Niecodziennik fana 5/2017

Czas na chwilę wytchnienia od recenzji, żeby napisać o mangach, które ostatnio przeczytałam, a do których nie zrobię na razie recenzji. O dramach i anime, które obejrzałam. O ogólnym fandomowym życiu. Czas też na podsumowanie drugiej cześci taga 30 dni z anime, bo w końcu udało mi się na facebooku dobić do dnia 20.

 PRZECZYTANE/CZYTANE

Inside - artbook ELK i megu - w końcu przeczytałam artbook ELK i megu - do tej pory uwielbiałam wracać do przeglądania niesamowitych ilustracji, ale teraz skupiłam się na przeczytaniu opisów wszystkich prac. O ile prace obydwóch artystek, chociaż tak różne, podobają mi się tak samo to wypowiedzi ELK na temat podejścia do rysowania przemawiają do mnie bardziej. Artbook jest w języku francuskim i angielskim, zawiera sporo prac autorek na eventy charytatywne.

Lady Detective tom 1 i 2 - miały być komiksami, które przeczytam i zastanowię się nad sprzedażą, bo "W cieniu betonowej dżungli" i "Biały jak śnieg" od Yumegari mnie zawiodły i się ich pozbyłam. Tymczasem manhwa naprawdę przypadła mi do gustu i te 2 tomy to była sama przyjemność czytania. Przywiązałam się do bohaterów, świetnie mi się tomiki czytało i nie mogę doczekać się kolejnych. Kreska jest cudna, a nawiązania do epoki, eksperymenty chemiczne, humor tworzą wartość dodatnią serii. To zdecydowanie pozycja obowiązkowa z mojej półki.

Totally Captivated tom 2,3 i 4- chociaż za młodu czytałam skanlacje do tego tytułu i wiedziałam czego się spodziewać to i tak watki, które drażniły mnie wcześniej drażnią mnie teraz 2 razy bardziej. Nez postaci staruszka znosiłabym postać naszego szefa dużo lepiej, ale jego kłamstwa są męczące. Na szczęście nasz główny bohater, Szwany Lis, ratuje całość pod względem wątków (biedny schorowany student mieszkający w malej klitce - cudowny wątek), a wszystkie wątki komediowe sa naprawdę przyjemne i zabawne i dla nich warto czytać tę manhwę.

Vampire Library tom 1 i 2 - tu podobna sytuacja jak z "Lady Detective", też niewiele po tej manhwie się spodziewałam i może nie polubiłam jej aż tak jak "Lady Detective", nie polubiłam tak postaci, ale jedno muszę przyznać - mimo poważnych wątków w tle jest to przede wszystkim przednia komedia/parodia detektywistyczna póki co. Każdy wampir ma swoją mocną i słabą stronę, więc może się okazać, że słabą stroną wampirzycy jest poznawanie kto ma predyspozycje na seme, a kto na uke i nie może już patrzyć na mężczyzn z tego powodu. Jak bohaterowie wykorzystają te słabość, żeby móc złapać grasującą po mieście potworzycę? O tym przekonacie się w jednym z rozdziałów.

"Doll Star" - zdecydowanie najlepsza manga z "Jednotomówek Waneko", jaką ostatnio czytałam. Jest to wydanie zbiorcze 2 tomów, scenariusz napisała jedna osoba, rysunki zrobiła inna. Rysunki są naprawdę niesamowite - świetnie wypracowana kreska, w której od razu się zakochałam. Fabuła jest specyficzna, bo opowiada o bohaterce, która rozumie mowę pluszaków i potrafi obudzić w ludziach ich największy strach. Historia nie jest jednak tak prosta, że nasza bohaterka po prostu ratuje nieszczęśliwe pluszaki. Mamy tu do czynienia z szerszą intryga, znęcaniem się w szkole, śmiercią  itp. 

"Czwarty - Tatsuyuki Oyamato" - w sumie to absurrdalne, że i w "Doll Star" i tutaj mamy jeden bardzo podobny motyw, a ja przeczytałam te mangi po sobie. Niemniej jednak to tylko jeden watek, a mangi nie są do siebie w ogóle podobne. Lubię kreskę ScaBeri, ale okładka "Czwartego" zawsze odtrącała mnie kompozycyjnie. Z "Czwartym" ogólnie mam love-hate relationship, o ile motyw głównej dwójki bardzo lubię, o tyle motyw "poświęcenia się" Czwartego nie jest moją ulubioną częścią lektury. Chyba nigdy nie będę przepadać za mocno przedstawionymi scenami erotycznymi w mangach.

"Slow Starter" - w końcu zabrałam się za odświeżenie w wersji polskiej tego tytułu. Jest on niepozorny, wolny, ale przyjemnie się go czyta. Taka lekka jednotomówka opowiadająca o przyjaźni, która narodziła się w pociągu i ma szanse przerodzić się w coś więcej w przyszłości...

"Canis - Dear Mr. Rain"" - pierwsza część serii mang opowiadającej o dwójce bohaterów - japońskiego artysty pod trzydziestkę tworzącego kapelusze i 10 lat od niego młodszego byłego gangstera z USA. Niewiele o sobie wiedzą, ale zrządzenie losu sprawia, że ich ścieżki się ze sobą splatają. Fabularnie jest to naprawdę kawał dobrej historii, kreska jest oryginalna, świetna, a posiadanie papierowej wersji ma ten plus, że skanlacje, które kiedyś pojawiały się na internecie, były tak pomieszane, że nie dało się tego czytać.

Przeczucie (książka) - gdyby nie to, że imię i nazwisko głównej bohaterki mi coś mówiło i postanowiłam to sprawdzić to ani okładka, ani tytuł nie powiedziałyby mi, że mam do czynienia z pierwowzorem dramy "Strawberry Night"! Jak tylko sprawdziłam, że to właśnie ten tytuł ,to od razu zakupiłam tomik w przedpłacie. Jestem w trakcie czytania książki i bardzo mi się podoba. Myślę, że kiedy przeczytam całość to obejrzę odcinek dramy, który bazował na akurat tej części książki i napiszę recenzję.

OBEJRZANE/OGLĄDANE

"Oboreru Knife" - ekranizacja mangi shoujo o tym samym tytule. Manga jest dużo dłuższa, przez co bardziej dramatyczna niż film, ale film skupia się tylko na kilku najważniejszych tragediach przedstawionych w mandze i to może być jego plus - intryguje czytelnika dziełem oryginalnym i po filmie człowiek ma ochotę dowiedzieć się o tych wszystkich elementach, które w filmie pominięto. Film jest cudownie zagrany przez aktorów i nakręcony świetnie - te krajobrazy, zdjęcia, kolory - każda scena wydaje się mieć jakieś niesamowicie ważne znaczenie, dzięki sposobowi, w jaki jest nakręcona.

"Too young to die" - bardzo specyficzny film komediowy (nawet ja go nazywam specyficznym), w którym bohater umiera i trafia do piekła. Okazuje się, że w piekle grają rocka i to nie bez powodu - ci, którzy grają najlepiej mają szanse na reinkarnację. Reinkarnować można się 7 razy i od tego w jaki sposób wystąpi się przed królem piekieł zależy czy reinkarnujesz się jako człowiek, zwierzę czy ziarno piasku. Poziom absurdu przekracza tu miejscami najdziwniejsze granice.

"Milion jenów od kobiety" - japoński serial, który dostępny jest oficjalnie na Netflixie. Obsada żeńska jest bardzo interesująca, a i naszego głównego bohatera odgrywa główny wokalista RADWIMPS. Pod względem finansowym widać, że drama jest niskobudżetowa, więc pięknych ujęć tu nie doświadczycie. Nie jest to jednak romans, jakby się wydawało, ale zgrabnie upleciony kryminał, co okazuje się dopiero w późniejszych odcinkach.

"Cutie Honey Tears" - jedna z nowszych wersji filmów live action, po którą sięgnęłam między innymi ze względu na obsadę - Nishiuchi Mariya to w końcu nie byle aktorka, co dało mi sygnał, że nie będzie to niskobudżetowy film tokusatsu. Film jest na raz, ale muszę przyznać \, że całkiem nieźle się go oglądało i było to zupełnie inne podejście do serii, niż do tej pory widziałam.

"Saint Onii-san" w końcu obejrzałam OAV i film o Buddzie i Jezusie spędzających razem wakacje w Japonii. Jest to naprawdę spokojnie tocząca się historia, takie okruchy życia, w których można znaleźć kilka śmiesznych scen, ale żadna z nich nie powinna urazić niczyich uczuć religijnych. Widać, że twórcy odrobili zadanie domowe. I te nawiązania do Kamen Riderów! Cudowne, sama krzyczałam z jednym dzieckiem "Uchuu kitaaa!" kiedy oglądał Fourza.

"Bakemono no Ko" - to taki animowany film kinowy, który mi umknął, ale w końcu się za niego zabrałam i bardzo przyjemnie mi się go oglądało. Polubiłam głównych bohaterów, animacja mi siadła, seans był bardzo przyjemny mimo tego, że był to dla mnie jeden z najgorszych dni w tym roku, kiedy zdecydowałam się go obejrzeć.

"Koe no Katachi - Eiga" - o ile w przypadku "Oboreru knife" pasowało mi jak skrócili fabułę, tak "Koe no Katachi" w wersji filmu animowanego wydało mi się zbyt przedramatyzowane - już sam 1 tom mangi od Kotori, który mam na półce wydaje się dużo lepiej zbudowany niż cały film. Nie było xle, ale nie mogę też powiedzieć, że było do końca dobrze.

"Kimi no Na wa" - oglądałam film w tym samym czasie co "Koe no Katachi" i akkurat ta animacja zrobiła dla mnie dużo lepsze wrażenie. Chyba najlepszy film Shinkaia dla mnie - jest i odpowiednia dawka Shinkaiowatości, odpowiednia dawka humoru, odpowiednia dawka dramatu, odpowiednia dawka akcji. Dodatkowo była u mnie okropna burza, kiedy oglądałam ten film, co spotęgowało cały efekt.

"Digimon Adventure Tri" - bardzo wolno, ale nadrabiam moje zaległości w tej serii, jestem chyba na 3 części obecnie. Nie spieszę się, bo wiem, że fabuła jeszcze nie jest zamknięta, a dużo ponurych rzeczy się dzieje i nie wiem czy jestem w stanie to znieść z cliffhangerem na końcu, dlatego wszystko sobie dawkuje.

"Quartet" - japoński serial autorski, bardzo dobra historia, o czym może poświadczyć to, ze autorka "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" zrobiła fanart do tej serii i dodała na swoim twitterze.
 Seria to takie okruchy życia z nutką tajemnicy - opowiada o tym jak przez "przypadek" 4 ludzi spotkało się w barze karaoke i okazało się, że wszyscy grają na instrumentach smyczkowych. Jeden z nich zaproponował, żeby utworzyli kwartet i zaprosił ich do siebie do willi. I co najlepsze - to on jest chyba najnormalniejszy i najmniej podejrzany z nich wszystkich.

PODSUMOWANIE 11-20 DNI Z ANIME


DZIEŃ 11 - Ulubione anime z mechami
Dobrze, że "Tiger and Bunny" ma tylko kombinezony, a nie mechy, bo wybór od razu stał się łatwiejszy. Generalnie to przy mechach jestem fanką tokusatsu i moglabym wam od razu wymienić moje ulubione super sentaie (Gokaiger i Shinkenger ).

"Argento Soma" nie jest może najlepszym anime, jakie powstało o mechach, ale nie mam wątpliwości co do tego, że jest to moje ulubione anime o mechach. Pamiętam jak drogą listowną dostawałam kolejne odcinki na CD za młodu i jak burzyłam się na nieprzychylną do końca recenzję w "Kawaii", podczas gdy dużo gorsze tytuły były chwalone pod niebiosa. A wtedy to "Kawaii" było opiniotwórcze, a nie internet i ciężko było mi przekonac ludzi do tej serii.


Dzień 12 - Najsmutniejsza scena z anime
Horou Musuko/Wandering Son
Nie jest to może najsmutniejsza scena w anime ever, ale nastrój jaki buduje cała seria jest niepozorny i nie wiadomo kiedy potrafi człowieka uderzyć. Scena pochodzi z anime o dojrzewaniu i o rożnych powodach, dla których ludzie obierają się inaczej niż wyznacza to płeć, z którą się urodzili. Głównym bohaterem jest młody chłopiec, który odkrywa swoją kobiecą stronę (w kwestii wyglądu). W końcu zainspirowany swoimi koleżankami, które chodzą do szkoły w męskich mundurkach sam postanawia również chodzić do szkoły ubrany tak, jakby chciał.
Wchodząc do szkoły nauczyciel zauważa co się dzieje.
- Ale wiesz, że jesteś chłopcem? - pyta.
- Tak - odpowiada główny bohater.

I niby taka niepozorna scena, wpleciona gdzieś w środek anime, ale uderzyła mnie niesamowicie i popłakałam się tak, jak pierwszy raz, kiedy obejrzałam "Wilcze Dzieci".



DZIEŃ 13 - POSTAĆ Z ANIME, KTÓRĄ NAJBARDZIEJ PRZYPOMINASZ
Wolę jak ludzie mi mówią, kogo przypominam, bo... to jest tak, że każdy daną postać interpretuje po swojemu, albo wystarczy jedna scena, żeby w jakichś sposób połączyć się z daną postacią. Z takiego "Yowamushi Pedal" utożsamiam się z Toduou, Aoyagim i troszkę z Shinkaiem. A kiedy przyjrzymy się Toduou i Aoyagiemu to uznamy, że są to 2 zupełnie różne postaci! Zupełnie! A ja o każdym mogę powiedzieć, że mnie przypomina. W "One Piece" mogłabym nazwać siebie mieszanką Luffiego, Zoro i Choppera... A oni nie są do siebie podobni. Jak żyć, panie prezydencie, kiedy pojawia się przede mną tak trudne pytanie? W "Sailor Moon" zawsze w tym samym stopniu utożsamiałam się z Hotaru, co z Haruka, a jednak wszystkie dziewczynki z podwórka obsadzały mnie w roli Ami... Jak oglądam zdjęcia z dzieciństwa to z wyglądu 100% Armin z "Shingeki", a teraz wyglądam jak przechodzień numer 3 z przypadkowego anime. A Yuri z "Yuri on Ice"? Panie! Stany lękowe, porównywanie wszystkiego do jedzenia - no jak tu się nie utożsamiać.


DZIEŃ 14 -Anime, które możesz oglądać kilka razy i ci się nie nudzi.
Wolę oglądać nowe anime. Mam tyle zaległości w rzeczach, które chciałabym obejrzeć, że nie ma szans... Inaczej jest z j-dramami, tam akurat mam tytuły, do których uwielbiam wracać, no ale nie o nich jest wyzwanie. Poza wymienionymi w ulubionych mogłabym wymienić jeszcze: 
Yami no Matsuei - za jakieś 2 lata stuknie 10 lat, odkąd obejrzałam to anime ostatni raz - wtedy zrobię sobie powtórkę. Ale w sumie to o obejrzałam tę serię 4 razy odkąd ją poznałam.
Wilcze Dzieci - mimo, że oglądałam już raz w domu, to i tak wybrałam się na ten film do kina.


DZIEŃ 15 - ULUBIONY TOWARZYSZ BOHATERA NIE BĘDĄCY CZŁOWIEKIEM, NP. ZWIERZĘ
Tapioca z "Tsuritamy", tu nie trzeba słów.


DZIEŃ 16 - ANIMACJA-OPENING, NA KTÓRY CHCIAŁABYM ZWRÓCIĆ WASZĄ UWAGĘ
Miało być coś o najładniejszej animacji, ale kto by chciał po raz kolejny słuchać o filmach Makato Shinkaia. Spójrzcie na ten piękny dekadencki opening do "Shouwa Genroku Rakugo Shinjuu" sezon 2.


Dzień 17 - Ulubiona męska drugoplanowa postać z anime
Hajime Aoyagi z Yowamushi Pedal (spoilery)
Nie, nie napisałam tego teraz, kiedyś po przeczytaniu mangi wylałam swoje emocje po angielsku na tumbelrze, kiedy jeszcze go używałam. Teraz skorzystałam z tego, że już mam natchniony tekst.

Aoyagi ma świetny rozwój w trakcie trwania serii. Na początku był niepozornym milczącym senpaiem. Ale tak naprawdę już to, że Aoyagi rozumie swojego przyjaciela bez słów i jest z nim w stanie stworzyć świetny rowerowy duet powinno o czymś świadczyć. Mimo ciężkiej pracy obaj nie byli w stanie spełnić swoich marzeń, ale mimo tego wspierali innych członków zespołu na drodze do zwycięstwa. A potem, rok później jako najstarsi członkowie klubu wrócili jako... :)

Ludzie mięli tendencję do nazywania Aoyagiego nudnym i mało interesującym, ale wystarczy przyjrzeć mu się bliżej, żeby znaleźć w nim naprawdę ciekawą osobowość. I nie mam na myśli tego, że zmienił się w świra na punkcie tuńczyka z majonezem w onigiri. Nie chodzi mi tez o ten szok bohaterów, kiedy powiesz więcej niż 2 zdania na raz. Bardziej chodzi mi np. o to, że w dni wolne Aoyagi chodzi po galeriach ze sztuką, a najlepsze oceny ma z rysunku i ilustracji. Nie każdy pedałujący licealista ma takie zainteresowania.

Aoyagi bardzo szanuje swoich senpaiów i naprawdę wierzy w Tadokoro. Stara się być jak on, w wielu kwestiach- od diety (maszyna do jedzenia), przez techniki, po przesłuchanie i nauczenie się tekstu do piosenki z anime. Wzorem senpaiów postanowił być też dla zespołu niczym mama. Bardzo chciał się zaopiekować i doceniał młodszych członków zespołu, razem z tata Junta stworzyli Sohoku 2.0, które okazało się tak wspaniałą rodziną, że mimo tęsknoty za stara gwardię strasznie kibicuje nowemu składowi. Aoyagi zawsze martwi się o innych bardziej niż o siebie. Te rozterki, kiedy Teshima i Koga się ścigali i ten delikatny uśmiech, którym ich obdarzył później! Jest bogiem Oranginy, bez którego najmłodszy członek zespołu, Kaburagi nie byłby w stanie się tak rozwinąć skrzydeł. Tak ładnie go oswoił. A ta scena, kiedy mama Onody poprosiła cię o opiekę nad swoim synem - miałam wrażenie, że 2 matki uściskają swoją dłoń. 

Aoyagi Hajime to naprawdę odpowiedzialny wice-kapitan.

Ale poza pójściem w ślady senpaiów rozwija tez wlasne techniki - Bambi Style jest jedyny swoim rodzaju! Bambi-chan! (celowo wstawiłam screena z oczami Bambiego XD)

Aoyagi ma własne zdanie i Teshima zawsze o tym wiedział. Wiedział, że jeśli Aoyagi mówi już o czymś na głos to jest dla niego naprawdę istotne. I wiedział, że nie zmieni już zdania.

Wiele osób bierze Aoyagiego za naprawdę drugoplanową postać, ignorując to, co właściwie robi cały czas w tle. Ale dla mnie Bambi ma specjalne miejsce w serduszku, kiedy oglądam YowaPedę.


DZIEŃ 18 - ULUBIONA ŻEŃSKA POSTAĆ DRUGOPLANOWA
Uznałam, że to dobry moment, żeby wyskoczyć z nieśmiertelną serią, jaką jest "Sailor Moon". Zawsze miałam tam swoje 2 ulubienice - Hotaru (Sailor Saturn) i Harukę (Sailor Uranus). Jako młody Otai obydwie te sailorki kupiły mnie swoimi charakterami - Haruka ze względu na charakter, rozterki, opiekuńczość i za to, że w równy sposób traktowała swoją bardziej męską i bardziej żeńską część charakteru - z obydwoma świetnie sobie radziła. Do tego była Wodnikiem, więc automatycznie poczułam astronomiczne pokrewieństwo. Hotaru też miała dobry charakter - była tajemnicza, ale łagodna i bardzo miła, dodatkowo została ujęta jako postać z pewną choroba, która nie pozwalała jej do końca funkcjonować normalnie w społeczeństwie. A jako dziewczę młode aż za dobrze wiedziałam jak ludzie w szkole traktują tych bardziej chorowitych. Do dziś właśnie je dwie uwielbiam najbardziej.


DZIEŃ 19 - NAJBARDZIEJ EPICKA SCENA Z ANIME
Zapewne znam milion bardziej epickich scen z anime, ale ta pierwsza przyszła mi do głowy, kiedy przeczytałam pytanie. Scena pochodzi z "Excel Sagi". Na samym początku historii Excel wpada pod ciężarówkę i umiera. Pojawia się przed nią Wielka Wola Galaktyki i mówi "Excel, Excel, nie możesz zginąć w pierwszym odcinku" i przywraca bohaterkę do życia.


DZIEŃ 20 - POSTAĆ, KTÓRA DZIAŁA CI NA NERWY
Z całym szacunkiem dla Mamoru z mangi i Mamoru z Sailor Moon Crystal - czym był Mamoru z Sailorek? Zaczęło się dobrze z tym wrednym charakterkiem, ale jak tylko odzyskał pamięć to stał się ciepłą kluchą, która była ciepłą kluchą z charakteru, stawiającą innych nad swoją przyszłą żonę jakby nie patrzeć, a dodatkowo najsłabszym ogniwem całej drużyny - wystarczyło na niego wpłynąć/zahipnotyzować/zaatakować/zmanipulować i całe sailorkowe plany leciały na łeb na szyję. To naprawdę nie jest aż tak kiep[ska postać w oryginalnej wersji.

Kolejne dni z anime będą publikowane najpierw na moim fanpage, a po zebraniu się 10 odpowiedzi zrobię podsumowanie tutaj.

Do następnego!

[recenzja] Księga Vanitasa tomy 1-3

Bardzo wielu ludzi uwielbia "Pandora Hearts". Ja tę mangę mam na półce, nie całą, tylko 12 tomów na próbę. Ale nigdy nie jestem w stanie się przebić przez pierwsze 2 tomy, ile razy bym nie zaczynała. Największym moim oporem jest to, że wszyscy mówią, że manga rozkręca się dużo później. Wierzę, że dużo później mogłabym wpaść w ten świat, ale jeśli ma to oznaczać, że mam się przebijać na siłę przez pierwsze tomy dla jakiejś obietnicy to najpierw wolę poczytać te mangi, które wciągają mnie już od pierwszego czy drugiego tomu, albo te, które mam już kupione w całości, albo jakieś krótsze serie. "Pandora Hearts" może poczekać na swoją kolej, kiedy będę gotowa do niej wrócić. Tymczasem postanowiłam zapoznać się z autorką od innej strony jej twórczości i wybrałam jej nowszy tytuł - "Księgę Vanitasa". Seria jest całkiem świeża, póki co krótka, więc nie przerasta mnie JESZCZE ilość tomów, a główny bohater nie wygląda jak dziecko. Już same okładki bardziej mnie kuszą, a skoro autorka rozkręciła się podczas rysowania "Pandory" to jest nadzieja, że taka rozkręcona weszła w nową serię. Tak sobie to wszystko ładnie wytłumaczyłam, żeby nie czuć się winna, że nie znam takiej klasyki jak "Pandora Hearts", a jednak zabieram się za nową mangę autorki jaką jest "Księga Vanitasa".


"Vanitas no Shuki" to historia autorstwa Mochizuki Jun. Autorka zadebiutowała mangą "Crimson Shell" w 2009 roku i już po samych okładkach widać, że od tego czasu zrobiła niesamowite postępy. Jej najbardziej znanym dziełem jest wymieniona już "Pandora Hearts". Oprócz rysowania mang autorka ilustruje też light novelki i wykonuje pojedyncze ilustracje. O autorce można szybko się sporo dowiedzieć - w internetach krążą jej zdjęcia, w jej mangach przedstawia się w formie kota i zawsze opowiada jakieś anegdotki ze swojego życia, znamy jej datę urodzin czy fakt, że przyjaźni się z autorką mangi "Boku x Inu SS". Opisywana dziś manga zaczęła wychodzić w grudniu 2015 roku, obecnie ma 3 tomiki i nadal powstaje. Za wydanie mangi odpowiedzialne jest wydawnictwo Square Enix, a magazyn, w którym manga jest wydawana to Gangan Joker.  W tym przypadku jest to o tyle ważne, że autorka skorzystała z kontaktów w Square Enix i np. do zaprojektowania sterowca w pierwszym tomie zatrudniła freelancerkę zajmującą się projektami gier w wielu wydaniach Square Enixu. 


Polskiego wydania w grudniu 2016 roku podjęło się wydawnictwo Waneko i na dzień dzisiejszy dogoniło wydanie japońskie, dlatego mogę recenzować wszystkie 3 tomiki na raz. Polskie wydanie ma rozmiar standardowy, wydrukowane jest w czerni i bieli na papierze offsetowym, w środku znajduje się też 1 kartka w kolorze na papierze kredowym. Wydanie posiada okładkę z obwolutą. Na okładce mamy projekty maszyn lub postaci, rozrysowane i odpowiednio opisane. Kolorowe obwoluty posiadają niesamowite ilustracje autorki. Same obwoluty są matowe, ale część z ilustracjami posiada wypukle błyszczące laminowanie. Logo też jest przyzwoicie zaprojektowane, a to dobrze, bo czasem, kiedy wydawnictwo Waneko nie bazuje na oryginalnym logo, potrafią powstać rzeczy przedziwne. Opisy na obwolutach są bardzo krótkie, opatrzone kilkoma kadrami ze środka tomiku.


Mechaniczny Grymuar, który rozsiewa wśród wampirów klątwę… Czy otworzysz jego karty? Tryby opowieści, prowadzone Księgą Vanitasa, powoli zaczynają się obracać.Dziewiętnastowieczny Paryż. Vanitas jest człowiekiem leczącym wampiry. Używa magicznej księgi by pozbywać się klątwy, która zmienia je w krwiożerce monstra.Chodzą pogłoski, że księga jest przeklęta i dzięki niej, w noce gdy błękitny księżyc jest w pełni, powstają wampiryKim jest dr Vanitas? Jakie skrywa sekrety? Jaki los czeka wampiry? - Wydawnictwo Waneko
Skoro podjęłam się recenzji 3 tomów postanowiłam podzielić rozważania o fabule i bohaterach na 3 części - nie ze względu na ilość tomików, tylko na sprawy, które chciałabym poruszyć. Najpierw ogólny zarys fabularny, potem trochę własnych odczuć na temat postaci czy zdarzeń, a trzeci na temat tego co po trzech tomach wiemy na temat świata przedstawionego. Nie ma on spoilerów co do zdarzeń z mangi związanych z naszymi bohaterami, ale wiedzę o nim zyskujemy w trakcie czytania tomików, dlatego dla kogoś jakiś szczegół może zostać uznany za spoiler. Niemniej jednak, uważam, że warto podsumować pewną wiedzę na temat dosyć rozbudowanego świata przedstawionego, nawet dla osób, które czytały tomiki.


OGÓLNIE 

W opisie od Waneko pojawia się błąd, który przekreśliłam. Według mangi, wampiry powstały  na wskutek wydarzenia zwanego Babel, a księga Vanitasa ich nie tworzy, natomiast według legendy rzuca na wampiry klątwę, w której tracą swoje "człowieczeństwo" i zamieniają się w żądne krwi bestie. Głównym bohaterem jest wampir znany pod imieniem Noe, który przybywa do steampunkowego  Paryża za sugestią swojego wampirzego opiekuna, aby poznać naturę księgi Vanitasa. Według legend księga została stworzona przez wampira zwanego Vanitasem, by mścić się na innych wampirach za to, że został odtrącony. Tymczasem Noe nie spotyka wampira, ale człowieka, który i księgę i imię odziedziczył po sławnym krwiopijcy. Co więcej ten stuknięty człowiek nie rzuca na nikogo klątwy, a z niej leczy. 
"Tak to wszystko się zaczęło To początek opowieści, w której poznałem Vanitasa i zaczęliśmy iść wspólną ścieżką. O wszystkim co zyskaliśmy i o tym, co straciliśmy, oraz jak na krańcu tej podróży... zabiłem go własnymi rękami."
Żeby było jeszcze bardziej tajemniczo, mamy rozbudowaną historię wojen wampirów z ludźmi i wampirów z wampirami, dwa równoległe światy, nawiązania do nauki i narratora - Noe z przyszłości, sugerującego już na samym początku to, co zdarzy się na końcu ich wspólnej podróży. 

Cała fabuła Vanitasa jak dotąd opiera się na dużej ilości akcji, niedopowiedzeniach, tajemnicy. A im dalej w las, tym coraz więcej wskazówek, ale też coraz więcej postaci i cliffhangerów. 


ODCZUCIA

Noe, główny bohater, oraz jego kot Murr zostali na dzień dobry moimi ulubieńcami. To nic, że przeglądając mangę wcześniej nazwałam Noego roboczo "panem wytrzeszczem". W sumie cały czas ma takie rozszerzone oczy - a to ze zdziwienia, a to ze strachu, a to z entuzjazmu. Nie zmienia to jednak faktu, że to on najbardziej przyciągnął mnie z okładek do mangi - ta ciemna karnacja, jasne włosy i dorosły wygląd! Do tego doszedł jeszcze fajny charakter, ciekawość świata, tragiczna przeszłość - świetny z niego protagonista! Vanitas dla odmiany wydaje mi się bohaterem, który jest przeciwwagą Noe - jest wkurzający, irytujący, złośliwy, szalony i gdyby nie to, że tak świetnie uzupełniają się z Noe nawzajem pewnie bym go nie polubiła. Z drugiej strony każdy człowiek ma taki moment w życiu, kiedy świat się aż o to prosi, żeby stać się takim, a nie innym człowiekiem z charakteru i pod tym względem mogę się z Vanitasem utożsamić. 

Oprócz głównych bohaterów mamy całą galerię postaci pobocznych, z których każda odgrywa mniej lub bardziej ważną rolę. Z tomu na tom ilość ważnych postaci rośnie, więc nawet jeśli komuś główna dwójka nie odpowiada, to ma i tak spory wybór. Mnie na przykład łatwo było wybrać, która postać mnie najbardziej irytuje i do tej pory nikt nie przebił Jeanne, która ma naprawdę ciekawa historię, ale jak na taką odpowiedzialność i taki bagaż wydaje się być postacią mentalnie bezradną. Dużo jest tutaj też zalążków wątków romansowych damsko-męskich, zwłaszcza jeśli chodzi o jednostronną miłość. Takie wątki bardziej wchodzą mi, kiedy czytam mangę typowo nastawioną na romans niż tutaj, ale na razie autorka stara się też dodawać do tego smaczki dla fanów pairingujących chłopców z chłopcami czy dziewczęta z dziewczynami - dla przykładu wspomnę scenę, kiedy Jeanne i Dominique tańczą razem na balu, a patrząc  na nich Noe proponuje Vanitasowi, że nauczy go tańczyć. Widzę tu pole do popisu dla wiecznej wojny kto z kim i dlaczego powinien skończyć. Oczywiście, jeśli porzucimy na chwilę główny wątek fabularny, bo to on nadal gra tu główne skrzypce. Konkurs na wątek poboczny wygrywa Murr, kot Noego, ciągle gdzieś zostawiany i porzucany, a którym koniec końców ktoś się opiekuje. Warto wyczekiwać tych drobnych wstawek komediowych. Najgorsze w tych moich odczuciach jest to, że sama jestem w trakcie wymyślania historii o bohaterze, który został kupiony na czarnym rynku i teraz będzie mi głupio tego motywu użyć, bo w Vanitasie pojawia się on w całkiem podobny sposób, w jaki ja chciałam go wykorzystać. Nie zmienia to faktu, że lubię ten motyw stosowany na drodze "od zera do bohatera" i tu mnie mają.

O ile wątek wampirzej części świata został na razie dobrze rozbudowany, o tyle obrońcy ludzkości są tacy średnio na jeża. Jeśli skończy się na tym, że nadal będą przedstawiani jak upośledzona umysłowo sekta w strojach księży i nie pojawi się wśród nich jakiś sensowny bohater to będę rozczarowana. W końcu zainfekowane wampiry stanowią zagrożenie dla ludzkości, a organizacja kościelna jest obrońcą ludzkości i trochę nie chciałabym, żeby ta część stała się zapchajdziurą z maniakami, tylko zaprezentowała się na co najmniej takim poziomie jak rozkład sił w świecie wampirów. Jako, że jest to manga trwająca mogę mieć taka nadzieję, prawda?

Na koniec odczuć wspomnę jeszcze, że przerażają mnie ci 18-20-letni bohaterowie, bo to uświadamia mi tylko, że z roku na rok będę coraz bardziej niedopasowana pod względem wieku do bohaterów mang i o ile na licealne komiksy jestem w stanie się nastawić, to w przypadku historii, gdzie wiek odgrywa rolę drugorzędną będzie mnie uderzało jak straszna odległość wiekowa dzieli mnie od bohaterów. 


ŚWIAT PRZEDSTAWIONY  
Prawdopodobnie nie ma tu większych spoilerów, ale i tak ostrzegam

Świat przedstawiony jest bardzo rozbudowany, bazuje on na naszym XIX wieku, ale jest on zupełnie przeinaczony, zawiera wiele własnych elementów historycznych i naukowych. Najwięcej rozjaśnia nam tom 2, dlatego czytało mi się go zdecydowanie lepiej i szybciej niż tom 1, w którym było dużo akcji, trochę nazw, a mało odpowiedzi o czym właściwie jest mowa. Mam wrażenie, że spora część informacji nie odegra żadnej ważnej roli w mandze, ale jest rezultatem sporego researchu i wykorzystaniu z niego jakichś drobnych elementów. Z jednej strony to plus, bo świat jest bardzo dokładnie budowany i czasem w dodatkach miedzy rozdziałami możemy poznać interesujące ciekawostki. Z drugiej strony manga nafaszerowana taką ilością informacji wymaga bardzo dużej koncentracji, żeby zrozumieć wszystko, co ma miejsce. Teraz przyjrzyjmy się najważniejszym według mnie jego elementom. 

Altus - równoległy do ludzkiego świat wampirów. O ile wampiry mogą przemieszczać się do świata ludzi to do powstałego świata alternatywnego mogą wchodzić tylko wampiry oraz ludzie, których wampir trzyma za rękę podczas przejścia przez wejście. Jeśli człowiek sam będzie próbował przejść przez przejście do świata alternatywnego utknie między tymi światami na zawsze.

Astromit - nazywa się go mianem kruszcu uniwersalnego i szuka się dla niego wielu zastosowań. Obecnie w steampunkowym świecie mangi napędza maszyny parowe, oświetla ulice, pozwala samochodom się poruszać. Powstał w wyniku wydarzenia zwanego "Babel".

Formuła - teoria formuły świata wysnuta przez wybitnego alchemika Paracelsusa (o prawdziwym ojcu medycyny nowożytnej można przeczytać chociażby na wikipedii) zakładała, że obok naszego świata istnieje świat formuł i gdyby dało się je nadpisać (zmienić) możnaby uczynic świat lepszym niwelując choroby. Po wielu wysiłkach udało mu się to uczynić dla dobra ludzkości, ale niosło to ze sobą potworne dla świata konsekwencje nazwane Babel. Obecnie moc nadpisania formuł w pewnym stopniu posiadają wampiry i w ten sposób są w mniejszym lub większym stopniu stanie używać mocy ponadnaturalnych (Noe np. potrafi chodzić po suficie, nieumiejętnie, ale zawsze coś).

Babel - wydarzenie związane z nadpisaniem formuł, które sprowadziło na świat plagę kataklizmów. Po tym, kiedy wszystko się uspokoiło ludzie zauważyli, że coś jest nie tak - pojawiły się na świecie rzeczy, których wcześniej nie było. Zakłada się, że Astromit powstał poprzez nadpisanie formuły węgla, a wampiry przez nadpisanie formuły człowieka itp. Niestety nie każdy o tym pamięta...

Gatunki - mamy ludzi, mamy dhampiry czyli półwampiry w ojca-wampira i matki-człowieka, mamy wampiry przypominające ludzi oraz wampiry ze zmodyfikowanymi imionami, które są chore i atakują bezmyślnie innych. Między człowiekiem, a wampirem może dojść do zawarcia paktu poprzez wypicie krwi człowieka i jego naznaczenie. Wampiry mogą pić też swoją krew nawzajem.

Chasseurs - myśliwi, odłam kościoła zajmujący się polowaniem na wampiry. oprócz prawdziwej organizacji istnieją też ich fałszywi naśladowcy.

Bourreau - kat, morderca własnego gatunku, działający na czyjeś zlecenie wampir.

Wojny z wampirami - ważny element całej układanki i zrozumienia świata to wojna między wampirami a ludźmi w dawnych czasach, ale tutaj pojawiają się póki co tylko wskazówki, które są dla mnie już typowymi spoilerami dla fabuły i pojawiających się postaci, więc o tym przeczytacie sobie już sami. Na razie wiemy mało, ale wybrane postaci, które pojawiają się w tomikach brały w niej udział i miały wielki wpływ na jej wynik.

Imiona i nazwiska wampirów - imiona i nazwiska wampirów są bardzo ważnym elementem opowieści. To własnie ingerencja w imię wampira, czyli jego stopniowa zmiana sprawia, że wampiry stają się zainfekowane klątwą i zmieniają w kogoś, kim nie są. Imię wampira jest formułą, która kształtuje cale istnieje danego osobnika. Nazwiska świadczą o pochodzeniu wampirów, a ono z kolei może świadczyć o mocach danego wampira. Jeśli usłyszymy nazwisko w stylu "Francuska nazwa czegośtam" będziemy wiedzieć, że mocą danego wampira jest własnie to cośtam. Imiona i nazwiska bohaterów mangi bardzo często nawiązują do postaci z baśni i legend, postaci z książek, bóstw, żyjących niegdyś ludzi, postaci biblijnych.

Tutaj opis naszego świata przedstawionego się kończy.


Kreska co tu dużo mówić... mam wrażenie, że autorka wchodzi na szczyt swoich możliwości i w porównaniu do tych pierwszych tomów "Pandory" które czytałam to tutaj jest dużo lepiej. Już same okładki są niesamowite - kolory są wyraziste, świetnie dobrane, rysunki mają niesamowitą głębię. Ilość detali powala. W środku też jest świetnie: rozkładówki i niektóre kadry robią duże wrażenie, sceny walki są bardzo dynamiczne, a jednocześnie czytelne. Tła, detale przedmiotów - wszystko jest dopracowane. Postacie są zróżnicowane pod względem wyglądu twarzy, ubioru, postury i autorka zawsze o tym pamięta. Długie kończyny Vanitasa to coś, na co mogę patrzeć godzinami :). Kreska po prostu mówi sama za siebie i o ile wiem, że ilustracje czy rozkładówki powinny się podobać każdemu, o tyle zwykłe kadry i ich ilość na stronie są już kwestia osobistego gustu.

Jeśli chodzi o tłumaczenie i typesetting, to w gruncie rzeczy mam tylko niewielkie uwagi. Całość jest jasna i czyta się ją dobrze. Nie do końca przekonuje mnie czcionka, którą krzyczą bohaterowie (nie znam się na nazwach, ale mam 2 dosyć podobne czcionki o nazwie KOMIX i MAZAK u siebie na dysku), ale za to do onomatopei nie mam zastrzeżeń.  Francuskie nazwy podczas czytania są nieco denerwujące, ale wygląda to tak, jakby autorka celowo dawała te kwestie po francusku i tłumacz po prostu to akcentował. Wszystkie potrzebne przypisy, co oznaczają francuskie słowa znajdują się na końcu tomiku, a nie na stronie, na której jest ono używane. Zastanawia mnie też zdanie wypowiedziane przez Noego: "Ludzie, których nie byłem w stanie ocalić" - czy tu rzeczywiście chodzi o ludzi, a nie o bliskie mu istoty, ale jednak wampiry? Czy to jest jakieś podchwytliwe hasło naprowadzające nas na przyszłość, czy może nieszczęśliwy przypadek w stylu "Ataku Tytanów"? Czas pokaże, na tę chwilę w końcu nie znamy dalszej części historii. Z innych uwag mój 3 tom ma na 3-4 stronach drobne czarne plamki, jakiś błąd drukarski najwidoczniej.


Na koniec recenzji zazwyczaj rozważam dla kogo jest recenzowana manga i czy będę ją czytała dalej. Myślę, że będę. Na razie jest dla mnie tyle samo zabiegów, które uwielbiam, co zabiegów, których nie lubię (to sugerowanie na początku jaki będzie koniec historii to wątek, który najpierw mi się podobał, ale po którejś mandze z rzędu z tym zabiegiem zaczął działać mi na nerwy). Nie mogę być na nie, bo potencjał jest spory, a w sumie pewne zabiegi stosowane w mangach człowiek jest w stanie ocenić dokładnie dopiero po przeczytaniu całości. Zaintrygowała mnie ta zgraja bohaterów i świat przedstawiony. A co do tego, czy wam się spodoba... ja dałabym szansę przynajmniej 2 tomom - po samym pierwszym średnio byłoby mi ocenić, co myślę na temat tytułu. Samo to, że zdecydowałam się na tak rozbudowaną recenzję powinno świadczyć za tytułem :).

[recenzja] Dar trzech króli (jednotomówka, manga)

Po natłoku ostatnich recenzji trochę dałam wam od nich odpocząć. Przy okazji straciłam trochę wenę, bo jednak nie ma to jak pisać jedną recenzję za drugą na fali. Sierpień powoli się kończy, kończy się też intensywność pisania przeze mnie notek, bo urlop gdzieś zniknął. Mam nadzieje, że wasze letnie urlopy i wakacje były fajne, ja sobie zdecydowanie odpoczęłam od pracy, ale musiałam się zmierzyć z poczuciem straty w różnej formie i w sumie dzisiaj będę pisać o mandze poruszającej ten temat. 

Dziś chciałam zrecenzować jednotomową mangę wydaną przez Waneko. Nie jest to moja ulubiona jednotomówka wydana przez to wydawnictwo, nie zalicza się nawet do głównej piątki, ale z własnej nieprzymuszonej woli wybrałam własnie tę mangę do recenzji jeszcze zanim ją przeczytałam.


"Magi no Okurimono" to manga wydana przez wydawnictwo Shueisha w Japonii w 2014 roku. Autorem mangi jest Yoshizuki Kumichi, którego śliczne kolorowe arty możemy obejrzeć na jego pixivie. Yoshizuki tworzy zarówno własne mangi, jak i rysuje na podstawie scenariuszy innych. Tym razem jest to historia jego własnego pomysłu. Autor lubi tematykę wspomnień, podróży w czasie i magicznych mocy, które w jakiś sposób wpływają na naszą rzeczywistość.

W Polsce za wydanie mangi odpowiedzialne jest Wydawnictwo Waneko, które tomik wypuściło w czerwcu 2017 roku. Polskie wydanie ma rozmiar powiększony, jak wszystkie mangi z serii jednotomówek Waneko. Tomik nie posiada kolorowych stron, jest wydany w czerni i bieli na papierze offsetowym. Posiada okładkę z błyszczącą obwolutą ze skrzydełkami. Klejenie jest dobre, żadne ważne elementy nie zostały obcięte. Typesetting nie jest zły - nie jest to może typ czcionek, który lubię w dialogach, narracji, wspomnieniach, ale to nie znaczy, że jest źle. Jeśli chodzi o tłumaczenie mangi to czytało mi się ją płynnie, bez żadnych wzlotów i upadków, dlatego nie mam jakichś większych przemyśleń na ten temat. Powinno się wam tomik dobrze czytać i tyle.

By nie zapomnieć o Akari, swojej zmarłej ukochanej, Daichi dosłownie wspina się na górę wspomnień. Pragnąc, by o niej zapomniał, patrząca na niego z nieba dziewczyna przeszkadza mu w tym. Przejmująca historia miłości dwojga ludzi, którzy oddalają się od siebie dla dobra drugiej osoby.  - Wydawnictwo Waneko
Obsesyjnie przywiązany do swoich obietnic wobec zmarłej partnerki Daichi po 5 latach zaczyna tracić o niej wspomnienia, z jego domu w dziwnych okolicznościach znikają również rzeczy związane z ukochaną Akari. Postanawia więc wejść na górę, gdzie jego ukochana zginęła, żeby odzyskać część wspomnień i nigdy o niej nie zapomnieć, tak jak jej obiecywał. Tymczasem w zaświatach, w których zarabia się na tym, ile razy ludzie wspominają cię po śmierci, zmarła Akari szasta niebiańską walutą po to, żeby jedyna osoba, która jeszcze o niej pamięta przestała wspominać i zaczęła żyć własnym życiem. Manga luźno oparta na historii o darze trzech króli O.Henry'ego, gdzie mąż sprzedał zegarek, by kupić żonie grzebień, a żona sprzedała włosy, żeby kupić mężowi łańcuszek do zegarka i oboje skończyli z bezużytecznymi prezentami, myśląc tylko o tym w jaki sposób uszczęśliwić drugą osobę bez konsultacji. Ogólnie była to romantyczna historia o wielkiej miłości z morałem, że rozmowa ma przyszłość. Tutaj też mamy Daichiego, któremu wydaje się, że uszczęśliwi zmarłą ukochaną myśląc o niej bez końca, a jej się wydaję, że ona uszczęśliwi jego, kiedy on w końcu przestanie o niej myśleć. 


Do tego dołóżmy absurdalną konstrukcję nieba kierującego się zasadą "Nieważne jak, ważne by o tobie mówili po śmierci". Bardzo zabawny koncept, który mi się spodobał i chętnie przeczytałabym mangę o tym, jak zmarli starają się i inwestują niebiański pieniądz w to, żeby o nich mówiono. Tutaj było na odwrót, więc nie wiem czy ten komediowy wątek zagrał mi do końca z tą historią, ale muszę przyznać, że te anioły zmieniające nastawienie wobec biednych i bogatych na zasadzie "Jak cię nie stać, to nie masz zdania" wydawały mi się zabawne, wredota czasem jest w cenie. Oprócz anioła spodobała mi się postać operatora koparki, który zginał razem z Akari. Wydawał się tam najsensowniejszą i najprzyjemniejszą postacią, mimo tego, że było go mało. Miał najwięcej charakteru ze wszystkich. Uparcie trzymający się przeszłości i nieco ponury Daichi nie był jeszcze taki zły, ale wiecznie przeżywająca wszystko w niebie Akari była dla mnie postacią męczącą. Ale na korzyść bohaterów są ich zainteresowania - Akari interesowała się astrologią, a Daichi geologią - to naprawdę ciekawe i uzupełniające się dziedziny, dlatego mają u mnie wielkiego plusa!


Kreska jest tutaj mocną stroną mangi. Twarze może nie do końca są rysowane pode mnie, ale to nie zmienia faktu, że kreska jest dojrzała pod względem perspektywy, szczegółów, pociągnięć kreski, tła, kompozycji, a rozkładówki w tej mandze są wybitne i wyrywają z butów! Teleskopy, gwiazdy, jeziora, drzewa, ale też sceny wewnątrz budynków są naprawdę niesamowite i klimatyczne, sprawiają, że czasem wracam do mangi tylko po to, żeby przejrzeć te rozkładówki. Kupiłabym czarno-białego artbooka tego autora, a tymczasem muszę przyjrzeć się artbookowi do serii "Someday's Dreamers" i ocenić czy warto w niego inwestować. 


Początkowo zaskoczyło mnie, że manga skierowana jest do czytelników z grupy demograficznej seinen. Mimo tego, że bohaterowie mają swoje lata miałam wrażenie, że manga bardziej trafi do młodszego czytelnika, który lubi idealizowanie uczucia miłości. Ta sama historia, z większą dozą dojrzałości i animowana np. przez Makoto Shinkaia - owszem - byłaby skierowana do starszego widza, ale w tej mangowej formie nie do końca to czułam. Mimo wszystko, kiedy przebrnęłam przez pierwszą połowę mangi, która wydawała mi się nieco naiwna, to drugą połowę już dobrze mi się czytało i nie żałuję spędzonego nad lekturą czasu.

[recenzja] Kuro - tom 1

Przy recenzji RELIFE w zeszłym roku wspominałam, że podziwiam Waneko za wydawanie mangi w kolorze, która w pierwotnej wersji została udostępniona jako komiks internetowy za darmo... Oczywiście, ze w Japonii wydanie tomikowe się sprawdziło, bo manga jest naprawdę fajna i dobrze się ją czyta w papierowej wersji zbiorczej. Najwidoczniej w Polsce również się to sprawdza, bo RELIFE wzbudza sympatię czytelników. Dzisiaj również będę recenzować mangę autora, który lubi rysować w kolorze i wrzucać swoje komiksy do czytania za darmo online, chociaż wydaje mi się, że akurat recenzowanego tytułu nie da się przeczytać za darmo w internecie. 


"Kuro" narysowana przez Somato była rysowana przez 5 lat od 2011 roku i zakończyła się na 3 tomach. Na tak długi czas wydawania miała wpływ między innymi forma komiksu, zawierająca krótkie historyjki na temat dziewczynki, jej kota i tajemnicy, która ich otacza. Wydawana była w internetowym magazynie "Tonari no Shonen Jump" (w tym samym magazynie wychodzi np. "One Punch Man") oraz w magazynie "Aoharu". Oba te magazyny podlegają pod wydawnictwo Shueisha. Oprócz tajemniczej i zarazem słodkiej opowieści o "Kuro" autor tworzy komedie romantyczne ecchi. Twórczości Somato można przyjrzeć się dokładniej dzięki twitterowi i  stronie oficjalnej autora. "Kuro" podpada pod grupę demograficzną seinen (dla troszkę starszych niż młodszych chłopców ;)), gatunkowo jest to tajemnica, moce ponadnaturalne, okruchy życia.

Za polskie wydanie "Kuro" odpowiada wydawnictwo Waneko. Pierwszy tom został wydany w maju 2017 roku w formacie, który wydawnictwo nazywa "powiększonym". Taki format otrzymują  między innymi jednotomówki Waneko oraz mangi z mniejszą niż standardowo ilością stron. Sam pierwszy tom "Kuro" ma trochę mniej niż 130 stron, a jego cena jest wyższa (okładkowa cena to 23,99zł) ze względu na to, że połowa tomiku jest w pełnym kolorze. Wszystkie strony wydrukowane są na papierze offsetowym. Jest to wydanie z matową obwolutą posiadającą dosyć szerokie skrzydełka. Po rozłożeniu obwoluty i skrzydełek całość tworzy niesamowitą ilustrację, ale te elementy osobno również tworzą małe dzieła sztuki. Bardzo podoba mi się również prosty projekt okładki znajdujący się pod obwolutą, pasuje do tej mangi.

Poznajcie Koko, sympatyczną dziewczynkę i jej czarnego kota Kuro. Pewnego dnia kociak uciekł z domu, a gdy wrócił był dziwny. Koko i Kuro są jedynymi mieszkańcami wielkiej willi, wokół której czai się coś niebezpiecznego, a dziewczynka wydaje się nie zdawać sobie z tego sprawy…
Czy jesteście gotowi na historię, która niczym Koralina przyprawi Was o gęsią skórkę? - Waneko
Pierwszy tom początkowo wydaje się być tylko zlepkiem krótkich historyjek na temat życia Koko i jej potwornego kota w samotnym domu. Podzieliłabym fabularnie tomik na część kolorową i część czarno-białą. W kolorowych, często jednostronicowych historiach, które mają bawić lub wiać grozą znajdujemy wskazówki na temat świata przedstawionego i postaci, jednak forma, w jakiej komiks jest przedstawiony nie pozwala na rozbudowanie tematu. Inaczej mają się rozdziały czarno-białe, gdzie każdy rozdział to osobna historia. W rozdziałach tych poznajemy jakie historie spisuje główna bohaterka, oraz trzy wydarzenia z przeszłości: Rok temu (o znalezieniu przyjaciółki), Cztery lata temu (o śmierci), Cztery i pół roku temu (o Koko, jej mamie i Kuro).


Jeśli chodzi o postaci, to mamy ich całą galerię - i to dosłownie, bo na pierwszych stronach mamy galerię obrazów prezentująca najważniejsze z nich. Nasza główna bohaterka Koko jest pogodną dziewczynką, która jako jedyna nie widzi potworów, które ją otaczają. Nie pamięta też o śmierci własnych rodziców. Nie wie, czemu mieszkańcy miasta tak bardzo jej unikają. Jej kot, Kuro, pewnego dnia wrócił przemieniony, chroni Koko i atakuje demony, które zbierają się wokół niej. Doktor to tajemnicza postać zainteresowana światem demonów, od której uzyskujemy najwięcej informacji na ich temat - na przykład o rysowaniu białych linii, żeby demony nie mogły wejść do miasta lub na drogę, czy też o szczepionce, dzięki której dzieci mogą widzieć demony. Milk to sympatyczna przyjaciółka Koko, ale równocześnie zamknięta w sobie dziewczynka, uwielbiająca rysować. Maria jest dziewczynką zadającą wiele pytań, wydaje się być wroga wobec Koko i Kuro, a jej życie nie było usłane różami. Brenda to stara przyjaciółka matki Koko, nauczycielka, która raz w tygodniu przychodzi do dziewczynki dawać jej lekcje. Wraz z nią przychodzi jej młodziutka córka Sezame, która uwielbia dręczyć w dosyć niewinny sposób małe kocurki. Dodatkowo w kolorowe strony mamy wplecione mapki miasta, które pomagają naszej wyobraźni przestrzennej umiejscowić pewne wydarzenia w konkretnej odległości od siebie.



Na początku myślałam, że kreska "Kuro" to jest takie typowe "moe", urocze buźki, małe słodkie dziewczynki i te sprawy. Efekt ten jednak znika, kiedy przypatrzymy się dorosłym. Wygląd postaci jest zróżnicowany jeśli chodzi o bohaterów - lekarz wygląda na starszego pana z jakiejś mangi detektywistycznej, rodzice Koko są niczym wyciągnięci z jakiegoś shojo. Efekt "moe" jest tutaj utrzymany dzięki temu, że akcja toczy się wokół dzieci. Kreska autora jest lekka, przyjemna i strasznie miło się na nią patrzy. Potwory, które zaprojektował potrafią być naprawdę przerażające - mnie chyba najbardziej obrzydził wróbel z mordką pająka. Tła są pełne detali, dynamika i trudniejsza perspektywa nie są autorowi straszne. Zarówno czarno-białe jak i kolorowe strony świetnie się prezentują, chociaż bezsprzecznie widać, że w kolorowe strony włożony jest wielki ogrom pracy - kolory, cieniowanie, faktury!Autor przykłada się do każdej strony i nie ma tu chodzenia na skróty.


Myślę, że druk na papierze offsetowym, a nie błyszczącej kredzie dodaje trochę własnej faktury, ale dla mnie stwarza to klimat. Nie mam zastrzeżeń ani do tłumaczenia, ani do typesettingu - może po prostu nie było niczego, co zwróciłoby moją uwagę. Co znaczy, że mangę czytało się płynnie, a to najważniejsze! Jedyne, do czego mogę się przyczepić to opis z tyłu obwoluty - ciemny kolor na czarnym tle nie jest do końca czytelnym wyborem. Większość stron jest ponumerowana. Wydanie nie posiada żadnych obciętych dialogów, klejenie jest dobre, a wszystkie onomatopeje są wyczyszczone i zastąpione polskimi. Niektóre "Chlasty!" Kuro są tak pięknie wstawione - majstersztyk!


Świat "Kuro" wciąga, pełen tajemnic i smutku, ale przedstawiony w pogodny i przyjazny sposób za pomocą mangi o kocie i jego właścicielce potrafi rozłożyć na łopatki. Kto wie, może gdyby w "Ataku Tytanów" było więcej kotów, to ta manga wyglądałaby właśnie jak "Kuro"? To tytuł, który wzbudza w czytelniku niepokój, ale jest podany w lekkostrawny sposób.  Ja po przeczytaniu pierwszego tomu od razu zamówiłam drugi. Nie wiem, co takiego jest w historiach o małych dziewczynkach i ich demonicznych opiekunach, że choć są tak podobne i tak różne od siebie to każda z nich się broni!

- Copyright © Gekiuma Henshin - Rysunki na blogu moje - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -