Ta strona korzysta z ciasteczek.
Jeśli się z tym nie zgadzasz zamknij bloga lub wyrzuć komputer przez okno.

[recenzja] Kuro - tom 1

Przy recenzji RELIFE w zeszłym roku wspominałam, że podziwiam Waneko za wydawanie mangi w kolorze, która w pierwotnej wersji została udostępniona jako komiks internetowy za darmo... Oczywiście, ze w Japonii wydanie tomikowe się sprawdziło, bo manga jest naprawdę fajna i dobrze się ją czyta w papierowej wersji zbiorczej. Najwidoczniej w Polsce również się to sprawdza, bo RELIFE wzbudza sympatię czytelników. Dzisiaj również będę recenzować mangę autora, który lubi rysować w kolorze i wrzucać swoje komiksy do czytania za darmo online, chociaż wydaje mi się, że akurat recenzowanego tytułu nie da się przeczytać za darmo w internecie. 


"Kuro" narysowana przez Somato była rysowana przez 5 lat od 2011 roku i zakończyła się na 3 tomach. Na tak długi czas wydawania miała wpływ między innymi forma komiksu, zawierająca krótkie historyjki na temat dziewczynki, jej kota i tajemnicy, która ich otacza. Wydawana była w internetowym magazynie "Tonari no Shonen Jump" (w tym samym magazynie wychodzi np. "One Punch Man") oraz w magazynie "Aoharu". Oba te magazyny podlegają pod wydawnictwo Shueisha. Oprócz tajemniczej i zarazem słodkiej opowieści o "Kuro" autor tworzy komedie romantyczne ecchi. Twórczości Somato można przyjrzeć się dokładniej dzięki twitterowi i  stronie oficjalnej autora. "Kuro" podpada pod grupę demograficzną seinen (dla troszkę starszych niż młodszych chłopców ;)), gatunkowo jest to tajemnica, moce ponadnaturalne, okruchy życia.

Za polskie wydanie "Kuro" odpowiada wydawnictwo Waneko. Pierwszy tom został wydany w maju 2017 roku w formacie, który wydawnictwo nazywa "powiększonym". Taki format otrzymują  między innymi jednotomówki Waneko oraz mangi z mniejszą niż standardowo ilością stron. Sam pierwszy tom "Kuro" ma trochę mniej niż 130 stron, a jego cena jest wyższa (okładkowa cena to 23,99zł) ze względu na to, że połowa tomiku jest w pełnym kolorze. Wszystkie strony wydrukowane są na papierze offsetowym. Jest to wydanie z matową obwolutą posiadającą dosyć szerokie skrzydełka. Po rozłożeniu obwoluty i skrzydełek całość tworzy niesamowitą ilustrację, ale te elementy osobno również tworzą małe dzieła sztuki. Bardzo podoba mi się również prosty projekt okładki znajdujący się pod obwolutą, pasuje do tej mangi.

Poznajcie Koko, sympatyczną dziewczynkę i jej czarnego kota Kuro. Pewnego dnia kociak uciekł z domu, a gdy wrócił był dziwny. Koko i Kuro są jedynymi mieszkańcami wielkiej willi, wokół której czai się coś niebezpiecznego, a dziewczynka wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy…
Czy jesteście gotowi na historię, która niczym Koralina przyprawi Was o gęsią skórkę? - Waneko
Pierwszy tom początkowo wydaje się być tylko zlepkiem krótkich historyjek na temat życia Koko i jej potwornego kota w samotnym domu. Podzieliłabym fabularnie tomik na część kolorową i część czarno-białą. W kolorowych, często jednostronicowych historiach, które mają bawić lub wiać grozą znajdujemy wskazówki na temat świata przedstawionego i postaci, jednak forma, w jakiej komiks jest przedstawiony nie pozwala na rozbudowanie tematu. Inaczej mają się rozdziały czarno-białe, gdzie każdy rozdział to osobna historia. W rozdziałach tych poznajemy jakie historie spisuje główna bohaterka, oraz trzy wydarzenia z przeszłości: Rok temu (o znalezieniu przyjaciółki), Cztery lata temu (o śmierci), Cztery i pół roku temu (o Koko, jej mamie i Kuro).


Jeśli chodzi o postaci, to mamy ich całą galerię - i to dosłownie, bo na pierwszych stronach mamy galerię obrazów prezentująca najważniejsze z nich. Nasza główna bohaterka Koko jest pogodną dziewczynką, która jako jedyna nie widzi potworów, które ją otaczają. Nie pamięta też o śmierci własnych rodziców. Nie wie, czemu mieszkańcy miasta tak bardzo jej unikają. Jej kot, Kuro, pewnego dnia wrócił przemieniony, chroni Koko i atakuje demony, które zbierają się wokół niej. Doktor to tajemnicza postać zainteresowana światem demonów, od której uzyskujemy najwięcej informacji na ich temat - na przykład o rysowaniu białych linii, żeby demony nie mogły wejść do miasta lub na drogę, czy też o szczepionce, dzięki której dzieci mogą widzieć demony. Milk to sympatyczna przyjaciółka Koko, ale równocześnie zamknięta w sobie dziewczynka, uwielbiająca rysować. Maria jest dziewczynką zadającą wiele pytań, wydaje się być wroga wobec Koko i Kuro, a jej życie nie było usłane różami. Brenda to stara przyjaciółka matki Koko, nauczycielka, która raz w tygodniu przychodzi do dziewczynki dawać jej lekcje. Wraz z nią przychodzi jej młodziutka córka Sezame, która uwielbia dręczyć w dosyć niewinny sposób małe kocurki. Dodatkowo w kolorowe strony mamy wplecione mapki miasta, które pomagają naszej wyobraźni przestrzennej umiejscowić pewne wydarzenia w konkretnej odległości od siebie.



Na początku myślałam, że kreska "Kuro" to jest takie typowe "moe", urocze buźki, małe słodkie dziewczynki i te sprawy. Efekt ten jednak znika, kiedy przypatrzymy się dorosłym. Wygląd postaci jest zróżnicowany jeśli chodzi o bohaterów - lekarz wygląda na starszego pana z jakiejś mangi detektywistycznej, rodzice Koko są niczym wyciągnięci z jakiegoś shojo. Efekt "moe" jest tutaj utrzymany dzięki temu, że akcja toczy się wokół dzieci. Kreska autora jest lekka, przyjemna i strasznie miło się na nią patrzy. Potwory, które zaprojektował potrafią być naprawdę przerażające - mnie chyba najbardziej obrzydził wróbel z mordką pająka. Tła są pełne detali, dynamika i trudniejsza perspektywa nie są autorowi straszne. Zarówno czarno-białe jak i kolorowe strony świetnie się prezentują, chociaż bezsprzecznie widać, że w kolorowe strony włożony jest wielki ogrom pracy - kolory, cieniowanie, faktury!Autor przykłada się do każdej strony i nie ma tu chodzenia na skróty.


Myślę, że druk na papierze offsetowym, a nie błyszczącej kredzie dodaje trochę własnej faktury, ale dla mnie stwarza to klimat. Nie mam zastrzeżeń ani do tłumaczenia, ani do typesettingu - może po prostu nie było niczego, co zwróciłoby moją uwagę. Co znaczy, że mangę czytało się płynnie, a to najważniejsze! Jedyne, do czego mogę się przyczepić to opis z tyłu obwoluty - ciemny kolor na czarnym tle nie jest do końca czytelnym wyborem. Większość stron jest ponumerowana. Wydanie nie posiada żadnych obciętych dialogów, klejenie jest dobre, a wszystkie onomatopeje są wyczyszczone i zastąpione polskimi. Niektóre "Chlasty!" Kuro są tak pięknie wstawione - majstersztyk!


Świat "Kuro" wciąga, pełen tajemnic i smutku, ale przedstawiony w pogodny i przyjazny sposób za pomocą mangi o kocie i jego właścicielce potrafi rozłożyć na łopatki. Kto wie, może gdyby w "Ataku Tytanów" było więcej kotów, to ta manga wyglądałaby właśnie jak "Kuro"? To tytuł, który wzbudza w czytelniku niepokój, ale jest podany w lekkostrawny sposób.  Ja po przeczytaniu pierwszego tomu od razu zamówiłam drugi. Nie wiem, co takiego jest w historiach o małych dziewczynkach i ich demonicznych opiekunach, że choć są tak podobne i tak różne od siebie to każda z nich się broni!

[recenzja] ERASED - tom 1

Bardzo nie lubię mieć przerwy między czytaniem mangi, a napisaniem jej recenzji. Nawet jeśli mam swoje notatki to i tak 3 dni różnicy to dla mnie dużo. Z jednej strony może i wtedy zapominam o rzeczach mniej istotnych i na wierzch wychodzą te, które zapadają w pamięć... z drugiej strony wolałabym pamiętać jeszcze wszystko. Można przeczytać tomik kolejny raz, ale milion innych tomików patrzy na ciebie z wyrzutem "A my to kiedy?"... 

W przypadku dzisiaj opisywanego tomiku jest odwrotnie niż przy "Ja, Sakamoto" - niby znałam historię wcześniej, ale po wzięciu tomiku do ręki miałam takie "Nie, przez tę kreskę chyba nie dam rady tego kontynuować". Jednak po przeczytaniu tomiku mój szacunek do tej serii powrócił i nie ma szans, żebym nie kontynuowała.


"Boku dake ga inai Machi" to manga autorstwa Sanbe Keia. Autor rozpoczął mangę w 2012 roku, a zakończył  w 2016 roku na 8 tomach. Powstaje również sequel "Boku dake ga inai Machi Gaiden". W 2016 wyszedł aktorski film kinowy z Fujiwarą Tatsuyą w roli głównej oraz 12-odcinkowe anime. Za japońskie wydanie mangi odpowiedzialne było wydawnictwo Kadokawa Shoten. Autor ma na koncie całkiem sporo mang z gatunku tajemnica/horror/gore i ecchi/hentai. Ilustrował też wersję mangową "Puzzle" Yamady Yusuke (na podstawie powieści powstał film live action z Kaho w roli głównej), a najciekawszym tytułem autora, jaki mi się rzucił w oczy jest "Hinichijouteki na Nepal Taizaiki", który opowiada o jego prywatnych podróżach po Nepalu. Sanbe Kei prowadzi swoją stronę internetową dzieląc ją z innym artystą (specjalizującym się w hentai) - Kanesadą Keishi. Istniały plotki, że Kanesada to rodzeństwo Sanbe, z tym, że nie łączą ich więzy krwi. W jednej z mang  Sanbe pojawia się informacja, że są mężem i żoną. 


Mangę "Boku dake ga inai machi" często kojarzy się pod innym tytułem - "ERASED". Właśnie pod takim tytułem została ona wydana w Polsce, a tytuł "Boku dake ga inai machi" został przetłumaczony jako "Miasto, z którego zniknąłem" i dodany jako podtytuł. Za polskie wydanie mangi odpowiada wydawnictwo Studio JG, które pierwszy tomik wypuściło w kwietniu 2017 roku. Manga została wydana w formacie standardowym, w czerni i bieli na papierze offsetowym. Wyjątek stanowią 4 kolorowe strony w tomiku wydrukowane na kredowym papierze błyszczącym. Wydanie posiada okładkę z obwolutą ze skrzydełkami. Strasznie podoba mi się skromny projekt okładki (rysunek). Jest dosyć wymowny, a dodatkowy efekt przed (obwoluta) i po (okładka) robi wrażenie. Na jednym ze skrzydełek obwoluty znajdziemy spis treści. Druk i klejenie tomiku są bardzo dobre. Typesetting stoi na wysokim poziomie, wszystkie onomatopeje zostały wymienione na polskie odpowiedniki. Tłumaczenie czyta się dobrze i płynnie - na razie mi się podoba i nie mam zastrzeżeń. 

29-letni Satoru Fujinuma posiada niezwykłą umiejętność – potrafi na chwilę cofnąć się w czasie. Przytrafia mu się to mimowolnie, na moment przed tym, jak ma wydarzyć się coś złego. Jeśli w przebłyskach powtarzających się scen zdoła wyłapać jakąś nieprawidłowość, jest w stanie zapobiec tragedii. Pewnego dnia zostaje zamordowana jego matka. Przerażony Satoru próbuje wymusić cofnięcie i niespodziewanie przenosi się osiemnaście lat wstecz. Pierwsze ogniwa łańcucha zdarzeń, które doprowadziły do tej tragicznej śmierci, okazują się pochodzić z okresu, gdy bohater miał jedenaście lat. Wtedy to w jego rodzinnej miejscowości porwano i zabito dwie dziewczynki i chłopca. Satoru, uwięziony w dziecięcym ciele, będzie musiał rozwiązać mroczną zagadkę i zapobiec tragicznym wydarzeniom. - Studio JG
Tych, którzy oglądali wersję anime zachęcam do zapoznania się z mangą, bo dla mnie jest o wiele jaśniejsza, lepiej zaplanowana, a postacie bardziej wyraziste. Całość jest rozbudowana od pierwszego tomu tak, żeby mieć ochotę zapoznać się z ta historią jeszcze raz - wciąga sama w sobie po raz pierwszy, a po raz drugi można zrozumieć pewne elementy układanki, o których się zapomniało w trakcie czytania serii. Taką historię warto czytać w zrozumiałym języku i dobrym tłumaczeniu, żeby ją kompletnie zrozumieć. 


"ERASED" to manga pełna dziwnych sugestii i zwrotów akcji. Z jednej strony mamy ewidentny motyw podróży w czasie, z drugiej strony zastanawiamy się, czy z bohaterem jest wszystko w porządku - w końcu jego świat jest nieźle zaburzony - skoki w czasie, żeby naprawić teoretycznie nieistotne dla jego życia elementy, ludzie, mówiący rzeczy, które już kiedyś słyszał, ale nie w pętli czasowej... Takie małe i drobne elementy, które wprowadzają czytelnika w niepokój mocno obudowując oś tej historii. Główny bohater jest konstruowany całkiem dobrze już od 1 tomu - z jednej strony mignie nam jego marzenie z dzieciństwa o byciu bohaterem, z drugiej zostanie ukazana jego ogólna niechęć do ludzkości. Jego spostrzegawczość jest świetnie uzasadniona - jako autor komiksów wszędzie stara się szukać inspiracji i zwraca uwagę na drobne szczegóły. Jeśli jest powód to mamy i skutek, a jeśli mamy skutek, to jest też powód.


Tym, co odstrasza mnie po otwarciu tomiku jest kreska. Autor stosuje różne ujęcia, ma dobrą dynamikę, wszystkie szczegóły są dopracowane, tła, samochody, wszystko cacy, więc kluczowe sceny robią wrażenie, ale w twarzach i mimice bohaterów jest coś tak niesamowicie odpychającego, że miałam takie "przecież ja nie będę zbierać wersji mangowej! Nie zniesę tych mordek!". Ale to wrażenie rozpływa się, kiedy czytamy tomik i wciąga nas fabula. Póki co poza wzrostem i ubiorem nie widzę dużej różnicy w przedstawianiu wieku bohaterów.


Gdybym nie przeczytała 1 tomu, tylko leżałby sobie gdzieś tam na półce między innymi tomikami czekającymi na przeczytanie, to pewnie nie miałabym ochoty kupować 2 tomu póki co. Ale przeczytałam mimo oporów przed kreską i nie ma już dla mnie odwrotu. "ERASED" to dobra historia, zwłaszcza jako manga, więc mogę wam wszystkim polecić przynajmniej pierwszy tomik i mam nadzieję, ze wzbudzi w was odpowiednią dozę zaintrygowania kolejnymi.

[recenzja] Ja, Sakamoto - tom 1

Zastanawiam się jak to jest pisać recenzje bez robienia zdjęć, obrabiania ich i wybierania kadrów, które najbardziej pasują do recenzji... przecież to przynajmniej połowa roboty! Gdybym skupiła się na samym tekście na pewno wszystko szło by mi szybciej, ale prawda jest taka, że kiedy sama szukam recenzji w internecie to zależy mi na jakichś zdjęciach, a nie tylko na wrażeniach słownych. I w ten oto sposób marnuje swój cenny wakacyjny czas, kiedy mogłabym... robić coś, a robię coś innego.

Dzisiaj czeka na was recenzja mangi, która po wzięciu do ręki zrobiła na mnie duże wrażenie mimo znajomości anime, ale w trakcie czytania stopniowo przygaszała mój zapał. I tak cały czas w trakcie czytania - wzloty i upadki, wzloty i upadki.


"Sakamoto Desu ga?" to czterotomowa szkolna manga komediowa pełna absurdów, która zaczęła powstawać w 2012 roku. Jest to seria zakończona na 4 tomach, co muszę przyznać, zachęca do zapoznania się z nią. Za jej stworzenie odpowiada urodzona w 1987 roku kobieta - Sano Nami, która kieruje swoje mangi do publiczności seinen (w teorii młodzi mężczyźni). "Sakamoto" był jej pierwszą mangą, kolejne 2 tytuły pod względem tematyki różnią się od tego tytułu: są to science-fiction i okruchy życia. Za wydanie mangi w Japonii odpowiadało wydawnictwo Enterbrain (gałąź Kadokawy), u nas wydania podjęło się w 2017 Studio JG.

Polskie wydanie ma rozmiar standardowy,w całości wydrukowane jest w czerni i bieli na papierze offsetowym.  Tomik ma 176 stron. Posiada kolorową błyszczącą obwolutę ze skrzydełkami i okładkę w sepii.  Na obwolucie są dodatkowo wypukłe laminowane elementy wskazujące na ruch bohatera. Tytuł również jest dodatkowo laminowany.

Czy to ptak? To samolot? Nie, to Sakamoto! Nie słyszeliście o nim? Elegancki! Skromny! Z klasą! To znakomity uczeń, który z każdej opresji wyjdzie z obronną ręką. Ręką, którą przy okazji zamaszyście odrzuci kosmyki swoich idealnych włosów z nieskazitelnego czoła. To suma wszystkich bohaterów, kumulacja w loterii wspaniałości i Boże Narodzenie w kalendarzu urody! Dziewczyny piszczą na jego widok, faceci go nienawidzą i są gotowi zrobić wszystko, aby się na nim odegrać. Oto nieustraszony przystojniak w okularach, który wdycha powietrze i wydycha zarąbistość. Przed Wami najzabawniejsza, najdoskonalsza, a zarazem najbardziej przerysowana parodia mang o życiu japońskich licealistów jaką świat widział! - Studio  JG
Manga zaczyna się jak pierwsza lepsza historia o znęcaniu się nad uczniem, który udaje pana doskonałego, więc trzeba mu utrzeć nosa. Szybko jednak można zmienić zdanie, bo nasz główny bohater, Sakamoto, zachowuje się jak z kosmosu, nie dociera do niego, że ktoś się nad nim znęca, każdą sytuację traktuje jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie, przez co jest jeszcze bardziej podziwiany, głównie przez żeńską część klasy.

Sakamoto nie jest póki co najciekawszą postacią w komiksie (według mnie). Rozkręca się z czasem, ale kiedy pan idealny znów znajduje wspaniałe wyjście z danej sytuacji to reszta bohaterów wydaje się bardziej ludzka, przez co bardziej zrozumiała. Czasem Sakamoto potrafi szybko zmienić zdanie w sprawie, o którą walczy. Czasem pomaga komuś celowo, czasem wydaje się, że przez przypadek. Taki już jego urok, że oprowadza nas po swojej szkole i osobistościach z nią związanych, a sam wziął się z kompletnie innego uniwersum. Jako protagonista radzi sobie świetnie, ale jeśli szukamy bohatera, którego działania można objąć umysłem i się z nim utożsamić to... nie ma szans.



Jeśli chodzi o kreskę to jest to jedna z mocniejszych stron komiksu. Nawet jeśli nie wszystko wychodzi autorce jeszcze idealnie to nie unika ona w żaden sposób trudnych do narysowania scen, perspektywy czy dynamiki. Tła są dokładne, sceny czytelne, a postacie bardzo, ale to bardzo zróżnicowane względem siebie. Jak ma być przeciętniak to jest przeciętniak, jak ma być ociekający sparklami bishounen - jest. Duże zróżnicowanie rastrów, świetna praca kreską, dynamika i ruch naprawdę fajnie przedstawione.Niektóre kadry powalają swoją trafnością i ilością szczegółów.Autorce dobrze to wróży na przyszłość i myślę, że z ciekawości sprawdzę, jakie są jej teraźniejsze mangi.


Z tłumaczeniem mam problem, bo... samo tłumaczenie nie zawiera błędów, ale nie jest ono po prostu w moim stylu. Skierowane jest ono pod zwolenników zostawiania nazw i żartów i dodawania do nich przypisów. Można się dzięki temu co nieco dowiedzieć na temat elementów kultury, ale ja jednak czytam luźne komedie z nastawieniem, że zaśmieje się przy danej scenie od razu, a nie dopiero, kiedy zobaczę przypis z dołu strony. Ale tak jak mówię, nie jest to wina złego tłumaczenia, tylko zupełnie nie mojego stylu. Kiedy pojawiają się żarty w stylu "Pani Maju", kiedy bohater zwraca do szerszenia, albo napis "Stonka" na foliówce ze sklepu - bawi mnie to dużo bardziej.  Wiem, że nie wszystkie żarty da się przetłumaczyć, ale takie dopiski jak "Lunch Pack - przekąska przypominająca drożdżówkę" dla mnie można by zastąpić po prostu słowem drożdżówka. Jeśli ogólnie chodzi o rozmowy na tamat lunchy to wiem, że ja starej daty jestem, ale za moich czasów w szkole jadało się śniadanie/drugie śniadanie, a nie lunch. Podsumowując - błędów nie ma, ale chciałam napisać dlaczego nie jest to mój styl tłumaczenia. Fani przypisów i wyłapywania japońskich elementów, o których mogą się dowiedzieć czegoś nowego powinni być bardziej zadowoleni. Pod względem typesettingu, czyszczenia kadrów, doboru onomatopei muszę pochwalić - zwłaszcza tłumaczenie i wstawianie napisów w nawet najmniej widoczne miejsca. Wszystko jest bardzo dopasowane.



"Ja, Sakamoto" jest przyjemną lekturą, komedią prześmiewczą, pełną barwnych i przerysowanych postaci, nietypowych rozwiązań wychodzących poza kanon (Sakamoto jest chyba naprawdę z kosmosu...) Jeśli ktoś szuka krótkiej serii, przy której będzie dobrze się bawił to może być właśnie tytuł dla niego. Ja sama muszę zobaczyć jak będę się bawiła przy kolejnych tomikach, bo pierwszy tom mnie trochę zachęcił, ale nie przekonał do serii kompletnie.

Japońskie seriale, które warto znać #3

Na Ryucon 2017 przygotowywałam panel o japońskich serialach, które warto obejrzeć, więc zrobiło mi się trochę materiału na notki z cyklu japońskich seriali, które warto znać. Chciałam wam przypomnieć o istnieniu pierwszej części, gdzie polecałam 4 naprawdę ciekawe tytuły oraz o drugiej części, gdzie poleciłam 5 dram dostępnych oficjalnie na Crunchyrollu. 


Tumbling (2010, 11 odcinków)

Azuma Wataru jest w trzeciej klasie liceum Karasumori. Uznawany jest za diabła, którego boją się nawet delikwenci z pobliskich szkół. Pewnego dnia Azuma zostaje poinformowany przez wychowawcę, że aby nadrobić nieobecności musi wstąpić do jakiegoś klubu sportowego. Azuma nie ma do niczego cierpliwości, ale dowiaduje się, że nowa uczennica należy do klubu gimnastyki rytmicznej. Azuma pchany siłą zauroczenia sam zapisuje się do klubu, ale okazuje się, że kobiety i mężczyźni nie ćwiczą razem i są to osobne drużyny. Dodatkowo męska drużyna szkolna trochę podupada, nie ma zbyt wielu członków, ani trenera... 

Zanim sportówkowe szaleństwo dopadło świat anime po raz kolejny (bo ta mania przychodzi falami), mnie ogarniała obsesja na punkcie grupowej męskiej gimnastyki artystycznej. Co ciekawe znalazłam polską recenzję tej j-dramy i ucieszyło mnie, że nie tylko ja naprawdę lubiłam ten serial. Mogę się podpisać pod wszystkim, co jest tam napisane. "Tumbling" to drama, na którą nie tylko ostro fazowałam - to drama, na której cieszyłam się i płakałam! Mimo celowego przerysowania scen i postaci (odrzucenie uczuć kolegi na polu kapusty, a 2 odcinki później nikt się nie przejmuje, że kolega jest gejem, więc wszyscy kąpią się radośnie w łaźni - cudo) efekt końcowy jest przecudowny. Aktorzy stanęli na wysokości zadania - nie tylko pod względem odgrywania roli, ale także pod względem wykonywania gimnastyki artystycznej. A uczyli się tego 3 miesiące przed nakręceniem dramy. "Tumbling" to cudowne doświadczenie co się stanie, kiedy grzeczni chłopcy i buntowniczy yankee połączą siły, żeby w różowych strojach wykonywać gimnastykę artystyczną. Mamy tu wątki sportowe, rodzinne, miłosne, walki uliczne, a przede wszystkim bromance i magię przyjaźni w stronę zachodzącego słońca... czy coś. Tutaj można obejrzeć fanowski trailer do dramy z śliczną piosenką przewodnią.


Orange Days (2004, 11 odcinków)

Kai Yuki studiuje na ostatnim roku na Wydziale Psychologii Społecznej. Jest w trakcie poszukiwania pracy. Kiepsko mu to idzie, ma problemy ze znalezieniem ofert. Pewnego dnia spotyka dziewczynę, która gra na skrzypcach przy kampusie. Sae Hagio, mimo anielskiego wyglądu, ma niesamowicie wredny charakterek. Aida Shohei i Yashima Keita są przyjaciółmi Kaia. Aida jest uznawany za playboya, Yashima zaliczany jest raczej do tych nieśmiałych.
Yashimie spodobała się pewna dziewczyna, więc pewnego dnia poprosił Aidę, żeby zaaranżował mu randkę. Kiedy dowiedział się jednak, że dziewczyna jest głuchoniema, stchórzył i wysłał Kaia "na zastępstwo". Jakież było jego zaskoczenie, kiedy okazało się, że ta dziewczyna to spotkana wcześniej skrzypaczka... - DRAMA@DEEP

Ostatnio popularne stały się też tytuły o osobach w pewien sposób niepełnosprawnych, w tym niesłyszących i niedosłyszących. Ale w gruncie rzeczy też jest to powrót pewnej fali i nie jest to nowy temat poruszany w mangach. Wśród japońskich dram również znajduje się perełka na temat osób z problemami słuchowymi - "Orange Days". Obsypana nagrodami drama ma naprawdę mocną, dobrą obsadę. Shibasaki Kou, japońska aktorka i piosenkarka, świetnie odgrywa postać głuchoniemą. Sporo scen robi wrażenie mimo tego, że odbywa się w języku migowym''.


Maou (2008, 11 odcinków)

Drama z gatunku suspense. Opowiada o wzajemnych relacjach trójki głównych bohaterów - policjanta Naoto Serizawy, dwulicowego prawnika Naruse Ryo oraz bibliotekarki Shiori Sakity. Jaka mroczna przeszłość popchnęła dwóch głównych bohaterów do podjęcia swoich zawodów? Dlaczego Naoto dostaje dziwne przesyłki z kartami Tarota od nieznajomego? Czy paranormalne moce Shiori pomogą rozwiązać tę zagadkę? Maou (Diabeł) to psychologiczna seria pełna zbrodni i mroku, która z każdym odcinkiem wciąga coraz bardziej, a nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. - DRAMA@DEEP

Nie wiem jak teraz, ale kiedyś każdy fan j-dram oglądał tę historię. No bo lider Arashi w poważnej roli, no bo Ikuta Toma w poważnej roli, a to przecież Nakatsu z "Hana Kimi". Robiło to wrażenie. Dzisiaj już może nie takie samo, bo teraz człowiek wie, że obydwaj panowie wyrośli przez te 9 lat na utalentowane bestie i to nie była kwestia przypadku, że świetnie się sprawdzili w takich rolach. Warto taką klasykę znać, do dzisiaj jak słyszę opening to mnie ciary przechodzą na wspomnienie tej dramy.

Algernon no Hanataba o (2015, 10 odcinków)

Shiratori Sakuto to 28-letni mężczyzna o inteligencji 6-letniego chłopca. Shiratori pracuje w firmie zajmującej się rozwożeniem kwiatów. Pewnego dnia on i jego kolega z pracy, Yanagawa Ryuichi, dostarczają bukiet pod jedno z mieszkań. Mochizuki Haruka, która odbiera kwiaty, chce na początku wzywać policję, zaniepokojona dziwnym zachowaniem Sakuto, nie wiedząc oczywiście, że ten jest chory. Jak się potem okazuje, Haruka pracuje w zakładzie fizjologii, gdzie profesor Hachisuka zajmuje się badaniami nad rozwojem mózgu. Wspaniałe wyniki dotyczące Algernona - myszki, na której przeprowadzał doświadczenia - skłania go do przeprowadzenia operacji na Shiratorim. - DRAMA@DEEP

Opowiadanie "Kwiaty dla Algernona" Daniela Keyesa z 1959 roku miało wiele wersji filmowych, serialowych czy teatralnych, często były to luźne interpretacje przenoszone w inne czasy, do innych krajów. "Algernon ni hanataba o"  z 2015 roku to już druga japońska adaptacja tego dzieła. Jest to strasznie smutna historia, opowiadająca o tym, że rozum szczęścia nie daje, ale warto się z nią zapoznać.

 Bloody Monday (sezon 1: 2008, 11 odcinków, sezon 2: 2010, 9 odcinków)

Sezon 1
Krwawy Poniedziałek (Bloody Monday) to drama nakręcona na podstawie mangi, która jeszcze nie została ukończona. Pewnego dnia w Rosji w małym miasteczku zostaje wypuszczony śmiercionośny wirus. Powód nie jest znany. Po pewnym czasie zaistniały obawy, iż ta sama sytuacja powtórzy się w Tokio. THIRD-i to jednostka, która walczy z terroryzmem. Takagi Fujimaru jest synem jednego z pracowników tej jednostki, a także genialnym hakerem. Fujimaru zaczyna pomagać THIRD-i przy walce z terroryzmem. - DRAMA@DEEP

Sezon 2
Akcja rozgrywa się 2 lata po wydarzeniach z sezonu pierwszego. Jutrzejszej nocy o godzinie dwudziestej, Tokio zostanie zaatakowane bronią nuklearną - taki telefon wykonany przez terrorystkę Oriharę Mayę wstrząsa całą Japonią. Tym, kto odbiera telefon jest obecny minister, Kujo Akihiko. Minister postanawia postawić w gotowości grupę Third Eye, ale kontaktuje się z nowym członkiem grupy, Hagiwarą Taro, a nie, jak 2 lata wcześniej, z Kirishimą Goro, który jest szefem grupy. W tym samym czasie Takagi Fujimaru, który nie dostał się na studia, nie jest w stanie w pełni wyleczyć się z szoku, spowodowanego utratą wielu bliskich mu osób w czasie wydarzeń sprzed dwóch lat i żyje w samotności. Nagle studentka z wymiany, Mizusawa Hibiki, pojawia się w miejscu gdzie on pracuje na pół etatu. Fujimaru jest nieświadomy, że to początek serii wydarzeń, w które zostanie wmieszany. Kiedy nagle pojawia się zabójczyni, przedstawiająca się jako ‘Orihara Maya’, Fujimaru ucieka razem z Hibiki ze swojego miejsca pracy... - DRAMA@DEEP


"Bloody Monday" jest to adaptacja mangi o tym samym tytule. Mangi zdzierżyć nie mogłam, bo nasi młodzi bohaterowie byli zbyt "wykoksowani", ale w dramie to wszystko zostało stonowane i obydwa sezony oglądało się bardzo dobrze. Młoda obsada aktorska z tej dramy kilka lat później jest na naprawdę wysokim poziomie jeśli chodzi o umiejętności i ilość ról odgrywanych w popularnych adaptacjach i niezależnych historiach. Ale jest też starsza ekipa aktorska, która do dziś odsunęła się w cień, a jeśli już o nich mowa... Powiem prywatnie tak - antagonista ukrywający się pod pseudonimem J wymiatał dla mnie w pierwszym sezonie pod względem charakteru, ale i gry aktorskiej, ale w drugim sezonie jak dali mu srebrne włosy to pozamiatał też pod względem wizualnym. 


Kolejna piątka polecanych dram za nami! Myślę, że jeszcze nie obejrzeliście nawet polecajek w poprzednich notek, więc dam wam trochę czasu do napisania następnej notki z tego cyklu i wrócę do recenzji mang, które nadal patrzą na mnie z wyrzutem...

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -