Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.
Posted by : Otai niedziela, 24 czerwca 2012



Koniec końców chciałabym dalej ruszyć tego bloga, ale ostatnio doszłam do wniosku, że większość popularnych blogów o Azji polega na tym, że ktoś coś gdzieś przeczyta, nie wie w którym mu kościele dzwoni, ale pisze, ostro pisze wciskając ludziom nieprawdziwe bzdety, a ludzie w to wierzą. W ten oto sposób mamy dużo popularnych blogów na temat Azji, oczywiście są wyjątki. Najgorsze, że sami autorzy takich blogów są święcie przekonani, że mają rację i są specjalistami. Mało kto pamięta, że Azja ma wiele twarzy, że to co znaleźli to jedynie kropla w morzu i nawet jeśli sami uważają się za specjalistów niejeden Azjata postukałby się w głowę. I dalej - to, że ktoś jest super znawcą tradycyjnej Japonii nie znaczy, że wie wszystko i powinien trzymać się tego, na czym się zna zamiast komentować nowoczesną Japonię w taki sposób, że każdy kto zna się choć odrobinę popukałby się w głowę. 

Ostatnio trafiłam przez przypadek na bloga, gdzie porównywano koreańskie Ullzang do japońkich Gyaru. Co jest, powiedzmy porównaniem w stylu "porównajmy Afrykanów do Wikingów". Ullzang zostali wychwaleni za swoją delikatność i naturalność, natomiast po gyaru pojechano za sztuczność. Pomijając już wszelkie aspekty w stylu rozległość tematu gyaru/ullzang i wrzucania wszystkich do jednego worka... skoro porównujemy dwa kraje to czy nie lepiej byłoby porównać do siebie podobne "subkultury"... o ile ullzang można nazwać subkulturą, przecież to bardziej jakieś zjawisko. W Japonii jest taka masa subkultur/styli, które charakteryzują się naturalnością, chociażby opisywane przeze mnie Mori Girls, że zupełnie nie rozumiem celu pisania takich notek.



Tu dochodzimy do momentu, w którym trzeba porozmawiać o obsesyjnym porównywaniu Korei do Japonii, panującym wśród fanów. Tendencje są różne, ja trafiam najczęściej na taką, że "Korea jest lepsza". Eee... nie? No bo na przykład niby koreańskie romanse są lepsze od japońskich, że niby się więcej/lepiej całują. Ale np. są też hasła w stylu "Ktośtam w k-dramie zaliczył pierwszą bazę w 25 odcinku, Ryo w "Papadol" wystaczyło pół odcinka". No i tu dochodzimy do sedna - zależy co do czego się porównuje. Na każdy sezon dramowy mamy przynajmniej jakieś 15-20 seriali w Japonii, sezonów w ciągu roku jest 4. Nawet jeśli obejrzymy 20 j-dram to możemy nie trafić na to co chcemy, ale to nie znaczy, że tego nie ma. To znaczy, że w morzu wielu serii nie udało nam się wyłowić tego, czego chcieliśmy. Są lepsze i gorsze tytuły dram, ale nie ma czegoś jak lepszy kraj. Z resztą po co porównywać? Jeśli coś jest dobre to może wybronić się samo. Jeśli coś jest na tyle dobre, że potrafimy o tym zachęcająco się wypowiedzieć to nie potrzebujemy czegoś innego do porównania kosztem tego co lubimy. Jeśli ktoś reklamuje mi cokolwiek w ten sposób, że Y jest lepsze od X, to mi się odechciewa oglądać Y.

Ciężko jest też wszystko oglądać bez uprzedzeń. Nawet jeśli się staramy, jeśli nasza podświadomość chce udowodnić, że np. koreańskie jest lepsze od japońskiego to będziemy potrafili w japońskich produkcjach czepiać się wszystkiego, a w koreańskich przymykać na to samo oko. I nie ważne jak się ktoś stara, to czasem może mu nie wyjść. To nie jest też tak, że koniecznie musimy próbować lubić wszystko, chodzi tu tylko o to, żeby nie porównywać w ten sposób i ogarniać, że coś nie jest oczywiste, ale jest jedynie kwestią naszego gustu. Mnie na przykład nie rusza Korea. Nie, to, że nie lubię, ale dla mnie seriale koreańskie są na tym samym poziomie co na każdego innego kraju - jeśli chcę sobie obejrzeć jakiś serial to czemu nie brytyjski, merykański, niemiecki, tajwański, koreański? Jeśli jest dobry to czemu nie. I to samo z muzyką. Jeśli chodzi o Japonię jednak jest tam dużo więcej rzeczy, które mi się podobają niż tylko dobry serial/dobra muza itp. Podoba mi się język, jak brzmi śpiewany, kultura, przyzwyczajenia, sposób gry aktorskiej, uroda, jedzenie itd. itp. W sumie mogłabym sporo wymieniać, ale chyba wiecie o co chodzi.



Innymi słowy ta notka w skrócie - nie porównywać, niech broni się samo. Wolę Japonię i zostanę przy Japonii, ale nie będę do niej na siłę przekonywać, że Japonia jest lepsza. Nigdy nie będzie mi przeszkadzać, że ktoś się fascynuje Koreą, ale ja raczej się tym nie zainteresuje bardziej niż robiłam to dotąd. I tak dzięki znajomym wiem dużo więcej niż w ogóle chcę więc zazwyczaj rozumiem o czym ludzie mówią, ale po prostu na to nie reaguje, bo nie mam wobec tego żadnych uczuć.


To była notka o wszystkim i niczym, tak jako powrót na bloga. Teraz idę powstawiać w tę notkę kilka obrazków z dysku w ogóle niezwiązanych z notką. Bo taka notka bez obrazków to smutno.

{ 3 komentarze... read them below or Comment }

  1. Yukiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii *________* /zabiera i ucieka do kata pomiziac

    I... tego... okaeri! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Sempai~! Wróciłaś do pisania <3 Lubię czytać Twoje teksty właśnie z powodu o którym tu piszesz - nie porównywać, wybroni się samo, każdy kraj ma coś specjalnego i każdy może lubić w nim coś innego ^^ Zgadzam się, że trzeba szerzyć takie podejście wśród osób zainteresowanych~

    Wybacz, ale sednem postu jednak okazało się ostatnie zdanie XD No i witamy z powrotem~

    OdpowiedzUsuń
  3. Musze znaleźć sobie chyba layout z lepszym odpowiadaniem

    @mąż biedny Ryota, zostanie sam z Junyą X'''D


    @iiverin no oczywiście obrazki muszom być :<

    OdpowiedzUsuń

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -