba, że się niechcący rozpiszę).


Opis wydawnictwa:
Mistrz Pú Pú Hideyuki Niki 
Format: 124x195 mmObjętość: 320 stronSeria: Fantastyczna JaponiaOprawa: Miękka, lakierowana punktowoCena okładkowa: 32,90 złKsiążka Mistrz Pú Pú zdobyła główną nagrodę Japan Fantasy Novel Award w 2006 roku. Chiny, czasy dynastii Táng. Wáng Bián – dwudziestodwuletni młodzieniec, syn emerytowanego urzędnika, choć nie jest już dzieckiem, nie pali się ani do pracy, ani do ożenku. Całymi dniami snuje się bez celu, czym spędza ojcu sen z powiek. Sielanka kończy się bezpowrotnie, gdy chłopak spotyka nieśmiertelnego maga-pustelnika. Pustelnik, którego wygląd i zachowanie odbiegają od wyobrażeń Biána o tego rodzaju istotach, przyjmuje młodzieńca na swojego ucznia. Niezwykła para rozpoczyna pełną przygód podróż, obfitującą w spotkania z wieloma dziwnymi stworzeniami, które do tej pory były dla młodego mężczyzny jedynie postaciami z mitologii. Co czeka bohatera u kresu podróży? Czy uda mu się dotrzymać kroku niemal półboskiej istocie? Jedno jest pewne – Wáng Bián już nigdy nie będzie tym samym beztroskim młodzieńcem. Mistrz Pú Pú to magiczna opowieść pełna nawiązań zarówno do taoizmu, jak i do mitologii chińskiej.

Generalnie książkę kupiłam bardzo dawno temu, gdzieś na początku 2013 roku, kiedy niektóre sklepy ogłosiły promocję na tę i jeszcze jedną książkę ("Konparuya Gomez") za 10 zł sztuka. O ile tamtą książkę przeczytałam szybko, tak ta jakoś siedziała w szafce aż do lutego tego roku, kiedy musiałam kilka godzin siedzieć bez robienia czegokolwiek konkretnego i bez komórki, więc zabrałam ze sobą książkę. Pierwsze 100 stron poszło mi całkiem nieźle, ale potem tak mnie zamuliło, że skończyłam dopiero przedwczoraj. Recenzje książki są generalnie całkiem podniosłe, wychwalają książkę z różnych względów, jeden z moich kolegów widząc, że kupuję tę książkę powiedział "O, to jest fajne", więc jeśli chcecie kupić czy przeczytać książkę to pewnie warto zapoznać się z jakąś lepszą jakościowo recenzją. Może wpłynęło na to wszystko, że bardzo dawno nie czytałam książek, bo przedawkowałam i musiałam odstawić czytanie na jakiś czas, ale oczekiwałam czegoś z bardziej wciągającą akcją. Tym razem otrzymałam historię o tym jak Nieśmiertelny o wyglądzie kobiety i dwudziestoletni chłopak podróżują po różnych miejscach w Chinach i w krainie bogów i w każdym z tych miejsc piją alkohol. Tak właśnie mogłabym podsumować tę książkę - być może to trochę okrutne, ale kiedy czytałam, że znowu trafili do kolejnego miejsca i znowu z magicznej tykwy zaczął się lać alkohol to troszkę mnie to śmieszyło. Sama książka nie ma wciągającej wartkiej akcji - jest raczej zbiorem mniejszych przygód z różnych etapów podróży. To w świecie ludzi, to w świecie bogów. tu walczą mieczami, tam kogoś połyka ciemność, tu spotkanie z jakimś kłócącym się małżeństwem nieśmiertelnych, a w międzyczasie picie lejącego się z tykwy alkoholu o brzoskwiniowym posmaku. Trochę wątków politycznych wpływających z boku na główną fabułę, trochę wątku romantycznego, żeby bohater miał co przeżywać. Wszystko składa się jakoś w całość i nie mówię, że nie da się przeczytać - to całkiem przyjemna lektura, ale nie jest porywająca. Nie do końca potrafiłam ogarnąć czemu taka lektura dostała taką nagrodę, dopiero jedna z recenzji podsunęła mi wyjaśnienie, że przy krzykliwych trendach w Japonii ta lektura wyróżnia się spokojem. Nie wiem, może rzeczywiście tak jest. Przy okazji jakiejś promocji warto kupić, ale równie dobrze jeśli ktoś chce przeczytać można najpierw sprawdzić czy nie ma takiego egzemplarza w bibliotece, albo ktoś znajomy nie ma pożyczyć. Jest to taka lekturka na jeden raz, ciekawostka. :) Swoją drogą przyłapałam się ostatnio na tym, że jeśli nie jestem obyta z brzmieniem imion to ciężko mi zorganizować sobie w umyśle kto jest kim i w momencie, kiedy na raz zaczęły się pojawiać imiona/nazwiska cesarzy, generałów i podwładnych to nie mogłam się połapać od razu kto co i dlaczego (nie okazało się to jednak bardzo ważnym elementem fabuły, więc straty nie czuję). To samo spotkało mnie ostatnio, kiedy próbowałam słuchać audiobooka z postaciami, które miały nazwiska francuskie. 



Opis wydawnictwa:
Akusaga/Intota ZłaAutor: Aya Kanno Gatunek: shoujo/shounen, akcja, tajemnica, dramat, przemoc Liczba tomów: 2 Cena: 27,99 zł Dodatkowe informacje: Wydanie 2-w-1. Format 135x195mm, obwoluta, ponad 400 stron. Opis wydawnictwa: Zen nie ma żadnego celu w życiu. Interesuje go tylko łamanie prawa, szerzenie chaosu, zabójstwa… Lecz w trakcie swojej krwawej drogi przez życie natrafia na kogoś, dzięki któremu odkryje na nowo prawdę na temat swoje przeszłości. Czy Zen jest zabójcą czy może bohaterem? Czy uda mu się przypomnieć sobie, kim był? I co zrobi z tą wiedzą?
W końcu udało mi się skończyć "Akusagę"! Co najśmieszniejsze zacięłam się jakiś czas temu w połowie. Może to kwestia tego, że to wydanie łączone 2w1 i jakoś mając jeden tomik w ręku oczekiwałam, że tak jak pojedyncze tomy ten też uda mi się przeczytać wszystko na raz. Wydaje mi się, że problemem dla mnie było ścieśnienie fabuły - o ile w pierwszym rozdziale miałam poczucie, że wszystko rozkręca się odpowiednio i mamy dobry wstęp, to potem odniosłam wrażenie ściśnięcia postaci i fabuły z rozdziału na rozdział. Nawet uspokoiła mnie któraś z kolei notka odautorska, w której autorka wspomniała, że planowała tę historię trochę dłużej i trochę inaczej i koniec końców długość wpłynęła na zmiany czy potraktowanie niektórych postaci po macoszemu. W tym momencie jakoś lepiej zaczęłam patrzeć na ten tytuł - jednak notki odautorskie czasem pomagają w odbiorze całości. No cóż, poza pierwszym rozdziałem wstępnym mamy tutaj intrygę (po)wojenną, tajemnice, strzelaninę i akcję i wierzę, że w dłuższej wersji ta historia zrobiłaby na mnie większe wrażenie. Na pewno nie jet to mój typ mangi pod względem tematyki i ze względu na samą fabułę pewnie nie sięgnęłabym po ten tytuł. Ale kreska... dla mnie to jest taki strzał w dziesiątkę, że chyba od tej pani kupiłabym wszystko. Dla mojej estetyki kreska jest obłędna i nie mogę się na nią napatrzeć. Nie jestem do końca pewna jak to jest w innych mangach tej autorki, bo postacie pewnie też są trochę inne, a i kreska rozwijała jej się przez lata, ale po tej mandze jestem totalnie kupiona przez jej rysunki bohaterów - zwłaszcza Zena :)

I to by było na tyle, myślę, że dłuższych opinii pisać nie będę, bo nie ma co na siłę rozciągać wszystkiego. Pasują komuś takie opinie ;)? W sumie tak czy siak będę je co jakiś czas pisać, żeby wyrzucić z siebie jakieś własne przemyślenia (nawet jeśli nie są ambitne), ale pytam, bo jestem... ciekawa? Sama nie wiem. XD

Do następnego!

{ 12 komentarze... read them below or Comment }

  1. Ja zawsze myślałam, że ta cała pogadanka o tym, żeby nie patrzeć bezpośrednio na zaćmienie to jakaś bujda. Mam wyjątkowo niewrażliwe oczy i gapienie się prosto na słońce nigdy nie sprawiało mi większych problemów (wiadomo, że przez określony czas xP), więc zawsze myślałam, że niczym się to nie różni, ale jak w dzień zaćmienia wraz z współlokatorką wybiegłyśmy uradowane i spróbowałam się spojrzeć bezpośrednio, to od razu odwróciłam wzrok, bo nie dałam rady, na szczęście pan kolega pożyczył nam zrobiony przez siebie "sprzęt do oglądania zaćmienia" i popatrzyłyśmy sobie na słoneczko bez większych uszczerbków na zdrowiu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz będę każdego przestrzegać XDD Lepiej nie mieć takich przygód jak ja XD

      Usuń
  2. Mistrza Pu Pu chciałam sobie kiedyś kupić, ale jakoś nie wyszło. Tak z książek dot. Japonii baaardzo ci polecam "Córkę Samuraja" cudowna jak dla mnie, pełna kultury japońskiej i ma romantyczną historię, która wcale nie jest wątkiem głównym ;)
    Szybkiego ratowania wzroku życzę xDD Ciekawa jestem czy po tym zaćmieniu okuliści mieli więcej pacjentów niż zwykle, hahahha xD Zarabianie na zaćmieniu xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jeszcze mam kilka książek kupionych w kolejce, ale gdybym widziała tę po taniości to postaram się pamiętać o tym tytule.
      Myślę, że po zaćmieniu jest dużo dużo więcej pacjentów XDDD

      Usuń
  3. Ojoj, to te problemy z okiem zaczęły Ci się po zaćmieniu? Scary shit D: Myśmy grupowo w pracy wyszli z biura i oglądali przez duże dyskietki, których mamy całe pudło w szafce, na szczęście wygląda na to, że wszyscy przeżyliśmy bezpiecznie. Mam ogromną nadzieję, że wyzdrowiejesz, oszczędzaj się pls :<
    Ten cały Mistrz Pu Pu brzmi jak coś dla mnie :D Uwielbiam tego typu rzeczy, tylko no, ciężko mi wytłumaczyć dlaczego. Więc dzięki, po wypłacie nabędę i odłożę do stosu rzeczy, które na mnie czekają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i najwidoczniej nie tylko mnie XD Ale powinnam się w sumie cieszyć, bo pani w recepcji wspominała, że były jakieś bardzo hardkorowe przypadki przede mną ;) Mój brat z bratową oglądali zaćmienie w ogóle bez ochrony i też nic im nie jest. Jak niefart to niefart, ale nikomu nie radzę ryzykować następnym razem XDD

      Usuń
  4. Faktycznie, patrzenie na słońce to nie przelewki. Podczas zaćmienia użyłam specjalnych okularów, które chronią oczy przy kontakcie z lampami na podczerwień. Pomijając to, że oprócz słońca nie widziałam nic, a jeśli widziałam, to na zielono, to i tak nie dałam rady patrzeć na nie dłużej niż trzy sekundy, brr.
    Akusaga intryguje mnie od dawna, ale jakoś nie mam większych ambicji, aby po mangę sięgnąć. X"D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie Akusaga to taki raczej przy okazji zakup, więc się nie dziwię.

      Usuń
  5. Ja się trochę kitrałam przy zaćmieniu bo się właśnie naczytałam, że jak się nie ma odpowiedniego sprzętu do patrzenia to sobie można uszkodzić wzrok i w sumie spojrzałam tylko krótką chwilę przez okulary przeciwsłoneczne, a tak to się w necie oglądało XD Ale po Twoim opisie widać, że nie ma żartów i trzeba uważać, dobrze, że nic poważnego Ci się nie stało.
    Akusaga, pomimo ładnej kreski okazała się wyjątkowo bezbarwną mangą, takie przeczytaj i zapomnij niestety. Zobaczymy co przyniosą kolejne jednotomówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednotomówek nie mogę się doczekać "Tomodachi no Hanashi" swoją drogą, bo bardzo lubię :D

      Usuń
  6. Zaćmienie obserwowałam siedząc na parapecie w szkole i ucząc się chemii... No więc właściwie nie obserwowałam. Nade mną tłoczyła się grupa osób patrząca na słońce przez, o zgrozo, płytki CD. ;;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie uważam oglądanie takich zjawisk za fajną rzecz, ale dopiero teraz się przekonałam jakie to niebezpieczne X;;D

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -