Ta strona korzysta z ciasteczek, jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai sobota, 14 czerwca 2014

Niestety nie mam pojęcia co się sypnęło na moim blogu, że tak szaleje, ale postanowiłam dodać też archiwum postów, w którym na szczęście wypisane są wszystkie notki i szablon bloggera mi niczego nie zżarł. Ponieważ rybcie do karmienia padły na wszystkich blogach musiałam je też podmienić i tak pojawił się w dolnej części twitter~~ Liczę na to, że mój lay się ogarnie po zaspamowaniu go notkami (już raz zadziałało), więc będę ostro spamować notkami póki mogę. Od ostatniego razu postanowiłam, że będę opisywać tylko ukończone serie, a że nie udało mi się ukończyć oglądania żadnej dramy tym razem będę opisywać tylko obejrzane anime.


"Tiger and Bunny" to 25-odcinkowa seria z 2011 roku, którą pewnie każdy zna, albo o niej słyszał. Opowiada o walkach superbohaterów w przestępczością. Z tym, że superbohaterowie ci są filmowani i pokazywani w telewizji, mają swoich własnych sponsorów, których loga noszą na swoich kostiumach - lokowanie produktu i te sprawy. Jedni bohaterowie ukrywają swoją tożsamość, inni nie. Każdy ma jakieś prywatne życie, u jednych jest ono całkiem normalne, u innych królują traumy z przeszłości. Ogólny zarys fabuły można przeczytać gdziekolwiek, tak, że zrobię wam kopiuj-wklej:
W mieście Sternbild ludzie z super mocami, nazywani Next, są bohaterami walczącymi z przestępczością w programie typu reality show. Weteran programu, ponad 40­letni Kotetsu T. Kaburagi, znany jako Wild Tiger, traci dotychczasowego sponsora. Chociaż Kotetsu woli pracować sam, nowy sponsor przydziela mu partnera, 20­letniego Barnaby'ego Brooksa Juniora, który ma inne spojrzenie na super bohaterstwo.
Ogólnie rzecz biorąc większość ludzi oglądała tę serię dawno temu, ja natomiast czekałam jakoś na "dobry moment". Nie wiem od czego to zależy, bo przecież doujiny z T&B znałam już wcześniej, chociażby dlatego, że czytam wszystko co pochodzi od Asou Kai. W każdym razie dobry moment nadszedł i pozwolił mi się wyłączyć z życia na dobre 2 dni, co wtedy mi było potrzebne. Seria bardzo fajna, z resztą jak fance tokusatsu ma się  nie podobać seria z bohaterami. Jest kilka moich ulubionych plot twistów, a postać Kotetsu jest naprawdę super i od razu go polubiłam~~ Wydaje mi się, że z serii, które dzisiaj opiszę ta podobała mi się najbardziej.


"Higashi no Eden: King of Eden i Paradise Lost" to dwa filmy kończące serię "Higashi no Eden". Jest to jedno z nielicznych anime, które obejrzałam w 2009 roku, czyli w czasie, kiedy anime już prawie nie oglądałam. Dopiero teraz mi się przypomniało, że są filmy kończące serię TV. No, ale wam serii TV nie polecam, bo twórcy wpadli później na całkiem dobry pomysł przerobienia serii TV na wersję filmową i co prawda jej nie oglądałam, ale wydaje mi się, że film kinowy tej serii, by wystarczył.

10 listopada 2010 ? dziesięć pocisków spada na Japonię, nie powodując widocznych ofiar w ludziach. Atak ten nazwany Nieostrożnym Poniedziałkiem wkrótce zostaje zapomniany. Akcja anime rozpoczyna się 3 miesiące później. Młoda kobieta Saki Morimi, przebywająca w Ameryce z okazji ukończenia szkoły, wpada w kłopoty z których ratuje ją nagi mężczyzna ? Akira Takizawa. Człowiek wydaje się nic nie pamiętać, posiada przy sobie tylko broń trzymaną w jednej ręce i telefonem komórkowym w drugiej z 8.2 mld. jenów na koncie.
Tak rysuje się fabuła serii telewizyjnej. Powiem wam, że po tak długim czasie prawie nie pamiętałam kto był kim i co się działo wcześniej, ale i tak się cieszę, że udało mi się skończyć tę serię, bo miło ją wspominałam. No i ten design autorki Honey and Clover *_*


"Natsuyuki Randesvous" to 11-odcinkowa seria z 2012 roku, którą zaczęłam oglądać zaraz po premierze, ale jakoś tak mnie nudziła mimo ładnej kreski, że na jakiś czas ją porzuciłam. Ale ostatnio mam jakoś fazę na szukanie joseiowych anime, bo jest ich na lekarstwo, a fajnie byłoby znaleźć jakieś ciekawe na poziomie Honey and Clover czy Kuragehime... A że Natsuyuki Randesvous ktoś wymienił w jakimś rankingu jako jedno z najlepszych dałam tej serii drugą szansę.
Młodzieniec ze słabym wzrokiem o imieniu Hazuki pracuje na pół etatu w kwiaciarni i jest po uczy zakochany we właścicielce sklepu – Rocce. Co się jednak stanie kiedy odkryje, że w jej mieszkaniu rezyduje duch mężczyzny, którego dziewczyna nie potrafi zapomnieć?
Powiem wam, że ta seria to czysta abstrakcja - i ciężko powiedzieć czy bardziej abstrakcyjne jest to, ze duch męża chce przelecieć swoją żonę w ciele innego mężczyzny nie mówiąc jej o tym, czy większą abstrakcją jest Hazuki zwiedzający świat wewnętrzny pana męża, w którym mamy Calineczki i inne małe syrenki. Ja nie wiem o czym i po co to było, ale ktoś nieźle przy tym odleciał.


"Please save my Earth/Boku no Chikyuu wo Mamotte"  to seria z 1993 roku i ten masochizm popełniłam tylko dlatego, że seria OAV miała 6 odcinków więc uznałam, że pójdzie łatwo, szybko i bezboleśnie. Tutaj recenzja na Tanuki jakby ktoś był zainteresowany opisem fabuły. W sumie manga tomików ma w cholerę, więc OAVki pewnie tego nie oddają, ale myślę, że nie byłabym gotowa do przeczytania mangi. Jakoś przy oavkach straciłam wszelkie zainteresowanie tą serią i chyba tyle mi wystarczy. Jednak niektóre stare serie są już zbyt wypełnione patosem jak dla mnie, mogłam czytać i oglądać jak byłam młoda... a raja, wtedy internetów nie było. Właściwie koniec końców obejrzała to tylko po to, żeby skończyć.


"Tokyo Magnitude 8.0" to 11-odcinkowa seria z 2009 roku. Otagowana była między innymi jako seinen/josei i również znajdowała się w joseiowym rankingu, który znalazłam więc obejrzałam tę serię z córcią w zeszły weekend. Osobiście uważam jednak, że ta historia dużo lepiej sprawdziłaby się w formie filmu kinowego i szkoda, że takiej nie ma.

13-letnia uczennica gimnazjum, Mirai, żyje zamknięta we własnym świecie, którego centrum stanowi jej telefon komórkowy. Zamyka się, ponieważ do bólu irytują ją jej zapracowani rodzice i młodszy brat, Yuuki, którego zupełnie nie potrafi zrozumieć. Takie życie trwa do momentu, w którym Mirai, na prośbę rodziców, zabiera brata do centrum handlowego w Odaibie. Zirytowana dziewczynka oprowadza brata i wychodzi. "Chciałabym, by świat przestał istnieć. Chciałabym, żeby wszyscy zniknęli" - maila o takiej treści wysyła do swojej przyjaciółki. W tym momencie niewinne myśli dziewczynki stają się realne i w Tokio wybucha wielkie trzęsienie ziemi, podczas którego pęka most prowadzący z Odaiby do ich rodzinnego domu, a centrum obraca się w ruinę. Wybucha panika, a pozbawione opieki dzieci znajdują się w pułapce. Jak tragedia wpłynie na ich dotychczasowe życie i jak poradzą sobie samotne, bezsilne wobec siły żywiołu?
Jeśli nie lubicie serii, w których myślicie sobie "ten bohater nie zasługuje na śmierć, więc na pewno umrze" i tak się dzieje, lub nie lubicie serii, w których w ostatnim odcinku twórcy uznają "a jednak nie stało się tak, jak to pokazywaliśmy wam do tej pory" to nie oglądajcie. Chociaż akurat w tej serii wskazówek, że coś tu nie gra jest całkiem sporo, bo twórcy chcą nam zafundować przynajmniej lekkiego mindfucka przed wyjawieniem nam prawdy. Generalnie seria traumatyczna, ale zdecydowanie mogłaby być krótsza. Tak jak mówię, żałuję, że nie jest ona filmem kinowym,. bo zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie.

Tylko tyle serii udało mi się ukończyć i wychodzi na to, że co jedna to jakaś trauma gratis XDD.

{ 11 komentarze... read them below or Comment }

  1. Higashi no Eden - zło wcielone. Dawno nie miałam okazji oglądać głównego bohatera tak bardzo pozbawionego jakichkolwiek uczuć i z taką łatwością pozwalającemu wymazywać sobie pamięć. I jeszcze ta durnowata końcówka! Oglądałam tą serię jakiś pół roku-rok temu, ale nadal nie mogę się pozbyć negatywnych odczuć.
    Natsuyuki Randesvous - nudne jak flaki z olejem, ale widzę że ty miałaś podobne wrażenie. Wytrwałam połowę serii, aż w końcu uświadomiłam sobie że tracę na tym czas i to porzuciłam.
    Co do reszty tytułów to mam zamiar obejrzeć Tiger and Bunny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mowisz o zakonczeniu serii TV czy zakonczeniu filmow ?

      Przerwalas serie przed czy po tym jak bohater wyladawal w abstrakcyjnym wymiarze basni XDDD?!

      Usuń
    2. Mówię o zakończeniu filmów... Chociaż seria TV też pozostawia wiele do życzenia ;D
      A Natsuyuki Randesvous chyba przerwałam przed tym wymiarem baśni, nie przypominam sobie nic takiego o.O Po prostu nie mogłam dalej ścierpieć -_- Nie moje klimaty.

      Usuń
  2. Serię tv Higashi no Eden oglądałam dawno temu, ale pozytywnie je wspominam. Słyszałam o kinówkach do tego i miałam je w planach, ale potem jakoś zapomniałam o tym tytule. Warto obejrzeć?
    Tak bardzo lubię josei, a tak mało wychodzi tytułów z tego nurtu :< Natsuyuki Randesvous oglądało się przyjemnie do momentu pożyczenia ciała duchowi, kilka ostatnich odcinków było istną katorgą, ale jak patrzeć całościowo na serię to wychodzi na plus ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie, ze kinowki warto obejrzec bo to jest jednak jakas ciaglosc z seria, ciag dalszy, a nie tylko "dodatek bo tak".

      Mi jeszcze zostalo Usagi Drop do ogarniecia, ale znajac koncowke mangi nie jestem przekonana do tej serii ;P

      Usuń
    2. Usagi Drop jako anime jest świetne, takie optymistyczne i ciepłe. Właśnie czytałam w wielu miejscach, że manga ma jakieś niefajne zakończenie, a ja jakoś utknęłam gdy Rin podrosła i chodziła do gimnazjum/liceum (?). Muszę nadrobić ten tytuł, bo strasznie mnie ciekawi co tam takiego jest na końcu. Anime za to można oglądać bez przeszkód bo skupia się tylko na czasie, kiedy dziewczynka była jeszcze mała :)

      Usuń
  3. Gdzie udało Ci się znaleźć 'Please save my Earth'? Pytam, bo też miewam fazy masochizmu, a to anime macha do mnie łapką i mruga oczkami już chyba od Kawajca.

    A T&B skończyłam oglądać jakoś przedwczoraj, bo też zabrałam się za nie z opóźnieniem w stosunku do reszty świata - i mordka mi się cieszy. Klimat był fajny, rozkładały mnie na łopatki te wszystkie reklamy i pokochałam całą tę bandę bohaterów... Tylko pourywanie wątków doprowadza do łez i aż piszczy o ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć: starszych anime szukaj na Bakabt. Jest tutaj: http://bakabt.me/10975-boku-no-chikyuu-wo-mamotte-please-save-my-earth-416p.html

      Usuń
  4. Doskonale podsumowałaś Natsuyuki Randesvous – ktoś tam nieźle odleciał ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tiger & Bunny oglądałam w sezonie, gdy wychodziły i trzeba przyznać, że to naprawdę pozytywnie zakręcona seria, chociaż z dramatem na końcu ostro przegieli i jak na mój gust mogli go sobie darować.
    Higashi no Eden oglądałam dawno temu, za czasów kiedy była sama seria, potem uzupełniłam kinówkami i w moim mniemaniu i to i to jest bardzo dobre. ^^
    Jestem jedną z tych nielicznych osób którym Natsuyuki się podobała, może nie w pełni, może nie wszystko, ale strasznie żyłam się z postacią Fukuyamy i jakoś tak rozumiałąm jego wewnętrzny dramat.
    I ostatnia pozycja, przepiękna seria, uwielbiam tego typu rozwiązania w animcach, a już szczególnie kiedy robią one dramat z już i tak niewesołej pozycji. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nie pamietam dramatu na koncu (za bardzo), bo pojawily sie tam moje ulubione motywy (np. lubie te momenty jak np. bohater ukrywa cos przed innymi, a potem inni to odkrywaja i ich reakcje, jakos tak zawsze na to czekam haha)

      Usuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -