Posted by : Otai poniedziałek, 2 lipca 2012

Dzisiaj wszystkie obrazki będą związane z notką, będzie też trochę bardziej pro niż osobiste odczucia, ponieważ pisałam ten tekst do miejsca, które miało być pro, ale oczywiście zginęło gdzieś w czeluściach internetu. Tekst jest pisany raczej do ogółu interesującego się Japonią niż do świrów na punkcie dram, niemniej jednak mam nadzieję, że tekst was zachęci do obejrzenia dramy. Wspomnę tylko, że działające (jeszcze) linki do RAWów i napisów po polsku można znaleźć na forum lizards@DEEP. 


W świecie dram mamy oczywiście i takie, które oscylują w tematach muzycznych, czasem nawet zdarzają się tytuły w których grają całe zespoły. Najczęściej są to role  gościnne, ale istnieje kilka tytułów, które zostały stworzone właśnie dlatego, żeby promować grupę. Takim typem serialu jest niskobudżetowa produkcja „Heaven’s Rock” stworzona dla telewizji Kansai w 2010. Promowała ona członków zespołu Cocoa Otoko oraz ich muzykę.  Serial składa się z ośmiu dwudziestominutowych odcinków. Piosenką przewodnią do serialu jest utwór z drugiego singla chłopaków „Let me free”. Dodatkowo po każdym odcinku mamy mały wywiad z członkami zespołu i możemy dowiedzieć się o nich kilka absurdalnych faktów.

Fabuła serialu skupia się na 5 związanych z muzyką mężczyzn, granych oczywiście przez członków zespołu rockowo-popowego Cocoa Otoko. 2 członków zespołu Sekitoba, 2 członków zespołu SHADOWS (zespoły te oczywiście rywale) oraz ich fan po nieszczęśliwym wypadku budzą się w zaświatach. Nikt nie pamięta dlaczego znaleźli się w zaświatach, początkowo nawet nie rozumieją, że są martwi. Wkrótce okazuje się, że jest tylko jedna szansa by powrócili do życia – zdobycie 5 statuetek od aniołów śmierci, którzy patronują różnym częściom świata. Oczywiście nie wystarczy poprosić – żeby zdobyć statuetkę należy wykonać misję powierzoną przez anioła.

Jeśli nie wyświetla wam się tu napis "czytaj dalej" to kliknijcie w komentarze lub tytuł notki. Ten layout robi sobie ze mnie jaja.



To co może zaskoczyć widzów dram jest… bieda na ekranie.  A przynajmniej tak może się wydawać maniakom seriali, którzy przyzwyczajeni są do większej liczby aktorów,  obszerniejszej dekoracji, scenach na zewnątrz itp. Tutaj mamy do czynienia z czymś pomiędzy serialem w zamkniętym pomieszczeniu, programem rozrywkowym, a teatrem telewizji. Sale, w których znajdują się nasi bohaterowie wydają się zupełnie puste, a oprócz naszych zmarłych na każdy odcinek przypada dwóch, maksymalnie trzech innych aktorów.

Zadania, które wykonują bohaterowie dotyczą muzyki lub pracy grupowej – jak łatwo się domyślić ma to doprowadzić do zjednoczenia obydwóch zespołów oraz ich fana, który (cóż za szok!) okazuje się być perkusistą.  Ale cóż, oczywiste oczywistości nie odbierają uroku tej produkcji, powiedziałabym nawet, że dzięki nim serial ogląda się jeszcze przyjemniej. Mamy test z wiedzy na temat muzyki klasycznej, kalambury, naukę tańca i inne całkiem logicznie brzmiące zadania. Wszystko byłoby całkiem normalne, gdyby nie fakt, że ani nasi bohaterowie, ani tym bardziej anioły śmierci nie mają równo pod sufitem. A to jakaś trauma z przeszłości, a to porywczy charakter, a to „genialny pomysł”…   A zadania wcale nie wydają się takie proste na jakie wyglądają na początku.  Przeprowadzenie masażu tak, jakby osoba masowana była gitarą basową, paradowanie w spódniczce i króliczych uszkach to tylko pierwsze z brzegu atrakcje, które na nas czekają. Nie mówiąc o samych aniołach śmierci, które mają reprezentować poszczególne regiony świata – pewnie wielu z was już się przekonało jak dziwne wyobrażenia o obcokrajowcach mogą mieć Japończycy, a ich przedstawienie w „Heaven’s Rock” wcale nie odbiega od tej „normy”.


Muzycznie jest jak zwykle u chłopaków – ja się nie zawiodłam. Biorąc pod uwagę, że zespół został stworzony przez przypadek z idoli, którzy znani byli głównie z seriali, sztuk i musicali zawsze jestem pełna podziwu dla muzyki jaką grają. Nie znając ich genezy, kiedy usłyszałam ich utwory to od razu wpadły mi w ucho, wokal Kamakari Kenty wydał się przyjemny, a gra na instrumentach pozostałych członków nienaganna. Piosenka przewodnia do dramy nie różni się pod tym względem od innych utworów zespołu. Kończąc każdy odcinek po woli przekonuje do siebie, aż w końcu wgryza się w mózg. Wspomniałam o tym, że członkowie mają na koncie występy na scenie nie jako muzycy, dlatego też gra aktorska chłopaków nie jest bardzo sztuczna. Częściowo grają samych siebie, ale każdy, kto ich już poznał wcześniej zauważy, że czasem ich charaktery różnią się od ich „prawdziwego ja” i jednak grają swoje postacie, a nie tylko robią co im się żywnie podoba na ekranie.




Podsumowując – ogólnie „Heaven’s Rock” polecam. Może niekoniecznie fanom dram, którzy są rozkochani w wysokobudżetowych produkcjach i romansidłach, ale tym, którzy niskobudżetówkami nie pogardzą i owszem. A na pewno jest to pozycja warta polecenia tym, którzy chcą się zapoznać z zespołem, a przy okazji rozerwać przy odpowiedniej dawce absurdu. A jak ktoś ogląda tokusatsu to jeszcze... Basco i Tani Chiaki inside. ;D




{ 2 komentarze... read them below or Comment }

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -